» Recenzje » Ja, inkwizytor. Głód i pragnienie

Ja, inkwizytor. Głód i pragnienie


wersja do druku

Głód świeżości, pragnienie oryginalności

Autor: Redakcja: Marcin 'lemon' Łukasiewicz, Matylda 'Melanto' Zatorska

Ja, inkwizytor. Głód i pragnienie
Od ostatniego spotkania z Mordimerem minęły prawie cztery lata, więc najwierniejsi fani mieli dość czasu, aby zatęsknić za stworzonym przez Jacka Piekarę inkwizytorem. Czy stali się jednak na tyle głodni i spragnieni by przymknąć oko na odcinanie kuponów?

W dziewiątym już tomie cyklu (a chronologicznie piątym) czytelnicy otrzymują dwie historie z inkwizytorem w roli głównej. Pierwsza z nich, Wiewióreczka, to około osiemdziesięciostronicowe opowiadanie, które otwiera scena przesłuchania pewnego wygadanego handlowca. Sprzeniewierzył on spore fundusze, zaś Madderdin ma go nakłonić do ich zwrócenia. Staje się to przyczynkiem do iście szermierczej wymiany argumentów przesiąkniętych żargonem handlowo-ekonomicznym; można jedynie zachodzić w głowę czy to jeszcze charakterystyka postaci, czy już erudycyjne popisy autora. O ile Wiewióreczka konstrukcyjnie i fabularnie nie ma zbyt wiele do zaoferowania bardziej wymagającemu odbiorcy, o tyle świetnie sprawdza się jako solidne czytadło. Szczególnie jeden zwrot akcji (autor najwyraźniej musiał w swoim czasie zainteresować się metodami szmuglowania narkotyków) może zaskoczyć i wywołać uśmiech. Niestety, końcówka sprawia wrażenie jakby Piekara chciał zakończyć akcję jak najszybciej i jak najmniejszym nakładem sił.

Tytułowe Głód i pragnienie to ponaddwustustronicowa powieść, w której Madderdin otrzymuje zadanie odnalezienia niezwykle pięknej (a jakże) córki kupca spokrewnionego z jego przełożonym. Sytuacja komplikuje się nie na żarty już na samym początku – kiedy Mordimer spotyka się ze zleceniodawcą, aby zorientować się w sprawie, okazuje się, że latorośl już wróciła do domu, cała i zdrowa. Szybko wychodzi na jaw, że zdesperowany ojciec, chcąc chronić pozostałe córki, inkwizytorowi przedstawił siostrę bliźniaczkę porwanej. Od tego momentu sprawa robi się już tylko dziwniejsza, zaś autor podtyka czytelnikom pod nos fałszywe tropy, starając się w ten sposób uczynić lekturę jak najatrakcyjniejszą. W tym celu często ucieka się do humorystycznych scenek, które wzbudzają raczej uśmieszek politowania niż salwy gromkiego śmiechu.

Z tychże scenek najbardziej wyróżnia się – lecz nie na plus – uporczywe wyśmiewanie płci pięknej. Wywód o kobiecej logice, a raczej jej całkowitym braku, poziomem nie odstaje od popularnych w Internecie memów, które tak chętnie żerują na stereotypach. Równie trudno poważnie traktować scenę, w której Madderdin przekłada sobie przez kolano dorosłą kobietę i na gołe pośladki wymierza jej kijem od szczotki dotkliwą karę za nieokazanie mu dostatecznego respektu. Może to wywołać śmiech, a przynajmniej tę jego pustą odmianę. W ogóle sposób, w jaki Mordimer obchodzi się z płcią przeciwną zakrawa na śmieszność: z jednej strony z wygłaszanych przezeń komentarzy wyłania się obraz gardzącego głupimi babami mizogina, z drugiej zaś inkwizytor nie przepuści żadnej okazji, aby pobaraszkować – rzecz jasna, panny całymi tabunami pchają mu się do łóżka. Należy uważać z doszukiwaniem się cech autorów w ich literackich kreacjach, ale w tym wypadku trudno oprzeć się myśli, że Piekara próbuje sobie coś wynagrodzić. A może po prostu bohater, który co rusz zdobywa trofea o ślicznych buziach i obfitych biustach, to wymóg, by utrzymać popularność cyklu na satysfakcjonującym poziomie?

Fragmentów i odniesień do świata rzeczywistego znajdziemy w książce znacznie więcej. Mając na uwadze aktualne debaty o stanie i roli Kościoła, nie sposób obojętnie przejść obok wywodu inkwizytora, który właśnie kler uważa za źródło wszelkiej podłości i chciwości na świecie. Jako przeciwieństwo wskazuje, co nikogo nie powinno dziwić, inkwizytorów, przedstawiając ich jako krystalicznie czystych obrońców wiary w Jezusa, który zszedł z krzyża. Piekara w wykreowanym przez siebie świecie bawi się również ze stereotypowym antysemityzmem – Żydów, tu nazywanych Potępionymi, ściga się na równi z czarownicami i demonami, jako ucieleśnienie wszelkiego zła. Wśród smaczków można jeszcze wymienić honorowy występ toruńskich pierników, zmodyfikowaną wersję legendy o rycerzu śpiącym pod Giewontem i dostosowany do inkwizytorskiego uniwersum odpowiednik modlitwy "Baranku Boży" (u Piekary: "Wilku Boży, który zagryzasz grzechy świata […]"). Jest tego więcej.

Najnowsza propozycja Jacka Piekary to nihil novi. Zagorzali fani inkwizytora z Hez-Hezronu otrzymają kolejne dwa teksty o losach swojego ulubieńca, z których m.in. dowiedzą się, w jaki sposób uzyskał licencję inkwizytorską (wszystko wskazuje na to, że Głód i pragnienie to na ten moment bezpośredni prequel Sługi Bożego). Dla jednych będzie to gratka, na innych nie wywrze większego wrażenia, bo kto nie przepadał za Mordimerem Madderdinem, raczej nie zapała do niego miłością po przeczytaniu omawianego tomu.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
6.5
Ocena recenzenta
7
Ocena użytkowników
Średnia z 6 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Ja, inkwizytor. Głód i pragnienie
Cykl: Mordimer Madderdin
Autor: Jacek Piekara
Wydawca: Fabryka Słów
Data wydania: 28 lutego 2014
Liczba stron: 352
Oprawa: miękka
Format: 125x195 mm
Seria wydawnicza: fantastyczna fabryka
ISBN-13: 978-83-7574-973-1
Cena: 39,90 zł



Czytaj również

Necrosis. Przebudzenie
Zło zwycięży
- recenzja
Zło budzi się
Necrosis. Przebudzenie
- recenzja
Ja, Inkwizytor. Głód i Pragnienie.
Niezawodny inkwizytor wkracza do akcji
- recenzja
Ani słowa prawdy
Trudno być magiem
- recenzja
Ja, inkwizytor. Kościany galeon (audiobook)
Ja, inkwizytor się kończy, Sługa boży się zaczyna
- recenzja
Mój przyjaciel Kaligula
Męskie światy
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Gamon
    Recenzja
Ocena:
0

Przeczytałem i jestem zadowolony ale czy w pełni usatysfakcjonowany? O
tym można przeczytać na
http://gamonia.pl/czytaja/czytac-kazdy-moze-ja-inkwizytor-glod-i-pragnienie/

15-03-2014 21:31

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.