» Recenzje » Insygnia – J.C. Kincaid

Insygnia – J.C. Kincaid


wersja do druku

W cieniu Endera

Autor: Redakcja: Tomasz 'earl' Koziełło

Insygnia – J.C. Kincaid
Może zabrzmi to jak zgrany banał, ale w literaturze nie da się uciec od porównań. Nawet jeśli autor nie chciał wzorować się na żadnym dziele ani do żadnego nawiązywać, to i tak wnikliwi czytelnicy doszukają się wielu odniesień czy też zapożyczeń. J.C. Kincaid na pewno nie uda się uciec od porównań z Grą Endera Orsona Scotta Carda. Sama autorka zapewne była świadoma tego, że jej dzieło czeka taka konfrontacja. Sprawdźmy więc jaki będzie jej wynik.

____________________________


W nieodległej przyszłości świat podzielony jest na dwa konkurujące ze sobą bloki. Po jednej stronie stoi sojusz północnoamerykańsko-europejski, a po drugiej rosyjsko-chiński. W rzeczywistości za sznurki pociągają jednak korporacje, które dzielą między siebie zasoby całego Układu Słonecznego. Konflikt zbrojny przeniósł się bowiem w przestrzeń kosmiczną, a walczą w nim roboty sterowane przez niezwykle utalentowanych nastolatków. Dla Toma Rainesa stanie się członkiem Sił Układu Słonecznego, czyli armii kierowanej przez dowództwo pierwszego z bloków, było tylko odległym marzeniem ze względu na piętrzące się kłopoty szkolne i rodzinne, które odreagowywał w grach komputerowych. Stał się jednak w nich na tyle dobry, że został zauważony przez wojsko. Czas pokaże, czy jest gotów na poświecenia, których wymaga przestąpienie progów Wieży Pentagonu.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Insygnia, jak widać, nie nawiązują bezpośrednio do fabuły dzieła Carda, lecz mają wystarczająco dużo cech wspólnych. Jest tu szkoła dla utalentowanej młodzieży, jest zagrożenie ze strony agresywnych przeciwników, są walki w kosmosie, a nawet i odpowiedni zestaw wewnętrznych wrogów. Podobieństwa te są jednak powierzchowne – główny bohater jest starszy, posiada diametralnie inną osobowość, a zagrożenie ma inny charakter. Można dostrzec pewne paralele w postaci zbieżności nazwisk czy też pewnego wątku związanego z przeciwnikiem (ogólnikowość stwierdzenia podyktowana niechęcią do zdradzania fabuły), lecz i one nie sprawiają wrażenia w pełni świadomych.

Ważniejsze natomiast jest to, że J.C. Kincaid dodała dość oryginalnych elementów, by Insygnia broniły się jako dzieło samodzielne. To właśnie te elementy stanowią pozytywny wyróżnik powieści. Głównie chodzi tu o neuroprocesory wszczepiane uczniom, którzy, dzięki nim, zdobywają ponadprzeciętne umiejętności (takie jak możliwość wgrywania wiedzy, błyskawiczny refleks, interakcja z systemami komputerowymi) i bezpośredni dostęp do sieci ośrodka szkoleniowego, natomiast czytelnicy mogą podziwiać np. wielką wojną na wirusy przesyłane bezpośrednio do procesora szkolnego kolegi, czy też włamania przeciwników do systemów szkoleniowych. W dodatku wszystko wygląda na to, że potencjał tego sprzężenia będzie jedną z głównych podstaw fabularnych kontynuacji. Z tym zagadnieniem powiązana jest też osoba podporucznika Blackburna, który uczy uczniów wykorzystywać potencjał tych procesorów, a jednocześnie staje się zmorą głównego bohatera.

Dotychczasowy brak wad może sprawiać wrażenie, że mamy do czynienia z bardzo dobrą powieścią. Insygniom brakuje jednak nieco głębi. Niby poruszane są takie kwestie jak poświęcenie, potrzeba samorealizacji czy też akceptacji samego siebie, lecz traktowane są one powierzchownie. Podobnie jest z samymi postaciami. Ambicja głównego bohatera przejawia się głównie w powtarzaniu sobie, że "chce zostać kimś". Jedyną postacią, która się wyróżnia spośród bohaterów jest wspominany Blackburn – nie dość, że jest jednym z niewielu dorosłych, którzy przeżyli wszczepienie procesora (choć przypłacił to chorobą psychiczną), to jeszcze jego styl nauczania jest niesztampowy, a czasem i bezwzględny. Pozostałe postacie wpisują się w znane schematy – mamy brutalnego osiłka, przebiegłą kusicielkę, odrzutka, niecnego pracownika korporacji i tak dalej.

Powieść J.C. Kincaid nie może równać się z klasycznym już dziełem Orsona Scotta Carda, lecz nie znaczy to wcale, że jest powieścią słabą. Ciekawe pomysły, zadziorny główny bohater oraz dobre tempo akcji zapewniają odpowiednią dawkę rozrywki. Jednak brak pogłębienia problemów oraz pewnego pochylenia się nad bohaterem (zwłaszcza głównym) sprawiają, że do wybitności jej jednak daleko. Przyznać jednak trzeba, że Insygnia prezentują wyższy poziom od większości literatury young adult.
7.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Insygnia (Insignia)
Autor: S.J. Kincaid
Tłumaczenie: Janusz Ochab
Wydawca: Egmont
Data wydania: 6 lutego 2013
Liczba stron: 470
Oprawa: miękka
Format: 140x210 mm
ISBN-13: 978-83-237-5354-4
Cena: 39.99 zł

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.