» Recenzje » Hitman: Potępienie - Raymond Benson

Hitman: Potępienie - Raymond Benson


wersja do druku

Emocjonalne rozterki superzabójcy

Autor: Redakcja: Staszek 'Scobin' Krawczyk

Hitman: Potępienie - Raymond Benson
Adaptacje gier na potrzeby innych mediów, takich jak filmy czy książki, często bywają dziełami dość wątpliwej jakości. Jednak seria Hitman zdaje się mieć w tej kwestii nieco szczęścia – powstały na jej podstawie film był bowiem dość przeciętny (co należy uznać za sukces w porównaniu choćby do "hitów" klasy Bloodrayne czy Dungeon Siege: W imię króla). Podobnie jest z powieścią wydaną przy okazji premiery piątej części gry – zdecydowanie nie wejdzie ona do kanonu lektur, ale trzyma przyzwoicie średni poziom.

____________________________


Agent 47, bezimienny klon, stworzony w rumuńskim laboratorium tylko po to, by stać się perfekcyjną maszyną do zabijania, w czasie wypełniania jednego ze zleceń dla Międzynarodowej Agencji Kontaktów uległ tragicznemu w skutkach wypadkowi. Po długiej rekonwalescencji, uzależniony od środków przeciwbólowych i pełen wątpliwości, agent postanawia zerwać kontakty z MAK i rozpocząć pracę na własny rachunek. Jednak bezduszna organizacja robi co może, by odszukać go i ponownie zwerbować – czeka już bowiem na niego kontrakt, którego wypełnienie całkowicie zmieni równowagę sił w Stanach Zjednoczonych. Trwa właśnie kampania wyborcza, a Dana Linder, kandydatka zgłoszona przez nowo powstałą partię Ameryka Przede Wszystkim – ciesząca się również poparciem milionera, właściciela sieci fastfoodów i głowy Kościoła Woli, Charliego Wilkinsa – ma wyraźną przewagę nad sprawującym urząd prezydentem. Ktoś zatrudnia 47, by zabił Linder i Wilkinsa, i stawia przy tym dość niezwykłe warunki. Szybko okazuje się, że za zleceniem kryje się drugie dno, zaś łysy zabójca ponownie znajduje się w samym sercu sieci intryg. Jednocześnie jego uwagę rozpraszają nie tylko pigułki, lecz również asystentka Charliego, do której niespodziewanie zaczyna żywić cieplejsze uczucia. Mimo wszelkich przeciwności zamierza jednak zrealizować zlecenie. Tego wszak wymaga profesjonalizm.

Tak więc po rosyjskim prezydencie i maltretowanej prostytutce rodem z filmu przyszedł czas na amerykańską kandydatkę i nieśmiałą sekretarkę. Schemat obu adaptacji jest dość podobny – na początku podziwiamy kunszt 47 w trudnej sztuce skrytobójstwa, następnie okazuje się, że za zleceniem kryje się coś więcej, agent musi walczyć o życie własne i towarzyszki, po czym urządza krwawą łaźnię swoim prześladowcom. Oczywiście forma literacka pozwala na stworzenie większej liczby wątków pobocznych (jak choćby swego rodzaju zawiązanie akcji dla piątej części gry, której fabuła ma być związana ze zdradą nadzorującej do tej pory działalność zabójcy Diany Burnwood), a także na nieco dokładniejsze zgłębienie psychiki głównego bohatera. Jednak w ogólnym zarysie fabuła jest prosta jak trzonek łopaty. Zwroty akcji, choć względnie liczne, są na tyle przewidywalne, by niemal nieustannie wywoływać deja vu, i raczej nikogo nie zaskoczą. Podobnie zresztą jak niemal wszystkie elementy powieści. Jedynie przy kreacji postaci tła autor wykazał się choćby minimalną oryginalnością – trudno jej bowiem odmówić wyglądającemu jak nieco zwariowany bezdomny i wiecznie otaczającemu się gołębiami handlarzowi bronią, a także jego koleżance po fachu, która jest jednocześnie kurą domową z przedmieścia. Cała reszta to jednak tylko sztampa.

Nie znaczy to jednak, że książkę czyta się źle. Narracja jest prowadzona sprawnie, nawet jeżeli została nieco poszarpana przez przeskoki pomiędzy przeszłością i teraźniejszością opisywaną na zmianę z perspektywy narratora trzecioosobowego i samego agenta. Choć czasami wprowadza to lekkie uczucie nieporządku, dzięki wielokrotnemu zawieszaniu biegu wydarzeń i przeskokom w inne miejsca na osi fabuły pozwala również wytworzyć całkiem przyzwoite dawki napięcia, a nawet wywołać lekki syndrom jeszcze jednej strony, gdy chcemy poznać zakończenie danego wątku. Plastyczne i precyzyjne, lecz dość oszczędne w słowach opisy również pomagają utrzymać wysokie tempo powieści, tworząc całkiem udane wrażenie filmowości wydarzeń – bez trudu można wyobrazić sobie daną scenę w zwolnionym tempie, ze stosowną muzyką i efektami specjalnymi wartymi małą fortunę. Wszystko to sprawia, że przez treść przemyka się szybko i bez zbędnego angażowania wyższych ośrodków mózgowych, które mogłyby zwrócić uwagę czytelnika na mocno wątpliwą logikę poszczególnych zdarzeń i wyborów podejmowanych przez teoretycznie inteligentnych ludzi. Dynamiczna akcja potrafi wciągnąć, a kolejne, często dość widowiskowe, sceny skrytobójstw czy strzelanin dostarczają dość adrenaliny, by przez nieco ponad trzysta stron powieści przejść gładko i bez męczenia się. Jako typowe sensacyjne czytadło bez aspiracji powieść spełnia więc stawiane jej wymagania.

Drobnym wyjątkiem są tu wspomniane już fragmenty pisane z perspektywy pierwszej osoby. Autor postanowił bowiem przybliżyć w pewnej mierze osobowość agenta 47, przy okazji czyniąc z niego osobę nieco schizofreniczną. Z jednej strony cały czas stara się przedstawiać go jako zimnego profesjonała, z drugiej zaś z postępem fabuły coraz częściej w jego monologi wewnętrzne wkradają się rzewne przemyślenia i dość patetyczny tragizm smutnego, samotnego klona, niezdolnego (czy na pewno?), by kochać. Oczywiście ta odrobina głębi mogłaby stanowić całkiem interesujący dodatek, ale pasuje do względnie bezmyślnej reszty jak wół do karety i raczej przeszkadza, niż pomaga. Najwyraźniejsze jest to w relacjach z Helen McAdams, asystentką Wilkinsa, która od pierwszego wejrzenia zapłonęła cichym, lecz upartym uczuciem do 47. Ten ostatni na przemian udaje czułego, staje się faktycznie czuły i przemienia się w sopel lodu. Powiązane z tym dziwnym związkiem emocje bohaterów wypadają nawet przekonująco, ale niepotrzebnie rozwadniają akcję. Szczególnie że autor postanowił zakończyć wątek miłosny w przewidywalny sposób. Jest on tu zdecydowanie bardziej strawny niż w filmie, to jednak nie jest wielką sztuką.

Hitman: Potępienie jest powieścią średnią niemal pod każdym względem. Fani łysego zabójcy mogą po nią sięgnąć jako po ciekawostkę i nie powinni się zbytnio rozczarować. Dla pozostałych będzie to mocno przeciętna literatura sensacyjna z gatunku klonów (nomen omen) serii Ludluma o Jasonie Bournie i ci z pewnością znajdą na rynku pozycje zdecydowanie bardziej warte poznania.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
6.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 2
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Hitman: Potępienie (Hitman: Damnation)
Cykl: Hitman
Autor: Raymond Benson
Tłumaczenie: Rafał Śmietana
Wydawca: Znak
Data wydania: 15 października 2012
Liczba stron: 320
Oprawa: miękka
Format: 144 x 204 mm
ISBN-13: 978-83-240-2290-8
Cena: 34,90 zł



Czytaj również

Dying Light
Może było lepiej zostać przy grze...
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

~Maciejosz

Użytkownik niezarejestrowany
    hmmm
Ocena:
0
nie wiem czy sięgnąć po tę książkę po tej recenzji, podobała mi się seria o jasonie bournie a fanem hitmana jestem wielkim, jednak to 6/10 odstrasza mnie troche ;)
17-10-2012 11:10
von Trupka
    ~Maciejosz
Ocena:
0
Warto pamiętać, że 6/10 nie oznacza, że książka jest zła, a po prostu przeciętna.

Jeśli chodzi o Jasona Bourna - Hitman należy do tego samego gatunku, a i bohaterowie wykazują pewne podobieństwo, jednak proza Ludluma to mimo wszystko zdecydowanie wyższa półka.

Biorąc pod uwagę cenę (trzydzieści kilak złotych), jeżeli jesteś fanem serii i nie masz na oku żadnej innej pozycji, godniejszej wydania na nią Twoich pieniędzy, możesz dać jej szansę, o ile nie masz zbyt wygórowanych wymagań.
17-10-2012 18:32
~Maciejosz

Użytkownik niezarejestrowany
    :)
Ocena:
0
mysle ze dam szanse tej pozycji, a i zapomnialem dodać, bardzo dobra recenzja, dzieki :)
18-10-2012 13:13
~Hitman 4ever

Użytkownik niezarejestrowany
    Na pewno
Ocena:
0
Ja Tam jestem wielkim fanem czterdziestki siódemki, i mimo tej recenzji ją zakupie.
02-12-2012 15:31

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.