» Recenzje » Fryne hetera - Witold Jabłoński

Fryne hetera - Witold Jabłoński


wersja do druku

Powieść czy esej?

Autor: Redakcja: Michał 'M.S.' Smętek

Fryne hetera - Witold Jabłoński
Witold Jabłoński to pisarz bez wątpienia kontrowersyjny, co wydawnictwo superNOWA akcentuje na każdym kroku. Żadna jego książka nie może się obejść bez noty wspominającej, że za napisanie Ucznia czarnoksiężnika autor został wyrzucony z pracy, a także zyskał opinię propagatora satanizmu. Fryne Hetera, czyli powieść – najprościej mówiąc – o greckiej luksusowej kurtyzanie, nie burzy więc w żadnym wypadku narosłego mitu, a tylko go wzmacnia.

Zawsze uważałem, że posługiwanie się krzykliwymi hasłami o skandalu może pomóc autorowi tylko na początku kariery, kiedy na dobrą sprawę nie można zrobić wiele więcej, by zachęcić ludzi do kupna tworu debiutanta. Jabłoński natomiast ma już w polskiej fantastyce ugruntowaną pozycję i nadszedł najwyższy czas, by zacząć zauważać jego inne zalety (o ile "propagowanie" satanizmu można nazwać zaletą), jak choćby ogrom pracy wkładanej w każdą książkę, przejawiający się między innymi bogatą warstwą językową, stojącą o klasę wyżej w stosunku do tego, co prezentuje większość polskich autorów fantasy.

Fryne Hetera to, jak wspomniałem, historia greckiej kurtyzany. Jednakowoż określenie najnowszej powieści Witolda Jabłońskiego tym jednym zdaniem byłoby tym, czym określenie sagi o Witelonie mianem opowiastki o przygodach maga żyjącego w czasach Polski dzielnicowej. Swoim zwyczajem autor najpierw mocno zgłębił temat, za który się zabrał, a dopiero potem spisał swoją wiedzę w formie ambitnej powieści historycznej z elementami fantastycznymi.

To, co cieszy we Fryne..., to przede wszystkim bogactwo opisów kultury, którą na dobrą sprawę znamy wyłącznie z omawianych w liceum mitów i śmiesznie zdawkowych, pojedynczych lekcji historii. Główna bohaterka ma akces do niemal wszystkich warstw społeczeństwa greckiego (a ściślej mówiąc – ateńskiego), dzięki czemu wyrysowany przez Jabłońskiego przekrój jest pełny i nie zawiera niejasności. Uwagę zwraca przede wszystkim analiza polityczna społeczeństwa postawionego przed groźbą podporządkowania tyranii, reprezentowanej przez rosnącego w potęgę Aleksandra, przez potomnych nazwanego Wielkim. Kunszt tej ostatniej nie zdziwi jednak nikogo, kto miał okazję zapoznać się z najbardziej znanym utworem autora – cyklem Gwiazda Wenus, Gwiazda Lucyfer.

Bohaterowie stworzeni lub opisywani (jako że powieść jest pełna postaci historycznych) są bardzo żywi i ludzcy. Nie ma wśród nich wyidealizowanych ikon rodem z heroic fantasy, a czyny każdego jawią się w odcieniach szarości, zawsze zawierając cząstkę zła wśród przeważającej ilości dobra bądź na odwrót.

Fabuła... Cóż – to po prostu dzieje życia wybitnej postaci, potrafiącej dostosować się do zmieniających się warunków i nurtów, targających światem antycznym. Pozornie będąc marionetką w dłoniach większych od siebie, Fryne konsekwentnie dąży do tego, co dla niej najważniejsze – wiecznej młodości i wiecznego piękna. Niejednokrotnie znajdując się w tarapatach, udowadnia raz za razem, że nie trzeba mieć męskiej siły, by bez szwanku uciec kłopotom i jeszcze na tym zyskać.

Przy całym ogromie pozytywnych cech, Fryne Hetera ma jednak jedną wadę, która mnie osobiście bardzo raziła. Witold Jabłoński bowiem zbyt często i zbyt natarczywie wypowiada się w różnych kwestiach ustami postaci, które umieścił na kartach swojej powieści. Nawet ja – jako czytelnik liberalny i tolerancyjny – miałem momentami dosyć dyskredytowania wartości chrześcijańskich i propagandy szeroko pojętej swobody seksualnej. Nie to – powtarzam – żeby owe poglądy jakoś szczególnie mnie raziły. Chodzi najzwyczajniej w świecie o to, że twierdzenia głoszone na łamach Fryne Hetery przez główną bohaterkę, Hiperejdesa czy nawet samego Arystotelesa potrafią być mocno inwazyjne i męczące – nawet dla kogoś, kto po części lub w całości się z nimi zgadza. Uważam, że porzucenie części wywodów teologicznych, filozoficznych i socjologicznych mogło by wyjść książce na dobre, nawet kosztem utraty przez autora części aury skandalisty, o której wspominałem na początku. O wiele lepiej przyjąłbym kilka dodatkowych rozdziałów stricte fabularnych. Ale to – jak podejrzewam – kwestia gustu i tego, co czytelnik chce znaleźć w książce.

Fryne Hetera to powieść bardzo dobra, choć nieco męcząca, niemożliwa – przynajmniej dla mnie – do "wciągnięcia" podczas jednego posiedzenia. Na taką sytuację ma również wpływ fakt, że, podobnie jak w przypadku sagi o Witelonie, strony powieści są dosłownie napakowane tekstem, co potrafi mocno męczyć w wymiarze czysto fizycznym. Nie polecam jej nikomu, kto już wcześniej przekonał się, że poglądy Witolda Jabłońskiego mu nie odpowiadają; dla wszystkich innych jednak to lektura może nie tyle obowiązkowa, co przynajmniej zalecana. Choćby po to, by zobaczyć, że nurt fantasy historycznego ma się w naszym kraju coraz lepiej.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
7.5
Ocena recenzenta
6.81
Ocena użytkowników
Średnia z 8 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Fryne hetera
Autor: Witold Jabłoński
Wydawca: superNOWA
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 19 września 2008
Liczba stron: 372
ISBN-13: 978-83-7578-010-9
Cena: 31,50 zł



Czytaj również

Fryne hetera
Nieoczekiwany finał zabawy
Ślepy demon. Sieciech
Kraj ożywionego mitu
- recenzja
Uczeń czarnoksiężnika
Czarna owca Witelon
- recenzja
Słowo i miecz - Witold Jabłoński
Słowiańska Gra o tron?
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.