» Wieści » Fiolet na YT, a Magda Kozak w Afganistanie

Fiolet na YT, a Magda Kozak w Afganistanie

23-04-2010 19:37 | Marcin 'malakh' Zwierzchowski

Fiolet na YT, a Magda Kozak w Afganistanie
Polecamy lekturę artykułu Rzeczy pierwsze na internetowej stronie magazynu Newsweek, którym autorka Fioletu, Magdalena Kozak mówi między innymi o swojej pasji, a także o misji w Afganistanie. Na kanale Agencji Wydawniczej Runa na serwisie YouTube pojawił się także trailer najnowszej powieści autorki Nocarza.
Źródło: Agencja Wydawnicza Runa
Tagi: Fiolet | Magdalena Kozak


Czytaj również

Komentarze

string(15) ""

Gol
    Baba z jajami
Ocena:
0
Nic dodać nic ująć.
23-04-2010 20:13
Antavos
   
Ocena:
0
Nasz człowiek w Afganistanie. :) Tylko żeby cało wróciła z misji. :)
23-04-2010 20:16
Blanche
   
Ocena:
0
Wbrew pozorom w Afganistanie jest trochę Polek - pracują np. jako tłumaczki wojskowe.
23-04-2010 20:37
~Mitzraelka

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
A ja słyszałam taką ciekawostkę: Ciekawe co będzie z coverem i czy się nie zmieni, bo swego czasu na prywatnym facebooku Cieślińskiego wisiał przez krótki czas wpis że go oszukano z tą okładką. Podobno nie chciał robić okładek dla Runy bo to konkurencja Fabryki, to okładkę zamówiła u niego Bellona :) - o tym że się wcześniej dogadali z Runą i na okładce będzie logo Runy dowiedział się jako ostatni dopiero z serwisów o książkach. Jeśli to prawda, to niezłe intrygi ta warszawka odstawia, po trupach, byle by na swoim postawić. Współczuję :)
24-04-2010 02:09
~Hella

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Ze strony redakcyjnej książki:
"Okładka została wykonana na podstawie stopklatki z filmu reklamowego Stanisława Mąderka"
Film reklamowy, znaczy trailer, wisi na YouTube Runy. Wiele się Cieśliński przy tej okładce nie narobił, jak widać, wkleił kadr, dodał napisy i zainkasował honorarium. Intryga zabójcza, no zamordowali go po prostu ;->
24-04-2010 02:30
~P.C.

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Jako że zostałem wywołany do tablicy... Szanowna Pani Hellu, to co Pani tutaj napisała to zwykłe kłamstwo, gdyż okładka powstała od zera, fotki materiałowe robiłem w tym samym czasie, kiedy Staszek kręcił materiał filmowy, a kadr (który sam w sobie na okładkę by się nie nadawał) służył do zgrania okładki ze zwiastunem, by płynnie przechodzić z jednego do drugiego, bo taki był zamysł całości. Ale jesli ten znawczy ton świadczy o pracy w wydawnictwie, to następnym razem proszę samemu wstawić nieostry kard, zprojektować typografię, przecie to proste, poco jeszcze zabawa w chowanego z grafikiem jeśli można zaoszczędzić? Nie narobi się Pani, a zaobi grube miliardy. Naprawdę warto ;>
Co do możliwych konsekwencji tego, o czym napisała koleżanka powyżej (aczkolwiek nie wiem skąd ma te informacje, nikogo takiego w znajomych na FB nie mam, a przytoczony wpis wisiał bardzo krótko i widzieli go tylko osobiści znajomi, w tym graficy jak ja, których ostrzegałem przed wbiciem się w podobne kłopotliwe sytuacje, bo sam byłem tym wszystkim mocno zaskoczony), to też widzę zerowe pojęcie. Kiedy firma zlecająca zataja przed firmą zleceniobiorcą ważne informacje o kooperacji z firmą trzecią w sprawie określonego produktu który zleca, to takie zatajenie może prowadzić u zleceniobiorcy do sporych strat finansowych (np z powodu naruszenia umowów z ważnymi klientami o zakazie określonej konkurencji, z których zleceniobiorca tłumaczyć się nie musi jeśli nie dotyczą określonego podmiotu). W takim przypadku zastosować można np. prawo o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, a wynikiem wytoczonej sprawy mogło by być wstrzymanie działań rynkowych związanych z produktem do wyjaśnienia sprawy, a wprzypadku jej wygrania, zniszczenie przedmiotu sprawy naruszającego prawa poszkodowanego, czyli cały nakład do piachu. Jest to oczywiście jedynie teoria znajomego prawnika, ale dobrze ukazuje czemu nie należy bagatelizować ewentualnych konsekwencji. Zresztą, kto by miał czas na takie pierdoły, gdy robota czeka.
Co do pytania o to czy okładka taka zostanie mimo powyższej sytuacji - o całej sprawie dowiedziałem się po fakcie, od osób trzecich, po wysłaniu okładki i rachunku (co zmaknęło sprawę), więc jeśli wydawnictwa nie zdecydują inaczej, zapewne taka zostanie.
24-04-2010 18:29
~Hella

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Szanowny Panie Piotrze, bez urazy - ja po prostu przeczytałam, co jest napisane na stronie redakcyjnej i wyciągnęłam dość oczywisty wniosek. Przyprawiony odrobiną ironii, owszem, ale to w reakcji na "intrygi warszawki po trupach".

Czy dobrze rozumiem, że Pan mówi, że to, co zostało wydrukowane w książce, to nieprawda? Okładka NIE została wykonana na podstawie stopklatki z filmu reklamowego Stanisława Mąderka?
24-04-2010 19:15
inatheblue
   
Ocena:
0
P.C, o ile dobrze wydedukowałam z twojego postu, Runa nie jest tu zleceniodawcą, tylko ma osobną umowę z Belloną. Nawet jeżeli jesteś grafikiem na etacie, zakaz konkurencji tutaj cię nie zobowiązuje, bo wszystko podpisujesz z Belloną.
Z drugiej strony jeżeli nie jesteś na etacie, tylko na zleceniu, żaden zakaz nie zobowiązuje cię prawnie. Od tej strony nie musisz się martwić. Jeżeli w takim wypadku są między tobą a Fabryką jakieś kwasy, proponowałabym wyjaśnić to na spokojnie. Każdy dobry szef rozumie takie sytuacje.
Uważam to za niewłaściwą i niezdrową sytuację, jeżeli konkurencja między dwoma firmami rozciąga się na pracowników - grafików, autorów, itp. Środowisko jest małe, a pula fachowców określona. Nie warto podkręcać wrogości, iść na noże - to bardzo krótkofalowe myślenie. Specjalista może przecież pracować i kilkadziesiąt lat.
24-04-2010 22:04
Antavos
   
Ocena:
0
Przyznam, że nie bardzo rozumiem istotę sporu, jaki pan P.C opisuje. Nie znając istoty stosunku prawnego, jaki zaistniał wcześniej między wydawnictwem Fabryka Słów, a P.C, mogę jedynie spekulować, że np. pan P.C sam jest przedsiębiorcą działającym pod firmą. W takim wypadku zatajenie przed firmą przyjmującą zlecenie (a więc, jak sądzę, firmą P.C) informacji o współpracy z podmiotami trzecimi (Belloną) rzeczywiście może zostać uznane za celowe wprowadzenie w błąd, ale zmielenie całego nakładu książki to ostateczność; w takich przypadkach, jak sądzę, wystarczyłaby tylko zmiana okładki. Oczywiście to są tylko spekulacje, ale zgadzam się, jak widać, z owym "znajomym prawnikiem".

Bez szczegółów, zeznań i - co najważniejsze - wglądu w umowy nic więcej zrobić jednak nie mogę:). Sąd faktycznie może nakazać wstrzymanie druku i sprzedaży tytułu do czasu wyjaśnienia, ale w takim przypadku radziłbym ugodę, a nie występowanie na drogę sądową.Tym bardziej, że czytam o zapłaceniu za usługę. :)

Inatheblue: ja zrozumiałem, że pan P.C prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą, a nie pracuje na podstawie umowy o pracę z Fabryką Słów. W sytuacji, gdyby pracował - w myśl kodeksu pracy, art 101 - nie może być mowy o jakiejkolwiek współpracy z Runą, czy innym wydawnictwem. IMO.

Aha, jeszcze coś. Tu nie chodzi o to, tak sądzę, że pan Cieśliński współpracuje z Runą, tylko że nie poinformowano go o tym, że Runa współpracuje z Belloną.
24-04-2010 23:09
inatheblue
   
Ocena:
0
Masz rację, że ciężko nad czymkolwiek spekulować, jeżeli nie się nie zna żadnych szczegółów, nie chcę więc ciągnąć dyskusji.
Z doświadczenia wiem jednak, że jeśli we współpracy między ludźmi (niekoniecznie wydawniczej, myślę raczej o moim głównym zawodzie, gdzie doświadczenia mam już troszkę) pojawiają się tego typu wątpliwości, to w 99% jest to efekt wynikający ze wzajemnego niezrozumienia, który można mniej lub bardziej spokojnie wyjaśnić, zamiast od razu wchodzić na wojenną ścieżkę. Jeszcze u nas w kraju jesteśmy nieprzyzwyczajeni do takiego myślenia. Podobno mamy niski kapitał społeczny.
A zatem, takiego spokojnego wyjaśnienia wątpliwości życzę.
24-04-2010 23:59
Antavos
   
Ocena:
0
To samo zaproponowałem. A i jeszcze jedno małe sprostowanie, bo ktoś mógłby źle zrozumieć twoją wypowiedź: autorzy publikujący w wydawnictwie nie są tego wydawnictwa pracownikami.:) Przecież, jak podpisywałaś umowę z Runą, to nie umowę o pracę, tylko umowę o dzieło. Grafik też, jak podpisze umowę o dzieło, nie staje się pracownikiem drugiego wydawnictwa. Przy czym też wydaje mi się, że cały galimatias powstał z powodu braku zrozumienia i nie sądzę, by miało tutaj miejsce celowe wprowadzanie kogokolwiek w błąd; choć, oczywiście, na podstawie tego, co pan P.C mówi można przyjąć i taką interpretację.
25-04-2010 00:21
inatheblue
   
Ocena:
0
Masz rację :) Myślę, że po prostu jest trochę rozgoryczony. Spokojnie, a będzie dobrze :)
25-04-2010 00:23
~P.C.

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Inatheblue - chyba się nie zrozumieliśmy. Nie jestem osobą na zleceniu ani pracownikiem, ale osobną firmą, która obiera takie drogi jakie mi pasują. Nie pasowało mi że Runa kopiowała graficzne rozwiązania Fabryki, więc stwierdziłem że nie mam zamiaru robić dla nich okładek, nie odpowiadałem na maile z propozycjami, nie zgadzałem się pytany przez autorów Runy itd, więc w wydawnictwie raczej dobrze o tym wiedziano.
To, że o kooperacji nie wspomniano mi ani słowem, że wykonując projekt okładki musiałem czekać na nową wersję logotypu Bellony (w końcu umiejscowienie logotypu to część projektu)- jak się później okazało pasowanego graficznie do logotypu Runy - a logotyp Runy, mimo że gotowy i oczekujący, dostawiano dopiero na zakończonym przezemnie projekcie już w wydawnictwie, nie wspominając ani słowem o oznaczeniu produktu mojej firmy (bo tym jest okładka) logotypem zupełnie innej firmy niż zlecająca, nie wspominając co to za firma, wiedząc jednocześnie że dobrowolnie bym tego nie zrobił- to mówi chyba samo za siebie, i to można nazwać 'kwasem', a nie moje stosunki z innymi klientami, w tym FS, z którym układ firma - firma mam bardzo udany. To, jakie są stosunki między konkurencyjnymi firmami jest na dalszym planie, ale jeśli ktoś w pełni świadomie zataja informację handlową by osiągnąć skutek sprzeczny z dązeniami mojej firmy i taka sytuacja może popsuć stosunki z moim dobrym klientem (więc jako firma mogę na tym stracić), to już wybija je na plan pierwszy i zalicza się np pod ustawę o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (nie chodzi tu o dosłowne odebranie nazwy ustawy, ale o jej zawartość). Ktoś kłamie, w wyniku tego ktoś traci, więc musi być na to jakiś paragraf, prawda? Choć tu akurat cała tyrada służy jedynie wyjaśnieniu sytuacji.
25-04-2010 00:25
Antavos
   
Ocena:
0
Czyli mój tok rozumowania przebiegał prawidłowo. Pomijając kwestie czysto etyczne (najlepiej poczekać też na odpowiedź drugiej strony sporu, nie wyrokować, spokojnie rozmawiać), jak nie odpowiadanie na maile, jeśli jest, jak Pan mówi, można stwierdzić naruszenie ustawy o nieuczciwej konkurencji. Gdyby zdołał Pan uzasadnić, że poniósł szkodę w wyniku zawarcia tej umowy przysługiwałoby Panu roszczenie o odszkodowanie. Więcej: jeśli umowa zawarta między Pana firmą a zleceniodawcą zawierała klauzule niedozwolone, jest ex lege nieważna, a więc Pana okładka powinna zostać usunięta, a produkt powinien pojawić się znowu na rynku z nową okładką.

Ale i tak najlepiej doprowadzić jakoś do ugody.

Pozostaje tylko współczuć autorce.
25-04-2010 00:50
27532

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Nie czytałem powyższej dyskusji i nie wiem, czego ona dotycza, ale to wyznanie

"Nie jestem osobą na zleceniu ani pracownikiem, ale osobną firmą"

prowokuje do ciekawych rozmyślań na temat osobowości personalnej w czasach społeczeństw bazujących na rynku usług.
25-04-2010 07:42
Sigrid
   
Ocena:
0
1. Runa faktycznie dawno temu zwracała się do p. Piotra Cieślińskiego z propozycją wykonania okładki i faktycznie nie odpowiedział. Jeden raz, więc dziwi mnie ta legenda o osaczaniu, namawianiu, listach, prośbach etc.
2. Nie ja wybierałam grafika do książki Magdaleny Kozak „Fiolet”. Runa weszła w ten projekt na pewnym etapie, to znaczy, że zarówno Magda Kozak, jak i p. Piotr Cieśliński podpisywali umowy z Belloną. Nie uczestniczyłam w negocjowaniu umowy z p. Piotrem Cieślińskim, nie znam jej szczegółów, nie zatwierdzałam zlecenia, nie uczestniczyłam w żadnych rozmowach, nie akceptowałam ani projektu ani gotowej okładki. Nikt z Runy w żaden sposób nie kontaktował się z nim w sprawie książki Magdaleny Kozak.
3. Na żadnym etapie nie czekano na logotyp Runy, mamy ten sam od początku istnienia firmy. Bellona natomiast używa teraz bodajże trzech wersji logotypu i długo podejmowano decyzję, który znajdzie się na tej książce (ostatecznie jest stary, nie nowy).
4. Mimo ogromnego uznania dla osiągnięć p. Piotra Cieślińskiego, artyzmu jego okładek, terminowości oraz profesjonalizmu – współpracuję z nim równie niechętnie, jak on ze mną. Jego umowa z Belloną opiewała na zrealizowanie okładki oraz layoutu serii, która – co, jak mi przekazała Bellona, szczególnie podkreślano – nie będzie przypominała serii Fabryki Słów. Nie bardzo wyobrażam sobie, że żądam usunięcia p. Piotra Cieślińskiego z tego projektu: wtedy poszedłby po świecie hyr o mojej nieżyczliwości.
5. Okładka do książki Magdaleny Kozak była wykonana na podstawie stop klatki z filmu Stanisława Mąderka, który prosił o zamieszczenie tej informacji na stronie redakcyjnej. Po przeczytaniu tutaj wypowiedzi p. Piotra Cieślińskiego oczywiście poproszę Staszka o wyjaśnienie tej kwestii. Niemniej jestem ogromnie zaskoczona, że to jest kwestionowane, bo przecież chociażby Fiołek, widoczny i na filmie, i na okładce pod Pałacem Kultury został stworzony przez Staszka, podobnie jak pomysł ujęcia, które znalazło się na okładce.
6. Panie Piotrze – oraz wszyscy pozostali uczestnicy dyskusji – bardzo przepraszam za roztrząsanie tych kwestii tutaj. Ze względu na powszechność tego forum nie zamierzam się dłużej rozwodzić. Ale oczywiście w razie chęci oraz potrzeby zapraszam do prywatnej rozmowy: ja odpowiadam na maile.
25-04-2010 09:27
~P.C.

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Małe opóźnienie, praca ważniejsza.

>>1. Runa faktycznie dawno temu zwracała się do p. Piotra Cieślińskiego z propozycją wykonania okładki i faktycznie nie odpowiedział. Jeden raz, więc dziwi mnie ta legenda o osaczaniu, namawianiu, listach, prośbach etc.

Faktycznie, mail był jeden, propozycja "rysowania okładek". Profesjonalizm na całego, bo narysowanych okładek widziałem kilka sztuk przez kilka lat. Okładki zwykle się projektuje, a ilustracje na okładki w obecnych cyfrowych czasach się tworzy, ew maluje. Rozważałem nawet czy ten mail to nie jest jakiś żart, przecież nikt z branży by tak nie napisał. Nie wspomnę już o tym, że nie zdążyłem jeszcze wypuścić z płuc lubelskiego powietrza po odejściu z FS na swoje, a tu mail z propozycją od konkurencyjnego wydawnictwa, które kopiowało rozwiązania do których dochodziłem z fabrycznym zespołem ciężką pracą. Głupi żart lub brak powagi, a milczenie jest wystarczającą odpowiedzią w takim przypadku. Tak przy okazji - to był chyba jedyny mail na jaki świadomie nie odpowiedziałem (nie powiem, czasem coś mi może umknąć z nadmiaru pracy). Ale w tym przypadku tak chciałem, nie pomijając zupełnie kwestii moralnych o których ktoś tu wspomniał. A zwykle odpowiadam nawet na maile typu "A czemu loki ma taką fryzurę?".
Na konwentach jak i później byłem podpytywany "czy może bym nie zrobił" przez autorów oraz ludzi powiązanych z wydawnictwem, i to nawet jeszcze wtedy gdy pracowałem na etacie w Fabryce Słów, która jest przecież Waszą konkurencją - co mogło by świadczyć jakie macie o mnie zdanie, lub bierzecie mnie swoją miarą. Oczywiście odmawiałem i wspominałem, że raczej do tego nie dojdzie.
Nie ma żadnej legendy, jest tylko kilka-kilkanaście zdarzeń. O te kilka-kilkanaście za dużo, jeśli by mieć odrobinę zasad.

>>2. Nie ja wybierałam grafika do książki Magdaleny Kozak „Fiolet”. Runa weszła w ten projekt na pewnym etapie, to znaczy, że zarówno Magda Kozak, jak i p. Piotr Cieśliński podpisywali umowy z Belloną. Nie uczestniczyłam w negocjowaniu umowy z p. Piotrem Cieślińskim, nie znam jej szczegółów, nie zatwierdzałam zlecenia, nie uczestniczyłam w żadnych rozmowach, nie akceptowałam ani projektu ani gotowej okładki. Nikt z Runy w żaden sposób nie kontaktował się z nim w sprawie książki Magdaleny Kozak.

Ale od pewnego momentu dobrze Pani wiedziała kto będzie robił okładkę (wystarczyło że zadzwoniłem do osób związanych z całym projektem i wydawnictwem, porozmawiałem, zadałem kilka pytań na które odpowiedź nie jest ważna, ale sam fakt odpowiedzi potwierdza dany fakt - jak choćby początek etapu współpracy Runy i z Runą przy całym projekcie, wyszło kto z kim o czym rozmawiał i w jakiej sprawie - później wystarczyło dodać 2+2), więc albo nie poinformowała Pani nikogo w Bellonie "on nas nie lubi, pracuje dla konkurencji, nam odmawiał, mogą być problemy", albo wręcz przeciwnie - poinformowała Pani, by nic mi nie mówiono, bo mogę nie wykonać okładki gdy dowiem się o kooperacji. Świadczy o tym poniższe zapewnienie, że logotyp Runy nie był modyfikowany, więc powinien być gotowy do wysłania do mnie jeszcze przed wybraniem logotypu Bellony. Więc czemu od dawna gotowy logotyp Runy wstawiano dopiero w wydawnictwie, mimo że logotyp Bellony wstawiałem ja, a jeszcze musiałem na niego trochę poczekać (powiedziano mi, że jest modyfikowany)? Wbrew pozorom dostawienie jakiegoś elementu na okładce wiążę się bardzo często z modyfikacją kompozycji całości, a to przecież moja robota.
Jest jeszcze trzecia możliwość - "nie powiem mamie że wazon pękł, może się uda i się nie dowie" - ale o infantylizm nikogo tutaj nie podejrzewam.
Gdybym miał podpisaną jakąkolwiek umowę lojalnościową o zakazie konkurencji (o której to umowie nie muszę informować podmiotów, których ona nie dotyczy), przez takie zatajenie informacji miał bym kłopoty, więc jako najsłabsza firma w układzie, aby nie ponosić niesłusznych konsekwencji, mógł bym jedynie odwołać się do prawa i sądu, jak napisałem wyżej. Bardzo miły prezent dla autorki, twórcy trailera i dla mnie. Jako bonus za dobrze wykonaną pracę, oczywiscie.

>>3. Na żadnym etapie nie czekano na logotyp Runy, mamy ten sam od początku istnienia firmy. Bellona natomiast używa teraz bodajże trzech wersji logotypu i długo podejmowano decyzję, który znajdzie się na tej książce (ostatecznie jest stary, nie nowy).

Mi powiedziano, że logotyp Bellony jest modyfikowany i muszę zaczekać. W tym czasie nie dostałem logotypu Runy (gotowego przecież). Ani później. W ogóle. Mimo że zgłaszano się do mnie z takim błachostkami jak zamiana elementu z koloru do b/w (dwa pociągnięcia suwakiem), to modyfikacja całego projektu by wstawić weń logotyp Runy jakoś nie nastręczała trudności. Ale jak powyżej - to tylko świadczy o świadomym zatajeniu współpracy.
Poza tym mało prawdopodobne, by ramki logotypów miały praktycznie identyczne rozmiary. A porównując obydwa, mają praktycznie identyczny format. Na okładce komponowały by się idealnie. No ale przypadki przecież się zdarzają...:>

>>4. Mimo ogromnego uznania dla osiągnięć p. Piotra Cieślińskiego, artyzmu jego okładek, terminowości oraz profesjonalizmu – współpracuję z nim równie niechętnie, jak on ze mną. Jego umowa z Belloną opiewała na zrealizowanie okładki oraz layoutu serii, która – co, jak mi przekazała Bellona, szczególnie podkreślano – nie będzie przypominała serii Fabryki Słów. Nie bardzo wyobrażam sobie, że żądam usunięcia p. Piotra Cieślińskiego z tego projektu: wtedy poszedłby po świecie hyr o mojej nieżyczliwości.

Aha, to pewnie z owej niechęci wynikł ten mail na który nie odpowiedziałem, i z tej niechęci to podpytywanie metodą na głuchy telefon.
Mydlenie oczu miłymi słówkami. Poza tym nic nie może Pani wiedzieć o mojej terminowości, bo z Runą nie współpracowałem...no chyba że trzymała Pani rękę na pulsie przy robieniu tej okładki :>
O nieżyczliwości, choć w stosunku do FS, hyr już chodzi od jakiegoś czasu (mimo ładnych słówek, że to tylko oni tacy oj-strasznie-źli, a my to ich prawie kochamy), więc dodając 2+2, czyli niechęć do współpracy ze mną (jak wyżej) i niechęć do FS, można by logicznie podejrzewać że całe to zajście to robienie na złość FS? Okładkę mógł przecież zrobić inny grafik. Jakaś zawistna akcja za to, że im wychodzi, a Wam średnio? Tak by można sądzić sugerując się powyższymi (współpraca z Belloną to też przecież nie z powietrza - można się domyślać że to Bellona wyłożyła kasę na wydanie książki, gdyż Runa nie daje rady). Wymyślam cuda, bo nie wiem już co sądzić o całym tym zajściu - sam bym nawet nie podejrzewał nikogo o taką akcję, dlatego gdy się dowiedziałem dla kogo tak naprawdę wykonałem okładkę (a dowiedziałem się z niezależnego serwisu o książkach, przypadkiem) i w tym samym momencie dotarło do mnie kilka faktów, na które wcześniej nie zwróciłem uwagi, byłem w "lekkim szoku" jak to się potocznie mawia. Z której strony bym nie patrzył, wychodzi z tego świadome działanie. Że też komuś się chciało...

>>5. Okładka do książki Magdaleny Kozak była wykonana na podstawie stop klatki z filmu Stanisława Mąderka, który prosił o zamieszczenie tej informacji na stronie redakcyjnej. Po przeczytaniu tutaj wypowiedzi p. Piotra Cieślińskiego oczywiście poproszę Staszka o wyjaśnienie tej kwestii. Niemniej jestem ogromnie zaskoczona, że to jest kwestionowane, bo przecież chociażby Fiołek, widoczny i na filmie, i na okładce pod Pałacem Kultury został stworzony przez Staszka, podobnie jak pomysł ujęcia, które znalazło się na okładce.

Po pierwsze, jeśli wiedziała Pani o trailerze, to musiała Pani wiedzieć też o okładce, gdyż okładka była bezpośrednio zgrywana z trailerem. Nie było innej możliwości.
Po drugie, ktoś tu się pokusił o nadinterpretację. Ale może wkleję ponownie swoją wypowiedź: "...okładka powstała od zera, fotki materiałowe robiłem w tym samym czasie, kiedy Staszek kręcił materiał filmowy, a kadr (który sam w sobie na okładkę by się nie nadawał) służył do zgrania okładki ze zwiastunem, by płynnie przechodzić z jednego do drugiego, bo taki był zamysł całości.". Nie napisałem, że okładka nie powstała na bazie kadru, bo przecież bez tego nie można by było zgrać trailera z okładką. Fiołek musiał być w 3D, by mógł "wystąpić" w filmie, dlatego tez musiał być taki sam i jako rendering został stworzony przez Staszka, a ja później dostałem go zupełnie oddzielnie i przemalowałem go do okładki. W swojej wypowiedzi przeciwstawiałem się twierdzeniu, że "wkleiłem kadr". Kadr, by mógł stać się ilustracją na okładkę, został po prostu wykonany od początku, od nowa w wysokiej jakości, a później znów dla pewności zgrany z kadrem. Coś jeszcze nie jest jasne? A może powinienem narysować tą okładkę? :>
To, że Staszek poprosił o zamieszczenie takiej informacji i jest ona w książce, zupełnie mi nie przeszkadza a nawet jest wskazane.
Za to podawanie mojego imienia i nazwiska zamiast nazwy firmy, to już znów : albo niedopatrzenia, albo świadome działanie, bo wyraźnie prosiłem o umieszczanie nazwy firmy jako wykonawcy okładki. A na każdym serwisie widzę imię i nazwisko.

6. Panie Piotrze – oraz wszyscy pozostali uczestnicy dyskusji – bardzo przepraszam za roztrząsanie tych kwestii tutaj. Ze względu na powszechność tego forum nie zamierzam się dłużej rozwodzić. Ale oczywiście w razie chęci oraz potrzeby zapraszam do prywatnej rozmowy: ja odpowiadam na maile.

Pewnie, jeszcze wyjdzie szydło i nawet miłe słówka i smutna mina nie pomogą.

Wszelkie przytoczone formy prawnego działania były tylko przykładami możliwych konsekwencji takiego postępowania (na początku jako odpowiedź na wpis Helli, który sugerował błahość sytuacji), więc roztrząsanie usunięcia okładki to trochę nadinterpretacja. Okładka została zatwierdzona, wysłana, rachunek wystawiony, więc dla mnie jest po fakcie. Bawić się w jakieś cuda nie mam zamiaru, nie jestem mściwy, ale wkurza mnie takie postępowanie, a później jeszcze ściemnianie że niby nic nie było, nikt nic nie wiedział, a tak w ogóle to, o, ładną pogodę dziś mamy.

Tyle.
27-04-2010 06:52
~Jakub Ćwiek

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Jeśli mogę, na dłuższe słówko się tutaj wtrącę. Nie mam pojęcia jak sprawa wyglądała z Magdą, bo rozmawiałem z nią tylko chwilę gdzieś w przelocie i razem, radośnie odkryliśmy, że przyjdzie nam zapoczątkować nową serię Bellony. To znaczy pierwszy krok robić będzie Magda, bo odważniejsza i z bronią przeszkolona, ale ja zaraz za nią. No i oczywiście szał: ale fajnie, nowa seria, a o czym będzie, a kto zrobi okładkę, ciekawe jak wypadnie i tak dalej. Magda powiedziała, że chce w tym Piotrka (wybacz Piotrze, że piszę w trzeciej osobie skoro to czytasz), a ja, że to świetny pomysł, ale czy nikt mu problemu nie zrobi, bo to przecież inne wydawnictwo i takie tam. I zacząłem gnębić Bellonę o Piotrka takoż, bo przecież siła złego razem do tej pory, okładki Piotrka były zawsze super i w ogóle. Nawet sam zadzwoniłem, bo przecież fajnie sobie osobiście pogadać o pomysłach, projektach i tym podobnych.
A potem nagle, bum!, grom z jasnego nieba, Piotrek się wycofuje. Bo Runa!
No dobra,przeżyłem szok, potem jakoś - z trudem - przebolałem stratę, porozmawiałem też oczywiście z Anią Brzezińską (Aniu, Ty również wybacz trzecią osobę) i oto został mi przedstawiony proces powstawania tej serii, od współpracy po kooprodukcję. I jeżeli dobrze rozumiem, a sprawdziłem kilkakrotnie to winą całej sytuacji jest raczej komunikacyjny szum na linii docierającej się współpracy niż celowe działanie. Bo to my z Magdą chcieliśmy Piotrka i poinformowaliśmy o tym Bellonę. Bellona sama odpowiada za wygląd serii więc nie patrzyła na konflikty wewnątrz środowiska tylko spełniła prośbę autorów. Potem wyszły zgrzyty, za które mnie osobiście jest głupio, bo niepotrzebnie naciskałem.
Także Piotrze, Aniu bardzo Was przepraszam, że namieszałem trochę naciskając Bellonę i nie wyjaśniając – bo nie wyjaśniłem – jak ściśle przebiega współpraca na linii Dark Crayon – Fabryka Słów. Gdybym to zrobił, być może w Bellonie padłoby pytanie: a jak Cieśliński z Runą? I sprawa wyszłaby szybciej i bezboleśnie. Ale tak to jest, jak się autorzy wpieprzają w nie swoje działki J
Przy okazji może warto wspomnieć, że gdy wypuszczałem w Runie „Ofensywę Szulerów” i poprosiłem o Piotrka, Ania powiedziała mi, że choć pracę Piotrka bardzo ceni, nie chce do niego pisać, bo raz nie odpowiedział, a to znaczy, ze najpewniej nie jest zainteresowany współpracą. I widać miała rację...
Także, podsumowując, jeszcze raz przepraszam. (Jak Magda wróci, może też zabierze głos, na razie ma ważniejsze sprawy jak... pilnowanie setek żyć w tym własnego ZDROWIE MAGDY, OBROŃCZYNI NASZYCH bardzo odległych GRANIC)
27-04-2010 10:11
Sigrid
   
Ocena:
0
1. Reasumując, otrzymał Pan od Runy jeden mail, który - ze względów dla mnie leksykalnych, niemniej bardzo przepraszam, nie chciałam Panu uchybić - uznał Pan za nieprofesjonalny. Owszem, czasami się zdarza, że autorzy chcą pracować z konkretnym grafikiem, co staramy się im umożliwiać. Nie wiem, kto i o co Pana prosił, ale nadal mam wrażenie, że tworzy Pan legendę, zapewne miłą dla siebie, o nieustających nagabywaniach.
2. Logotyp Runy nie był wstawiany od początku, bo miał tam być tylko logotyp Bellony. Logotyp Bellony – ten z ramką – to najstarsza wersja ich logotypu, może go Pan znaleźć chociażby na serii Historyczne bitwy. Logotyp Runy został do niego dopasowany, zmniejszony proporcjonalnie oraz zmieniono kolor liternictwa.
3. Pańskie imię i nazwisko w serwisach jest, jak sądzę, pochodną noty, o jakiej zamieszczenie prosił Pan w książce, a która brzmi: „Grafika oraz projekt okładki: Dark Crayon/Piotr Cieśliński”.
4. Jak pisałam poprzednio, nie umiem się odnieść do Pańskich słów „okładka powstała od zera”, mogę tylko powtórzyć to, co wiem od Staszka Mąderka. Odnoszę przy tym wrażenie, że usiłuje mnie Pan zawstydzić moją niekompetencją graficzną (malowanie vs rysowanie). Zupełnie niepotrzebnie, uznaję Pańską wyższość w tym względzie, podobnie jak bardzo wielu innych ludzi, którzy są świetni w swoich dyscyplinach.
5. Pański list świetnie ilustruje, dlaczego współpracę Runy z Belloną – oraz inne przedsięwzięcia Runy – wolimy we wstępnej fazie trzymać w tajemnicy. Jak ustaliliśmy, jest Pan osobą niezależną, prowadzącą własną firmę, niemniej czuje się Pan w obowiązku obwieścić urbi et orbi, że Runie idzie źle, że brakuje jej pieniędzy, że robi na złość Fabryce Słów etc. NB, podobną falę pomówień pod naszym adresem zaobserwowałam przy okazji Crossgate. Nie wyobrażam sobie, żebym jakiś nasz pracownik lub współpracownik publicznie wypowiadał się w ten sposób o innej firmie. Wyobrażam sobie natomiast, że gdyby nasze zamierzenia były znane wcześniej, podobne pomówienia pojawiłyby się wcześniej, żeby to nowe przedsięwzięcie wcześniej utrącić lub mu zaszkodzić.
6. Po przeczytaniu Pańskich komentarzy dochodzę do wniosku, że faktycznie należało poprosić o zmianę grafika. Nie dlatego, że Pana nie lubię, bo to, proszę wybaczyć, nie ten poziom relacji, chociaż niewątpliwie wiele nas dzieli, choćby w sposobie prowadzenia rozmowy. Spotkaliśmy się osobiście bodajże raz, na konwencie w Elblągu z dziesięć lat temu, kiedy siedzieliśmy razem przy stoliku nad piwem i zagadnął Pan niezobowiązująco, że może by Pan coś dla nas namalował, a ja równie niezobowiązująco odpowiedziałam, że może tak. Nie podzielam jednak Pańskiej wizji binarnego świata i świętej wojny pomiędzy Fabryką Słów i Runą, jaką Pan tutaj kreśli. Na rynku jest znacznie więcej wydawnictw, które ze sobą konkurują (i tutaj konkurencją dla Fabryki Słów wydają mi się raczej duzi gracze na rynku, którzy również celują w prozę popularną i intensywnie rozmawiają z ich autorami), ale też czasami potrafią się wspierać. Autorzy przechodzą z jednych wydawnictw do innych, inni współpracują z wieloma wydawcami. Redaktorzy, korektorzy, graficy, składacze, agencje reklamowe etc. współpracują z wieloma podmiotami i to jest dla mnie normalne.
7. Zrobię, co w mojej mocy, żebyśmy nigdy więcej nie znaleźli się w żadnym wspólnym projekcie. Prawdę powiedziawszy, muszę się zastanowić, jak to na bieżąco sprawdzać, bo nie znam listy Pana zleceń, a nie bardzo wyobrażam sobie wywieszanie tutaj listy naszych planów.
27-04-2010 10:41
~P.C.

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
>>>...Jeśli mogę, na dłuższe słówko się tutaj wtrącę. Nie mam pojęcia jak sprawa wyglądała z Magdą, bo rozmawiałem z nią tylko chwilę gdzieś w przelocie i razem, radośnie odkryliśmy, że przyjdzie nam zapoczątkować nową serię Bellony. To znaczy pierwszy krok robić będzie Magda, bo odważniejsza i z bronią przeszkolona, ale ja zaraz za nią. No i oczywiście szał: ale fajnie, nowa seria, a o czym będzie, a kto zrobi okładkę, ciekawe jak wypadnie i tak dalej. Magda powiedziała, że chce w tym Piotrka (wybacz Piotrze, że piszę w trzeciej osobie skoro to czytasz), a ja, że to świetny pomysł, ale czy nikt mu problemu nie zrobi, bo to przecież inne wydawnictwo i takie tam. I zacząłem gnębić Bellonę o Piotrka takoż, bo przecież siła złego razem do tej pory, okładki Piotrka były zawsze super i w ogóle. Nawet sam zadzwoniłem, bo przecież fajnie sobie osobiście pogadać o pomysłach, projektach i tym podobnych.
A potem nagle, bum!, grom z jasnego nieba, Piotrek się wycofuje. Bo Runa!
No dobra,przeżyłem szok, potem jakoś - z trudem - przebolałem stratę, porozmawiałem też oczywiście z Anią Brzezińską (Aniu, Ty również wybacz trzecią osobę) i oto został mi przedstawiony proces powstawania tej serii, od współpracy po kooprodukcję. I jeżeli dobrze rozumiem, a sprawdziłem kilkakrotnie to winą całej sytuacji jest raczej komunikacyjny szum na linii docierającej się współpracy niż celowe działanie. Bo to my z Magdą chcieliśmy Piotrka i poinformowaliśmy o tym Bellonę. Bellona sama odpowiada za wygląd serii więc nie patrzyła na konflikty wewnątrz środowiska tylko spełniła prośbę autorów. Potem wyszły zgrzyty, za które mnie osobiście jest głupio, bo niepotrzebnie naciskałem.
Także Piotrze, Aniu bardzo Was przepraszam, że namieszałem trochę naciskając Bellonę i nie wyjaśniając – bo nie wyjaśniłem – jak ściśle przebiega współpraca na linii Dark Crayon – Fabryka Słów. Gdybym to zrobił, być może w Bellonie padłoby pytanie: a jak Cieśliński z Runą? I sprawa wyszłaby szybciej i bezboleśnie. Ale tak to jest, jak się autorzy wpieprzają w nie swoje działki J
Przy okazji może warto wspomnieć, że gdy wypuszczałem w Runie „Ofensywę Szulerów” i poprosiłem o Piotrka, Ania powiedziała mi, że choć pracę Piotrka bardzo ceni, nie chce do niego pisać, bo raz nie odpowiedział, a to znaczy, ze najpewniej nie jest zainteresowany współpracą. I widać miała rację...
Także, podsumowując, jeszcze raz przepraszam. (Jak Magda wróci, może też zabierze głos, na razie ma ważniejsze sprawy jak... pilnowanie setek żyć w tym własnego ZDROWIE MAGDY, OBROŃCZYNI NASZYCH bardzo odległych GRANIC) >>>

Kubo, ja też na początku brałem za mus przypadek. Ba, nawet gdy pewne fakty sugerowały że ktoś tu coś namącił, ja i tak z góry zakładałem, że nie może być, by ktoś świadomie zatajał pewne rzeczy, bo i po co? Ale jednak - przejrzałem wszystkie maile, zadzwoniłem najpierw do wydawnictwa, by usłyszeć, a i wręcz wyciągnąć tą informację (musiałem zadać dokładnie pytanie "które to wydawnictwo", inaczej słyszałem tylko "innej firmy" i "innego wydawnictwa") dodatkowo kilka telefonów tu i tam wyjaśniło sprawę, bo ludzie czasem nie wiedzą ile mogą powiedzieć, a z rozmów z kilkoma osobami o jednej rzeczy można wiele wyciągnąć.
I chyba przyznasz, że od pewnego momentu każdy, ale to każdy związany z projektem serii wiedział o Runie. Oczywiście oprócz mnie. Cud? Przecież przepływ informacji był bardzo dobry, bo zawsze bardzo o to dbam jeśli chodzi o pracę nad okładkami (piszę, dzwonię, wypytuję), a tu dodatkowo była zgrywana okładka z trailerem, więc było jeszcze więcej kontaktu.
Poza tym jakie tam "bum i grom z jasnego nieba, bo Runa!" - przecież sam wiedziałeś że Runa jako mój klient odpada, bo Ci to mówiłem, więc skąd to zaskoczenie?
A jeśli Bellona "nie patrzyła na konflikty wewnątrz środowiska", to znaczy że była o nich poinformowana? Jeśli "nie patrzyła na konflikty wewnątrz środowiska", a sama przecież skonfliktowana z nikim nie jest, więc to znaczy że od początku było wiadomo o kooperacji? To by świadczyło o świadomym zatajeniu informacji.
Do autorów nic nie mam, zwykle chcą mieć po prostu takie okładki, jakie sobie wymarzyli. Ale to wydawca pociąga za sznurki, on jest głową przedsięwzięcia, on powinien wiedzieć jakie są konsekwencje pewnych działań, więc to on ponosi odpowiedzialność za dezinformację i ewentualne błędy, a w tym przypadku nastąpiło IMO ewidentne zatajenie informacji.

>>>1. Reasumując, otrzymał Pan od Runy jeden mail, który - ze względów dla mnie leksykalnych, niemniej bardzo przepraszam, nie chciałam Panu uchybić - uznał Pan za nieprofesjonalny. Owszem, czasami się zdarza, że autorzy chcą pracować z konkretnym grafikiem, co staramy się im umożliwiać. Nie wiem, kto i o co Pana prosił, ale nadal mam wrażenie, że tworzy Pan legendę, zapewne miłą dla siebie, o nieustających nagabywaniach. >>>

Nie leksykalnych a informacyjnych. A o względach moralnych nic? O zrzynaniu rozwiązań, aż ludzie w necie i księgarniach mówili "o, a myślałem że to fabryczna książka" też nic? O zwracaniu się o okładkę do kilkuletniego pracownika konkurencji, który nad owymi podrabianymi rozwiązaniami pracował - nic? Żadnych zasad, tylko kasa? Poza tym co za wymysł, że autorzy pracują z grafikiem? Autor z grafikiem to może mieć ewentualnie dobry kontakt, ale to wydawnictwo wszystko załatwia i kontroluje, bo za to płaci.
Legendy nie ma, nie piszę o "nieustających", ale było ich conajmniej kilka, jak nie kilkanaście. Jak widać metoda się sprawdza, później można "umywać ręce", nawet jeśli ktoś np na konwencie podchodzi "od stolika do stolika" i widać o co biega. Ba, ktoś mi nawet kiedyś nieświadomie "chlapnął", że go proszono by mnie zapytał. Ale później zawsze można poubierać wszystko w ładne słówka i wmówić tworzenie miłej dla podpytywanego legendy.

>>> 2. Logotyp Runy nie był wstawiany od początku, bo miał tam być tylko logotyp Bellony. Logotyp Bellony – ten z ramką – to najstarsza wersja ich logotypu, może go Pan znaleźć chociażby na serii Historyczne bitwy. Logotyp Runy został do niego dopasowany, zmniejszony proporcjonalnie oraz zmieniono kolor liternictwa.>>>

Akurat skalowanie czy zmiana koloru logotypu wydawnictwa to przecież rzecz normalna i powszechnie stosowana, więc nie wiem po co tu Pani o tym wspomina. A z Bellony dostałem wtedy taką mniej-więcej informację "Nasz logotyp jest jeszcze modyfikowany, więc musi Pan chwilę na niego zaczekać".
Proszę podać jakiś link do okładki z logotypem stylizowanej na szablę litery "B" w ramce, bo na stronie wydawnictwa w tej serii widzę tylko taką szablę z rozwinięciem nazwy, bez elementu logotypu zwanego potocznie ramką, a to on powoduje graficzne podobieństwo formatem do logotypu Runy i podejrzewam że to on był dorabianym elementem, by uzyskać zgranie graficzne logotypów. Na stronie Runy wiszą tapety, gdzie logotypy są obok siebie, więc można obejrzeć ten zabieg.

>>> 3. Pańskie imię i nazwisko w serwisach jest, jak sądzę, pochodną noty, o jakiej zamieszczenie prosił Pan w książce, a która brzmi: „Grafika oraz projekt okładki: Dark Crayon/Piotr Cieśliński”. >>>

Dokładnie tak powinno być w książce i taka informacja powinna znajdować się tam, gdzie jest potrzebna. A na stronie Runy i na wszystkich serwisach jest tylko imię i nazwisko. To tak po macoszemu do informacji podchodzicie? Aż znowu zaczynam brać pod uwagę, że cała ta sytuacja wynikła z niechlujstwa informacyjnego. Ale jednak nie - pewni ludzie o pewnych rzeczach wiedzieli, zdawali sobie sprawę z pewnych faktów.
A tak gwoli ścisłości, informacja powinna brzmieć tak: Ilustracja na okładce: Dark Crayon / Piotr Cieśliński oraz Stanisław Mąderek , projekt okładki: Dark Crayon / Piotr Cieśliński (to już w książce, bo tego na stronach zwykle się nie podaje). Ale wiem, to strasznie trudne, poza tym wszyscy powinni tego pilnować, ale na pewno nie wydawnictwo.

>>> 4. Jak pisałam poprzednio, nie umiem się odnieść do Pańskich słów „okładka powstała od zera”, mogę tylko powtórzyć to, co wiem od Staszka Mąderka. Odnoszę przy tym wrażenie, że usiłuje mnie Pan zawstydzić moją niekompetencją graficzną (malowanie vs rysowanie). Zupełnie niepotrzebnie, uznaję Pańską wyższość w tym względzie, podobnie jak bardzo wielu innych ludzi, którzy są świetni w swoich dyscyplinach. >>>

Nie usiłuję zawstydzić, ja ją wytykam, bo w końcu wydawnictwo nie istnieje od wczoraj, prawda? Trochę okładek i ilustracji chyba powstało na zlecenie wydawnictwa? A w takim wypadku wręcz należy to wytykać, by nie stało się na naszym rynku jakąś chorą normą, że ktoś kto zatwierdza daną rzecz nie ma o niej najmniejszego pojęcia.
Poza tym znowu metoda dyskusji na biedną sierotkę chwalącą nawet wilka, który zjadł babcię. Może ktoś się nabierze, ale to dość nieszczere.

>>> 5. Pański list świetnie ilustruje, dlaczego współpracę Runy z Belloną – oraz inne przedsięwzięcia Runy – wolimy we wstępnej fazie trzymać w tajemnicy. Jak ustaliliśmy, jest Pan osobą niezależną, prowadzącą własną firmę, niemniej czuje się Pan w obowiązku obwieścić urbi et orbi, że Runie idzie źle, że brakuje jej pieniędzy, że robi na złość Fabryce Słów etc. NB, podobną falę pomówień pod naszym adresem zaobserwowałam przy okazji Crossgate. Nie wyobrażam sobie, żebym jakiś nasz pracownik lub współpracownik publicznie wypowiadał się w ten sposób o innej firmie. Wyobrażam sobie natomiast, że gdyby nasze zamierzenia były znane wcześniej, podobne pomówienia pojawiłyby się wcześniej, żeby to nowe przedsięwzięcie wcześniej utrącić lub mu zaszkodzić. >>>

Ależ to nie jest obwieszczanie informacji że Runie idzie źle (choć Pani wypowiedź wygląda mi na potwierdzenie informacji?). Nie dysponuję takimi informacjami. Wyraźnie ująłem to jako domysły, zresztą raczej nie tylko moje, bo jak się okazuje wielu ludzi potrafi wyciągać logiczne wnioski.
A to, że kopiowano pewne rozwiązania, zamiast dojść samemu do podobnych, ale jakże wtedy innych (to wbrew pozorom można poznać, bo jeśli ktoś nie wie czemu dane rozwiązanie służy a je kopiuje, to widać), to też pomówienie? Czy może jeszcze napisze mi Pani, że "niestety, bardzo mi przykro, doceniając w pełni pana profesjonalizm i w ogóle, to niechcący tak wyszło"?
Ja wyobrażam sobie natomiast, że nie jestem współpracownikiem ani pracownikiem, i to że jestem małą firmą podwykonawczą nie znaczy, że dam sobie wejść na głowę jakiemuś wydawnictwu w którym okładki się rysuje, rozwiązania dobrze działającej konkurencji się kopiuje gdy spada sprzedaż, lub zataja się kluczowe informacje w kontaktach firma-firma. Wyobrażam też sobie, że gdybym został poinformowany o wszystkim tak jak należało i tak jak jest to zwykle robione w wydawnictwach, to zapewne nie było by całego tego problemu. A najbardziej sobie wyobrażam, że sugerowanie że ktoś wiedząc wcześniej o całym przedsięwzięciu mógłby mu zaszkodzić lub je utrącić, to tworzenie mitu o "świętej wojnie", który to podobno tworzą wszyscy, tylko nie Runa, prawda?

>>> 6. Po przeczytaniu Pańskich komentarzy dochodzę do wniosku, że faktycznie należało poprosić o zmianę grafika. Nie dlatego, że Pana nie lubię, bo to, proszę wybaczyć, nie ten poziom relacji, chociaż niewątpliwie wiele nas dzieli, choćby w sposobie prowadzenia rozmowy. Spotkaliśmy się osobiście bodajże raz, na konwencie w Elblągu z dziesięć lat temu, kiedy siedzieliśmy razem przy stoliku nad piwem i zagadnął Pan niezobowiązująco, że może by Pan coś dla nas namalował, a ja równie niezobowiązująco odpowiedziałam, że może tak. Nie podzielam jednak Pańskiej wizji binarnego świata i świętej wojny pomiędzy Fabryką Słów i Runą, jaką Pan tutaj kreśli. Na rynku jest znacznie więcej wydawnictw, które ze sobą konkurują (i tutaj konkurencją dla Fabryki Słów wydają mi się raczej duzi gracze na rynku, którzy również celują w prozę popularną i intensywnie rozmawiają z ich autorami), ale też czasami potrafią się wspierać. Autorzy przechodzą z jednych wydawnictw do innych, inni współpracują z wieloma wydawcami. Redaktorzy, korektorzy, graficy, składacze, agencje reklamowe etc. współpracują z wieloma podmiotami i to jest dla mnie normalne. >>>

No tak, po takiej wymianie zdań normalny człowiek odczuwa wszytko, ale "nielubienie" jest na samym końcu możliwych reakcji. Ktoś ma w to uwierzyć? :>. Sposób rozmowy nie różnił by nas w ogóle, gdybym też wybrał technikę dyskusji jaką świadomie stosuje Pani, zamiast wręcz karczmianej szczerości (która IMO bardziej pasuje przy wytykaniu czyichś matactw/niechlujstwa). Ale to tylko sposób przybrania kwiatków, nic więcej. Informacja pozostaje informacją.

To spotkanie, którego nie pamiętam, ale którego nie wykluczam (jako że nie mam pamięci sięgającej spotkań dwu lub czterozdaniowych sprzed 10 lat), widać musiało odbyć się na jakimś konwencie, na których w owych czasach podpytywałem wszystkich wydawców jak leci, bo nie miałem o tym zielonego pojęcia i ani jednej okładki w portfolio.
Świętej wojny? Ale w którym miejscu jest ta święta wojna w moim wydaniu? Po prostu w kilku przypadkach, dotyczących też i mnie, zachowaliście się dość dziwnie i delikatnie mówiąc nie fair, zasłaniając się później pięknosłowiem (czego przykład jest w tej dyskusji), więc nie chcę z Wami współpracować. Dotyczy to tylko mnie i mojej firmy, a nie FS, mimo tego że pracując tam miałem pierwszą styczność z Waszym pojęciem bycia fair w stosunku do czyjejś pracy.

Zapomniała Pani o jednym - wydawnictwa i inne firmy czy osoby pracujące ze sobą informują o takiej współpracy współpracowników i firmy podwykonawcze, bo tak stanowi prawo. Dlaczego tak tego zwykle pilnują? Ano dlatego, że (wytłumaczę jeszcze raz, na przykładzie) np: logo Carl Zeiss występuje na każdej Nokii, ale na Sony Ericsson już nie może ze względu na umowy. Więc gdyby SE wszedł w kooperację z ZXC, a ZXC zatajając informację o współpracy zamówił by owe logo CarlaZ, tak ZXC jak i SE musiały by zapłacić ogromne odszkodowania na rzecz Nokii i CarlaZ po wypłynięciu całej sprawy, gdyż Nokia wykazała by straty z powodu utraty exclusive'a, a CarlZ ze względu naruszeń umów. Tak samo jest na każdym rynku, czy są to gry, czy książki. Przy książkach raczej rzadko podpisuje się takie umowy, szczególnie w Polsce, ale liczy się też co się komu mówi (lub nie), bo dane słowo w tej, jak i każdej innej branży, jest bardzo ważne. Jakakolwiek lojalność (nie wspominam nawet o chęci współpracy) nie istnieje bez zaufania. Może kurs marketingu by się przydał?
Pomijając kwestie rynkowe a nawiązując do kwestii uczciwości, rozchodzi się też o to, że wiele razy mówiłem "nie dla Runy", a tu nagle dowiaduję się że już dla Runy zrobiłem, tylko o tym nie wiedziałem. Czyli z chęci zarobku, niechlujstwa lub intryganctwa (niepotrzebne skreślić), zrobiliście sobie z mojej gęby szmatę. Ot tak, phi, a poza tym to przecież, z całym szacunkiem dla Pańskiego profesjonalizmu, niechcący, a poza tym to stało się coś? Przecież to pan nam wmawia, my nic a nic, z całym szacunkiem nie ten poziom, a w ogóle to wszystkiemu winien układ, święta wojna i cykliści.

>>> 7. Zrobię, co w mojej mocy, żebyśmy nigdy więcej nie znaleźli się w żadnym wspólnym projekcie. Prawdę powiedziawszy, muszę się zastanowić, jak to na bieżąco sprawdzać, bo nie znam listy Pana zleceń, a nie bardzo wyobrażam sobie wywieszanie tutaj listy naszych planów. >>>

Proszę się nie bać, inne wydawnictwa informują o takich rzeczach i będę wiedział wcześniej. Myślę, że w Bellonie też by mi powiedziano, gdyby nie te podchody. Poza tym wystarczy informować współpracujące firmy, tak jak to robią inne wydawnictwa. To brew pozorom normalne.

Zbyt wiele czasu kosztuje ta dyskusja, a do niczego nie prowadzi (zaczynam powtarzać pewne rzeczy), więc następne odpowiedzi sobie daruję.
30-04-2010 15:54

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.