» Recenzje » Epoka mieczy

Epoka mieczy


wersja do druku
Epoka mieczy
Epoka mitu była powieścią solidną; nie genialną, nie błyskotliwą, nie porywającą, ale właśnie solidną. Taką, którą można polecić każdemu, kto szuka przyjemnej i lekkiej rozrywki w klimacie klasycznego fantasy. Czy drugi tom Legend Pierwszego Imperium utrzymał równie przyzwoity poziom? 

Dahl Rhen na krótką chwilę stał się jednym z najważniejszych miejsc na świecie: to tutaj doszło do pierwszych walk zwiastujących wielką wojnę pomiędzy Rhunami a Fhrejami. Ich bohaterowie cieszą się z zachowania życia, ale już muszą myśleć o kolejnych tygodniach, a te z całą pewnością proste nie będą. Nie uda się ich przetrwać, jeśli ludzkie plemiona nie zdołają się zjednoczyć – i właśnie o to zjednoczenie bohaterowie powieści będą zabiegać. 

Epoka mieczy to jedna z tych kontynuacji, która powstała w imię banalnego hasła: poproszę jeszcze raz to samo. Wracają postaci z tomu pierwszego, na czele z Persefoną, Arion, Suri i Raithem (choć ten ostatni zostaje tu zepchnięty na drugi plan), wracają wszystkie otwarte tam wątki, wraca też typowy dla początków podobnych cykli klimat nerwowego oczekiwania na wojnę. Trudno zresztą podejrzewać, żeby coś miało się w tej kwestii szybko zmienić, bo recenzowana powieść, choć obszerna, nieszczególnie rozwija tę monumentalną w zamyśle historię. Rhunowie dalej się przygotowują, Fhrejowie wciąż ignorują zagrożenie i prowadzą swój dworskie gierki, pierwsza prawdziwa bitwa dopiero nadciąga. Czytelnicy pamiętający Epokę mitu z pewnością wiedzą, czego mogą się spodziewać – kolejnego przeglądu motywów typowych dla klasycznego fantasy. Dlatego też warto przyjrzeć się obecnym tu ciekawostkom, czyli tym elementom, które stanowią jakąkolwiek nowość.

Miecze w tytule powieści pojawiły się nie bez powodu – jednym z najważniejszych jej wątków jest ten poświęcony rozwojowi technicznemu Rhunów, który oczywistym torem zmierza w stronę odkryć związanych z militariami. Zwykle podobne motywy bardzo mi się podobają, skoro wciąż ciepło wspominam to rozwiązanie z Kameleona Kosika, a w przypadku potwornie rozwleczonego Schronienia śledzenie zmian zachodzących w życiu zacofanej cywilizacji stanowi dosłownie jedyną rozrywkę. Niestety, Epoka mieczy na tym polu wypada naprawdę blado. Sullivan postanawia oprzeć ciężar tego wątku na plecach dwóch postaci, genialnej wynalazczyni Roan i pragnącej utrwalić swe opowieści Brin, oraz kontakcie starych bohaterów z trzecią spośród wielkich ras zamieszkujących świat: Dhergami.

Wyprawa do kraju tych ostatnich to bardzo ważna i generalnie udana część powieści, natomiast prezentacja pozostałych, bardziej organicznych wynalazków, do których Rhunowie dochodzą sami… Cóż, rozumiem konwencję i nie oczekuję po przygodowym fantasy fascynującego reportażu z historią nauki w tle, ale w tym wypadku autor poszedł w kwestii uproszczeń o krok za daleko. Kolejne konstrukcje o dziejowym znaczeniu po prostu wyskakują z Roan bez fazy żmudnego opracowywania i poprawiania kolejnych prototypów, wiążące się z niektórymi z nich zagrożenia pokazane są dokładnie raz (przy czym o tragedii wszyscy błyskawicznie zapominają), a choć na początku Sullivan sugeruje, że i w tym wypadku obecność Dhergów ma pewne znaczenie, to pod koniec powieści zapomina o tym całkowicie i po prostu chwyta Rhunów za ich zgrzebne tuniki, żeby na przestrzeni kilku dni przenosić ich o setki czy nawet tysiące lat do przodu, jeśli chodzi o rozwój cywilizacji. Ten pośpiech zabija potencjał tkwiący w całym motywie. 

Zresztą "pośpiech" to w przypadku Epoki mieczy pojęcie kluczowe, bo choć jest to powieść stosunkowo długa i zaledwie druga w zaplanowanym na ładnych kilka tomów cyklu, to jeszcze jeden spośród nowych wątków rozwija się w tempie wręcz absurdalnym. Sullivan także w poprzedniej części był raczej oszczędny, jeśli chodzi o sceny mające miejsce w kraju Fhrejów, ale tym razem ta oszczędność nie sprawdza się z jednego względu: zachodzące tam zdarzenia wydają się kluczowe dla dalszych losów rozpoczynającej się wojny, ale nie wybrzmiewają odpowiednio, bo toczą się błyskawicznie. Brakuje zarysowania tła, brakuje fragmentów, które pokazałyby czytelnikowi jakie motywy kierują zaangażowanymi we wszystko bohaterami, brakuje w końcu nieco bogatszego – znowu, w liczącej ładnych kilkaset stron powieści! – opisu samego rdzenia tych wydarzeń, tego mięsa, na które czytelnicy czekali. 

Czy Epoka mieczy to powieść słabsza od Epoki mitu? Raczej nie, bo w kwestiach fundamentalnych to proste rozwinięcie tych wątków, które zostały w pierwszym tomie otwarte. Jej najpoważniejsze wady wiążą się z nowościami, które wprowadzić postanowił Michael J. Sullivan – bo zabrakło zręczności przy ich wkomponowywaniu w tekst i pochylenia nad nimi tak, aby nabrały ciężaru i znaczenia. Nie jest to najlepszy znak na przyszłość, ale wciąż mam w sobie tyle zainteresowania tym solidnym póki co cyklem, aby sięgnąć po trzeci tom Legend Pierwszego Imperium.  

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
6.0
Ocena recenzenta
6
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Epoka Mieczy
Cykl: Legendy Pierwszego Imperium
Tom: 2
Autor: Michael J. Sullivan
Tłumaczenie: Agnieszka Hałas
Wydawca: Mag
Data wydania: 28 lipca 2023
Liczba stron: 560
Oprawa: twarda
ISBN-13: 978-83-67793-14-8
Cena: 59 zł



Czytaj również

Epoka mitu
Komu trzeba oryginalności, gdy leje się krew
- recenzja
Zdradziecki plan i Pradawna stolica
Kicz, sztampa i brak wyobraźni wchodzą do baru...
- recenzja
Królewska krew. Wieża elfów
Świetny początek wspaniałej przygody.
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.