» Recenzje » Dziedzictwo

Dziedzictwo


wersja do druku

Masterton w branży meblarskiej, czyli siedzenie z piekła rodem

Autor: Redakcja: Matylda 'Melanto' Zatorska

Dziedzictwo
Rok 1981 był na tle twórczości Grahama Mastertona dość urozmaicony. Oprócz kilku powieści z różnych gatunków opublikował wtedy trzy horrory, z których każdy zmierzał w zupełnie innym tematycznym kierunku. Kandydat z piekła jest interesującym przykładem nietypowego horroru politycznego, Studnie piekieł zaś to nie do końca udany hołd złożony Lovecraftowi. Dziedzictwo zdobyło chyba najmniejszą popularność wśród fanów. Stało się tak niesłusznie, z perspektywy czasu jednak można zrozumieć przyczynę.

Ricky Delatolla może uważać się za wyjątkowego szczęściarza. Ma piękną, choć trochę opryskliwą żonę, wspaniałego synka i świetnie prosperującą firmę sprzedającą antyki. Ta beztroska egzystencja zostaje znienacka zakłócona pojawieniem się pod jego domem Henry’ego Granta, tajemniczego handlarza zabytkowymi meblami. Ów niebudzący zaufania jegomość proponuje mu pozornie wysoce lukratywny interes: odstąpi Ricky’emu za grosze zestaw antyków, ale tylko pod warunkiem, że przyjmie od niego ogromne, przedziwnie rzeźbione krzesło, którego na gwałt stara się pozbyć. Przyczyna pośpiechu Granta szybko staje się jasna. Budzący trwogę mebel bynajmniej nie jest przedmiotem martwym i ma wobec nowego właściciela niecne plany. Wkrótce cała rodzina głównego bohatera przekona się, że pozbyć się kłopotliwego nabytku wcale nie będzie łatwo. Jeśli w ogóle okaże się to możliwe.

Ponieważ czytałem tę książkę już ze 20 lat temu, wiedziałem, jakie będzie wyjaśnienie zagadki krzesła, jednak "nowoprzybyli" czytelnicy mogą mieć przy odkrywaniu tajemnic Dziedzictwa niezłą zabawę. Wstępne rozdziały czyta się jak stylową opowieść o nawiedzonym domu, lecz w tym wypadku złym duchem jest samo krzesło, roztaczające wokół siebie aurę niesamowitości i zgrozy. Od początku bohaterów przenika niezrozumiały dla nich chłód, zarażający również czytelnika. Co za tym idzie, największym plusem powieści są znakomite opisy samego krzesła właśnie. Nie tylko jego wyglądu, który straszy niepokojącymi rzeźbieniami, przedstawiającymi piekielne treści. Z oparcia szczerzy zęby bestia ledwo przypominająca człowieka, a towarzyszące jej wzory na poręczach to umęczone dusze staczające się do piekła albo symbole pokusy ­– węże i jabłka. Ten mebel praktycznie sam opowiada swoją historię, mimo że nie musi do tego używać głosu.

Najbardziej udane są jednak akapity opisujące jego zachowanie. Tak, zachowanie: właściwie od początku dobrze wiadomo, że krzesło jest żywą istotą. Czytelnikowi udzielają się sugestywnie przedstawione objawy lęku w konfrontacji z meblem, gdy przy próbach przenoszenia zaczyna on stawiać opór, wije się w rękach, jakby coś z jego wnętrza usiłowało wyrwać się na wolność. Okazuje też wyraźne niezadowolenie, że ktoś ośmiela się mu cokolwiek narzucać. I rośnie. Nie będzie dla nikogo niespodzianką, iż próby pozbycia się krzesła spełzną na niczym, natomiast starania mające na celu jego zniszczenie zakończą się tragedią, stanowiącą motor większości wydarzeń. Ma ono wyjątkowo podły charakter, a po jego pojawieniu się w domu dotychczasowa harmonia zaczyna się burzyć. Roślinność wokół umiera, ogień w kominku sam się rozpala, a postacie na obrazach zmieniają położenie, stanowiąc omen nadciągającej tragedii. Także czas – przynajmniej z punktu widzenia postaci – pod wpływem demonicznej mocy zdaje się płynąć inaczej, tak, by pokrzyżować plany bohaterów.

W pewnym momencie krzesło urasta wręcz do rangi samodzielnej postaci. Nie zdradzę szczegółów ujawnianych na temat przeszłości mebla w późniejszych partiach powieści, ale jego historię należy uznać za bardzo ciekawą. Od samego wykonania, które odbyło się w bardzo nietypowych okolicznościach, losy krzesła w niewytłumaczalny splatały się z życiem kolejnych właścicieli. Chciałoby się wręcz przeczytać pełnowymiarowy prequel, skupiający się wyłącznie na przebiegłym meblu, który zawsze "chadzał" własnymi ścieżkami i chyba nigdy specjalnie nie zachęcał by na nim spocząć.

Rzeczą bardzo istotną z punktu widzenia wielu wielbicieli twórczości Mastertona jest fakt, że jest to powieść niemal całkowicie pozbawiona makabry. Owszem, czasami tu i ówdzie popłynie strumyczek krwi, jednak to jedynie sporadyczne przypadki, gdyż w książce zdecydowanie przeważają subtelne opisy narastającego zagrożenia. To głównie one tworzą kunsztowny nastrój grozy, a nie dynamiczne i sadystyczne sekwencje, tak charakterystyczne dla większości utworów pisarza. Być może dlatego Dziedzictwo nie zdobyło nigdy zbyt dużego rozgłosu. Maniacy gore srodze się nim rozczarują, natomiast czytelnicy o wrażliwszych żołądkach przeczytają bez napadów mdłości.

Niezwykle sprawne operowanie emocjami wynagradza pewne mankamenty dotyczące logiki postępowania postaci, a także konstrukcji fabularnej całości, o których warto wspomnieć. Na przykład pewne teoretycznie straszne, a w praktyce rozczarowujące, starcie w szpitalnej pralni pozostawia wiele do życzenia. Jest mało logiczne i chyba w ogóle niepotrzebne, bo istotne informacje obwieszczone przy tej okazji z pewnością dałoby się przekazać w inny sposób. Najwidoczniej Masterton usiłował w tym przypadku upiec dwie pieczenie na jednym ogniu – skoro już bohaterowie akurat byli w szpitalu, czemu by nie miało im się przytrafić coś strasznego? Tymczasem sekwencja okazała się bodajże najgorszym fragmentem całej powieści, która tylko zyskałaby na jej usunięciu.

Ciekawy motyw zaburzeń temporalnych również nie doczekał się w książce odpowiedniej prezentacji. Opis przyspieszenia czasu niepotrzebnie się powtarza, a przecież i tak działa skutecznie tylko za pierwszym razem – jedna wzmianka o takim zajściu wystarczyłaby w zupełności.

Kiedy indziej bohaterowie podejrzanie szybko decydują się na popełnienie pewnego poważnego czynu przestępczego, bardzo sprawnie, w iście gangsterskim stylu, bez zawiadamiania policji. W dodatku jeden stwierdza przy tym niefrasobliwie, że "tego nie zabrania żadne prawo", a drugi zgadza się bez większych zastrzeżeń. Sądzę, że niejeden sędzia mógłby mieć inne zdanie. Wątek ten niby znajduje w dalszej części książki uzasadnienie, ale nawet wtedy logika postępowania postaci wydaje się wątpliwa. Jest to tym większym problemem, że motywy kryminalne stają się w drugiej połowie powieści bardzo istotne.

Samo zakończenie zaś mogłoby budzić wątpliwości czy nawet śmiech, jednakże gdy głębiej się nad nim zastanowić, wszystko staje się jasne, choć być może jest ów finał nie do końca dopracowaną kulminacją kilku wątków, przewijających się niepostrzeżenie przez książkę.

Dziedzictwo, czytane ponownie po dwudziestu latach, nadal robi znakomite wrażenie. Choć ortodoksyjni fani bezkompromisowego horroru będą zawiedzeni, wczesna powieść brytyjskiego mistrza może utrafić w gusta odbiorców szukających bardziej nastrojowej, operującej szerszą paletą emocji literatury grozy, niekoniecznie śmiertelnie przerażającej, ale z pewnością intrygującej i przyprawiającej o silny dreszczyk. Miejmy nadzieję, że zasłużone wznowienie nakładem Rebisu odsłoni tę perełkę przed kolejnym pokoleniem czytelników.

8.5
Ocena recenzenta
8
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Dziedzictwo (The Heirloom)
Autor: Graham Masterton
Tłumaczenie: Ewa Wojtczak
Wydawca: Rebis
Data wydania: 13 sierpnia 2013
Liczba stron: 232
Oprawa: miękka
Format: 128x197 mm
Seria wydawnicza: Horror
ISBN-13: 978-83-7818-451-5
Cena: 29,90 zł



Czytaj również

Tengu
Masterton (nieco) inaczej
- recenzja
Kostnica
Masterton odnajduje styl, czyli makabryczne puzzle
- recenzja
Panika
Masterton nostalgiczny, czyli powrót do korzeni
- recenzja
Niemy strach
Cień nadziei
- recenzja
Rytuał
Średnio to widzę
- recenzja
Troja. Pan Srebrnego Łuku
Ostatnie chwile przed wojną
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.