» Recenzje » Diabeł zabierze was do domu

Diabeł zabierze was do domu


wersja do druku

Czy w piekle sprzedaje się dragi?

Redakcja: Tomasz 'Asthariel' Lisek, Daga 'Tiszka' Brzozowska

Diabeł zabierze was do domu
Uważam Mapę wnętrza oraz Jedynych dobrych Indian Stephena Grahama Jonesa za najjaśniejsze punkty generalnie bardzo udanej serii horrorów, którą od nieco ponad trzech lat wydaje Mag. Książki te łączy jedna kluczowa zaleta: obie mają doskonale zbudowane tła, których fundamentem są doświadczenia rdzennych Amerykanów. Diabeł zabierze was do domu idzie podobną drogą – groza w wydaniu Gabino Iglesiasa czerpie bowiem pełnymi garściami z wierzeń i przeżyć zamieszkujących USA Meksykanów i Portorykańczyków. 

Życie Maria wali się w gruzy, kiedy u jego córki zostaje zdiagnozowana ostra białaczka. Choć lekarze twierdzą, że większość dzieci udaje się wygrać z chorobą, to Anita umiera, a jej ojciec pogrąża się w rozpaczy. Smutek okazuje się bramą do przerażającej degrengolady i niegdysiejszy przykładny obywatel zmienia się w ludzkiego potwora, nawet jeśli sam tego nie dostrzega. Droga, którą obrał – lub na którą został zaprowadzony – zabiera go w końcu gdzieś na granicę między Stanami a Meksykiem, gdzie bezlitosne kartele toczą ostrą grę o pieniądze brudne od białego proszku. 

Zacznijmy może od wskazania słonia w pokoju – podejrzewam, że każdy, kto ma za sobą lekturę Diabeł zabierze was do domu wie, o czym mówię: spora część tekstu to nieprzetłumaczony hiszpański (strzelałbym, że to jakieś trzydzieści–czterdzieści procent dialogów). Skąd się to bierze? Najprawdopodobniej z chęci podkreślenia tego, co stanowi jeden z ważnych tematów powieści: systemowego rasizmu. Kiedy latynoscy bohaterowie czują się bezpiecznie, mówią swoim pierwszym językiem; kiedy wymieniają się tajemnicami, mówią swoim pierwszym językiem; kiedy, i tutaj Iglesias wyraźnie mruga do czytelnika okiem w pewnej szczególnej scenie, chcą, aby biały poczuł się nieswojo, mówią swoim pierwszym językiem. Podejrzewam, że mechanizm ten działa dokładnie tak, jak zaplanował to sobie autor – odbiorca znający sytuację postaci z autopsji poczuje się jak w domu, ten nieznający – będzie zagubiony. Jest to zabieg o tyle odważny, że stanowi decyzję artystyczną nieoczywistą w wypadku prozy gatunkowej, która często przedkłada rozrywkę i wygodę nad wysiłek i specyfikę doświadczenia – bo w wymiarze praktycznym sprowadza się do czytania z telefonem w ręce. Pojawia się zatem oczywiste pytanie: czy warto? 

Cóż, na pewno warto rozważyć, bo umiejętności literackie, inspiracje i pomysł ma Gabino Iglesias niebagatelne. Powieść jest krótka i jej akcja toczy się wartko, ale przy tym z niezwykłą siłą hipnotyzuje – pisarzowi udaje się zawiesić wydarzenia gdzieś pomiędzy twardą rzeczywistością a koszmarnym majakiem, z którego trudno się wyrwać. Autor wzmacnia ten efekt za sprawą doskonale wplecionych w tekst wątków nadnaturalnych – te łączą się nieodmiennie z festiwalem niezwykle krwawej przemocy, która w tym świecie jest wymagana, aby naruszyć granicę dzielącą fizyczne i oniryczne. Inspiracje dla tych elementów są oczywiste – te wyrastają z bardzo szczególnego połączenia ludowych meksykańskich i portorykańskich wierzeń z silną wiarą katolicką. Iglesias czerpie pełnymi garściami z tej niezwykłej mieszanki i buduje na tej podstawie sceny głęboko niepokojące. 

Dodatkowego połysku Diabeł zabierze was do domu nabiera za sprawą gry w kotka i myszkę, którą pisarz nieustannie toczy ze swoim protagonistą i narratorem w jednej osobie. Mario traci córkę w pierwszych rozdziałach, co stanowi oczywistą tragedię, i uznaje, że znalazł się na samym dnie – a przecież od niego można się już tylko odbić. Przynajmniej w to wierzy bohater, bo pisarz przeczołguje go przez coraz głębsze kręgi ziemskiego piekła, które, swoją drogą, stanowią genialne tło dla powieści grozy – kolejne odsłony krwawej łaźni wręcz organicznie wpasowują się w jeden lub drugi domek na meksykańsko-amerykańskiej granicy czy siedzibę bossa kartelu. Połączenie ludzkiej i nadludzkiej przemocy, niepokojące konotacje religijne i buzujące we krwi narkotyki tworzą nieodmiennie mroczną, lecz i fascynującą mieszankę. A do tego protagonista wciąż próbujący przymykać oczy i wierzyć w to, że wszystko będzie dobrze. Nie będzie. 

Diabeł zabierze was do domu to naprawdę mocna literatura. Niecodziennie intensywna nawet wtedy, gdy bohaterowie po prostu jadą z jednego miejscu na pograniczu do drugiego, oryginalna za sprawą sięgnięcia po nietypowe w naszym kręgu kulturalnym inspiracje, co dodatkowo wzmacnia regularne i odważne zadawanie pytań związanych z religijnością współczesnego człowieka (przede wszystkim: człowieka na moralnym dnie), ciekawa pod względem literackim za sprawą niejakiego zwodzenia głównego bohatera przez pisarza, gdy dla odbiorcy wszystko jest jasne, w końcu zaangażowana w nietypowy, krwawy (czyli spójny z resztą powieści) sposób. Jest to świetny horror... 

...lecz przy tym niemożebnie nużący w lekturze z oczywistego powodu. Gdybym znał hiszpański, byłbym tą powieścią głęboko usatysfakcjonowany i doceniłbym ją tak, jak wymienione Mapę wnętrza i Jedynych dobrych Indian. W tym wypadku natomiast czuję bardzo nietypową mieszankę: zmęczenie, mimo niezwykłej dynamiki i krwistości tekstu, połączone z radością z obcowania z fascynującą literaturą grozy. 

8.0
Ocena recenzenta
8
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Diabeł zabierze was do domu
Autor: Gabino Iglesias
Tłumaczenie: Wojciech Szypuła
Wydawca: Mag
Data wydania: 26 kwietnia 2024
Liczba stron: 288
Oprawa: twarda
ISBN-13: 978-83-68069-06-8
Cena: 45 zł

Komentarze


WekT
   
Ocena:
0
Kupiłem na Warszawskich Targach ksiazkj. Jest klimat narcos i breaking bad.
Bardzo dobra inspiracja do upalnego chthulhu czy nawet NS.
Bardzo komiksowa opowiesc.
Mi te hiszpańskiego wstawki nie przeszkadzały. Klimat był
28-08-2024 19:20

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.