Diabeł zabierze was do domu
Czy w piekle sprzedaje się dragi?
Życie Maria wali się w gruzy, kiedy u jego córki zostaje zdiagnozowana ostra białaczka. Choć lekarze twierdzą, że większość dzieci udaje się wygrać z chorobą, to Anita umiera, a jej ojciec pogrąża się w rozpaczy. Smutek okazuje się bramą do przerażającej degrengolady i niegdysiejszy przykładny obywatel zmienia się w ludzkiego potwora, nawet jeśli sam tego nie dostrzega. Droga, którą obrał – lub na którą został zaprowadzony – zabiera go w końcu gdzieś na granicę między Stanami a Meksykiem, gdzie bezlitosne kartele toczą ostrą grę o pieniądze brudne od białego proszku.
Zacznijmy może od wskazania słonia w pokoju – podejrzewam, że każdy, kto ma za sobą lekturę Diabeł zabierze was do domu wie, o czym mówię: spora część tekstu to nieprzetłumaczony hiszpański (strzelałbym, że to jakieś trzydzieści–czterdzieści procent dialogów). Skąd się to bierze? Najprawdopodobniej z chęci podkreślenia tego, co stanowi jeden z ważnych tematów powieści: systemowego rasizmu. Kiedy latynoscy bohaterowie czują się bezpiecznie, mówią swoim pierwszym językiem; kiedy wymieniają się tajemnicami, mówią swoim pierwszym językiem; kiedy, i tutaj Iglesias wyraźnie mruga do czytelnika okiem w pewnej szczególnej scenie, chcą, aby biały poczuł się nieswojo, mówią swoim pierwszym językiem. Podejrzewam, że mechanizm ten działa dokładnie tak, jak zaplanował to sobie autor – odbiorca znający sytuację postaci z autopsji poczuje się jak w domu, ten nieznający – będzie zagubiony. Jest to zabieg o tyle odważny, że stanowi decyzję artystyczną nieoczywistą w wypadku prozy gatunkowej, która często przedkłada rozrywkę i wygodę nad wysiłek i specyfikę doświadczenia – bo w wymiarze praktycznym sprowadza się do czytania z telefonem w ręce. Pojawia się zatem oczywiste pytanie: czy warto?
Cóż, na pewno warto rozważyć, bo umiejętności literackie, inspiracje i pomysł ma Gabino Iglesias niebagatelne. Powieść jest krótka i jej akcja toczy się wartko, ale przy tym z niezwykłą siłą hipnotyzuje – pisarzowi udaje się zawiesić wydarzenia gdzieś pomiędzy twardą rzeczywistością a koszmarnym majakiem, z którego trudno się wyrwać. Autor wzmacnia ten efekt za sprawą doskonale wplecionych w tekst wątków nadnaturalnych – te łączą się nieodmiennie z festiwalem niezwykle krwawej przemocy, która w tym świecie jest wymagana, aby naruszyć granicę dzielącą fizyczne i oniryczne. Inspiracje dla tych elementów są oczywiste – te wyrastają z bardzo szczególnego połączenia ludowych meksykańskich i portorykańskich wierzeń z silną wiarą katolicką. Iglesias czerpie pełnymi garściami z tej niezwykłej mieszanki i buduje na tej podstawie sceny głęboko niepokojące.
Dodatkowego połysku Diabeł zabierze was do domu nabiera za sprawą gry w kotka i myszkę, którą pisarz nieustannie toczy ze swoim protagonistą i narratorem w jednej osobie. Mario traci córkę w pierwszych rozdziałach, co stanowi oczywistą tragedię, i uznaje, że znalazł się na samym dnie – a przecież od niego można się już tylko odbić. Przynajmniej w to wierzy bohater, bo pisarz przeczołguje go przez coraz głębsze kręgi ziemskiego piekła, które, swoją drogą, stanowią genialne tło dla powieści grozy – kolejne odsłony krwawej łaźni wręcz organicznie wpasowują się w jeden lub drugi domek na meksykańsko-amerykańskiej granicy czy siedzibę bossa kartelu. Połączenie ludzkiej i nadludzkiej przemocy, niepokojące konotacje religijne i buzujące we krwi narkotyki tworzą nieodmiennie mroczną, lecz i fascynującą mieszankę. A do tego protagonista wciąż próbujący przymykać oczy i wierzyć w to, że wszystko będzie dobrze. Nie będzie.
Diabeł zabierze was do domu to naprawdę mocna literatura. Niecodziennie intensywna nawet wtedy, gdy bohaterowie po prostu jadą z jednego miejscu na pograniczu do drugiego, oryginalna za sprawą sięgnięcia po nietypowe w naszym kręgu kulturalnym inspiracje, co dodatkowo wzmacnia regularne i odważne zadawanie pytań związanych z religijnością współczesnego człowieka (przede wszystkim: człowieka na moralnym dnie), ciekawa pod względem literackim za sprawą niejakiego zwodzenia głównego bohatera przez pisarza, gdy dla odbiorcy wszystko jest jasne, w końcu zaangażowana w nietypowy, krwawy (czyli spójny z resztą powieści) sposób. Jest to świetny horror...
...lecz przy tym niemożebnie nużący w lekturze z oczywistego powodu. Gdybym znał hiszpański, byłbym tą powieścią głęboko usatysfakcjonowany i doceniłbym ją tak, jak wymienione Mapę wnętrza i Jedynych dobrych Indian. W tym wypadku natomiast czuję bardzo nietypową mieszankę: zmęczenie, mimo niezwykłej dynamiki i krwistości tekstu, połączone z radością z obcowania z fascynującą literaturą grozy.
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0
Dodaj do swojej listy:
Autor: Gabino Iglesias
Tłumaczenie: Wojciech Szypuła
Wydawca: Mag
Data wydania: 26 kwietnia 2024
Liczba stron: 288
Oprawa: twarda
ISBN-13: 978-83-68069-06-8
Cena: 45 zł

