» Recenzje » Dewolucja. Relacja z pierwszej ręki o masakrze dokonanej przez sasquatche nieopodal góry Rainier

Dewolucja. Relacja z pierwszej ręki o masakrze dokonanej przez sasquatche nieopodal góry Rainier

Dewolucja. Relacja z pierwszej ręki o masakrze dokonanej przez sasquatche nieopodal góry Rainier
Po niemal dwudziestu latach (!) Max Brooks postanowił wrócić do pomysłu, który przy okazji World War Z zapewnił mu sławę: opowiedzenia historii fantastycznej przy użyciu narzędzi typowych dla literatury non-fiction. Czy sasquatche w roli głównych złych sprawdzą się jednak równie dobrze, co zombie?

Kate Holland i jej mąż Dan przybywają do Greenloop – małej osady położonej niedaleko Seattle, zamieszkiwanej przez kilka zamożnych osób pragnących żyć jak najbliżej natury, ale i wśród wygód zapewnianych przez absolutnie najnowocześniejszą technologię. Miejscowi nie muszą martwić się ani uprawami, ani polowaniem, bo zakupy spożywcze dostarczają im drony. Niestety, kontakt z osadą się urywa po gwałtownej erupcji góry Rainier. Jedynym śladem wydarzeń, do których doszło później, jest dziennik Kate znaleziony podczas dokumentowania poczynionych przez wulkan zniszczeń. Problem w tym, że w zawartą w nim relację wyjątkowo trudno uwierzyć. 

Choć Max Brooks ma na koncie kilka książek, to największy sukces odniósł za sprawą World War Z, na podstawie którego w 2013 powstał film z Bradem Pittem. Główny temat już wtedy wydawał się ograny, bo wojny zombie zrodziły niezliczoną ilość tekstów kultury, ale oryginalność i magia powieści z 2008 kryła się w metodzie pisarskiej autora. Jej podstawowym założeniem było jak najskuteczniejsze zatarcie granicy między rzeczywistością i fikcją – a środkiem prowadzącym do tego celu miało być szerokie zastosowanie narzędzi typowych dla literatury faktu do opisu zjawisk nadnaturalnych. Dewolucja to druga implementacja tej techniki – dziennikarstwa biorącego na tapet świat, którego nie ma. 

Omówienie Dewolucji zacząć można od odpowiedzi na nieco upraszczające, ale w gruncie rzeczy słuszne i ważne pytanie: czy ta powieść to World War Z, w której zombie zastąpione zostały plemieniem sasquatchy? Odpowiadając wprost: tak. Max Brooks postanowił skorzystać z podobnych narzędzi i osiągnąć podobne cele, co w przypadku swojego najsłynniejszego tekstu. Czy ta pozorna wtórność jest problemem podczas lektury? Absolutnie nie; to całkowicie nowa opowieść, nie tak zaskakująca, jak jego dzieło sprzed kilkunastu lat, ale równie ciekawa i sprawnie napisana. 

Rdzeniem Dewolucji jest pamiętnik Kate, opisujący wydarzenia w Greenloop. Jego uzupełnienie stanowią fragmenty wywiadów, jakie przeprowadza dziennikarz próbujący odtworzyć okoliczności jego powstawania i zweryfikować ich autentyczność. Przez umiejętne przeskakiwanie pomiędzy tymi dwoma porządkami opowiadania, Brooks uzyskuje kluczowy efekt: wciąga czytelnika w klasyczną dla horroru opowieść, jednocześnie podkreślając nieustannie, że nie daje gwarancji co do jej prawdziwości. Skutkiem tej gry jest najwyższego rzędu immersja – ujęcie horroru w nawias narracyjnego wahania to psychologiczna sztuczka, która rozbraja wątpliwości odbiorcy; ten nie wierzy w niezwykłe rzeczy, które opisuje Kate – dokładnie tak samo, jak dziennikarz! Lecz skoro ten drugi znajduje kolejne dowody na ich prawdziwość… 

Oczywiście te zabiegu by nie działały, gdyby sam dziennik nie był wartościową lekturą. Autor zbudował go jednak na podstawie kilka przykuwających uwagę, dobrze poprowadzonych wątków, a ich zręczne zmieszanie dają solidną i spójną opowieść. Zmagania Kate z jej życiowym kryzysem, wynikającym z problemów ze zdrowiem psychicznym, oraz kłopotów w małżeństwie, stanowią doskonały fundament do wykreowania bohaterki, której i łatwo kibicować, i aż chce się śledzić jej drogę do równowagi. Umieszczenie akcji w Greenloop, utopii niezdolnej do przezwyciężenia najprostszego kryzysu, jeśli nie został on przewidziany w ramach spisanej przez techbro instrukcji, daje Brooksowi asumpt do wbijania rozlicznych szpilek we współczesny kult techniki. W końcu wielkie stopy – pisarz zręcznie wprowadza je na scenę, umiejętnie budując napięcie i utrzymując je nawet wtedy, gdy wszystkie tajemnice wychodzą na jaw.

Nie każdy z tych wątków poprowadzony został idealnie, można mieć pewne wątpliwości nawet co do niektórych fundamentalnych kwestii. Przykładem niech będzie choćby to, jak szybko i w jak zaskakującym kierunku zmienia się Kate – mimo tego, że pisarz ma ciekawy i nieoczywisty w przypadku tak dynamicznej historii pomysł na to, w jakim momencie odbiorca ją poznaje, to rozwój osobowości bohaterki potraktował instrumentalnie i całkowicie podporządkował go fabule. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby ktoś się przy tej powieści dobrze nie bawił, nawet jeśli dostrzeże podobne niedociągnięcia – bo to niedociągnięcia właśnie, a nie wady, na które nie można by już przymknąć oka. 

Czy Dewolucja to kolejne objawienie o sile podobnej do World War Z? Nie, ale przecież rzadko który tekst takim jest. Nowsza powieść Maxa Brooksa to bardzo sprawnie opowiedziany horror, a wplecenie go w literacką grę nadaje mu dodatkowej głębi i czyni ciekawszym na poziomie literackim. Pomysł na fikcyjny reportaż sprawdził się dwa razy i jeśli autor zdecyduje się na podobny eksperyment – o ile wciąż można tak nazywać sprawdzone rozwiązanie – to z radością sięgnę po jego efekty. Może pora na wampiry? 

8.5
Ocena recenzenta
8.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Dewolucja. Relacja z pierwszej ręki o masakrze dokonanej przez sasquatche nieopodal góry Rainier
Autor: Max Brooks
Tłumaczenie: Paweł Wieczorek
Wydawca: Zysk i S-ka
Data wydania: 2 września 2024
Liczba stron: 376
Oprawa: twarda
ISBN-13: 978-83-8335-326-5
Cena: 54,90 zł



Czytaj również

World War Z
Udokumentowane źródła zombiefilii
- recenzja
Wojna Zombie - Max Brooks
Zakup obowiązkowy 2008
- recenzja

Komentarze


ivilboy
   
Ocena:
0

Książka solidna, ale jednak nie tak dobra jak Wojna Zombie. Czytało się ją świetnie w komunikacji miejskiej.

Bardzo zgrabnie napisana recenzja, gratulacje do autora.

07-12-2024 13:25

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.