» Recenzje » Czarna pieśń

Czarna pieśń

Czarna pieśń
Zew wilka w żaden sposób się nie wyróżnia – ot, to przeciętna, raczej nijaka powieść fantastyczna. Sięgając po tom drugi cyklu Anthony'ego Ryana, oczekiwałem podobnego poziomu – a i tak spotkało mnie rozczarowanie.

Vaelin al Sorna, cudem ocalały ze zdobytego przez Stalhast Keshin-Kho, wypełnia ostatnią wolę przyjaciela i wypija jego krew, dzięki czemu znów staje się posiadaczem nadprzyrodzonego daru. Jego nowa pieśń jest jednak zarówno pomocna, jak i niebezpieczna – ostrzega o zagrożeniach i udziela informacji, ale też sprawia, że rzucając się w wir walki nasz bohater zamienia się w brutalną, bezlitosną machinę zagłady. Ostrze Ciemności nie ma jednak luksusu wybrzydzania; aspirujący do boskości Kehlbrand i jego horda wyznawców dopiero się rozpędzają i wygląda na to, że nikt ani nic nie będzie w stanie ich powstrzymać przed podbiciem całego kontynentu – a potem reszty świata.

Fabuła Czarnej pieśni nie powala. Już w poprzednim tomie nie było za różowo – intryga bywała przewidywalna, a logika zdarzeń wątpliwa – ale akcja toczyła się przynajmniej na tyle szybko, by nie było czasu się tym nadmiernie przejmować. Nie tym razem. Wciąż sporo się dzieje, lecz w dużej mierze jest to jedynie złudzenie rozwoju historii. Nasi bohaterowie spędzają olbrzymi fragment powieści na ucieczce i toczeniu kolejnych większych i mniejszych potyczek, które nic nie zmieniają. Teoretycznie gromadzą przy tym siły i sojuszników, ale w realny sposób nie zmienia to na ich sytuacji i ostatecznie okazuje się mieć marginalny wpływ na przebieg powieści. Po drodze robimy też sporą przerwę w pewnej świątyni, gdzie bohater uczy się panować nad swoimi nowymi mocami. Kiedy ucieczka w końcu się kończy, Vaelin oddziela się od reszty sił, by szukać MacGuffina na Wyspach Opalowych. Kiedy zaś w końcu uporamy się z tym wszystkim, w końcu przychodzi pora na wielki finał. 

Podsumowując, fabuła się wlecze. Tak, są tu liczne bitwy, trup ściele się gęsto, ale opowieść drepcze w miejscu. Oczywiście można by powiedzieć, że te przygotowania są niezbędne, gdyż bohaterowie muszą zmierzyć się z potężnym zagrożeniem, potrzebują każdej przewagi i każdego sojusznika, jakie zdołają zdobyć. Budowanie sił z pewnością przydaje ciężaru finałowej konfrontacji, buduje wobec niej określone oczekiwania. Nawet nudnawy wątek poboczny związany z Wyspami Opalowymi można by wybaczyć, pozwala bowiem Vaelinowi zdobyć coś w teorii bardzo ważnego. Problem w tym, że cały ten potencjał zostaje zmarnowany w finale.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Finał bowiem, jak najwyraźniej uznał autor, musi być dramatyczny. Nie znalazł jednak innej metody na uczynienie go takim, niż wymuszenie na wszystkich zainteresowanych, by zachowywali się idiotycznie. A więc Kehlbrand robi coś skrajnie głupiego, w odpowiedzi na co Vaelin robi coś jeszcze głupszego – po czym dochodzi do konfrontacji, która okazuje się nie tyle prosta, ile wręcz trywialna. Całe to wielkie gromadzenie sił, zdobywanie sojuszników i koszmarna wyprawa po artefakt okazują się nie mieć ostatecznie wielkiego znaczenia, bo bohater i tak daje radę załatwić sprawę niemal w pojedynkę – co oznacza, że przez ostatnie kilkaset stron marnowaliśmy czas.

Pozostałe aspekty powieści również nie zachwycają. Kreacja postaci pozostaje przyzwoita, acz typowo użytkowa – bohaterowie popychają fabułę do przodu, robią, co do nich należy, ale zupełnie nie zapadają w pamięć, trudno też zobaczyć w nich ludzi i przejąć się ich problemami. Szczególnie w przypadku Vaelina, który od czasu do czasu wyraża troskę o to, w co zmienia go jego nowa pieśń albo przejmuje się niewinnymi ofiarami swoich czynów – robi to to jednak mechanicznie i bez większego przekonania. W kwestiach światotwórczych autor wciąż korzysta z zestawów znanych i sprawdzonych klocków, niewiele dodając od siebie, kreując swój świat starannie, ale bez większej inwencji.

Czarna pieśń to powieść odczuwalnie gorsza od poprzedniczki – która też do wybitnych nie należała. O ile jednak poprzednio lektura dostarczyła mi nieco niezobowiązującej rozrywki, tak tym razem wynudziłem się przy czytaniu. Dla nikogo.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
5.0
Ocena recenzenta
5.5
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Czarna pieśń
Tytuł oryginalny: The Black Song
Cykl: Krucze ostrze
Tom: 2
Autor: Anthony Ryan
Tłumaczenie: Anna Reszka
Wydawca: Mag
Data wydania: 12 sierpnia 2022
Liczba stron: 480
Oprawa: twarda
ISBN-13: 978-83-67353-06-9
Cena: 49 zł



Czytaj również

Zew Wilka
Ponowne spotkanie z Ostrzem Ciemności
- recenzja
Parias
Fantasy przyjemne, nawet jeśli nijakie
- recenzja
Cesarstwo popiołów
W proch się obrócisz
- recenzja
Legion płomienia
Źle się dzieje w Corvusie. I dobrze!
- recenzja
Ogień przebudzenia
W smoka pal!
- recenzja
Ogień przebudzenia
- fragment

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.