» Recenzje » Cień przeznaczenia

Cień przeznaczenia


wersja do druku

Cień wtórności

Autor: Redakcja: Matylda 'Melanto' Zatorska

Cień przeznaczenia
Koszmar stracharza był zauważalnie słabszy od wszystkich poprzednich tomów Kronik Wardstone. Czy Cień przeznaczenia, ósmy tom cyklu Josepha Delaneya, utrzyma tendencję spadkową, czy też wręcz przeciwnie?

John Gregory, jego uczeń Tom Ward oraz Alice zostali zmuszeni do opuszczenia wyspy Mony i poszukania schronienia w Irlandii. Niestety nie zaznają tam spokoju, bowiem Toma zaczynają nawiedzać sny o mrocznej Morrigan (obiecującej mu ból i cierpienie w odwecie za śmierć swojej czcicielki), wyspę nawiedzają cierpiące, zniewolone dusze samobójców zwane bełkaczami (którym stracharz musi pomóc – na szczęście, w przeciwieństwie do jego rodzinnych stron, bez wykłócania się o zapłatę), szybko też okazuje się, iż przybyszom zagraża poważne niebezpieczeństwo ze strony grupy oddających cześć Panu kozich magów, którzy pragną wyeliminować potencjalne zagrożenie. Jakby bohaterowie mało mieli kłopotów, to podczas jednego z pierwszych starć z bełkaczami słoik chroniący Toma przed Złym zostaje uszkodzony i jedynie kwestią czasu pozostaje, kiedy przestanie działać. Jedyną nadzieją ucznia stracharza i Alice pozostaje wiedźma Grimalkin, która może im pomóc w uwięzieniu Złego. Rozpoczyna się trudna i niebezpieczna walka na kilku frontach, co nie jest jednak niczym szczególnie nowym dla starego stracharza i jego towarzyszy.

Już od pierwszych stron lektury – po raz kolejny – można zauważyć, iż akcja powieści rozwija się bardzo powoli. Mimo kilku potyczek i różnego typu starć, kluczowe dla historii wydarzenia mają miejsce dopiero w drugiej połowie książki, a cała reszta to długie i momentami trochę męczące preludium obfitujące w pokaźną liczbę fragmentów rozwleczonych i przegadanych. Bohaterowie przemieszczają się z miejsca na miejsce, popadają w różnego rodzaju tarapaty, z których z mniejszym lub większym trudem muszą się wykaraskać, jednakże tak samo jak w poprzednim tomie nie ma w tym zbytniego dynamizmu ani zaangażowania, zaś wszystkie te perypetie przypominają rozstawianie pionków na szachownicy przed ostateczną rozgrywką. Dodatkowo czytelnikowi przez cały czas towarzyszy poczucie pewnej wtórności – zarówno odsyłanie duchów do Światła, jak i starcia z wiedźmami czy ludźmi odprawiającymi mroczne rytuały, to motywy obecne we wcześniejszych powieściach cyklu. Delaney od samego początku serii wykorzystywał te same elementy, jednakże cały czas starał się je urozmaicać, czy to zmieniając otoczenie bohaterów, czy też modyfikując trochę naturę antagonistów. Niestety, tym razem ten lifting nie był do końca udany.

Już od kilku tomów widać tendencję Delaneya do koncentrowania uwagi na znanych z wcześniejszych części serii protagonistach i do marginalizowania roli postaci pobocznych. Nie inaczej jest też tym razem – poza Tomem, Alice i starym Gregorym prawie nikt nie przykuwa uwagi czytelnika na dłużej (i nie pozostaje w jego pamięci). Morrigan pełni tu rolę straszaka, jej wyznawczyni to prawie idealna kopia znanych z innych tomów czarownic (jej motywacje, zachowanie i metody działania są może skuteczniejsze niż u innych wiedźm, ale nie wyróżniają się niczym szczególnym), zaś kozi magowie i ludzie podejmujący z nimi walkę to praktycznie tłum bez twarzy i indywidualności. Wszystkie te postacie cechuje pobieżność kreacji, przez co czytelnik niemal nie angażuje się w ich historie. Trochę inaczej sytuacja przedstawia się w przypadku stracharza i dwójki jego młodych pomocników, bowiem autor, podobnie jak w Koszmarze stracharza, postarał się chociaż w niewielkim stopniu pogłębić ich portrety. Po opuszczeniu Mony Gregory jest już zmęczony walką, jednak czuje ciężar odpowiedzialności i ani myśli się poddawać. Nie jest już tak znużony i pozbawiony nadziei i wykazuje nawet pewną gotowość do zmiany przekonań – choć nadal ciąży mu konieczność korzystania z mocy pochodzących od Mroku, jednak po raz pierwszy dopuszcza do siebie myśl, że może tylko takimi metodami uda mu się odnieść zwycięstwo. Z kolei Alice, do tej pory świadomie naginająca zasady i sięgająca po umiejętności wyuczone wśród czarownic, zaczyna uświadamiać sobie ryzyko, jakie  niesie ze sobą takie igranie z siłami potężniejszymi od siebie. Natomiast Tom – chyba po raz pierwszy w całej serii – raz po raz pakuje się w kłopoty, wykazując się absolutnym brakiem rozsądku i wyobraźni, a także nasuwając skojarzenia z powiedzeniem, iż "głupi ma szczęście". Widać tutaj wyraźnie pewien rys edukacyjny, bowiem Tom – przyzwyczajony do samowolnego postępowania, podejmowania ryzyka i czekania na Alice, która wyciągnie go z opresji –  tym razem posuwa się trochę za daleko i ponosi tego konsekwencje.

Cień przeznaczenia, poza interesująco rozbudowywaną charakterystyką protagonistów (którzy wciąż ewoluują, uczą się czegoś nowego o sobie i świecie) kryje w sobie kilka naprawdę interesujących niespodzianek i rozwiązań fabularnych – nie można jednak zdradzić o nich praktycznie niczego, aby nie zepsuć czytelnikowi przyjemności z lektury. Wystarczy jedynie wspomnieć, iż druga połowa książki nabiera tempa, zaś jej finał jest pełen rozmachu i naprawdę wywiera mocne wrażenie, wynagradzając w dużym stopniu znużenie początkiem książki. Ósmy tom Kronik Wardstone utrzymał trochę słabszy poziom Koszmaru stracharza, aczkolwiek nadal wybija się ponad banał i przeciętność. Pozostaje mieć nadzieję, iż kolejne części serii zaprezentują trochę wyższy poziom, do którego przyzwyczaił nas Delaney i przyniosą ze sobą powiew świeżości.

6.5
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Cień przeznaczenia (The Spook’s Destiny)
Cykl: Kroniki Wardstone
Tom: 8
Autor: Joseph Delaney
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Wydawca: Jaguar
Data wydania: 0 grudnia 2015
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7686-371-9
Cena: 29,90 zł



Czytaj również

Cień przeznaczenia - Joseph Delaney
Mroczno, mroczniej, Delaney?
- recenzja
Nowy mrok
Stracharz raz jeszcze
- recenzja
Zemsta Stracharza
Wielki finał serii
- recenzja
Alice
Wiedźma na rozdrożu
- recenzja
Wijec
Potworny opiekun
- recenzja
Krew stracharza
W oczekiwaniu na wielki finał
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.