» Recenzje » Beowulf

Beowulf


wersja do druku

Kanciasta opowieść nie dla laików

Autor: Redakcja: Małgosia 'Malgosia' Wilczyńska

Beowulf
Każdy student, który rozpoczyna kurs literatury angielskiej, wysłuchuje od starszych roczników przerażające historie o kuciu fragmentów Beowulfa na pamięć. Przyznam, sam język staroangielski łatwy nie jest, ale na szczęście wspaniała historia wynagradza wszelkie trudy przebrnięcia przez książkę, nawet w oryginale. Najwyraźniej autor polskiego tłumaczenia Beowulfa uznał tę trudność za warunek konieczny dobrej lektury.

Opowieść jest na tyle fascynująca, że przetrwała wieki – jest to historia heroicznego życia pewnego wojownika z plemienia Gautów, Beowulfa, który będąc w kwiecie wieku zabija potwora nękającego Duńczyków – Grendela – i jego matkę. Następnie nasz bohater zostaje królem Gautów i rządzi nimi sprawiedliwie do momentu, kiedy musi poświęcić swoje życie, żeby ratować własny lud od krwiożerczego smoka.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Sama pozycja nie jest opasłym tomiszczem – to zaledwie 116 stron wraz z przypisami. Książka zaczyna się lakonicznym wprowadzeniem na temat genezy poematu i jego ogólnikowego streszczenia. Nie znajdziemy tam jednak żadnych dokładnych informacji na temat tłumaczenia – czy jest to przekład ze staroangielskiego, czy może z angielskiego (i czyjego autorstwa), czy przeznaczono tę pozycję dla wąskiego grona entuzjastów, czy może jako pomoc naukową dla studentów filologii. Za to dowiemy się, że na kanwie tej opowieści powstały dwa filmy. Z podtytułu możemy także wyczytać, że jest to bardzo unikatowe dzieło, czyli mamy tu zabiegi mające zainteresować przeciętnego pożeracza literatury. Jednak treść nie zachęca zwykłego, szarego czytelnika do głębszej znajomości z naszym rycerskim Beowulfem. Dlaczego?

Pominę błędy redaktorskie, takie jak braki spójników i znaków przestankowych, bo być może wynikają z błędów w oryginale, a poprawienie ich mogło się kłócić z ideą przekładu. Chodzi mi o brak płynności tekstu – poemat o Beowulfie, który po angielsku brzmi jak wspaniała pieśń, po polsku brzęczy i grzechocze jak zepsuta zabawka. Zachowano, co prawda, oryginalny podział wersów, ale ponieważ w polskiej wersji aliteracji doczytać się nie sposób, to zapis ten mija się raczej z celem. Jest tylko charakterystycznym udziwnieniem, którego laik nie zrozumie. Zupełnie jak średniowieczny rysunek na okładce, który ma tyle wspólnego ze Skandynawią, co smok z jaszczurką.

Co więcej, mamy tu przykład rażącej niekonsekwencji autora tłumaczenia – mimo że stara się trzymać pierwowzoru, nawet za cenę poprawności i czytelnego przekazu, to podnosi rękę na oryginalne imiona. I tak oto Hrothgar został Hrodgarem, Scyld - Skildem, itp. Nie za bardzo rozumiem po co ta kosmetyczna zmiana. Przecież nikt tego nie będzie recytował na głos, więc argument o spolszczonym brzmieniu jest raczej kiepski. Tym bardziej, że jest to zapis wymowy współczesnej angielszczyzny, nie staroangielskiej. Dodatkowo, oryginalne ylfe zostało przetłumaczone jako sylfowie. Dziwne, zawsze uważano to za synonim elfów i tak tłumaczą je wszelkiej maści glosariusze, ponieważ sylfy zostały po raz pierwszy ukute dopiero w średniowieczu przez Paracelsusa. Ale co tam, to tylko jakieś 500 lat poślizgu.

Podczas całej lektury prześladowała mnie myśl, że można to było przedstawić w bardziej przystępny sposób. Miałam przed oczyma Annę Inn w grobowcach świata i serce mi się krajało, kiedy czytałam koślawe zdania w stronie biernej. Ach, jakaż wspaniała opowieść, co za potencjał poszatkowany na drobne kawałeczki i zszyty niewprawnie grubą nicią! Zdania bierne widać weszły autorowi w nawyk, bo używa ich nawet w przypisach zapominając, że nie są one zbyt naturalne ani zgrabne w języku polskim. Treść przypisów również zostawia dużo do życzenia, bo przypominają one raczej notatki studenta niż rzetelne dopełnienie tej niełatwej przecież lektury.

Na pocieszenie dodam tylko, że to pierwsze tłumaczenie Beowulfa na polski. Wcześniej entuzjaści mieli do wyboru czytanie wersji staroangielskiej lub we współczesnej angielszczyźnie. Teraz więc, kiedy szlak został już przetarty, pozostaje nam jedynie czekać na artystę, który wypoleruje ten tekst i wypieści go tak, aby współcześni Polacy mogli w pełni delektować się tą wspaniałą historią.

Lekturę polecam pasjonatom literackich staroci, tolkienistom i studentom filologii. Dla początkujących miłośników fantasy tekst może okazać się zbyt surowy i trudny w odbiorze.
6.0
Ocena recenzenta
7
Ocena użytkowników
Średnia z 3 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Beowulf
Autor: nieznany
Tłumaczenie: Mirosław Kropidłowski
Autor okładki: Juliusz Susak
Wydawca: Armoryka
Miejsce wydania: Sandomierz
Data wydania: styczeń 2007
Liczba stron: 118
Oprawa: miękka
Format: 145 x 205 mm
ISBN-13: 978-83-60276-39-6
Cena: 20,00 zł
Tagi: Beowulf



Czytaj również

Beowulf. Przekład i komentarz oraz Sellic Spell
Beowulf z trzeciej ręki
- recenzja
Beowulf - Robert Stiller
Średniowieczny epos i kilo złośliwości
Beowulf
Efekciarsko i nudno

Komentarze


Seif al din
    Ciekawe...
Ocena:
0
Cóż, znam bardziej Beowulfa ze strony filmowej, która bez wątpienia mnie zachęciła do przeczytanie ów lektury. Sądze, że jednak 20 zł za 118 stron, to trochę dużo... Owe "Zdrowe Zwłoki" Stevena Eriksona , które posiadają podobną liczbe stron nie przekraczają ceny 10 zł. Prawdopodobnie ów wydawnictwo chce sobie zarobić na biednych studentach.
07-04-2007 09:36
Iman
   
Ocena:
0
Nie ma to jak dobra, nieco ironiczna recenzja :) Ale właściwie zniechęciłaś mnie do przeczytania polskiego przekładu, szybciej sięgnę jednak po oryginał. No chyba, że... skoro szlaki już przetarte to może w przyszłości ujrzymy w księgarniach na półkach przekład Beaty Kwiecińskiej - Sobek? :)
07-04-2007 10:52
Jakub_Bartoszewicz
    Hwaet!
Ocena:
0
Beowulf to kawałek świetnej literatury, rzeczywiście - wijący się jak pieśń wielki epos, śpiewany przez anglosaskiego skopa. Moja nauczycielka staroangielskiego mówi, że do przeczytania całego Beowulfa w wersji oryginalnej potrzebowała 10 lat studiów w specjalizacji. Niezła zabawa. Próbowałem - rozpoznaem nawet kilka słów. Czytalnik może dziś wybierać z mnóstwa róznych przekładów (na współczesną - mniej lub bardziej) angielszczyznę - zdecydowanie najsławniejsze są te wykonane przez panów Tolkiena i Heaney'a.

Pierwszy przekład? Kurczę, i puścili coś z takimi dziurami? Zgadzam się, że w magiczny sposób, aliteracja w angielskim brzmi nieźle, u nas zaś - komicznie, ale cóż, aliteracja, kenningi, średniówka - to wszystko było mocno zagnieżdżone w tej tradycji poetyckiej. Mogłabyś zacytować w recencji jakiś szczególnie drażniący kawałek?

@Seif al din - "ów"? ;))

A filmów też o Beowulfie bez liku. Teraz się nowy robi, z gaimanowym scenariuszem (no i polecam gaimanowego "Bay Wolfa" jako... hm... trawestację w dobrym guście). Warto jednak unikać tego filmu z Lambertem :) No i zawsze jest Grendel Gardnera.
07-04-2007 10:54
teaver
    Dziękuję za komentarze! :D
Ocena:
0
Iman, jeżeli miałabym już coś robić z Beowulfem, to byłaby to współczesna interpretacja, pewnie w jakimś mrocznym klimacie. Taki do tego najbardziej pasuje. :)

Jakubie, zgadzam się - wersja oryginalna jest cholernie trudna. Ale ja przez nią przebrnęłam z tłumaczeniem Tolkiena w ręku. :) Przyznam, że to bardzo dobra wersja. Istnieją też bardziej współczesne, niektóre nawet udostępnione online za friko, np. na lonestar www.lone-star.net/literature/beowulf/
Jest to całkiem ciekawe tłumaczenie i - co najważniejsze - nie trzeba mieć doktoratu z literatury żeby go zrozumieć.

Seif, też odniosłam wrażenie, że wersja została przygotowana pod typowe ćwiczenia z literatury. Na pewno będzie się cieszyć wzięciem bibliotek.
07-04-2007 21:12
~Neratin

Użytkownik niezarejestrowany
    hmmm
Ocena:
0
teaver, a jakim cudem miałaś tłumaczenie Tolkiena w ręku?
08-04-2007 17:18
~Neratin

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
No i chyba nie dostanę odpowiedzi na moje pytanie
:'-(
10-04-2007 12:43
teaver
    Neratin...
Ocena:
0
Od znajomej. Miała fajne xero/ skrypt - wersja oryginalna po lewej, angielska po prawej. A skąd ona miała - nie wiem.

EDIT:
Wiesz co, poszperałam w necie i to co znalazłam.
//www.beowulftranslations.net/tolk. shtml
Nie wiem w takim razie skąd moje przekonanie, że czytałam tłumaczenie Tolkiena. :/ Wydaje mi się, że w takim wypadku nie mogło to być nic innego jak tylko przekład Gummere. Ale jeżeli Tolkiena jest lepsze, to pozostaje tylko ostrzyć zęby. :E
www.amazon.com/exec/obidos/ASIN/086 6982906/michaeldroutc-20
11-04-2007 12:24
~Neratin

Użytkownik niezarejestrowany
    z tego co pamiętam
Ocena:
0
Drout nie przygotowuje już tych tłumaczeń do wydania, więc odsuwa się ono w bliżej nieokreśloną przyszłość. Trochę szkoda, bo 'Beowulf and the Critics' naprawdę mu się udało.
11-04-2007 19:08
teaver
   
Ocena:
0
Nie martw się, przecież nie mogą tego odraczać w nieskończoność, za naszego życia powinno wyjść... :P
11-04-2007 22:02

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.