» Recenzje » AVO Mozaika

AVO Mozaika


wersja do druku
AVO Mozaika
Czytanie książki Adama Piechoty wywołało we mnie szereg skrajnych emocji. Na zmianę ciekawiła i nudziła, fascynowała i męczyła. A kiedy już wydawało się, że ten emocjonalny rollercoaster osiągnie szczęśliwy finał, nadeszło wielkie rozczarowanie i wreszcie rezygnacja, z jedynie odrobiną nadziei.

Fabuła powieści rozgrywa się podczas jednego wieczoru, poprzedzającego nadejście środy popielcowej. Niewielkie miasteczko Lubań staje się sceną wydarzeń niezwykłych, by nie powiedzieć: koszmarnych. Trzej obdarzeni nadludzkimi mocami mężczyźni (później również ich Mistrz) krążą po ulicach, załatwiając swoje sprawy, pozornie pozbawione związku, a czasem i sensu, z czasem jednak jawiące się jako składowe jakiegoś większego planu. Większość obywateli pozostaje w nieświadomości, lecz pewna grupa – Anna, dziewczyna uwikłana w trudny związek, pan Przemysław, bezdomny alkoholik i poeta, Zdzisław, paranoiczny niedoszły policjant i kilka innych, nie całkiem przypadkowych osób – doświadcza rzeczy niecodziennych i staje się tym samym częścią tytułowej mozaiki. Kolejne jej fragmenty zostają ułożone na właściwych miejscach, gra się rozpoczyna. A wszystko to w ramach niezwykłego zakładu. Jednocześnie partner Anny, nieświadomy wypadków mających miejsce w innych częściach miasta, postanawia upić się na imprezie u znajomego, by zapomnieć o kłótni z dziewczyną i własnych demonach. Początkowo wszystko zdaje się iść zgodnie z jego oczekiwaniami, jednak przeszłość znów go dogania, wpędzając do koszmarnej nie-całkiem-rzeczywistości, z którą będzie musiał sobie poradzić.

Mozaika została podzielona na dwie części, które łączy miejsce akcji i część bohaterów. Poza tym są one ze sobą powiązane bardzo luźno, co ulega zmianie dopiero pod koniec powieści. Różnią się diametralnie również pod względem nastroju i, niestety, jakości. Znacznie lepsza jest część pierwsza, zatytułowana Mozaika. Opowiada ona o działaniach wspomnianej fantastycznej czwórki oraz ludzi obserwujących związane z nią wydarzenia, a wszystko to z perspektywy tajemniczego, nie całkiem godnego zaufania narratora, skrzętnie skrywającego swą tożsamość przed czytelnikiem. Bohaterowie tego fragmentu powieści stanowią istny zbiór osobliwości – wielu z nich, ze szczególnym uwzględnieniem wspomnianego kwartetu, to oryginałowie i dziwacy, z łatwością zapadający w pamięć. Tylko czasami napotkamy bardziej typowe persony. Choć bohaterowie są jednowymiarowi, ich charaktery niezbyt rozbudowane, a w dodatku trudno wyróżnić głównego protagonistę, to postacie bez problemu przyciągają uwagę i trudno odmówić im magnetyzmu, sprawiającego, że ich dalsze losy nie pozostają czytelnikowi obojętne.

A losy te bywają trudne do przewidzenia. Fabuła, pomimo pozornej prostoty, niejednokrotnie zaskakuje, a autor przeplata w niej wątki komediowe z zupełnie poważnymi. Humor, oparty w dużej mierze na burzeniu czwartej ściany, naigrawaniu się z konwencji literackich oraz mniej lub bardziej subtelnych aluzjach do naszego świata, przypomina nieco ten zawarty w starszych książkach Pratchetta, choć brak mu lekkości i naturalności typowej dla dzieł brytyjskiego pisarza. Tym niemniej nie raz i nie dwa wywołał uśmiech na mojej twarzy, a choć trafiały się gagi słabe – sprawiające wrażenie wciśniętych na siłę – lub nadmiernie nachalne aluzje, w ogólnym rozrachunku aspekt komiczny stanowi wielką zaletę powieści. Z drugiej strony fragmenty poważne, stanowiące mniej lub bardziej głębokie przemyślenia (np. o miłości, życiu oraz o tym, czemu jedno i drugie jest do niczego), zwyczajnie nudzą. Nie ma w nich nic, co nie zostałoby już powiedziane, nie skłaniają więc do zadumy ani nie wywołują żywszych emocji. Szczęśliwie nie jest ich zbyt wiele, a z czasem coraz mniej. Wypiera je bowiem coraz szybciej tocząca się akcja. Choć plan czwórki niezwykłych dżentelmenów wciąż pozostaje w fazie przygotowań, w trakcie jego realizacji dochodzi do czynów coraz gwałtowniejszych i coraz krwawszych. Jednocześnie czytelnika nurtuje pytanie – o co tu chodzi? Niestety, kiedy wydaje się, że sytuacja zacznie się wreszcie wyjaśniać, część pierwsza się kończy.

Część druga, licząca raptem nieco ponad sto stron Nie-ostatnia wieczerza, nie pomaga w zrozumieniu fabuły. Cofamy się do początku wieczoru, by obserwować go z innego miejsca i innymi oczami – tym razem opowieść snuje tajemniczy partner Anny. Zapis jego pijackiej nocy nie posiada niestety zalet Mozaiki. Plejada postaci zostaje ograniczona do kilku osób, z których zaledwie pojedyncze są na tyle charakterystyczne, by dały się zapamiętać, reszta to statyści i sztuczny tłum. Jeżeli chodzi o humor, to przeważa komizm sytuacyjny, powiązany z pijackimi wybrykami ekipy. Mimo że zdarzają się w nim lepsze momenty, ogólnie jest najwyżej przeciętny. Najjaśniejszy punkt tego fragmentu powieści stanowią zawarte w przypisach wyjaśnienia slangu młodzieżowego.

Wesoła atmosfera nie utrzymuje się jednak długo, mniej więcej w połowie drugiej części książki pojawia się nastrój poważny i tajemniczy. Niestety, wprowadzanie go nie wychodzi autorowi najlepiej. Narrator z wielkim zapałem użala się nad sobą, rozdrapuje stare rany i ogólnie stara się wpędzić czytelnika w depresję, co szybko robi się męczące. Co gorsza, niewiele później wpada do innej, wykreowanej w najgorszych koszmarach rzeczywistości, gdzie musi zmierzyć się ze swoją mroczną stroną. Ta długa, krwawa i udająca horror scena jest chyba najnudniejszym fragmentem całej powieści, nie wnosi również wiele do fabuły, to raczej alegoryczna analiza psychiki bohatera. Gdyby autor zawarł ją na kilku stronach, mogłaby stanowić ciekawy dodatek, a tak męczy i dręczy do tego stopnia, że zbliżający się koniec jawi się jako wybawienie. Tym bardziej, że szybko staje się jasne, iż fabuła dotycząca tajemniczego planu nie zostanie popchnięta do przodu – choć tu czytelnika czeka drobna niespodzianka.

AVO: Mozaika to książka strasznie nierówna. Gdybym miał ocenić jedynie część pierwszą, wystawiłbym siódemkę, może nawet ósemkę na zachętę – za dobrej jakości humor, interesujących bohaterów i ciekawą intrygę, czasem jedynie przerywaną słabszymi momentami. Z kolei część druga zasługuje moim zdanie na góra czwórkę, ze względu na nudę, z rzadka przetykaną perełkami humoru. Ostatecznie wystawiam szóstkę i liczę, że kolejny tom opowieści będzie prezentował wyższy poziom.

6.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 1
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: AVO Mozaika
Autor: Adam Piechota
Autor okładki: Krystian Żelazo
Wydawca: Novae Res
Miejsce wydania: Gdynia
Data wydania: 7 marca 2013
Liczba stron: 360
Oprawa: miękka
Format: 21x13 cm
ISBN-13: 978-83772-611-7
Cena: 34,00 zł



Czytaj również

Wieża
Koszmary dnia powszedniego
- recenzja

Komentarze


Scobin
   
Ocena:
0
Notka techniczna: duża część procesu redakcyjnego przebiegała jeszcze w czasie funkcjonowania starego Poltera. Redaktorem był wtedy Piotr 'Clod' Hęćka.
02-08-2013 15:07

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.