» Relacje » Falkon

Falkon


wersja do druku

Falkon na trzy głosy

Autor:
Na początku był Falkon


Iman: Falkon oczami Laika

Jako osoba, która nie może się pochwalić zbyt długim stażem konwentowym, nie mam skali porównawczej. Nie wiem, jak tegoroczny Falkon, organizowany przez Cytadelę Syriusza, wypadł na tle poprzednich oraz jak prezentuje się skonfrontowany z innymi konwentami. Ale z pewnością mogę powiedzieć, że podobał się zarówno tym, którzy byli na konwencie po raz pierwszy, jak i stałym bywalcom podobnych imprez.

Ślivka Sting: Fantastyka przez duże "F"

Czas płynie nieubłaganie. W tym roku mieliśmy już szóstą odsłonę Falkonu i jak dotychczas największą – tegoroczny konwent odwiedziła rekordowa liczba 1080 uczestników (wliczając orgów, gości, prasę, twórców programu i wszelkiej maści VIPów – nie mylić z biedronkowym "piwem"). Jak widać Lublin może poszczyć się tym, że udało mu się stworzyć imprezę liczbą uczestników bijącą na głowę wszystkie inne w Polsce. Gratulacje, kłaniam się w pas i takie tam.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Seji: Falkon King Size

Przy piątej wizycie Falkon przestaje zaskakiwać. Liczba uczestników była imponująca, choć trudno się temu dziwić. Impreza z lokalnego konwentu (edycja 2000 – 430 osób) przekształciła się w potężny, ogólnopolski zlot miłośników fantastyki i najjaśniejszy obecnie punkt na mapie konwentowej. Spory w tym udział zresztą fanów z Lublina i okolic, którzy tłumnie co roku zjeżdżają na Falkon (na moje oko stanowili oni około 70% stanu osobowego ubiegłej i tegorocznej edycji). To już nie konwent na Ścianie Wschodniej, to prawdziwe święto miłośników fantastyki.

Wiadomo nie od dziś, że najważniejszy na konwencie (oprócz oczywiście swojskiego klymatu) jest program. Jak z nim było na Falkonie?


Andrzej Pilipiuk z żoną Katarzyną Iman: Program konwentu był bardzo ciekawy i myślę, że każdy mógł znaleźć w nim coś dla siebie. Chodziłam z prelekcji na prelekcję, właściwie miałam niewiele wolnych godzin. I nie żałuję, chociaż nie wszyscy prelegenci stanęli na wysokości zadania. Niektórzy plątali się w swoich wypowiedziach, sami już nie wiedząc, co właściwie chcieli przekazać. Ale to nieliczne wyjątki. Większość prelekcji była dobrze przygotowana. Jak chociażby piątkowy wykład Andrzeja Zimniaka pod tytułem "Komu nieśmiertelność", w którym wspólnie z autorem doszliśmy do dość fatalistycznych, choć z drugiej strony może i pocieszających wniosków – że nieśmiertelność w gruncie rzeczy nie jest nam aż tak potrzebna do szczęścia, jakby się to mogło wydawać. Równie twórczym spotkaniem była sobotnia przemowa Michała 'Puszkina' Marszalika "Czasopismo RPG w Polsce – czy to ma sens?".

Cthulhu Sting: Swoją przygodę z konwentem zacząłem od prelekcji o liczbach Boga. Dzisiaj mogę powiedzieć, że jedną z takich liczb jest 18:00– godzina zakończenia prelekcji. Tą prelekcją mogliście sobie na sam początek zafundować mentalne fatality. Powiem szczerze, że zacząłem się po nie zastanawiać czy przypadkiem nie tracę na Falkonie czasu, jednak już godzinkę później wiedziałem, że dokonałem właściwego wyboru zostając. Prelekcja Garnka o Nowym Świecie Mroku była bardzo przyjemna i przywróciła mi wiarę w ludzkość. Chociaż nie dowiedziałem się z niej nic nowego, bo Garnek skoncentrował się na ogólnikach, które mogłyby być zrozumiałe dla nowo światomrokowego laika, to atmosfera na sali była wyśmienita. Piątkowy program miło uzupełniło spotkanie z Mają Lidią Kossakowską i nastąpiła tylko jedna niewielka wpadka – na panel "RPG zło czy dobro?" nie przyszła prowadząca, jednak sami uczestnicy rozkręcili dyskusję fantastycznie.

Iman: Dyskusja "RPG – zło czy dobro?" zaczęła się ciekawie, od narysowania przez jednego z uczestników funkcji matematycznych określających dobro i zło, po czym trwała półtorej godziny i doprowadziła wszystkich do licznych refleksji i wniosków.

Sesja konwentowa Seji: Na konwent zaproszono kilkunastu pisarzy (obecni byli między innymi: Marek S. Huberath, Jarosław Grzedowicz, Maja Lidia Kossakowska, Andrzej Pilipiuk, Andrzej Zimniak). Były osobne bloki: konkursowy, japońsko-mangowy i erpegowy. Do tego dochodziły prelekcje ogólnofantastyczne, spotkania z wydawnictwami i panele dyskusyjne (wydawców, tłumaczy, portali internetowych). Naliczyłem ponad 120 punktów programu – do tego należałoby dodać prezentacje gier bitewnych i karcianych oraz turnieje tychże, DDR i wszelkiej maści inne atrakcje. Żeby zobaczyć to wszystko, trzeba by było się co najmniej roztroić.

Sting: Sobotni program wręcz obfitował w świetne punkty programu. Spotkania z Markiem S. Huberathem, Jarosławem Grzędowiczem, Ewą Białołęcką i oczywiście z naszymi ulubionymi portalami internetowymi (Za profesjonalnie przygotowany panel podziękowania należą się Ślivce i Żuchowi – Seji). Ciekawie również mówił Puszkin na prelekcji o sensie wydawania czasopism RPG w Polsce. Dowiedziałem się z niej, na przykład, dlaczego tak naprawdę umarła Magia i Miecz. Jak to mówią, lepiej późno niż wcale. Zatrzymując się jeszcze na chwilę przy Puszkinie trzeba powiedzieć, że jego późniejsza prelekcja "Tajemnice budowy scenariusza przygody" była jedną z najbardziej obleganych na Falkonie. Żałuje tylko, że wszystko to, o czym mówił prowadzący przeczytałem już wcześniej w świetnej książce Eliota Aronsona Człowiek – istota społeczna. Cóż, dobre wzorce nie hańbią.

Games-room Seji: Falkon był chyba pierwszym konwentem, na którym nie dotarłem jako uczestnik na żaden konkurs. Prelekcje były po prostu bardziej interesujące. Na przykład Andrzeja Zimniaka, który opowiadał o nieśmiertelności – o metodach uzyskania tejże, jak i o ewentualnych skutkach wiecznego życia dla ludzkiej psychiki. Konkluzja, niestety, nie napawała optymistycznie: żyjąc wiecznie albo zwariujemy, albo zanudzimy się na śmierć.

Ciekawie wypadła też prelekcja Michała 'Puszkina' Marszalika o istnieniu w Polsce pism poświęconych grom fabularnym – nieco wspominek, jak to było kiedyś i omówienie bieżącej sytuacji. Dodatkowo okazało się, że w 2006 roku na rynku pojawić się ma nowe pismo o RPG (wedle słów jednego ze słuchaczy). Pozostaje więc jedynie czekać i życzyć powodzenia.

Sting: W sobotę odbyło się również wiele wszelkiej maści konkursów. Ja sam dotarłem na dwa – warhammerowy i nWodowy. Na obu panowała świetna atmosfera a zabawy było bez liku. Można było się również wiele nauczyć np. tego, że "kiełbasa Sigmara" nie jest prawidłową odpowiedzią na wszelkie konkursowe pytania, a Nowy Świat Mroku różni się znacząco od starego. Pod koniec dnia żałowałem jedynie, że nie udało mi się dotrzeć na prelekcję Marcina Blachy o metafizycznej Neuroshimie. Być może dowiedziałbym się z niej, o co chodzi w mechanice tego systemu.

Lubelski horror Seji: Z kolei na prelekcji o sytuacji na rynku RPG w Polsce nie pojawił się prowadzący. Artur 'Garnek' Ganszyniec uratował jednak sytuację zgłaszając się na ochotnika, co uratowało panel. Do żadnych konkretnych wniosków niestety nie doszliśmy, choć późniejsze spotkanie z wydawnictwem Copernicus może być argumentem za tym, że zaczyna się wreszcie dziać coś większego i CopCorp faktycznie ma zamiar powrócić na rynek jako duży gracz: Andrzej Karlicki zapowiedział wydanie gry Castle Falkenstein (zapowiadanej już na Dracool 2001 – z braku pieniędzy projekt upadł) oraz rozważył możliwość ukazania się w Polsce trzeciej edycji Cyberpunka.

Później, jako widz, trafiłem na pokazywanki mangowe, w których krakowska ekipa w składzie Inkwizytor, Neishin i Tarkis pokazała prawdziwą klasę (spróbujcie sami zgadywać mangowe tytuły i postacie, nie mając o nich pojęcia). Sam konkurs zaś przebiegał w miłej i przyjaznej atmosferze. Podobnie było na turnieju Munchkina zorganizowanym przez Mythosa – pełna kultura i kulturalne, jak na Munchkina przystało, oszukiwanie.

Andrzej ZimniakSting: Niedziela, ostatni dzień konwentu, nie obfitowała już w tak wiele ciekawych wydarzeń. Z pewnością najlepszym z nich było spotkanie z Andrzejem Pilipiukiem. Dla mnie Andrzej jest mistrzem spotkań autorskich i w tej dziedzinie nie ma sobie równych. Było śmiesznie, ciekawie i zrodził się fantastyczny pomysł, który być może uda się zrealizować na Polconie – wycieczka do Wojsławic z samym Mistrzem jako przewodnikiem! Tego nie można przegapić!

Seji: Przez trzy dni trafiłem jedynie na jedna prelekcję, której autor mógł się nieco bardziej postarać – pogadanka o kontaktowaniu się ze zmarłymi przy pomocy nowoczesnej elektroniki była interesująca, lecz sprowadzała się głównie do prezentowania zdjęć i nagrań dotyczących tematu. Dodatkowo prowadzący prelekcję, na moje oko przekonany o skuteczności tychże metod, szybko oddał pola zadającym pytania z sali i nie dał się wciągnąć w dyskusję. Strasznie natomiast żałuję, że straciłem sporą część prelekcji Michała 'Selekcji' Świerada o survivalu – i choć wiele nowego się nie dowiedziałem, prowadzący był kompetentny, a publiczność bawiła się świetnie słuchając, co i jak należy łapać i przyrządzać w warunkach polowych.

Krzyś-Miś i w tle Miagi Sting: Prelekcją, którą pragnę wyróżnić były "Strachy dalekiego wschodu" Pauliny 'Pao' Sołtowskiej-Dywańskiej. Prowadząca przeprowadziła ją fenomenalnie i moim skromnym zdaniem była to najlepsza prelekcja, na jakiej miałem okazję być. Ciekawa, inspirująca i żywo przeprowadzona. Czegóż chcieć więcej?

Seji: Stłoczenie takiej liczby punktów programu na przestrzeni 3 dni uważam za zbrodnię. Oj, przydałby się czterodniowy Falkon. Organizatorzy! Pomyślcie nad okolicami 11 listopada!

Dodatkowe atrakcje


Seji&Sting: Na konwencie działał Gamesroom, organizowany tradycyjnie przez ekipę Rebel.pl. Funkcjonowało także kilka sklepów: księgarnia Solaris, sklepy Rebela i Mythosa oraz mrrroczne stoisko dla mrrrocznych ludzi (Seji: serdecznie pozdrawiam i dziękuję za użyczenie Żelaznego Krzyża). Odbył się także pierwszy turniej Gwiezndej Kohorty. Na korytarzu toczyły się sesje, a salach nocne i dzienne rozmowy.

Większych wpadek nie było


Iman: Liczba uczestników w tym roku przekroczyła tysiąc. Pomimo tego nie można było narzekać na chaos w organizacji (może poza pierwszymi chwilami po otwarciu, ale to można organizatorom spokojnie wybaczyć).

Seji: Ochrona działała sprawnie, a na konwencie nie zanotowano większych incydentów (osoby naruszające porządek były usuwane z terenu imprezy). Obsługa wypełniała swoje zadanie – było po prostu czysto.

Sting: Świetny obraz konwentu popsuł mi jedynie konkurs Fallouta i tutaj popastwię się bezlitośnie. Primo, rozpoczął się on przed czasem, w innej sali niż planowano, a środowisko było bardzo hermetyczne. Można było odnieść wrażenie, że nikt nas tam nie chcę, a grupka wzajemnej adoracji aż boi się obecności kogoś z zewnątrz. Secundo, chciałem pogratulować pewnemu człowiekowi z czerwoną plakietką, który strasznie się szarogęsił i informował wszystkich, że on ich może od ręki wyrzucić, bo ma takie uprawnienia. Cóż mogę powiedzieć. Pan jesteś cham, prostak i woda na młyn odwetowców, a do tego niespełna rozumu, żeby robić takie numery przed kimś z plakietką "Prasa". Zresztą, trzeba mieć gdzieś renomę konwentu, żeby robić takie numery przed jakimkolwiek uczestnikiem i psuć ciężką pracę Krzysia-Misia i wielu innych wspaniałych ludzi. Mam nadzieję, że organizatorzy wyciągną stosowne wnioski i podziękują temu panu.

Seji: To była solidnie zorganizowana impreza od samego początku, zawierająca "żelazne" elementy tworzące Falkon, od tradycyjnej już erraty do programu dodawanej do informatorów (serio, jest co roku, sami sprawdźcie) po mydło i papier toaletowy w ubikacjach. W zasadzie jedyną niedogodnością był piątkowy brak list z punktami programu wywieszonych przy salach prelekcyjnych. Zabrakło też konwentowej gazetki The Falkon Times.

Na Polcon? Na Polcon!


Iman: Pomimo drobnych wypadków organizatorzy się nie załamali i chwała im za to, że Falkon był, jaki był. Można być spokojnym, że najbliższy organizowany przez podobny zespół ludzi konwent – Polcon - również będzie wart odwiedzenia.

Panel portali internetowych Sting: Czy warto za rok jechać na Falkon? Oczywiście! Jest to gwarancja świetniej zabawy i niezapomnianych przeżyć. Jest to również okazja, aby poznać wielu fantastycznych ludzi i spotkać swoich ulubionych polskich pisarzy. Jest to również okazja, aby zobaczyć jak powinno organizować się konwent. I pamiętajcie, że w już w sierpniu Polcon 2006 organizowany przez tą samą ekipę. Czy warto? No ba, oczywiście.

Seji: Falkon to konwent, na który jeżdżę z prawdziwą przyjemnością. Jeśli założymy, że o jakości konwentu decydują w pierwszym rzędzie przybyli nań ludzie, to Lublin nie ma już chyba czego poprawiać.

W 2006 roku ci sami ludzie będą robić Polcon – 6 lat Falkonów to najlepsza rekomendacja, żeby w sierpniu pojechać do Lublina i dodatkowo już teraz zarezerwować sobie listopadowy termin – najlepiej do, co najmniej, 2010 roku włącznie. Warto.




Ocena: 5 / 6

Komentarze


bukins
   
Ocena:
0
Falkon tu, Falkon tam... boję się już otworzyć lodówkę... ;)

Kiedy północ Polski doczeka się takich konwentów?

10-12-2005 11:48
starlift
    Ej, ej...
Ocena:
0
...nie komentowac mi jeszcze. Nie bylo newsa, a zaraz dodam zdjecia. Poczekajcie. :)
10-12-2005 11:50
Supr
   
Ocena:
0
Coz moge rzec... Szkoda, ze mnie tam nie bylo :(

Ale kicha z tym gosciem z czerwona plakietka z Fallouta.
10-12-2005 15:16
Yarghuzzz
    pytanie
Ocena:
0
To czemu w końcu upadł MiM???
10-12-2005 22:50
~Mar2io

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
konkurs fallouta, jeden z ostatnich puktów programu, ostatniego dnia pod koniec konwentu, na pewno nie przesądza, mimo że absolutnie zgadzam się ze Stingiem, i gotów jestem wyciągnąć baardzo daleko idące wnioski z tego jak był zorganizowany i jak miał przebiegać... Nie przesądza on absolutnie o zrealizowaniu konwentu. W moim odczuciu - najlepszy Falkon do tej pory...
11-12-2005 03:52
~Matus_the_1st

Użytkownik niezarejestrowany
    Fallout
Ocena:
0
Też byłem na tym konkursie. Tylko dla niego zostałem jeszcze godzinkę, zamiast do domu jechać. I na sam koniec tak wspaniałej imprezy taki zgrzyt, który porządnie popsuł mi nastrój (szarogęszący się org, prowadzący, pytania dla znajomych [skąd mam wiedzieć, co tenże lubi jeść?]). Poprawiło go na szczęście spotkanie z Sejim i luckiem przy wyjściu.
12-12-2005 14:55
~Konrad Kowalski

Użytkownik niezarejestrowany
    Macie czego żałować!
Ocena:
0
Byłem, widziałem, było super. Mój pierwszy wprawdzie Falkon, ale dzięki Iman (dzięki Ci Iman) wszystko poszło super. Prelekcje napradwę były ciekawe. Oczywiście nie zabrakło humoru. Mógłbym tak opowiadać i opowiadać...
13-12-2005 13:31
~pao

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
ano było miło: nie przespane dnie (prelekcje), nieprzespane noce (sesje), wielu ciekawych ludzi, brak pijanych typów i niesamowita, wprost niewyobrazalna jak na tę ilość ludzi czystość... Falcon udany i pomimo kilku niedociągnięc nic nie zaważyło o mojej opinii (na konkursach, w tym owym nieudanym nie byłam, więc nic mi wrażeń nie popsuło :) )
tak dodam jeszcze że miło iz organizatorzy nie wyrzucali ludzi zaraz po zakończeniu i spokojnie mozna było przeczekać do odpowiedniej na wyjazd pory na sali :)
22-12-2005 20:24
Żucho
   
Ocena:
0
"Za profesjonalnie przygotowany panel podziękowania należą się Ślivce i Żuchowi " - bez jaj, Seji :) staraliśmy się jak tyko mogliśmy, ale nie było aż tak super... no chyba że zdarzało Ci się bywać na dużo gorszych... swoją drogą ciekawie było obserwować z boku jak własna redakcja się produkuje :) thx za miłe słowa pod adresem ekipy organizatorsko-obsługowo-programowej, a z krytyki odpowiednie wnioski zostaną wyciągnięte. No to do zobaczenia na lubelskim Polconie w sierpniu!
25-12-2005 10:56
Seji
    Zucho
Ocena:
0
Tak, bylem na duzo, duzo gorszych.
28-12-2005 15:10

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.