» Relacje » ConQuest 2003

ConQuest 2003


wersja do druku
CON + QUEST = ?


Był piątkowy poranek, drugi dzień trwania ConQuestu, a na konwencie sale świeciły pustkami. Przez chwilę myślałem, że impreza zakończy się frekwencyjna klapą. Sytuacja jednak uległa poprawie jeszcze tego samego dnia i ilość uczestników zwiększyła się do zadowalającego poziomu.

Zacznijmy jednak tradycyjnie i od początku. Konwent ConQuest odbył się w Krakowie w dniach 01-04 maja 2003 roku. Poprzedziła go największa i najlepiej przygotowana kampania reklamowa, jaką do tej pory widziałem w erpegowym fandomie (dotycząca konwentu, rzecz jasna). Obiecywano zmianę dotychczasowej formy konwentów, rozmaite nowinki, niesamowite pomysły - czyli wszystko to, co zwykle obiecuje się w reklamach. Jednak, w odróżnieniu od spotów promujących nowe, ulepszone proszki do prania, obietnice przedkonwentowe zweryfikować można bardzo łatwo.

Szkoła konwentowa ulokowana była w dobrym miejscu. 15 minut piechotą od dworca PKP, kilkadziesiąt metrów od miłej knajpki i w miarę taniej jadłodajni (konwentowe zniżki!) i niewiele dalej od krakowskiego rynku. Sam budynek był wysoki - trzy piętra schodów (plus dodatkowa klatka schodowa, istniejąca zapewne na zasadzie świata równoległego) - lecz o rozkładzie prostym i niemal intuicyjnym. Ta prostota została jednak zburzona błędnym opisaniem pomieszczeń w informatorze (przy numerach bloków programowych występował wyraz "sala", co początkowo powodowało utratę orientacji), a także przez zamieszczenie w nim mapki budynku odwróconej o 180 stopni.

Skoro już jestem przy informatorze, to poza wspomnianą wpadką z planem szkoły, miał on dwie dodatkowe wady, nieco utrudniające poruszanie się po imprezie. Po pierwsze, program na dany dzień konwentu umieszczono na dwóch kolejnych stronach tej samej kartki. Nie można było więc szybko ogarnąć wzrokiem bieżących atrakcji. Po drugie, zamiast rozpiski godzin, przy punktach programu znajdował się pionowy czarny pas. Jedynymi sposobami zorientowania się, o której zaczyna się prelekcja czy konkurs, było liczenie czasu poprzednich punktów programu na podstawie wielkości wpisu w informatorze, mozolne kartkowanie opisów prelekcji, przy których ktoś miłosiernie podał czas trwania, zgadywanie, telepatia bądź tez zbieganie do akredytacji lub sal prelekcyjnych i czytanie wywieszonego tam aktualnego rozkładu spotkań.

Z tyłu informatora zamieszczono obiecywany podczas kampanii reklamowej system RPG o nazwie Q10. Nie podejmuje się jego oceny, gdyż w analizowaniu mechanik dobry nie jestem. Powiem tylko, że podana we wstępie strona internetowa poświęcona tejże mechanice, nie działa.

Co do samego programu, to był on w normie. Kilka fajnych spotkań, kilka niewartych uwagi - standard. Pojawiło się też parę niespotykanych wcześniej atrakcji, np. gotowanie na żywo przez znane w fandomie osoby. Jednak zdarzały się zastoje. W sobotę, gdybym nie prowadził sesji, to do godziny 14 nie miałbym co ze sobą zrobić - w programie nie było nic ciekawego. Na plus zaliczyć można to, że wszystkie spotkania zaczynały się od godziny 11, a kończyły późno w nocy, nawet o 24. Nie ujmowało to nic nocnemu życiu konwentowemu, a jednocześnie pozwalało się wyspać.

Co podobało mi się najbardziej? Test inteligencji, prowadzony przez Nadię. Pytania były mordercze, a walka wyrównana - nie spodziewałem się, że na konwencie będę rozwiązywał zadania z Mensy, jak mnie później oświecono. Bardzo dobrze wypadła prelekcja o walce w mieście - nic dziwnego, skoro prowadzili ją profesjonaliści, tacy jak Raffi, Stary, Telefax i reszta militarystycznej ferajny. Tylko mi wtedy Remova brakowało. Dobrze wypadł też Konkurs fantastycznie fantastyczny poprowadzony przez Okę i Aishę. I choć dziewczyny momentami traciły panowanie nad uczestnikami, było fajnie. Konkurs serialowy Darthkici i Ferka również stał na wysokim poziomie - mam nadzieje, że kiedyś się za te wszystkie Lexxy i Farscape'y odegram (zapomniałem, jak nazywał się dowódca Wild Cards - McQueen, shame on me!). Ale teraz przynajmniej wiem, jak w kalamburach pokazać Słoneczny patrol. Doskonały - pod każdym względem - był też Konkurs z zupełnie innej beczki, czyli odpytywanie z Monty Pythona. Nic szczególnego? Otóż tym razem to uczestnicy zadawali pytania organizatorom - i jeśli ci nie znali odpowiedzi, dostawało się punkt. Tradycyjnie fajne były też kalambury.

Bardzo interesująco wypadł także Gabinet osobliwości zaprezentowany przez Łukasza M. Pogodę. Można było posłuchać o różnych dziwnych systemach RPG, kilka z nich zobaczyć i samemu podzielić się informacjami o napotkanych w ciągu erpegowej kariery kuriozach.

Doskonale też bawiłem się w piątkowa noc w sali Nostromo, gdzie najpierw urządziliśmy maraton w Falling, a później miałem okazję zagrać z Removem z Zombiaki (wynik 1:1, liczę na rozstrzygnięcie na Dracoolu).

W tak zwanym międzyczasie pracowałem przy własnych punktach programu. Z oczywistych względów nie podejmę się ich oceny. Chcę tylko napisać, że na ciekawie zapowiadającą się (czytaj: na pewno się pokłócą) dyskusję między Sceptykiem (Szept), a Entuzjastą (Seji) o UFO, spiskach, paleoastronautyce i tym podobnych sprawach nie przyszedł nikt. Pograliśmy więc nieco w Falling. Tez było fajnie. Mam jednak nadzieję, że będzie mi dane powtórzyć próbę rozkręcenia dyskusji na powyższe tematy na innym konwencie.

Dodatkową atrakcją była udana biesiada dzikopolowa. Był i porządny LARP i doborowe towarzystwo. Minusem było jedynie podanie przez lokal zbyt małej ilości jedzenia - ale cóż, może następnym razem będzie to rozwiązane lepiej i nie w formie szwedzkiego stołu.

Na okrągło działała tez sala filmowa, oferując bardzo bogaty repertuar projekcji: od filmów z gatunku seks i kung-fu poprzez klasyczne filmy SF, po najnowsze amerykańskie produkcje. Odbył się też nieplanowany pokaz specjalny z piątku na sobotę, kiedy to leśni terroryści opanowali salę filmową i puścili komplet odcinków Happy Tree Friends - jak ktoś nie widział, niech żałuje.

Czy było coś, co mi się nie podobało? W zasadzie nie. Uczestnicy byli w miarę kulturalni - co potwierdza tezę, że poziom zachowania uczestników konwentu jest odwrotnie proporcjonalny do frekwencji. Przypadki robienia tak zwanego bydła były jednostkowe. Organizacja, obsługa i ochrona były bez zarzutu. Były działające prysznice i stosunkowo czyste toalety. Minusem jedynie było to, że w niedzielną noc na akredytacji ulokowała się impreza - bramka na konwent to moim zdaniem nie jest miejsce na picie. Drażniły też wspomniane wyżej błędy w informatorze. Ponadto na konwent zaproszono bardzo mało gości - strona ConQuestu wymienia siedem osób, ja dopisałbym do tej listy jeszcze dwie lub trzy. Dla porównania na Imladris V lista zaproszonych gości liczyła osiemnaście osób.

A teraz najważniejsze - czy reklamowana szeroko "nowa jakość" ConQuestu i chęć zrobienia czegoś nowego po wyczerpaniu się formuły klasycznego konwentu była obecna na ConQueście? Moim zdaniem nie. Gotowanie to fajna zabawa, ale nie żadne niesamowite novum. Konkurs nieustający, w którym drużyny gromadzą punkty z wygrywanych indywidualnie konkursów tez jest fajnym patentem - ale to także nie jest olbrzymia rewolucja. Rewolucją była natomiast intensywna - a momentami wręcz nachalna - reklama konwentu. To był dobry pomysł i wart wykorzystania przez inne imprezy. Zalecałbym jednak lekkie stonowanie kampanii i rzadsze spamowanie list dyskusyjnych nowymi informacjami o konwencie, niż miało to miejsce teraz.

Pochwalić też należy organizatorów za stworzenie konkursu Gramy!, w którym wyłaniany ma być najlepszy gracz. To cenna inicjatywa i warta kontynuowania.

Jeśli miałbym ocenić ConQuest w skali 1-6, to daję mu 4 z plusem. Konwent był fajny, był przyjemny, ale to był tylko konwent - zwłaszcza, że frekwencja wyniosła 300 osób z hakiem, a organizatorzy chyba spodziewali się więcej uczestników. Był dobrze zorganizowany i poprowadzony - nic dziwnego, robili go profesjonaliści. Równanie z tytułu daje więc w wyniku jedynie CONquest, nie conQUEST. W moim prywatnym rankingu na pierwszym miejscu nadal pozostaje R-kon.

PS. ConQuest był moim dwudziestym konwentem. Chciałbym w tym miejscu podziękować wszystkim organizatorom i uczestnikom zlotów, na jakich byłem. Dzięki wam spędziłem mniej więcej 45 nieprzespanych nocy, doskonale się bawiąc. Jesteście wspaniali.
PS2. Specjalne podziękowania dla Neishina i jego znajomych grających u mnie w sobotni poranek na ConQuescie za niezwracanie uwagi na błędy i dobrą zabawę mimo ogólnego zmęczenia tak graczy, jak i MG.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę



Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.