» Recenzje » Resident Evil 2

Resident Evil 2


wersja do druku

Czy remake ikony stanie się ikoną?

Autor: Redakcja: Tomasz 'Asthariel' Lisek, Agnieszka 'jagnamalina' Bracławska

Resident Evil 2
W ostatnich latach ukazało się wiele gier, które określano mianem - odgrzewane kotlety. Remake’i, które od oryginałów różniła grafika w wyższej rozdzielczości, najczęściej trudno było traktować poważnie. Resident Evil 2 również jest remakiem, ale innym. Od pierwszego wydania gry, uznawanej za klasyka gatunku, minęło, bagatela, 21 lat. Nawet Ci, którzy mieli przyjemność grać w oryginał, mogą niewiele z niego pamiętać, z wyjątkiem może tego, że w swoim czasie był to naprawdę gorący towar. Czy ten sam efekt udało się uzyskać w nowej wersji?

Next genowa atmosfera

21 lat - w świecie gier to nawet nie era - to niemalże połowa czasu życia całego przemysłu. Nic zatem dziwnego, że RE2 od jego remake’a dzieli wiele. Minęły czasy statycznej kamery i prostych, kanciastych postaci. Dziś obserwujemy wirtualny horror zza pleców naszej postaci, a mimika bohaterów w scenach przerywnikowych jest naprawdę przekonująca. Nie tylko zresztą ich mimika - zombie potrafią narobić nam stracha samym swoim okropnym wyglądem - poniszczone, zdeformowane ciała działają na wyobraźnię - RE2 Remake jest od samego początku grą bardzo plastyczną, poziomem grafiki nie odstającą wiele od najlepszych tytułów obecnej generacji.

Do przerażonych twarzy bohaterów i okaleczonych cielsk zombie dołączają kolejne smaczki. Wielokrotnie będziemy musieli przedzierać się przez pomieszczenia oświetlone tylko i wyłącznie wąskim snopem światła z latarki trzymanej tuż obok pistoletu. Nasze uszy zaatakują odgłosy skradających się zombie i potworzysk, nieustępliwe, przerażające kroki Tyrana, czy też dochodzące zza ścian jęki udręczonych dusz. Oprawa graficzno-dźwiękowa jest jedną z najlepszych stron tego tytułu, a jedyne co będziecie mu musieli wybaczyć, to nadmiar klaustrofobicznych, szarych pomieszczeń.

Dobrą robotę robią tu też małe mechaniki. Inaczej niż w niektórych wcześniejszych grach z serii możemy tu poruszać się i strzelać, ale nasza celność znacznie się poprawia przy przycelowaniu. W grze, gdzie każdy pocisk jest na wagę złota, jest to istotna mechanika. Pięknie rozegrano temat pokonywania zombiaków. Możecie odepchnąć je używając noża lub... granatu, możecie odstrzelić im nogę w kolanie i kazać się za wami czołgać, możecie strzelać w głowę, ale nawet jeżeli padną - powinniście ich dobić kulą w mózg, bo inaczej po pewnym czasie (zapewne w najmniej oczekiwanej chwili) znów wstaną, by szwendać się waszym tropem.

Do tego dochodzi zróżnicowanie przeciwników. Zwyczajne zombiaki czasem warto po prostu ominąć, by nie tracić na nich zasobów, ale nie da się tego zrobić z krwiożerczymi zarażonymi psami. Są takie osobniki, które nas nie widzą, i przy tych trzeba poruszać się ostrożnie, a gdy się je spłoszy - strzelać szybko i celnie, by przeżyć. Są wreszcie powracający bossowie, zmuszający do ucieczki lub nafaszerowania ich ołowiem, aż w ekwipunku nic nie zostanie. To kolejny plus, ale są tu też rzeczy uprzykrzające życie.

Trudna sztuka balansu rozgrywki

Gra składa się z eksploracji miejscówek, walk z zombiakami i rozwiązywania zwariowanych łamigłówek. Walki wypadają korzystnie - zwłaszcza w połączeniu z stale wiszącym nad nami dylematem - czy warto tu i teraz załatwić zombiaka, czy może pożałować na niego naboi? Eksploracja… jest tutaj dość dużo miejsc do zwiedzania, by zawsze było dokąd iść, ale czasami, szukając jakiegoś elementu układanki, zdarzy nam się trochę pobłądzić po już znanych pomieszczeniach. Mimo iż osobiście nie grałem w oryginał, to podczas grania w remake czasami czułem lekkie znużenie, przede wszystkim wtedy, gdy nie mogłem znaleźć brakującego mi elementu, lub poszukiwałem go, nie wiedząc, że znajdę go w dalszej części gry.

Same zagadki - są dosyć niewiarygodne i szczerze mówiąc klimatem bardziej chyba pasują do gry typu Uncharted, niż do survival horroru. Nie sprawiły mi większych trudności, ale raz czy dwa musiałem się namyślić, więc ich balans jest odpowiedni. Ale szukanie tajnego wyjścia z komisariatu umiejscowionego w dawnym muzeum? Nie było to zbyt sensowne. Nie było jednak dysonansu z resztą gry - Resident Evil 2 jest bowiem tytułem klasy B - pierwszorzędnym dziełem drugorzędnym. Jeżeli zatrzymać się na chwilę i zastanowić nad wydarzeniami, to niewiele tutaj trzyma się kupy, ale podczas gry nie przeszkadza nam to zbytnio - cieszymy się atmosferą, przeżywamy ciarki chodzące po plecach i powoli posuwamy się do przodu.

Nowością w stosunku do oryginału jest fakt, że grę można zachowywać w każdej napotkanej maszynie do pisania. Pojawiają się też nowoczesne ułatwiacze życia - minięte przedmioty pojawiają się na mapie, a przeszukane pomieszczenia są podświetlone innym kolorem niż te, które skrywają jeszcze jakieś znalezisko. Ale niektóre rozwiązania są szokująco starodawne. Na przykład, gdy mamy pełen ekwipunek i znajdujemy amunicję do jednej z naszych (zapewne pustych) broni, to nie możemy po prostu załadować amunicji do pistoletu - o nie, najpierw trzeba zwolnić slot z ekwipunku, ale to wiąże się ze zniszczeniem jednej z przenoszonych rzeczy, bo nie da się niczego wyrzucić na podłogę - wyrzucone przedmioty się dezintegrują. Jest to szczególnie irytujące na początku gry, gdy nie znaleźliśmy jeszcze przedmiotów powiększających ekwipunek.

Dwie drogi

Na początku gry musimy dokonać wyboru - czy zagramy policjantem, Leonem Kennedym, czy dziewczyną szukającą brata - Claire Redfield. Kogo byśmy nie wybrali - postacie spotkają się w trakcie wydarzeń, ale ich ścieżki tworzą raczej równoległe czasoprzestrzenie niż jedną, spójną opowieść. Ostatecznie będą walczyć z tymi samymi bossami (inaczej niż w oryginale, gdzie G i Tyran byli częściami osobnych linii fabularnych). Niektóre przedmioty znajdą się w innych miejscach, a środkowa sekcja gry będzie inna dla obu kampanii, ale większa część pozostanie taka sama.

Ostatecznie uważam, że to dość ciekawe rozwiązanie. Nie jestem osobą, która lubi dwukrotnie przechodzić gry, ale fakt, że zobaczymy nowe miejscówki, nowe wydarzenia no i ostateczny finał, brzmi jak wystarczająca zachęta, by zagrać drugi raz drugą postacią. W sumie gra oferuje 4 różne przejścia, bo po ukończeniu kampanii np. Leonem odblokowuje się ścieżka B dla Claire (i vice versa). Po jednokrotnym przejściu gry możemy też zagrać 3 historie poboczne - rozgrywane na czas mini historie dotyczące drugoplanowych bohaterów.

Kampanie Leona i Claire różnią nie tylko (niektóre) wydarzenia, ale też bronie. Claire ma na przykład dostęp do rewolweru, którym można strzelać z młotka (oddać kilka strzałów jeden po drugim). Bohaterowie znajdą też inne spluwy w finale.

Jeżeli chodzi o same postacie - dadzą się lubić. Nie znajdziemy tu jakichś ciekawszych kreacji - to tacy typowi do-gooderzy, pchający się tam, gdzie nie trzeba. Ostatecznie lepiej umotywowaną postacią wydaje się Leon, historia jego spotkań z pewną tajemniczą Agentką też bardziej mi się podobała niż z lekka ckliwy wątek Claire i pewnej dziewczynki. W historiach niektóre zwroty przywodzą na myśl kino przygodowe, ale ostatecznie całość da się lubić. Mi szczególnie przypadły do gustu świetnie przygotowane cut-scenki - naprawdę klimatyczne, dobrze zagrane - łatwo dostrzec, dlaczego RE2 już w oryginale był uważany za klasyka. To po prostu miodna gra.

Pierwsze przejście RE2 zajęło mi ponad 9 godzin - rezultat oceniony jako taki sobie przez grę (otrzymałem ocenę C). Ja jednak nie spieszyłem się, chłonąłem atmosferę i obserwowałem postępy akcji. Przy drugim przejściu można już spróbować zmierzyć się z czasem ocenianym na A - a więc poniżej 5 godzin.

Normalny poziom trudności jest dobrze zbalansowany - o ile będziemy niebacznie strzelać się z każdym napotkanym zombie, szybko zdamy sobie sprawę, że nasz ekwipunek świeci pustkami. Jeżeli jednak gramy ostrożnie, to spotkamy się z problemem przepełnionego ekwipunku i wtedy podziękujemy projektantom za mechanikę skrzyń, w magiczny sposób współdzielących nasz ekwipunek. Z zadowoleniem konstatuję też, że gra nie cierpi na syndrom - “w dalszej części przeciwnicy są bardziej opancerzeni”. Nie są i dzięki temu możemy np. odczuć prawdziwą satysfakcję rozwalając im łby jednym strzałem z wirtualnego odpowiednika Desert Eagle’a.

Zawsze coś?

Jest kilka kwestii, do których można się tu przyczepić. Wspominałem już o niemądrej fabule i wkradającej się niekiedy monotonii. Dodajmy do tego kilka naprawdę nonsensownych zagadek - np. taką, której autor najwyraźniej nie wie... w jaki sposób działa klawiatura (musimy szukać nakładek na klawisze, zamiast po prostu je nacisnąć). Dodajmy kuriozalne niekiedy koncepty postaci - agentka FBI, która po tonącym w półmroku mieście pełnym niebezpiecznych zombie chodzi w okularach przeciwsłonecznych i prochowcu (a pod prochowcem ma… kusą sukienkę wieczorową). Ale to Japońska gra, więc i tak uważam, że był to, jak to się mówi, najniższy wymiar kary.

Wszystkie te wady rekompensują jednak drobne przyjemności - krótki czas wczytywania, płynna grafika (na Xboxie One S chrupnięcia mogłem policzyć na palcach jednej ręki) czy alternatywne ciuszki (np. inspirowane kinem noir i sprawiające, że całą grę gra się w odcieniach szarości). Ostatecznie RE2 łatwo lubić, a ja mam wrażenie, że wkrótce znów stanie się ikoną - tego, jak robić odświeżone wersje gier, aby ponownie wzbudzić entuzjazm społeczności graczy.

 

Plusy:

  • świetna grafika i dźwięki

  • walki z zombiakami

  • prawdziwy survival horror

  • zbalansowany poziom trudności

  • dwie ścieżki gry

Minusy:

  • niemądre zagadki

  • i fabuła

  • miejscami wkrada się monotonia

8.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Resident Evil 2
Producent: Capcom
Wydawca: Capcom
Dystrybutor polski: Cenega
Data premiery (świat): 25 stycznia 2019
Data premiery (Polska): 25 stycznia 2019
Platformy: PC, PlayStation 4, Xbox One
Strona WWW: www.residentevil2.com/
Cena: 234,90 zł



Czytaj również

Resident Evil: Ostatni rozdział
Nareszcie koniec
- recenzja
Resident Evil: Afterlife
Daleko pada jabłko od jabłoni
- recenzja
Resident Evil 5
- recenzja
Resident Evil II
Mille dwie, czyli powrót baby z jajami
Niech ktoś wreszcie zabije te trupy!

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.