» Recenzje » Iron Man 2

Iron Man 2


wersja do druku

Człowiek Żelazko kontratakuje

Autor: Redakcja: Ula 'Canela' Kuczyńska

Iron Man 2
Powinienem napisać "po prostu w to nie grajcie" i na tym skończyć recenzję. Niestety – smutny obowiązek recenzenta polega na przechodzeniu gry do końca, a potem napisaniu pełnowymiarowego tekstu. Może to i dobrze. Pocieszam się, że po przejściu tej gry może uda mi się zniechęcić ewentualnych ochotników od wydawania na nią pieniędzy. Oszczędzą też czas, a ten jest w końcu bezcenny.

Iron Man 2 to oczywiście gra na licencji, żerująca na szumie medialnym dokoła premiery kinowego blockbustera pod tym samym tytułem. Film jest całkiem przyjemną rozrywką, gdzie pierwsze skrzypce gra Robert Downey Jr., a drugie wybuchy i efekty specjalne. Jeśli ktoś nie pamięta, to przypominam – Iron Man to alter ego Tony'ego Starka, ekscentrycznego multimilionera. Gdy nudzi mu się pomnażanie swego kapitału i upijanie się, zakłada charakterystyczną czerwono-żółtą zbroję i leci w świat ratować ludzkość przed zagrożeniami. Iron Man musi się mierzyć z wielkimi wyzwaniami, ale oczywiście - koniec końców – wygrywa. Jak to w filmach o bohaterach komiksów.

Jak natomiast wypada gra? Źle. Pierwszym szokiem jest brzydkie i bełkotliwe intro. Zarówno modele jak i tekstury przypominają o czasach świetności PS2. Ktoś atakuje jakiś budynek, a Iron Man z jakiegoś powodu leci go bronić. Po chwili okazuje się, że to zabudowania korporacji Starka, a złoczyńcy chcą się podpiąć (zdaje się że w telepatyczny sposób) do jego sieci. W międzyczasie mamy okazję zobaczyć przerywnik z Tonym bez zbroi. Zbliżenia na paskudny model jego twarzy pokazują że z grafiką może być jeszcze gorzej, w dodatku bohater nie mówi głosem Downeya Jr., a bliżej nieznanego osobnika. W tym momencie poczułem się robiony w konia i zrobiło mi się smutno. Po chwili rozpoczyna się tutorial. Tak samo brzydki, bo wszystkie wstawki powstały na nieszczęsnym silniku gry. Trzy minuty od rozpoczęcia zabawy słabiutka grafika zaliczyła mocne spowolnienie, bo ośmieliłem się zrobić coś, co spowodowało wybuch. Tragedia.

Sama zabawa nie jest aż tak zła. Lata się (lub chodzi, co jednak jest nudne, bo powolne) i strzela do wszystkiego, co się rusza. Niszczenie w grach, jakie by nie było, zawsze cieszy. Przynajmniej przez jakiś czas. Do wyboru jest parę rodzajów uzbrojenia oraz dwóch bohaterów, którzy tak naprawdę prawie się od siebie nie różnią (poza kolorem skóry i zbroi). War Machine może strzelać z miniguna, za to nie może oddać salwy z klatki piersiowej (jak głupio by to nie brzmiało). Na tym różnice między bohaterami się kończą. Model tego herosa bez zbroi, stylizowany na Dona Cheydle'a, wygląda natomiast jeszcze gorzej niż ten mający udawać Downeya Jr. Fatalność jego wyglądu częściowo rekompensuje fakt, że postać mówi głosem tego samego aktora, który odtwarzał ją w filmie.

Sama struktura gry to ciąg misji, który składa się na coś, co można nazwać fabułą. Całość historii jest jednak - podobnie jak intro - bełkotliwa, a pomysły na misje to po prostu kiepskie i słabo klejące się ze sobą preteksty do zniszczenia czegoś. Za misję zarabiamy punkty, by pomiędzy nimi móc rozwijać swój sprzęt. Wątek ekonomiczny? Wolne żarty. Zarobki rosną skokowo, podobnie jak skokowo rosną ceny lepszego sprzętu. Autorzy po prostu z góry założyli kiedy pozwolą nam co ulepszyć – równie dobrze gra mogłaby odblokowywać kolejne wynalazki automatycznie.

Można więc latać, strzelać i bić. Demolować. Momentami rozbudowywać i rozwijać. Potem niszczyć. Jest to jednak nudnawe i monotonne. Czasem pojawia się super-czołg, na końcach leveli czekają bossowie (w tym jeden mech gigant), nie powoduje to jednak zbyt dużej frajdy. Sytuacji nie poprawia też możliwość swobodnego (względnie) poruszania się po przestrzeni kolejnych poziomów. Jest ubogo i nieciekawie. A szkoda, w końcu Iron Man, jako jednoosobowa armia, to postać z potencjałem w sam raz na grę konsolową. Oczywiście porządnie zrobioną.

Gameplay jest średni, a grafika fatalna, ale oczywiście nie wszystko udało się zepsuć. Na pewno głównym plusem są tu bohaterowie znani ze świata Marvela, choć w tym przypadku ograniczają się raczej do postaci z filmu. Jest Nick Fury, który nie tylko naprawdę wygląda jak Samuel L. Jackson, ale też mówi jego głosem. Pojawiają się też (w zupełnie wymuszony sposób) Czarna Wdowa i asystentka Starka. Ciekawostką jest znany z komiksów o Iron Manie Crimson Dynamo – jeden z bossów w grze. Postać co prawda nie występuje w filmie, za to była inspiracją do stworzenia bohatera, w którego wcielił się Mickey Rourke – mrugnięcie okiem do fanów. Szkoda że ginie w morzu słabizny i kiepskich pomysłów. Kolejnym plusem jest muzyka, która, o ile nie uderza w klasycznie pompatyczne tony, to raczy gracza metalową sieczką, miło komponującą się z ekranową demolką. Kolejnym plusem gry jest na pewno sam Stark – gość, którego ego dorównuje rozmiarem majątkowi. Ryzykant, cały czas porywający się z motyką na słońce, ale który i tak z kolejnych starć wychodzi zwycięsko, bo nie zna znaczenia słowa porażka. Postać ciekawa zarówno jako bohater, jak i jako człowiek – co akurat w grze zupełnie pominięto. Tu ponownie wyrażę żal: szkoda że nie mówi on głosem Downeya Jr. Z drugiej strony - wcale mnie to nie dziwi. Też nie chciał bym podkładać swojego głosu do takiej produkcji.

Po przemieleniu całej gry, okazuje się ona być miałką papką, przyrządzoną na szybko i tanim kosztem, by skorzystać z popularności filmu granego w niemal każdym kinie. Szkoda. Dało by się z tego zrobić coś fajnego, ale taka jest przypadłość gier szykowanych na premierę filmu. Rzadko kiedy do czegokolwiek się nadają. Oczywiście są wyjątki, również wśród tych związanych z komiksami. Nie ma sensu wspominać najnowszego Batmana, który jest klasą sam dla siebie, poza tym to samodzielna, niezwiązana z żadnym filmem gra. Jest jednak niedawny X-Men Origins: Wolverine, który nie był może hitem sezonu, ale grało się w niego całkiem przyjemnie. Wyglądał przyzwoicie, bohaterowie mówili głosami filmowych aktorów, a fabuła rozwijała filmowe wątki. Podobnie The Punisher sprzed pięciu lat zapewniał parę godzin radosnej strzelaniny połączonej z sadystycznym męczeniem przeciwników. Dużo wciągającej akcji, porządna grafika, fabuła mieszająca motywy znane z filmu z odniesieniami do konkretnych komiksów. Te gry to dowód na to że się da. Wystarczy chcieć i zaryzykować budżet na produkcję, która będzie przynajmniej przyzwoita. Sega zdaje się jednak sugerować, że bardziej opłacalne jest dla niej wykonanie partackiej roboty za małe pieniądze. Najwyraźniej zyski dzięki magii tytułu będą nieproporcjonalnie wyższe. Smutna i dość żenująca praktyka.

Efektem pracy koderów zasuwających w pocie czoła by wyrobić się do premiery filmu jest totalny gniot. Jest to gra nudnawa, brzydka, momentami "chrupiąca", a w dodatku – o czym jeszcze nie wspominałem – bardzo krótka. Tego typu pozycje powinny być sprzedawane w cyfrowej dystrybucji za kwotę nie wyższą niż 50 złotych (co już było by przegięciem), a nie trafiać na półki sklepowe za premierową cenę gry na płycie. Dziwię się że Sega robi pełnoprawny tytuł który wygląda na żywcem przeniesiony z konsol poprzedniej generacji, zamiast zrobić coś drobnego, ale dobrego. Wolał bym już tą grę jako modyfikację After Burnera – lecimy w głąb ekranu, na nas lecą wrogie roboty. Mamy blastery oraz rakiety typu "namierz i zapomnij". Zamiast myśliwców – do wyboru jest Iron Man i War Machine. Całość nie tylko byłaby dużo grywalniejsza od tego z czym miałem do czynienia, ale też wyglądała by dużo lepiej. Zakończę więc zdaniem z początku: "nie grajcie w to". Szkoda Waszego czasu i pieniędzy. Po prostu.

Przemysław Pawełek jest dziennikarzem Polskiego Radia
3.0
Ocena recenzenta
3
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Iron Man 2
Seria wydawnicza: Iron Man
Producent: SEGA
Wydawca: SEGA
Dystrybutor polski: -
Data premiery (świat): 30 kwietnia 2010
Data premiery (Polska):
Platformy: Wii, PS3, Xbox, PSP, NDS



Czytaj również

Spider-Man: Daleko od domu
Młodzieńcza odpowiedzialność
- recenzja
X-Men: Mroczna Phoenix
Zmierzch mutantów
- recenzja
Avengers: Koniec gry
Za wszelką cenę
- recenzja
Spider-Man Uniwersum
Tak wiele pająków, tak mało czasu
- recenzja
Uncanny X-Force #2: Era Archangela
Przygody X-Menów jeszcze nie były tak brutalne...
- recenzja
Venom
Poczciwy antybohater
- recenzja

Komentarze


twilitekid
   
Ocena:
+1
Po co recenzować takie gry? Lepiej rzucilibyście recką Alana bo aż wstyd, że nie ma.
03-06-2010 01:15
ConAnuS
   
Ocena:
+1
Tak jak recenzent napisał - Dostał grę, recenzja musi być. jak widać życie recenzenta gier to nie to nie tylko kraina mlekiem i miodem płynąca. :)
Widać, że ten podszedł do sprawy profesjonalnie.
05-06-2010 11:34

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.