Outpost 2
» Artykuły » Felietoniki » Felietoniki: Hardcorowcy vs Casuale

Felietoniki: Hardcorowcy vs Casuale


wersja do druku

Pokaż mi jak grasz, a powiem ci kim jesteś...

Autor: Redakcja: Ula 'Canela' Kuczyńska

Felietoniki: Hardcorowcy vs Casuale
Wracamy po krótkiej przerwie w kolejnej odsłonie naszego cyklu mini-felietonów.

Frapującym tematem dzisiejszego odcinka jest podział graczy na hardcorowców i casuali i to, co o nim myślimy.

Jak zwykle przy tej okazji zachęcamy, abyście również wyrazili swoje opinie na ten temat w komentarzach. Subiektywnie najciekawszy zostanie nagrodzony piętnastoma punktami.


Neishin To interesujące, że ludzie, kiedy tylko zabraknie wroga, znajdą sobie nowego. Tak było, jest i, niestety, prawdopodobnie będzie. Ludzka natura, podział "my" kontra "oni". Jest to prawdą i w przypadku graczy "hardcorowych" i "casualowych".

Podobno gracz twardordzenny gra dwadzieścia pięć godzin na dobę, nie je, nie pije, żyje by grać i gra by żyć. Żaden tytuł nie jest bezpieczny przed "scalakowaniem" czy platynką. Moje pytanie brzmi – czy naprawdę tego typu graczy jest aż tak dużo? Bo według badań średnia wieku polskiego fana konsol dogania tę z zachodu i już od jakiegoś czasu jest wyższa niż 20 lat. Ludzie w pewnym momencie zaczynają pracować, zarabiać, zakładać rodziny i nie można się oddawać grze w sposób opisany w pierwszym zdaniu tego akapitu.

Z drugiej strony gracze okazyjni są dokładnie tym, co znaczy to słowo. Grają okazyjnie, w proste gry, lubują się w wydumanych akcesoriach, no i nie w głowie im next gen, tylko głupie popierdułki na Wii. Osób, które spełniają takie kryteria jest na pewno więcej niż tych, które wchodzą w pojęcie hardcorowca. I bardzo dobrze, właśnie dzięki nim nasza branża się kręci, zarabia, rozwija w nowe strony.

Prawda jak zwykle leży gdzieś pośrodku. I ja w tym dołku, na przecięciu tych linii, czuję się dobrze. Gram od czasu do czasu, głównie dla rozluźnienia, lubię fajne (i przydatne) gadżety, napalam się na kontrolery ruchu, interesuje się co w branży piszczy.Jak gra mnie uwiedzie, to siedzę nad nią do czwartej rano przez siedem dni w tygodniu, przechodzę drugi raz po to, by ucieszyć się z kolejnej zrobionej platyny.
Jestem hardcorem. Jestem casualem. Jestem graczem.


Gonz
Mam poważny problem z wyznaczeniem granicy między harkorowcami, a casualami. Czy hardkorowcem jest ktoś kto gra dużo? Niby tak, ale jeśli robi to tylko tak "żeby pograć", nie jest dla niego najważniejsze przejście całej gry, a znajdźki i trofea/achievementy ma w głębokim poważaniu? To już chyba nie bardzo. On tylko dużo siedzi przy konsoli. Poza tym: ile to jest "grać dużo", w momencie gdy bawi się tak prawie każdy, jak nie przy konsoli to przy flashowych popierdułkach albo na Facebooku? No dobra, to czy hardkorowcem jest typ, który siada do peceta w celach rozrywkowych rzadko, bo studia ma już za sobą, na głowie praca i rodzina, ale jak siądzie, to przechodzi grę od dechy do dechy, tylko że robi to przez miesiąc w godzinnych sesjach? Nie wiem. Mam problem.

Wydaje mi się że nie chodzi tak naprawdę o to czy szarpie się dużo, czy intensywnie, czy wyciska się 100% i platyny. Chodzi o coś zupełnie innego. O świadomość, że jest się graczem. Z krwi i kości. Tylko że za dziesięć lat to już nie będzie miało znaczenia. Dzisiejsi gracze - w tym i ja – siadają do konsoli tak samo, jak chodzą do kina. To jedna z codziennych form aktywności, dróg wchłaniania kultury popularnej. Mam na myśli generację wychowaną w latach 80-tych na 8-bitowcach, która po dwudziestu latach dalej gra, tylko że w szpile dla dorosłych. Obecnie poświęca się tej aktywności coraz więcej osób, a ci dorośli gracze wpajają swoje hobby dzieciom. Za parę lat grali będą naprawdę wszyscy. Wtedy podział hardcore/casual nie będzie miał zupełnie sensu. Będą tylko normalni ludzie, którzy, owszem, bawią się na konsoli – jak wszyscy, ale bez przesady. Będą też gracze-zawodowcy, sportowcy ze sponsorami, którzy będą już nie tylko osobistościami w hermetycznym gronie konsolowców czy pecetowców. Będą celebrytami znanymi z okładek kolorowych tygodników. Tylko że to już temat na zupełnie inny tekst.

A ja? Gram od ćwierćwiecza. Mniej niż bym chciał. Więcej niż pozwala mi na to czas. Tak. Może nie wymiatam w Tekkenie, a w Bad Company 2 w multi mam nienajwyższy stopień, ale czuję się hardkorowcem.


Mateusz Niemczyk Ciężka sprawa z tym podziałem. Z jednej strony coraz bardziej denerwuje mnie zaniżanie poziomu trudności w grach i ogólne założenia twórców, że jeżeli gracz nie będzie w stanie przejść czegoś za pierwszym, góra drugim razem, to odłoży grę na półkę i się zniechęci. Kiedyś problem nie istniał, ponieważ gry nie były aż tak popularne i trafiały do bardziej "elitarnego" grona odbiorców. W chwili obecnej branża rozrywki elektronicznej to ogromne pieniądze, więc i gry muszą być przystępne dla każdego. Z drugiej zaś strony nigdy nie bawiło mnie wykręcanie trofeów w grze, poprzez spędzanie długich godzin na wykonywaniu dziwnych, do niczego nie potrzebnych zadań, jak zabicie stu przeciwników nożem, i to najlepiej w powietrzu...

No i mam dylemat, bo sam nie wiem, do której grupy się zaliczyć. Widzę to tak: jestem graczem lubiącym niebanalne i wymagające gry, potrafiące kopnąć niedzielnego gracza w zaskoczony zad. Niestety, gracze mogą się dzielić jak chcą i deklarować bycie hardcorowcami, ale sam rynek zmierza coraz bardziej w stronę rozrywki dla casuali. Staje się otwarty i przystępny dla osób, które wchodząc do sklepu kierują się ładną grafiką na pudełku i nie odróżniają serii God of War od Wii Sports. Wychodzi zatem na to, że podpisze się pod tabliczką "hardcorowiec", ale pojęcie to nie znaczy już to samo, co kiedyś. Tym samym życzę nam wszystkim całej masy ambitnych i wymagających gier. A tymczasem, gdzie ja znowu posiałem tego Demon’s Soula...


Canela
Słyszeliście kiedyś o harcorowym widzu telewizyjnym? A może o harcorowym czytelniku książkowym? Hardcorowy użytkownik Internetu? Dalej nic? No właśnie. Dlatego nie rozumiem kto wymyślił podział dotyczący graczy i czemu miałby on służyć. O ile w przypadku sportów i niektórych hobby można rozróżnić ludzi, którzy robią to jedynie dla dobrej zabawy i takich, którzy zajmują się tym zawodowo. Jednak czytanie książek, oglądanie telewizji, surfowanie w Internecie czy gra na konsoli powinno przede wszystkim dawać przyjemność i relaksować. Oczywiście, można również jeździć na turnieje, wygrywać zawody – jednak wtedy jest się profesjonalistą, a ci, którzy zwą siebie hardcorowcami przeważnie profesjonalistami nie są. Skąd więc się bierze ta chęć podziałów? Uważam to za czysto snobistyczny rozdział, zupełnie jak ludzie, którzy czytają więcej i lepiej, oglądają mniej i mądrzej czy używają Internetu edukacyjnie i okazyjnie i przez to czują się lepsi od tych, którzy czytają to, na co akurat mają ochotę, oglądają w telewizji byle co po pracy, a w Internecie głównie zajmują się swoją facebookową farmą.

W tym wypadku mówię zdecydowane nie i nie chcę się zaliczać do żadnej z tych grup. Konsola służy mi do zabawy, potrafię grać w nią zarówno 15h/dobę, jak i nie odpalać jej przez dwa tygodnie; jaram się trofeami – mogę przejść całą grę idąc tyłem, jeśli tego wymaga pucharek, podczas gdy innego tytułu nie chce mi się nawet ukończyć. Gram codziennie i od dziecka, totalnie na wszystkim: od komórki, przez automaty, do gier na PC, choć zawsze był (i jest) to dla mnie jedynie dodatek, nie sens życia. Możecie mnie nazywać jak chcecie, ja jednak jestem przeciwna tworzeniu takich sztucznych podziałów.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę



Czytaj również

Komentarze

string(15) ""

Repek
   
Ocena:
0
@Canela
Podział istnieje i jest realny. Nie wykreowano go sztucznie na podstawie nieistniejących przesłanek. IMO powstał celowo, napędzany przez producentów.

Nie wiem jak na konsolach, ale na PCtach nie trzeba być pro [zarabiać], żeby być hardkorowcem. Wystarczy zrobić grę z systemem achievementów i jeszcze dodać do tego możliwość porównywania wyników z innymi graczami - i już masz maszynkę do tworzenia hardkorowców. :) Ludzie lubią rywalizację i vanity wynikające z popisywania się osiągnięciami.

Pozdro
24-06-2010 13:50
Gonz
   
Ocena:
0
wynika to z jeszcze innej rzeczy. rynek graczy rasowych jest z grubsza zagospodarowany, luką są osoby co nie grają, bo nie kumają, ale jak by im wcisnąć prostą grę to by grali. w tą niszę celują od paru lat producenci, stąd gry dla casuali. na gry dla wszystkich (core/casual) na przykład wyraźnie przestawia się ostatnio Ubi Soft cisnący na miałką papkę dla każdego.
24-06-2010 13:54
Eva
   
Ocena:
+4
Słyszeliście kiedyś o harcorowym widzu telewizyjnym?
Babcia? ;-)
A może o harcorowym czytelniku książkowym?
Mól książkowy?
Hardcorowy użytkownik Internetu?
No-life? ;-)
Są jeszcze kinomaniacy. Audiofile. Ludzie-którzy-od-dziecka-w-dużych-ilościach-czytają-komiksy-i-się-na-nich-znają (komiksiarze?). Teatromani. Erpegowcy. Czujecie klimat, nie?
Podział na hardkorowców i casuali nie jest wedle mnie zjawiskiem ani nowym ani, z całym szacunkiem, jakoś specjalnie ciekawym czy wyjątkowym.
Jeśli spojrzymy sobie na gry mniej jak na element pop-kultury i położymy nacisk bardziej na rywalizację, wyjdzie to samo, ale o tym już napisaliście - są profesjonaliści i są hobbyści, szczerze mówiąc, nie widzę problemu i powodu, żeby o tym pisać. To znaczy, poza dostarczaniem przyjemności czytelnikom, bo felietoniki skądinąd sympatyczne dość i po polsku ;-)
24-06-2010 15:03
Bagheera
   
Ocena:
+1
Gonz ma oczywiście sporo racji - gry coraz krótsze i coraz prostsze od paru lat dominują na rynku.
Dochodzi do tego zwłaszcza w przypadku gier skierowanych również do nieco młodszego odbiorcy (ale nie dziecka - mówię chociażby o Mini Ninjas czy Ratchet&Clank) - nową grę odpalamy od razu na najtrudniejszym poziomie i jesteśmy w stanie przejść ją z palcem w nosie.

Natomiast żadne z Was nie poruszyło innej nieco kwestii, a mianowicie multiplejerów, zwłaszcza strzelanek. Loguje się człowiek i zanim zdąży się zorientować, jaką broń trzyma w ręce, jest już martwy,wyśmiany i zwyzywany od noobów przez ludzi, którzy najwyraźniej od miesiąca niczym innym się nie zajmują :)
24-06-2010 15:13
Neurocide
   
Ocena:
0
@Canela: Słyszeliście kiedyś o harcorowym widzu telewizyjnym?

A słyszałaś o Otaku?
24-06-2010 15:17
Canela
   
Ocena:
0
Nie i nawet nie wiem, czy mnie nie obrażasz :D
24-06-2010 15:40
Bagheera
   
Ocena:
0
No gdybyś tak kogoś nazwał w Japonii, to raczej byś go obraził :D
24-06-2010 15:52
Gonz
   
Ocena:
0
kwestia wymiataczy i kultury osobistej na multipleyach to chyba temat na oddzielny cykl tekstów :]

największą masakrą jest Gears of War na X360. jako że każdy prawie ma headset to plagą są amerykańskie 13latki drące ryja na publicznym 'you suuuuck, you suuuuck, yooooou suuuuuuuuuuuck!!!'. oczywiście jako że poza graniem nie mają innych zajęć to rozwalają w 5 sekund wszystkich świeżaków i średniozaawansowanych.
24-06-2010 16:22
Gonz
   
Ocena:
0
na marginesie - fotka dłoni z padem ewidentnie portretuje casuala. corowiec nie zdjął by kciuka z gałki z której w danej sekundzie nie korzysta :]
24-06-2010 16:35
Canela
   
Ocena:
0
@Gonz: Przekażę mojemu casualowi ;)
24-06-2010 16:43
~Z

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
@Eva
No-life nie jest określeniem które przylgneło tylko do uzytkowników uzależnionych od internetu. Oznacza ona nadmierne, wręcz obsesyjne zainteresowanie daną dziedziną co owocuje odcieciem od świata zewnetrznego. Tak więc hardocorwy gracz czy erpegowiec a nawet hardocorowy pasjonat ping-ponga jest uważany na człowieka bez życia=nolife.

Nie widze potrzeby roztrząsania tego problemu, bo to prawie tak samo bezcelowe jak porównywanie pasjonatów w innej dziedzinie do ludzi którzy okazyjne ją "uprawiaja". Każdy ma pasje której umie poświecić 24h/7dni...
24-06-2010 19:05
Drachu
   
Ocena:
+4
Zawsze nieco inaczej myślałem o tym zagadnieniu. Bo nie chodzi o profesjonalim, czy ilość czasu spędzonego przy grze. Chodzi o same gry. Jak ktoś rozkmini War in the Pacific, to jest hardcorowcem - nawet jeśli gra raz na miesiąc, za darmo i komp go bije. To inny rodzaj gry (ja nie rozkminiłem). Czy te brzydkie jak noc RPGi Spiderwebu, gdzie w demo łupię już ponad 20h i końca nie widzę. Demo na 20h? Dziś robi się gry trwające połowę tego czasu.

Casualówką jest dla mnie np. shooter FPP z fabułą na 8h gry. Jak nowy CoD na ten przykład. Było fajnie, spoko. Pograłem, przeszedłem, postrzelałem się w necie.

Generalnie uważam, że istnieją casualówki i hardcorowe gry i to które lubisz określa jakim graczem jesteś. To częściowo zależy od długości gry, częściowo od stopnia jej skomplikowania. I od trudności przyswajania. Dla mnie casualówka jest grą, w którą można grać "z doskoku", bez opanowywania jej. Siadasz, grasz, przechodzisz - w krótkim czasie wyciskasz z gry wszystko.

A cała niechęć jednych graczy do drugich wynika z tego, o czym pisał Gonz - giganci wydają głównie gry łatwe i przyjemne - nie ma wysokobudżetowych, ładnych hardcorówek. Więc gracze je lubiący zazdrośnie patrzą na opływających w nowe tytuły miłośników casualówek.

Lubię pieczywo i kurczaka. Teraz jestem na diecie białkowej, więc pieczywa jeść nie mogę, a kurczaka wręcz muszę żreć. I po tych dwóch miesiącach mam taką ochotę na chleb, że można zwariować. A tego kurczaka to bym rzucił w diabły.

Tak samo mam z grami - lubię casualówki. Ale zabiłbym za dobrą hardcorówkę - strategię albo symulator, który nie wygląda jak rozdeptana żaba i ma jakiekolwiek pretensje do symulowania czegoś. Z RPGami jest lepiej, bo np. taki Dragon Age dawał te sto godzin łupania.
I trochę mnie frustruje, że takich gier po prostu jest mało. I szlag mnie trafia jak wychodzi kolejny FPP, które obecnie poznaję tylko po broniach. Co mi po milionie FPP, jak dobrego symulatora mi trzeba.

24-06-2010 19:11
Gonz
   
Ocena:
0
@Drachu - bierz pod uwagę że w FPP tryb single to dziś zwykle przystawka. Tak jest w CoD, tak jest i w Battlefieldzie. na liczniku mam 20h strzelania do innych w multi, czuję że się rozkręcam i czekam na tryb onslaught. czy to jest casual? czy ogólnie rasowe siekanie w multi to jest casual?
24-06-2010 19:55
~Drachu

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
W stare Battlefieldy (głownie Vietnam i BF2) sporo swego czasu grałem. To prawda - zeżarły mi wiele godzin (z pewnością gruuubo ponad 20h w multi), ale wciąż uważam je za casualówki.

Jakby to ująć - mamy taką mega strategię, czy jakiś bardzo realistyczny symulator, czy długą, zawiniętą przygodówkę, czy dużego RPGa - to są gry, w których nie ma sensu krótka partyjka na zasadzie "pograć i zapomnieć". Trzeba grę przejść do końca, bo inaczej nie ma to sensu, a jeśli nawet nie do końca, to trzeba jej dużo czasu poświęcić. Jasne, niby są savy - ale i tak nie możesz grać za rzadko, bo zapomnisz o co chodziło w grze.

Dla mnie cechą casualówki jest właśnie to, że można grać raz na jakiś czas i gra tak na dobrą sprawę nie narzuca Ci siedzenia. Właśnie taki CoD jest dobrym przykładem. Singla robisz w dwa popołudnia, a w multi - jak masz ochotę to grasz partyjkę (Albo i 10, czemu nie) ,ale jakby sama gra tego nie określa.

Co do multi, to za hardcorówki uważam np. RPG z levelami, osiągnieciami itd. 0 bo tam musisz naprawdę sporo włożyć, by mieć mocną postać. Granie okazjonalne odpada.
25-06-2010 09:13
~Z

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
@Drachu
Jedną z najwiekszych HARDCOROWYCH gier MMO w jakie grałem i znam to EVE Online! Ilość statystyk, opcji i możliwości wprawiło by nawet maklerów giełdowych w osłupienie ;)
25-06-2010 11:25
~bijekcjazNwR

Użytkownik niezarejestrowany
    Ja...
Ocena:
+1
...używam takiego rozróżnienia: casual wygrywa grę a hardcorowiec wygrywa z grą.

Dla mnie zabawa w hardcorowca jest to więc swego rodzaju meta-granie.

Nie interesuje cię uratowanie księżniczki, ominięcie kuli ognia i znalezienie ukrytej znajdźki. Interesuje cię zmaksymalizowanie szansy na uratowanie księżniczki (jak najłatwiej to zrobić? jak najszybciej?), dokładne zrozumienie mechaniki kuli ognia (jakie ma hit-boxy? jakie obrażenia? jak szybko się porusza? ile razy mogę dostać, zanim zginę?), znalezienie miejsc ukrycia wszystkich znajdziek (a potem: "tej nie biorę, bo i tak wezmę następną, która jest trzy razy lepsza - szkoda czasu").

Oczywiście, cały ten proces wygrywania z grą zapewne zajmie olbrzymią ilość czasu, poznasz także dogłębnie mechanikę, która steruje grą. I dzięki temu uda ci się zrobić achievementy typu "przejdź grę tylko z pistoletem", "przejdź grę nie skacząc" itp.

Doskonałym przykładem gier, które są skierowane do hardcorowców (poza podanymi przez Dracha symulatorami i strategiami) są według mnie gry rogue-like. Sama ich budowa wymusza dogłębne poznanie mechaniki, gdyż w innym wypadku - przegrywasz wszystko (masz tylko jedno życie, nie masz save'ów). Jeśli jesteś casualem, to po dziesięciu śmierciach z bliżej niezrozumiałych dla ciebie powodów (jak to z głodu? jaka trucizna?) rzucasz grę. Jeśli jesteś hardcorowcem, to w pewnym momencie łapiesz się na tym, że poza okienkiem z grą masz jeszcze dwa okienka z mapami, jedno z bestiariuszem, jedno z opisem broni, jeden poradnik i notatnik w którym zapisujesz co gdzie zostawiłeś. I więcej czasu spędzasz w pozostałych okienkach niż w grze. :-)

Istnienie graczy hardcorowych w danej grze multi-player łatwo poznać po tym, że pojawiają się patche, które dbają o "balans gry". Po prostu pojawił się ktoś, kto nie bacząc na opinie innych ("to jest przepakowane i używanie tego niszczy grę!!!111") nie wygrywał gier, tylko wygrał z grą.
25-06-2010 12:18
Vukodlak
    W sumie racja...
Ocena:
0
Na grach MMO najlepej to zauważyć. Szzególnie na serwerach RP i PvP/PvE. Roleplayowcy często nie przejmują się instancjami, uber gear'em i achievementami. Na jednym z serwerów w WoWie dowiedziałem się, że nikt graczy RP nie lubi, bo gra jest od grania a nie od bezsensownego gadania. I to było na serwerze RP.

Masa graczy to ludzie, którzy chcą wygrać z grą. W grach PvP najlepiej to widać. W Warhammer Online siedzę sobię i pykam renowę powolutku, ale jak widzę innych gości to szczena opada. Sprzęt nad którym musieli siedzieć masę czasu i najróżniejsze miksy taktyk i umiejętności, które na pierwszy rzut oka są całkowicie bez sensu - ale wzory (math shall enlighten thee) pokazują, że takie zbudowanie postaci jest najlepszym wyborem. Po prostu nie mogę uwierzyć, że te nerdy siedzą nad grą i liczą obrażenia zadane jedną idiotyczną umiejętnością z uwzględnieniem czterech różnych składów ekwpinuku i innym rozdaniem punktów renowy. Masakra. A potem przychodzi patch i wszystko w diabły.

Widzę jak tacy goście dominują rozgrywkę, ale cóż zrobić. Mnie to jakoś nigdy nie bawiło, z jakichś poradników super graczy korzystać nie lubię, bo mam przeczucie, że gram nie swoją postacią wtedy. Zupełnie jakbym kupił konto z gotowymi toonami. Lubię zaglądać w różne miejsa i szukać niesamowitych pierdół, ale nie lubię zaglądać w kod gry i szukać haków w mechanice. Bardziej mi do klimaciarskiego hardcore'a lub hardcorowego klimaciarza niż true uber hardcore mastah on da block.
25-06-2010 19:27
Repek
   
Ocena:
0
@Vukodlak
Po prostu nie mogę uwierzyć, że te nerdy siedzą nad grą i liczą obrażenia zadane jedną idiotyczną umiejętnością z uwzględnieniem czterech różnych składów ekwpinuku i innym rozdaniem punktów renowy. Masakra. A potem przychodzi patch i wszystko w diabły.

Nie w diabły, tylko zabawa od nowa. Bez tych graczy MMO wyglądałyby inaczej - rykoszetem korzystają na tym wszyscy [niby skąd taktyki, filmiki i tutoriale na YT?].

Jeśli ktoś chce zobaczyć, na czym polega tró hardkor w WoWie:
http://elitistjerks.com/
Nazwa idealnie pasuje do tego, o co chodzi w stronie. :)

[Najlepiej wejść na forums i poczytać wyliczenia dla poszczególnych klas]

Pozdrówka
25-06-2010 19:35
Vukodlak
    No nie wiem.
Ocena:
0
Ja nie lubię na tym tak bazować, bo czuję, że to nie ja gram tylko pośrednio gość, który dany sposób wysmażył w domu na swoich wzorach. A z podejściem jest różnie - niektórzy zaczynają liczyć od nowa, a inni wściekają się, że ich super sposoby już nie działają. To chyba zależy od poziomu hardcore'u w żyłach...
25-06-2010 21:57
Repek
   
Ocena:
0
Ja nie lubię na tym tak bazować, bo czuję, że to nie ja gram tylko pośrednio gość, który dany sposób wysmażył w domu na swoich wzorach.

Tak by było, gdyby to było takie proste w zastosowaniu. :) Można najwyżej pomarzyć. :D

Pozdro
26-06-2010 01:44

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.