» Recenzje » Destiny

Destiny

Destiny
W tym roku nie było i nie ma chyba bardziej wyczekiwanej gry na konsole niż Destiny. Nadzieje, jakie wiązali z nią gracze na całym świecie, były naprawdę ogromne, a od momentu, w którym po raz pierwszy zaprezentowano rozgrywkę oraz udostępniono odbiorcom wczesne wersje tytułu, urosły jeszcze bardziej. Jak wypadło ich porównanie z efektem końcowym?

Mógłbym powiedzieć Ci o...

Fabuła Destiny zabiera nas w daleką przyszłość. Po lądowaniu pierwszej załogowej ekspedycji na Marsie kosmonauci spotykają Podróżnika, ogromną sferę, której odkrycie zapoczątkowało nową złotą erę ludzkości. Nasz gatunek sięgnął gwiazd, rozpoczynając podbój kosmosu, terraformując i kolonizując inne planety. Kres ekspansji położyło napotkanie odwiecznego wroga Podróżnika: Ciemności. Ludzka cywilizacja została zniszczona, a jej niedobitki kryją się w ostatnim ocalałym mieście na Ziemi.

Gracze wcielają się w Strażników, pierwszą i ostatnią linię obrony przed Ciemnością. Nasz wojownik zostaje wskrzeszony, po kilkuset latach niebytu, przez Ducha, istotę powiązaną z Podróżnikiem i od tego momentu rozpoczyna swoją walkę. Tak naprawdę nie wiemy dużo więcej i nie dowiadujemy się tego do samego końca. Kim naprawdę jesteśmy, czemu ponownie wróciliśmy do walki, kim jest nasz towarzysz, co wydarzyło się przez te setki lat? Praktycznie na żadne z tych pytań nie otrzymujemy odpowiedzi, a sama fabuła jest co najmniej niesatysfakcjonująca i mało angażująca.

Owszem, część informacji możemy znaleźć na stronie Bungie, gdzie wraz postępem w grze odblokowujemy kolejne karty, na których zawarto dodatkowe informacje o planetach, naszych wrogach czy samych Strażnikach. To jednak trochę za mało, bo każda taka informacja wzbudza tylko większą ciekawość i nadzieję, że wszystko, co przeczytaliśmy, będzie miało rzeczywiste przełożenie na fabułę. Tak jednak się nie dzieje.

W teorii nie generuje to wielkiego kłopotu, gdyż jest to tytuł skierowany głównie do miłośników gry sieciowej i kooperacyjnej, więc liczy się tu przede wszystkim rozgrywka. Jednak już na pierwszy rzut oka widać, w jakim kierunku idzie Activision i Bungie. Wygląda na to, że twórcy gry dali nam z założenia niepełny i pocięty na części produkt, stanowiący jedynie prolog, gigantyczne demo, a resztę historii będziemy musieli dokupić w kolejnych pakietach. Jeszcze bardziej irytujące jest to, że wszystkie interesujące postacie, jakie spotykamy na naszej drodze, pojawiają się tylko na moment, żeby powiedzieć, iż będziemy potrzebni, ale później – w domyśle gdy kupimy kolejne DLC. Trudno pogodzić się z takim podejściem.

Odwet czas zacząć

Rozczarowaniem okazał się też system tworzenia postaci, nie różniący się zupełnie niczym od tego, co otrzymaliśmy w becie – jest po prostu ubogi. Jak na grę mającą być konsolowym MMO to bardzo duży minus.

Jednak kiedy chwytamy za broń i zaczynamy walkę, wady odchodzą w niepamięć. Pod względem rozgrywki to jedna z najlepszych tytułów, jakie ostatnio trafiły na rynek. Wszystko działa płynnie, a gra daje niesamowitą satysfakcję. Płynność, z jaką postać reaguje na ruch drążków i wciskanie przycisków, wywołuje uśmiech na twarzy. Mechanika potyczek jest dokładnie tym, czego oczekiwali gracze. Również inteligencja przeciwników w PvE jest niezgorsza, szczególnie na wyższych poziomach trudności, co daje naprawdę niesamowity efekt.

Niestety, całość psuje powtarzalność kolejnych misji. Na upartego można ocenić to jako jeden wielki tryb hordy. Gdy posuwamy się do przodu, jedynym co się zmienia, jest wygląd i rodzaj przeciwników, ich liczba oraz moc. Poza tym schemat z grubsza jest ten sam. Przebijamy się przez morze pomniejszych wrogów, żeby dojść do etapu z ograniczonym respawnem, wybić jedną większą lub trzy mniejsze fale kolejnych minionów, po czym w większości przypadków następuje walka z bossem. I tak do końca. Jakby tego było mało, walki z głównymi złymi, szczególnie finalna, pozostawiają wiele do życzenia. Po grze z budżetem rzędu pół miliarda dolarów należało spodziewać się czegoś więcej.

Zabawię się Twoim kosztem

Umiejętności klas są zróżnicowane i względnie dobrze zbalansowane. Połączono to z całkiem nieźle prezentującym się systemem rozwoju postaci, przynajmniej do 20 poziomu. Po dotarciu do tej magicznej granicy za pomocą doświadczenia odblokowujemy resztę zdolności i rozwijamy przedmioty, ale osiągnięcie maksymalnego poziomu (30) zostało w pełni uzależnione od sprzętu, a dokładnie jego współczynnika światła. Od tego momentu zaczyna się głównie zbieranie środków na nowy ekwipunek, a cała reszta schodzi na dalszy plan. Wszystko przez to, że przeciwnicy mający wyższe poziomy otrzymują tak wysokie modyfikatory zadawanych obrażeń i pancerza, że walka z nimi momentami przypomina pojedynki Don Kichota z wiatrakami.

Niestety takie rozwiązanie, w połączeniu z jednym z najgorszych systemów zdobywania sprzętu, jaki widziałem od lat, potrafi doprowadzić do szału. Przedmioty są bowiem przydzielane całkowicie losowo. Nie chodzi nawet o to, że jest ich niewiele, bo po kilku patchach wypada ich całkiem sporo. Problem w tym, że 99% tego co otrzymujemy kończy jako części zamienne, które i tak nie są przydatne na wyższych poziomach. Jakby tego było mało, oprócz samych przedmiotów dostajemy również engramy, które po zdekodowaniu w Wieży zamieniają się w przypadkowe przedmioty, co praktycznie podwaja współczynnik losowości.

O ile w trakcie walki jest to zrozumiałe i dość powszechne w obrębie gatunku, to te same zasady zaimplementowano do przyznawania nagród na koniec misji oraz meczów PvP.  Takie rozwiązanie potrafi wywołać pianę na ustach, gdyż otrzymane nagrody nie są proporcjonalne do osiągniętych wyników. Destiny po prostu nie nagradza za dobrą grę.

Kiedy jednak wejdziemy już do gry, liczą się tylko nasi znajomi i hordy przeciwników po drugiej stronie lufy. Choć trudno to racjonalnie uzasadnić, wszystkie minusy tracą na znaczeniu. Nieważne, że jest to kolejna wariacja na temat tej samej misji, że to kolejne z rzędu podejście do tej samej planszy. A im jest trudniej i więcej twardych skurczybyków rzuca na nas Ciemność, tym lepiej. Cała reszta odchodzi w zapomnienie. Można kląć, złorzeczyć ale trzeba przyznać jedno – rozgrywka jest prawdziwie uzależniająca.

Wirtualne pojedynki

PvE to jednak nie wszystko, co ma do zaoferowania Destiny. Rozgrywka sieciowa między graczami jest chyba najbardziej dopracowaną częścią gry. Wszystkie udostępnione tryby sprawdzają się świetnie, choć trudno dopatrywać się tutaj jakiekolwiek innowacyjności. Ponownie otrzymaliśmy klasyczne tryby takie jak kontrola, czy deathmatch. Każdy z nich dostarcza solidnej rozgrywki oraz satysfakcji.

Mapy są nieźle przemyślane i dają duże pole do popisu, choć przydałaby się trochę większa różnorodność, gdyż jest ich po prostu za mało. Jedna bądź dwie mogłyby też być trochę mniejsze, gdyż nawet przy meczach 6 na 6 więcej czasu traci się na szukanie przeciwnika niż na rzeczywistą walkę.

Do PvP można mieć dwa poważniejsze zastrzeżenia, nie wliczając w to przyznawania przedmiotów po meczu. Pierwszym jest słaby balans niektórych przedmiotów. Ewidentnie część z nich jest dużo potężniejsza niż reszta, daje to widoczną różnicę w możliwościach graczy. Drugi zarzut dotyczy działania samych serwerów, które nie zawsze są stabilne. Nie było dnia, żeby ktoś z drużyny (często więcej niż jedna osoba) nie miał problemu z synchronizacją, od czasu do czasu będąc wręcz wyrzucanym z gry.

Widoki na zwycięstwo

Czego by nie mówić o pewnych niezbyt szczęśliwych wyborach twórców, trzeba im oddać, że wyprodukowali naprawdę dobrze prezentujący się kawałek kodu. Pod względem graficznym Bungie stworzyło piękną grę, pełną szczegółów, które w ogólnym rozrachunku tworzą niesamowity klimat. Dotyczy to zarówno wyglądu świata oraz postaci, jak i ich animacji. Wszystko wygląda tak, jak należało tego oczekiwać od gry na konsole nowej generacji.

Jeszcze lepiej prezentuje się muzyka. Martin O'Donnell wraz z Michaelem Salvatorim oraz C. Paulem Johnsonem stworzyli prawdziwe arcydzieło. Każdy element, jaki usłyszymy podczas eksploracji planet, pasuje do nich wręcz idealnie, szczególnie ścieżka dźwiękowa związana z Marsem. Całość kompozycji przewyższa poziomem pozostałe elementy przynajmniej o klasę. Samo udźwiękowienie również można pokazywać innym deweloperom jako przykład idealnie wykonanej pracy. Szkoda, że do pozostałych elementów nie przyłożono się tak bardzo.

Zagubieni w kosmosie

Destiny jest jednym z nielicznych tytułów, które naprawdę trudno ocenić. Z jednej strony rzuca się w oczy karygodne potraktowanie fabuły oraz tworzenie w pierwszej kolejności maszynki do robienia pieniędzy a nie pełnowartościowego produktu, co graniczy wręcz z bezczelnością. Jeśli dodamy do tego doprowadzający do furii system zdobywania przedmiotów oraz połączony z nim psujący zabawę sposób awansowania na wysokie poziomy, otrzymujemy obraz, który nie przystoi tak utytułowanemu twórcy jak Bungie i nijak nie pasuje do gigantycznego budżetu. Z drugiej strony pod względem czysto technicznym wszystko prezentuje się tak, jak należy. Grafika i sama mechanika rozgrywki działają wręcz idealnie. 

Do tego, mimo wszystkich mankamentów, walka z Ciemnością ma w sobie to coś, co przyciąga. Można powtarzać sobie, że to już ostatni raz, porozmawiać ze znajomymi i razem utwierdzać się w przekonaniu, że jutro robimy coś innego. I co? Następnego dnia ponownie spotyka się ich po drugiej stronie pada, ponowie narzekających, ale walczących dalej. Dlaczego? Trudno to jednoznacznie ocenić czy nawet zrozumieć. To trzeba poczuć na własnej skórze.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
7.0
Ocena recenzenta
7.33
Ocena użytkowników
Średnia z 3 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Destiny
Producent: Bungie Software
Wydawca: Activision Blizzard
Dystrybutor polski: Licomp Empirical Multimedia
Data premiery (świat): 9 września 2014
Data premiery (Polska): 9 września 2014
Platformy: PS3, Xbox 360, PS4, Xbox One,
Strona WWW: www.destinythegame.com/
Tagi: Destiny



Czytaj również

Destiny 2
Zabawna Farma
- recenzja
Graliśmy w Destiny 2
Co nowego od twórców Halo?
- recenzja
Destiny: The Taken King
Wejście króla
- recenzja
Wrażenia z bety Destiny
Przeznaczenia nie oszukasz

Komentarze

string(15) ""

KFC
   
Ocena:
+2

Ja po demku podziękowałem, wolę już Borderlandy więcej zabawy i śmiechu. Ale trzeba przyznać, że oprawa graficzna i artystyczna na najwyższym poziomie. Szkoda, że reszta nie do końca spełnia oczekiwania.

01-12-2014 15:22

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.