Conan Exiles

Budząc pierwotne instynkty

Autor: Tomasz 'Landovsky' Mendyka

Conan Exiles
Na początku zeszłego roku Conan Exiles trafiło do sprzedaży w wersji early access. Na tym etapie gra wypadła całkiem nieźle, o czym możecie się przekonać z tekstu autorstwa Shadov. Teraz produkcja studia FunCom wyszła z fazy przygotowawczej i otrzymała finalną wersję. Trzeba więc traktować ten tytuł jako pełnoprawny produkt i odpowiednio go rozliczyć. Niestety, jest z czego.

Deweloperzy z FunComu romansują z uniwersum stworzonym przez Roberta E. Howarda już od dawna – dziesięć lat temu oddali w ręce graczy MMO nawiązujące do jego twórczości, czyli Age of Conan. Gra zebrała wówczas całkiem pochlebne recenzje i znalazła swoje miejsce brutalnym świecie sieciowych erpegów opanowanym przez World of Warcraft.

Teraz nadszedł czas na pełnoprawny debiut kolejnej produkcji z akcją umiejscowioną w świecie Conana Barbarzyńcy. 8 maja na półki sklepowe trafiło Conan Exiles, które po blisko półtorarocznym pobycie w stadium wczesnego dostępu stało się pełnoprawnym produktem. Tym razem jednak, mimo zaimplementowania elementów kojarzonych z gatunkiem MMO, główny nacisk postawiono na szeroko rozumiany survival. Sama idea była strzałem w dziesiątkę, w końcu świat Conana jest brutalny i wymaga posiadania zdolności przetrwania w bezlitosnych warunkach. Na papierze jest jednak jedno, a rzeczywistość potrafi być zgoła inna.

Conan (to bez wątpienia) barbarzyńca

Zabawę zaczynamy od wyboru jednej z kilku form rozgrywki. Główna decyzja dotyczyć będzie tego, czy chcemy bawić się solowo z opcją kooperacji ze znajomymi, czy na serwerach, w których napotkać można również obcych graczy. Wariant drugi oferuje jeszcze możliwość grania albo w trybie PvE, gdzie rywalizacja bezpośrednio między żywymi osobami nie istnieje, albo w wariancie PvP, z możliwością wzajemnego robienia sobie krzywdy. Na tym jednak wybór się nie kończy, bo poszczególne serwery różnią się od siebie parametrami, takimi jak termin resetowania postępu czy szybkość zdobywanych punktów doświadczenia. W zakresie dopasowania rozgrywki do własnych upodobań jest więc bardzo bogato.

Następny krok to stworzenie własnej postaci. Tutaj też nie ma na co narzekać – kreator oferuje bardzo dużo opcji personalizacji, dzięki czemu każdy, kto lubi się bawić w tworzenie swojego awatara, poczuje się jak w domu. Co prawda obecnie wybór rasy jest rzeczą wyłącznie kosmetyczną, jednak nie można zapomnieć o innym wyborze na tym etapie, który odgrywa już większą rolę. Mowa tutaj wierze naszej postaci – bogów, których można wyznawać, jest łącznie czterech i wybranie jednego z nich wiązać się będzie z konkretnymi profitami dla naszego wygnańca. O ile oczywiście do tego tematu podchodzić będziemy odpowiednio gorliwie.

Właściwa zabawa rozpoczyna się w momencie, gdy wygnaniec zostaje zdjęty ze swojego krzyża. Wita nas więc pustynia i... poczucie zagubienia. Bohater wchodzi do świata bez jakiegokolwiek odzienia czy ekwipunku. Jedyne, co wskazuje nam jakiś kierunek, to tak zwana Podróż, która informuje, niczym samouczek, jaką czynność powinniśmy wykonać. Ale to tak naprawdę wszystko – Conan Exiles, od samego początku, zdaje się krzyczeć "o nie, łatwo nie będzie". I faktycznie nie jest. Bo pierwsze godziny to tak naprawdę desperackie próby zdobycia nie tyle broni czy odzienia, co pożywienia i źródła wody.

Sam świat gry też nie ułatwia przeżycia. Wszystko za sprawą tego, że praktycznie nie ma szans, aby napotkać przyjazną twarz. W najlepszym wypadku żywe istoty na naszej drodze nas zignorują. W najgorszym zaś? Cóż... lepiej być przygotowanym, aby brać nogi za pas, bo zarówno inni wygnańcy, jak i fauna z wielką chęcią zabiorą się za próby zakończenia naszego żywota. A przynajmniej na pierwszych etapach zabawy będzie to równoznaczne z zaczynaniem od samego początku.

Wszystko, co dobre…

Conan Exiles bardzo dobrze radzi sobie z tematyką survivalu. Świat gry faktycznie wymaga od nas właściwie tylko (i aż) tego, abyśmy przetrwali kolejny cykl dobowy. I mimo iż może to brzmieć jak coś nudnego, szczególnie że brak tu konkretnej fabuły, to twórcom udało się zrobić to w taki sposób, aby samo podjęcie próby przeżycia było wciągające i naprawdę satysfakcjonujące.

Największa radocha z rozgrywki zaczyna się tak naprawdę, gdy dorobimy się pierwszego własnego kąta, a z nim punktu odradzania niebędącego pustynią, jakiejś skrzynkę, w której schować można cenniejsze rzeczy oraz broni, która pozwoli chociaż podjąć próbę zdobycia mięsa. Do zabawy dochodzi wtedy możliwość budowania własnych budynków i ten element wypada chyba najlepiej. Swoje własne domostwo można postawić w dowolnym miejscu mapy, a jego ekspansja ograniczona jest tylko przez wyobraźnię. Zresztą domostwo to nie do końca właściwe słowo. Zaczyna się od własnego miejsca do spania, ale potem okoliczne tereny można rozwinąć do tego stopnia, żeby stały się naszym prywatnym dobrze prosperującym imperium. Bardzo dużą rolę w tym temacie odegrają też niewolnicy. Tak, Conan Exiles pozwala graczowi ruszyć w świat w poszukiwaniu ludzi, którym najpierw odbierzemy wolność, potem złamiemy ich wolę, a następnie zagonimy do pracy w naszym siedlisku. Świat gry naprawdę jest bezlitosny.

Bardzo ciekawy jest system rozwoju postaci. Nasz wygnaniec będzie mógł zdobywać kolejne poziomy doświadczenia, co powiązane jest mocno ze wspomnianym systemem Podróży. Awansować możemy, mordując napotkanych przeciwników, jednak najszybsze jest wykonywanie proponowanych misji. Każdy awans wiązać się będzie z możliwością rozwinięcia jednej z siedmiu statystyk, które wpływać będą na skuteczność w walce czy żywotność. Co ciekawe, podniesienie poziomu postaci równoznaczne jest z możliwością poznania nowych schematów do tworzenia rozmaitych przedmiotów. Zwiększa się również liczba broni, które potrafimy wytworzyć, budowli, możliwych do wzniesienia, a nawet elementów wystroju, którymi przyozdobić możemy własny kąt.

Conan Exiles traci bardzo dużo, gdy decydujemy się na samodzielną zabawę, ponieważ jest to równoznaczne z rezygnacją z podziwiania tego, co udało się wznieść innym wygnańcom. Czasami ich kreatywność potrafi zaprzeć dech w piersiach i podziałać inspirująco. Wśród graczy znalazło się zwyczajnie bardzo dużo ludzi obdarzonych ogromną determinacją i duszą architekta. Wznoszące się nad pustkowiem monumenty sprawiają, że sam świat bardzo dużo zyskuje.

Żeby móc coś stworzyć, trzeba najpierw zdobyć materiały. O to też nie jest łatwo – podstawowe surowce, takie jak kamień, drewno czy włókna roślinne, można wydobyć bardzo szybko. Z czasem jednak potrzebny będzie węgiel, stal, a nawet tkanki zwierzęce, a ich zdobycie już takie proste nie jest. Jak na ironię, gdy zaczyna być ciężej o niezbędne przedmioty, wzrasta motywacja do ich zdobycia, przez co naprawdę czuć, że za swoją ciężką pracę wydobywczą jesteśmy nagradzani.

… kiedyś się kończy

Niestety, nie o wszystkich elementach zabawy można pisać w superlatywach. Tak naprawdę produkcji FunComu w obecnym stanie można zarzucić naprawdę bardzo wiele. Są to wręcz rzeczy, które nie przystoją grze, która znajdowała się tak długo we wczesnym dostępie, licząc na wsparcie ze strony graczy.

Problemy sprawia już wyszukiwarka serwerów. Niby radzi sobie ze swoim zadaniem i wynajduje miejsca, w których możemy pograć, jednak co z tego, skoro działa wyjątkowo topornie i można odnieść wrażenie, jakby za każdym razem dostawała zadyszki? Jasne, wiązać się to może z bardzo dużą liczbą dostępnych serwerów, ale produkcja nastawiona na zabawę w sieci nie powinna mieć takich problemów. Co więcej, ekrany wczytywania trwają wyjątkowo długo.

W samej rozgrywce też obecne są irytujące elementy. Leży chociażby system walki, w którym udane uniki często są dziełem przypadku, a trafienia bardzo często nie są wykrywane. Starcia, w których stajemy naprzeciw grupy, najpewniej miały być wymagające, jednak na pewno nie dlatego, że gra ma problem z podjęciem decyzji, w którego z oponentów wymierzony był cios. Zdarza się również zginąć, gdy potężniejszy stwór trącić nas przez teksturę, która nie miała prawa przepuścić uderzenia.

Ta produkcja to też podręcznikowy przykład kiepskich animacji. Wspinanie się po pionowych elementach otoczenia na ekranie wygląda żałośnie. Sposób poruszania się ludzi sterowanych prze komputer czy nawet stworów bardziej bawi niż wzbudza trwogę. Wachlarz unikalnych ruchów jest ubogi, przez co walka staje się po jakimś czasie monotonna i nudna. Wygląda trochę tak, jakby FunCom zbyt mocno zachłysnął się specyfiką MMO, podczas gdy Conan Exiles z tego gatunku czerpie tylko kilka elementów. Zresztą, nawet w przedstawicielu sieciowych RPG-ów z ogromnym światem wypadłoby to wszystko w najlepszym wypadku średnio.

Podobnie jest z oprawą graficzną. Oczywiście musiała być w jakiś sposób okrojona ze względu na sieciowy charakter tytułu. Tak naprawdę jednak tylko krajobrazy mogą się podobać i to też wyłącznie momentami. Modele postaci i przedstawicieli fauny wołają wręcz o pomstę do nieba, prezentując poziom z produkcji rodem z początków XXI wieku. Tekstury, oglądane z już nie tak wielkiej odległości, wzbudzają nudności.

Pierwotne instynkty warte obudzenia

Zadziwiające jest to, jak dużo błędów przeszło przez całą fazę wczesnego dostępu. Co jednak równie zaskakujące, pomimo tego wszystkiego produkcja FunComu potrafi mocno wciągnąć – nieraz zdarzy się spędzenie kilku dobrych godzin na kopaniu skał. Conan Exiles to mieszanka pomysłów trafionych w dziesiątkę i takich, które wciąż nie zostały do końca dopracowane.

Fani gier survivalowych znajdą tutaj zdecydowanie coś dla siebie. Gra wymaga kilku konkretnych szlifów, po których może stać się naprawdę atrakcyjna i warta swojej obecnej ceny. W tym stadium nie da się więc wystawić wyższej oceny, jednak warto dalej śledzić temat tego tytułu. Może się okazać, że za rogiem czyha już łatka, która rozwiąże największe problemy tej produkcji.

Plusy:

Minusy: