» Recenzje » Clockwork Tales: Of Glass and Ink

Clockwork Tales: Of Glass and Ink


wersja do druku

Gdzieś na krańcu Europy

Autor: Redakcja: Łukasz 'Qrchac' Kowalski

Clockwork Tales: Of Glass and Ink
Polskie studio Artifex Mundi nie próżnuje, poszerzając portfolio wydanych przez siebie łamigłówek. Co więcej, jego produkcje z gatunku HOPA (Hidden Objects Puzzle Adventure) coraz częściej trafiają do rąk posiadaczy konsol najnowszej generacji, dzięki czemu można rozwiązywać zagadki nawet na dużym telewizorze.

Południowo wschodnie Bałkany, okres historyczny, który można by datować na początek XX wieku. Można, ale nie powinno, bowiem kraina to nie Rumunia czy Bułgaria, lecz Gottlandia (można zgadywać, iż jest to ukłon autorów w stronę potomków dawnych Gotów zamieszkujących współczesny Siedmiogród), a i przedział czasowy to raczej umowna rzecz. Zdecydowanie bardziej istotne są wydarzenia mające miejsce w tym z pozoru niemającym żadnego znaczenia regionie Europy. Świat ogarnia bowiem seria tajemniczych trzęsień ziemi, a wszelkie tropy prowadzą właśnie do Gottlandii. Agentka Ewangelina Glass próbuje rozwikłać zagadkę oraz uratować swojego przyjaciela, doktora Ambrożego Inka.

Clockwork Tales: Of Glass and Ink to już kolejna propozycja Artifex Mundi, która trafiła do rąk posiadaczy konsol. Tytuł wybrany został raczej nieprzypadkowo, gdyż pod kilkoma względami odstaje od poprzedników: Nightmares from the Deep: The Cursed Heart i Enigmatis: Duchy Maple Creek. Pierwszą sprawą rzucającą się w oczy jest uroczy, steampunkowy klimat zabawy. Sterowce, rynsztunek lokalnych żołnierzy oraz stalowe golemy stanowią o atrakcyjności zabawy. Praktycznie każdy najmniejszy detal współtworzy spójną, przyjemną dla oka całość.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Oprawa wizualna to nie jedyna zauważalna względem poprzedników zmiana. Tytuł w mniejszym stopniu skupia się na zabawie polegającej na odnajdywaniu wskazanych przedmiotów z olbrzymiej sterty innych rozrzuconych gadżetów. Tutaj prym wiodą zadania na bardziej "zaawansowane", przykładające większą wagę do związku przyczynowo-skutkowego, jak choćby tworzenie kompozytowych przedmiotów. Więcej jest również rozmaitych łamigłówek, chociaż nie należą one do przesadnie trudnych, a często są zwyczajnie zbyt łatwe i nieangażujące szarych komórek.

Zadowolone będą osoby, którym doskwierało znaczne rozrzucenie zadań po mapie. W Clockwork Tales występują w zasadzie trzy duże lokacje, dzięki czemu dokuczliwe bieganie po całym obszarze gry zostało ograniczone, co również należy zapisać na plus. Podobnie jak w przypadku Enigmatis, gracze mają do dyspozycji mapę, znacznie ułatwiającą nawigację, chociaż szkoda, iż tym razem autorzy nie pokusili się o jakąś formę tablicy dochodzeniowej, rzecz która zdała egzamin w poprzednim tytule. Zamiast tego fani gier ze stajni Artifex Mundi otrzymali inną nowinkę – metalicznego kruka Mateusza, którego można posyłać w teren celem realizacji niektórych zadań. 

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Największy zarzut dotyczy jednak fabuły; po przepełnionej tajemnicą oraz dojrzałej - i co ważne interesującej - historii Enigmatis, obecna propozycja prezentuje się nad wyraz blado. Ot, jakiś tam generał - szaleniec pragnie władzy, a duet protagonistów próbuje go powstrzymać. Dość miałkie, chociaż należy przyznać, iż sytuację w pewnym stopniu ratują wszędobylskie steampunkowe gadżety, sprawiające, iż Clockwork Tales mają swój unikalny klimat.

Jeśli chodzi o pozostałe aspekty, czyli czas rozgrywki oraz przede wszystkim przyjemność płynącą z zabawy, to jest ona na poziomie w pełni porównywalnym z Enigmatis: Duchy Maple Creek. Miłośnicy poprzednich produkcji polskiego studia z miejsca polubią niniejszy tytuł i spędzą przy nim dwa, może trzy udane wieczory. Jednakże przy całej sympatii do serii gier tworzonych przez Artifex Mundi, jedna rzecz budzi niepokój: brak bardziej rewolucyjnych zmian pomiędzy kolejnymi tytułami, co może skutkować powolnym wypaleniem się odbiorców. Trzymam jednak kciuki za autorów w nadziei, iż starczy im jeszcze weny na wiele, wiele ciekawych propozycji.

Plusy:

  • Przyjemny, steampunkowy klimat
  • Bardziej różnorodne zagadki
  • Mniej biegania po mapie
  • Relaksująca rozgrywka

Minusy:

  • Niski poziom trudności zadań
  • Banalna fabuła
  • Brak większych usprawnień oraz nowinek
  • Enigmatis jest po prostu ładniejsze oraz ciekawsze
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
6.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Clockwork Tales: Of Glass and Ink
Producent: Artifex Mundi
Wydawca: Artifex Mundi
Data premiery (Polska): 22 stycznia 2016
Platformy: XBOX, PC
Cena: 29,99 zł



Czytaj również

W trybach tajemnic: Panna Glass i doktor Ink
Wszyscy robią steampunk, zrobię i ja
- recenzja
 Irony Curtain: From Matryoshka With Love
O totalitaryzmie na wesoło
- recenzja
My Brother Rabbit
Królik i zagadki
- recenzja
Endless Fables 2: Mroźny Szlak
Śledztwo w krainie wikingów
- recenzja
The Myth Seekers: The Legacy of Vulcan
Antyk lat 20’
- recenzja
Sekrety zbrodni: Szkarłatna lilia
Śledztwo bez emocji
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.