» Recenzje » Call of Duty: Black Ops 4

Call of Duty: Black Ops 4


wersja do druku

Zmiana paradygmatu

Autor: Redakcja: Jan 'gower' Popieluch

Call of Duty: Black Ops 4
Spośród studiów developerskich, które produkują serię Call of Duty, to Treyarch przygotowuje najlepsze zmagania multiplayerowe. Udowodnili to choćby kapitalnie odświeżającym formułę Black Ops 3. W tym roku Activision wykonało śmiały ruch – najnowsza odsłona serii porzuciła kompletnie kampanię dla pojedynczego gracza. Czy w takim razie "czwórka" ma szansę zostać najlepszym CoD-em w historii?

Zmiana mistrzowskiej receptury

Dla miłośnika strzelanek zakup Call of Duty każdego listopada wydawał się rzeczą oczywistą. Zarówno miłośnicy szybkiej walki w multiplayerze, jak i co-opowych zombiaków czy dopieszczonej kampanii singlowej dostawali to, co lubią najbardziej. Teraz jednak sytuacja się zmienia. Ktoś w Activision doszedł do wniosku, że pożerająca zasoby studia część dla pojedynczego gracza nie jest grą wartą świeczki. Zamiast niej w tegorocznej edycji dostajemy popularny tryb Battle Royale – tutaj nazwany Blackout.

Pozbawionego trybu single Black Ops 4 wydano w październiku tego roku, czyli miesiąc wcześniej niż wszystkie edycje CoD-a w ostatnich latach. Sprzedażowo Activision powinno być zadowolone – gra szybko znalazła się na pierwszym miejscu wśród tytułów sprzedanych w 2018 (chociaż tylko po to, by dać się za moment prześcignąć Red Dead Redemption 2). Ale o ile słupki sprzedażowe się zgadzają, o tyle wrażenie niekompletności pozostaje. Call of Duty nie jest już grą dla każdego miłośnika strzelanek.

Kampanie dla pojedynczego gracza charakteryzowały się świetnie odwzorowanymi lokacjami i dopieszczonymi filmikami. W każdej odsłonie dostawaliśmy zapierające dech w piersi skryptowane sekwencje, galerię lepiej lub gorzej zarysowanych postaci, a do tego wszystkiego poziom trudności regulowany tak, że każdy mógł się poczuć jak Schwarzenneger w Commando. Tego w Black Ops 4 już nie uświadczymy. Blackout, mimo iż jest znacznie wolniejszy niż klasyczny multiplayer, jest trudny, a o zwycięstwo niełatwo. Co do zapadających w pamięć momentów, jak to w multiplayerze – więcej jest tych frustrujących i trudno przewidzieć, który mecz akurat się uda, a który nie.

W Black Ops 4 powracają znani z trójki specjaliści i każdy z nich ma swoją misję do rozegrania. Niestety, te zadania są śmiertelnie nudnymi tutorialami. Każdemu towarzyszą piękne filmiki, ale oderwane od fabularnej całości, jaką była kampania, wydają się nieciekawe i niepotrzebne. Można było z tego elementu gry próbować zrobić coś na kształt znanego z Modern Warfare 2 trybu Special Ops, ale Treyarch poszedł na łatwiznę gra nic by nie straciła, gdyby misji dla specjalistów w ogóle nie było.

Ostatecznie na pytanie, czy Black Ops 4 zadowoli tych, którzy CoDa kupowali głównie dla kampanii, wypada w tym roku udzielić odpowiedzi przeczącej.

Nowa dynamika multiplayera

Jak nie zepsuć tego, co działa, ale jednocześnie zachować świeżość? Trzy lata temu odpowiedzią Treyarchu byli specjaliści – klasy postaci, które dawały dodatkowe zdolności i unikalne ataki. Był to strzał w dziesiątkę. Tegoroczna odsłona pokazuje, że ten pomysł okazał się bardzo elastyczny – powracają znani i lubiani Ruin czy Battery, ale projektanci CoD-a bacznie obserwują konkurencję i dodają też specjalistów inspirowanych Rainbow Six: Siege – Torque’a stawiającego barykadę smażącą przeciwników mikrofalami oraz Ajaxa zasłaniającego się tarczą balistyczną. Ostatecznie każdy znajdzie tu kogoś pod swój styl gry, włączając w to nawet wsparcie (ulepszanie broni czy podświetlanie przeciwników dla drużyny). Różne tryby zachęcają też do wybierania różnych postaci, a dostępna dziesiątka specjalistów okazuje się bardzo dobrze zbalansowana.

Specjaliści nie są jednak w tej edycji game-changerem. Jest nim brak automatycznej regeneracji zdrowia. W Black Ops 4 musimy cały czas kombinować – czy warto zmarnować sekundę na użycie strzykawki regenerującej życie, czy może najpierw się wycofać, nie rezygnując z możliwości użycia broni? Ponieważ nasze postacie mają nieco więcej życia niż w innych CoD-ach, wybór wcale nie jest błahy i daje dodatkowy poziom zabawy. Delikatnie spowalnia szalone tempo multiplayera, ale nie dość, byśmy zaczęli myśleć, że to już nie to. A jeżeli dla kogoś jest za wolno, zawsze zostają bardzo w tym roku udane tryby hardcore.

Inną zmniejszającą chaos zmianą jest porzucenie podwójnych skoków, biegania po ścianach i innych tego typu numerów. Każdy specjalista ma jakiś specjalny sprzęt i moc, więc brakuje tylko wywalenia chyba nie potrzebnych już w tej edycji nagród za serie zabójstw. Killstreaki potrafią niekiedy zamienić mecz w bardzo jednostronną zabawę, ale są podstawowym mechanizmem multiplayera w Call of Duty, a Treyarch doskonale rozumie swoją grę. Dlatego wracają, a obok nich system konstruowania klas postaci polegający na wybraniu 10 dodatków do broni, zdolności lub ulepszeń. Jest dostępnych 14 map i znany z poprzednich części wybór trybów, z których część jest promowana podwójnym doświadczeniem.

Zmianę przeszedł Czarny Rynek, który w ostatnich odsłonach Call of Duty był rozbudowanym systemem losowych lootboxów. Nadal zdobywa się tu przedmioty kosmetyczne – skórki dla broni i specjalistów, a także szablony do sprayowania a’la Overwatch. Nową zawartość można zdobyć albo za punkty COD (kupowane za realną walutę), albo w ramach przewidywalnych łańcuchów odblokowań. Grając w tryby multi lub Blackout, zdobywamy punkty i przy przekroczeniu progów dostajemy kolejne elementy do personalizacji specjalistów i broni. W ostatnich aktualizacjach dodano też do sklepu pojawiające się na określony czasu pojedyncze skórki. W efekcie sami decydujemy, co chcemy zakupić albo co nas czeka na końcu danej ścieżki rozwoju. Nie jest to zbyt istotna część gry, ale przekłada się na mały plus względem poprzednich części.

Ostatecznie, gracze wracający do Call of Duty z powodu wciągającego jak narkotyk multiplayera będą zadowoleni. Treyarch znów dostarcza i Black Ops 4 jest, jeżeli nie lepsze, to przynajmniej równie dobre, co świetne Black Ops 3.

Blackout – dodatek czy podstawa?

Jeżeli jakiś tryb gry jest wymierzony jako konkurencja dla całego gatunku, to czy można o nim mówić, jako o dodatku? Blackout, tryb battle royale debiutujący we franczyzie Call of Duty miał na celowniku olbrzymi sukces Fortnite'a. I wydaje się, że ma szanse na to, by uszczknąć temu tytułowi przynajmniej część graczy. Pod względem stylistyki i rozgrywki Blackoutowi bliżej jednak do Playerunknown’s Battlegrounds – wygląda jak jego mniejszy i prostszy kuzyn. Co nie znaczy, że gorszy.

Zachowano tu wszystkie podstawowe mechaniki battle royale. Mamy zmniejszającą się strefę, zrzut z powietrza oraz konieczność dozbrajania się, znalezienia plecaka (tylko jeden rozmiar) i pancerza (trzy poziomy). Postać może nosić naraz dwie bronie, do których doczepia znalezione ulepszenia. Dysponujemy wyczerpującymi się (w 3 minuty) specjalnymi zdolnościami (pozwalają poruszać się bezgłośnie czy zadawać większe obrażenia wręcz), możemy również leczyć się apteczką lub bandażem. Po terenie poruszamy się pojazdami (quady, helikopter), ale dźwięk, jaki wydają, jest proszeniem się o śmierć.

Tak naprawdę jedynym dodatkiem są tu pojawiające się gdzieniegdzie kierowane przez konsolę zombiaki, z których wypadają nietypowe bronie (takie jak wydająca dźwięk małpka zabawka z bombą czy dwulufowy karabin maszynowy). Mapa jest jedna i reklamowano ją jako zbiór lokacji znanych z wcześniejszych multiplayerów. Ale jeżeli ktoś spodziewa się, że znając tamte mapy, będzie miał przewagę, jest w błędzie. Tak naprawdę oprócz dwóch, trzech miejscówek trudno jest nawet dostrzec podobieństwa.

Wydawca chwalił się, że mapa do Blackout jest największą w serii Call of Duty. Może to i prawda, ale jest mniejsza niż w Fortnite, a w porównaniu z takim PUBG – naprawdę niewielka. W efekcie w pierwszych dwóch minutach meczu połowa z 88 graczy traci życie. Liczba grających nie zmienia się w zależności od trybu – można grać solo, w dwójkach lub drużynami (maksymalnie 4 graczy). Postacie mają więcej życia niż w multi i czasem trzeba w kogoś wyładować cały magazynek, by go położyć. Dużą rolę grają pancerze.

Ostatecznie tryb battle royaleCall of Duty jest dokładnie taki, jak można się było spodziewać. Trochę szybszy niż konkurencja, ale przez swą prostotę skupiający się na esencji zabawy. I – jak to zawsze bywa – fajniejszy w co-opie niż w pojedynkę. Fani innych gier battle royale nie będą zawiedzeni. Treyarch pokazuje też, że zamierza w Blackout inwestować – pierwsza duża aktualizacja trybu znacznie poprawiła grafikę (przynosząc również jesienną szatę dla mapy) i dodała kilka nowych elementów (takich jak części pancerza służące jego naprawie po trafieniach).

Warto zauważyć, że praktycznie we wszystko w nowym Call of Duty da się grać lokalnie na podzielonym ekranie. Niestety, w tym aspekcie Black Ops 4 zawodzi. W Blackout ekran jest przycięty z obu stron, a i tak rozdzielczość spada do takiego poziomu, że rodzaje używanej amunicji nieczytelne (sic!). Da się grać, ale jeżeli dodamy do tego niemożność dołączenia do jednej imprezy głosowej przez oba grające na podzielonym ekranie konta, nie można tego polecić. Tutaj mały minus za zmarnowany potencjał.

Zombie zombie zombie

W tym roku Treyarch rozpieszcza miłośników trybu zombie oferując aż trzy różne rozgrywki. Są to Voyage of Despair rozgrywająca się na pokładzie Titanica, Blood of the Dead umieszczona w Alcatraz oraz IX, która przenosi nas do Imperium Rzymskiego. Ta trzecia mogła być potencjalnie najciekawsza, ale autorzy poszli na łatwiznę – czworo postaci, którymi gramy, zostało przeniesionych w czasie, więc jeżeli nadzieje na bronie i walkę a’la Far Cry Primal okazują się płonne – ponownie zawalczymy bronią palną i całą resztą nowoczesnego sprzętu.

Miłą odmianą jest dodanie samouczka, który zaznajamia nas z mechanizmami, które w ostatnich odsłonach trybu zombie zrobiły się dość rozbudowane. Są one wspólne dla map, więc na każdej znajdziemy do zakupu nowe bronie, moce dla postaci i skrzynie z losową bronią.

Ostatecznie tryb zombie to dobra propozycja dla tych, którzy już mają chętną ekipę. Gra z losowymi ludźmi w sieci kończy się rozbiegnięciem każdego w swoją stronę, natomiast samotna rozgrywka wydaje się zbyt monotonna, by była ciekawa.

Nowa całość

Technicznie Black Ops 4 jest poprawną grą. Mapy prezentują się ładnie, gra chodzi tak płynnie, jak przyzwyczaiły nas poprzednie części, a mimo antycznego silnika wszystko tworzy spójną całość. Zdarzają się przypadkowe zawieszenia gry, ale nie są tak uciążliwe jak na przykład przy premierze Battlefieldzie 4. Bardziej przeszkadzają olbrzymie aktualizacje, potrafiące ważyć prawie 20 GB. Polska wersja językowa ma mniej błędów niż w zeszłych latach, a nowe rozkłady menu wymagają chwili przyzwyczajenia, ale ostatecznie nie rzutują na przyjemność grania.

Plotki mówią, że Treyarch początkowo projektował tryb single player, ale został on porzucony. Szkoda, bo próby ukłonów w stronę pojedynczego gracza nie udały się i Black Ops 4, choć jest udaną grą, nie jest już tym samym Call of Duty co zawsze. Być może przyszłoroczna odsłona od Infinity Ward wróci na utarte tory, a nawet jeżeli nie, Black Ops 4 wyznaczy udany początek nowego oblicza serii. Treyarch dał radę zarówno w multiplayerze, jak i w kwestii gorącego obecnie trybu battle royale.

Plusy:

  • nowa dynamika wymuszana przez brak regeneracji zdrowia
  • udany wybór specjalistów
  • koniec z udziwnieniami w multiplayerze
  • nieudziwniony tryb battle royale
  • duży wybór map w trybach zombie
  • elegancko zastąpione lootboxy

Minusy:

  • brak kampanii czyni tytuł niekompletnym
  • nudne i niepotrzebne misje dla specjalistów
  • okazjonalne zawieszenia gry
8.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Call of Duty: Black Ops 4
Producent: Treyarch
Wydawca: Activision
Dystrybutor polski: CDP
Data premiery (świat): 12 października 2018
Data premiery (Polska): 12 października 2018
Platformy: PC, PlayStation 4, Xbox One
Strona WWW: www.callofduty.com/pl/blackops4
Cena: 299,99 zł



Czytaj również

Graliśmy w Call of Duty: Black Ops 4
Trójka w wersji "Boots on the ground"
- pierwsze wrażenia
Call of Duty: Black Ops III
Najlepsze Call of Duty tej generacji
- recenzja
Call of Duty: WWII
Powrót do źródeł
- recenzja
Call of Duty: Infinite Warfare
Obawy sprawdziły się w połowie
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.