» Recenzje » Żywe trupy #15: Odnajdujemy siebie

Żywe trupy #15: Odnajdujemy siebie


wersja do druku

Miarka się przebrała

Autor: Redakcja: Maciej 'Repek' Reputakowski

Żywe trupy #15: Odnajdujemy siebie
Lubimy amerykańskie seriale za przeważnie zaskakujący pomysł wyjściowy, zmieniające się jak w kalejdoskopie wydarzenia, utrzymywanie nas w stałym napięciu i pozostawianie w zawieszeniu na końcu kolejnych epizodów. Nie lubimy, kiedy ta konwencja zaczyna zjadać własny ogon i w efekcie dana seria nie ma nic nowego do zaproponowania. W przypadku serialu Żywe trupy powtarzalność fabularnych rozwiązań osiągnęła poziom, w którym irytuje na całej linii i utrudnia lekturę piętnastej odsłony.


Zamierzam zrobić kolację…

Tytuł tomu sugeruje, z czym możemy mieć do czynienia tym razem: skoncentrowaniem się bohaterów na wewnętrznych rozterkach. Ten element w komiksie jest obecny, ale na równi z nim owo "odnajdywanie siebie" oznacza uświadomienie sobie tego, czego członkowie nowej społeczności chcą dla ogółu, a nie tylko dla siebie. Bohaterowie konstatują, że do tej pory skupiali się na przeżyciu z dnia na dzień i postanawiają myśleć długofalowo. W zasadzie brak w tym wszystkim napięcia i nawet nieśmiałej próby zaskoczenia czytelnika. Zdarzały się już w serii takie tomy, w których pozornie nic się nie działo, ale wyczuwalne napięcie gwarantowało czytelnikowi niewymuszoną przyjemność z lektury. Tym razem nie dość, że praktycznie nic się nie dzieje, to i napięcie gdzieś wyparowało. Niby jest próba jakiegoś buntu wobec szarogęszenia się Ricka i ekipy, ale rozwiązanie tej kwestii jest tak banalne, jak dotąd jeszcze nigdy w serii się nie zdarzyło.

Głównym zajęciem bohaterów jest wzmacnianie fortyfikacji osiedla i oczekiwanie na przebudzenie Carla. Rick przy łóżku szpitalnym wygląda jak facet rodem z bardzo kiepskiej telenoweli, w której ktoś umiera przez kilka odcinków. Co gorsza, bezbarwnie poprowadzona akcja i nieprzekonujące dramaty bohaterów są przetykane banalnymi do bólu rozmowami: na długie wywody postaci, którą nachodzi refleksja, że bredzi, rozmówca odpowiada: "ależ nie, skąd, dobrze cię rozumiem".


…byłoby miło gdybyś przyszedł

W pewnym momencie opowieści jedna z banalnych rozmów schodzi na temat Shane’a. Rick kończy ją słowami: "Ale prawda jest taka… że ostatnio prawie w ogóle już o nim nie myślę…" Jeśli autorzy jeszcze chwilę pociągną serię w ten sposób – wprowadzając kolejne postaci, a potem je po prostu usuwając – czytelnicy też przestaną sobie zawracać głowę tym, co w pierwszej chwili wydaje się niezwykle dramatyczne. Dziesięć albumów później takie "wałkowanie" jednego schematu zaczyna tracić moc.

Jakby tego było mało, znowu pojawia się zabawa telefonem – Rick dzwoni do Lori. Cóż za niespodziewany zwrot akcji! Znakomity pomysł z jednego ze wcześniejszych tomów został dosłownie "zarżnięty" przez scenarzystę. W tym miejscu komiksu większość czytelników będzie miała prawdopodobnie ochotę wyrzucić go przez okno.

Warto też wspomnieć o łopatologicznym usprawiedliwianiu postępowania postaci (ma to miejsce np. w scenie kopania fosy wokół osiedla). Wygląda to tak, jakby scenarzysta sam siebie utwierdzał w tym, co zgotował postaciom, poprzez wkładanie w usta osób dramatu opowieści o tym, co widzieliśmy stronę lub tom wcześniej. Po co?

W drugiej połowie albumu robi się trochę ciekawiej za sprawą pewnego wydarzenia. Ta konkretna okoliczność sprawia, że nie można pominąć tego albumu w kolekcji. Tak czy inaczej, mamy tu do czynienia z zaledwie drgnięciem zombiakowego ciała, gdyż na końcu nie ma nawet porządnego cliffhangera, jak drzewiej bywało…
5.0
Ocena recenzenta
5.25
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Żywe trupy #15: Odnajdujemy siebie
Scenariusz: Robert Kirkman
Rysunki: Charlie Adlard
Wydawca: Taurus Media
Data wydania: luty 2012
Liczba stron: 136
Oprawa: miękka, kolorowa
Papier: kredowy
Cena: 43 zł
Wydawca oryginału: Image Comics



Czytaj również

Żywe Trupy #12: Życie pośród Nich
Kolejna cisza przed burzą
- recenzja
Pieśń Otchłani #1
Wśród zgliszcz i potworów
- recenzja
Komiksowy Grudzień 2016
Przegląd zapowiedzi
Widzieliśmy Outcast: Opętanie
Demoniczna groza
- recenzja
Czas kończyć?
Dwadzieścia zakończeń na dwadzieścia numerów, czyli rzecz o Żywych Trupach

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.