» Recenzje » Wojownicze Żółwie Ninja – Bodycount

Wojownicze Żółwie Ninja – Bodycount

Wojownicze Żółwie Ninja – Bodycount
Wojownicze Żółwie Ninja cieszą całe pokolenia fanów od lat 80. Czwórka zmutowanych gadów, która zamieszkała w kanałach Nowego Jorku, zdążyła też zjednać sobie spore grono przyjaciół. I o tym właśnie jest Bodycount.

Przygoda bohaterów rozpoczyna się w Nowym Jorku na Lower East Side. To tu w niecodziennej sytuacji poznajemy Caseya, który spuszcza łomot oprychom z pobliskiego baru. Z kolei w cieniu pobliskich ulic pojawia się kobieta, Midnight, która ma inny problem: ścigają ją płatni zabójcy. Niespodziewany obrót wydarzeń sprawia, że dwójka wspomnianych, ale zupełnie obcych dla siebie osób zyskuje wspólnego wroga. A nim konflikt na dobre się rozkręca, do akcji wkracza żółw Raphael, który z chęcią dołącza do krwawej jatki.

Główne wydarzenia dotyczą relacji trójki pierwszoplanowych bohaterów: Midnight, Caseya i Raphaela, którzy muszą stawić czoło wspólnemu wrogowi, zabójcy Johnny’emu. Problem w tym, że całość przeładowana jest przemocą, nieustająca bijatyką i strzelaniną. Protagoniście ścigani niczym zwierzyna zostawiają za sobą krwawą pożogę wszędzie, gdzie się pojawią. Komiks czyta się więc ciężko i niełatwo wychwycić w tym wszystkim najważniejszą rzecz, czyli więź przyjaźni pomiędzy Caseyem a Raphaelem.

Kevin Eastman pozwolił sobie jednak na dużą swobodę przy ukazaniu wzajemnej relacji dwóch wspomnianych bohaterów. Przez większą część komiksu nie czuć, żeby darzyli się szczególną sympatią, poza potrzebą osłaniania sobie pleców. Niemniej widać, że są zgranym duetem, który z chęcią podejmie każde wyzwanie. Jedynie Midnight w pewnej chwili nico dzieli przyjaciół, ale i ona szybko zostaje odsunięta od głównej dwójki i otrzymuje swoją niszę. Niemniej to kobieta od początku jest spoiwem, dzięki któremu Eastman mógł Caseya i Raphaela osadzić w środku przypadkowego, ale krwawego konfliktu. 

Niestety, efektowne rozlewy krwi to wszystko, co oferuje Bodycount i nie ma co szukać tu wyjątkowo ambitnej historii. Owszem, są momenty, w których scenarzysta postarał się bardziej emocjonalnie zakończyć spory, ale i w tym wypadku przeszedł ze skrajności w skrajność. Omawiany tu komiks pozostaje więc pospolitym akcyjniakiem podszytym bezsensowną jatką. Do tego poboczni obserwatorzy, w tym mafijni bossowie, jeszcze bardziej utwierdzają w przekonaniu, że mamy do czynienia z prostą wojną gangów. 

Rysunkowo nie jest jednak tak źle. Simon Bisley ma oryginalną i rozpoznawalną kreskę (Slaine. Rogaty Bóg, ABC Warriors. Czarna dziuraBatman / Sędzia Dredd Wszystkie spotkania). Tworzy mocne, wyraziste kontury, w których króluje mnóstwo szczegółów i dużo ciemniejszych kadrów. Operuje cieniem, nadając scenom niezwykłej dynamiki i wyszczególnia sylwetki bohaterów. Jego prace są „drapieżne”, a przez to z pozoru wydają się niechlujne. Taki styl ma także swoje minusy – sceny walki są przeładowane przemocą, ogromem ludzkich sylwetek i elementów otoczenia, tworząc ciężką w odbiorze i mało czytelną scenografię. Niemniej, Bisley bawi się rysunkami nieraz przemycając rzeczy całkowicie niepasujące do sytuacji, takie subtelne easter eggi.

Kolorystycznie także nie można narzekać, bowiem ostre, soczyste barwy pojawiają się od pierwszych stron. Altered Earth Arts postarali się o dobre kontrasty, przeplatane całą gamą barw. Uwagę zwracają lokacje i panoramy, w których królują ciekawe zestawienia, nieraz pasujące do emocji bohaterów, jak przewaga czerwonego koloru podczas walk.

Opowieść Kevina Eastmana i Simona Bisleya ciężko jednoznacznie ocenić. Brak tu bardziej rozbudowanej linii fabularnej oraz większego skomplikowania historii. Wojna gangów wydaje się niezbyt wyszukana. Jednak dzięki nagromadzeniu przemocy i krwi autorzy świetnie ukazali relację Caseya z Raphaela: jako luźną, niezobowiązującą przygodę, w której bohaterowie z jednej strony niezbyt się lubią, za to z drugiej z chęcią coś rozwalą. Bodycount jest więc pozycją raczej dla miłośników TMNT. Dla osób, które z nimi raczej nie miały styczności, komiks może wydać się mało zajmujący. 

 

Dziękujemy wydawnictwu Non Stop Comics za przekazanie komiksu do recenzji.

Galeria


5.5
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Wojownicze Żółwie Ninja – Bodycount
Scenariusz: Kevin Eastman
Rysunki: Simon Bisley
Seria: Wojownicze Żółwie Ninja
Wydawca: Non Stop Comics
Data wydania: 27 marca 2019
Kraj wydania: Polska
Tłumaczenie: Bartłomiej Burtea
Format: 178×269 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
ISBN: 9788381107808
Cena: 55,00 zł



Czytaj również

Royal City #2. Sonic Youth
Jak w pułapce
- recenzja
Odrodzenie #5: Wezbrane wody
Odwilż w Wisconsin
- recenzja
Giant Days #6: Nie wariuj, Daisy
Wtórnie, czy jednak nie wtórnie?
- recenzja
Nomen Omen (wyd. zbiorcze) #1: Całkowite zaćmienie serca
Świt komiksu młodzieżowego
- recenzja
Lastman (wyd. zbiorcze) #1
Okładając się po twarzach w wolnym rytmie
- recenzja
Royal City #1. Krewni
Rodzina i miasto na krawędzi
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.