» Recenzje » We wnętrzu Ziemi

We wnętrzu Ziemi


wersja do druku

Stare, lecz nie jare

Redakcja: Daga 'Tiszka' Brzozowska

We wnętrzu Ziemi
Edgar Rice Burroughs, obok Juliusza Verne’a, niewątpliwie należy do ojców fantastyki naukowej, zaś jego powieści na zawsze zapisały się w historii literatury. Nie może więc dziwić, że twórcy komiksowi zaczynają sięgać po jego twórczość, czego przykładem jest We wnętrzu Ziemi.

1917 rok. Dwaj Amerykanie, genialny naukowiec Abner i młody awanturnik David testują możliwości maszyny do przemieszczania się głęboko pod ziemią. Niespodziewanie docierają do krainy pełnej niezwykłej roślinności, olbrzymich zwierząt, latających potworów, humanoidów z epoki kamienia i demonicznych władców żywiących się ludzkim mięsem... Dokąd trafili śmiałkowie i czy będą w stanie przetrwać w świecie, gdzie czyhają same niebezpieczeństwa? Przed nimi ciąg szaleńczych walk na śmierć i życie, zanim dostaną szansę powrotu do domu.

Literacki pierwowzór komiksu ujrzał światło dzienne w roku 1914, a więc ponad wiek temu, dając początek serii Pellucidar. Ponad 110 lat później ukazał się komiks We wnętrzu Ziemi, nie będący może superprecyzyjnym przekładem powieści na plansze, jednakże w znacznym stopniu korzystający z oryginalnych motywów. Autorami tej wersji są Jean-David Morvan oraz Rafael Ortiz.

Ta adaptacja We wnętrzu Ziemi ma osobliwy, słodko-gorzki posmak. Słodycz wynika z udanego przeniesienia wiekowej powieści na formę obrazkową, gorycz zaś z tego, że wspomniana wiekowość aż wyziera z kart i nie jest to doświadczenie miłe dla szarych komórek.

Najmniejszym kłopotem historii jest fakt odkrycia jakiegoś tajemniczego kontynentu gdzieś 800 kilometrów pod powierzchnią naszego globu. Skądinąd jest to idea regularnie pojawiająca się w literaturze z końca XIX i początku XX wieku, kiedy to rozmaici pisarze wyrażali nadzieję, że gdzieś na naszej planecie istnieją lądy dotychczas nieodkryte. Miało to przybierać najrozmaitsze formy: położone na krańcach oceanów ziemie, pływające wyspy z zamkniętym ekosystemem itd. Burroughs za sprawą krainy ukrytej pod Ziemią wpisywał się w ten nurt i Morvan świetnie to oddał w swoim komiksie.

Problem leży jednak w samej wizji świata, o której napisać, że trąci myszką, to nie napisać nic. Na odkrytych ziemiach funkcjonują obok siebie dinozaury, ssaki właściwe raczej dla ostatniego zlodowacenia, inteligentne istoty szympanso- oraz gorylopodobne i ludzie żywcem wzięci z epoki kamienia. Niezwykły to tygiel, w którym wszystko występuje naraz, bo w zasadzie czemu by nie. Na to można by jeszcze przymknąć oko, ale w zasadzie im dalej w akcję, tym gorzej.

Dwaj główni bohaterowie: naukowiec i wynalazca Abner oraz jego młody pomocnik i ochroniarz David, szybko nawiązują znajomość z ciemiężonymi ludźmi, gdyż ci – jak na zupełnie oddzielną kulturę, która wyewoluowała niezależnie od wszystkiego, przystało – mówią po angielsku, a co więcej: w tymże języku spisane są księgi w bibliotece zarządzanej przez szympansich bibliotekarzy.

Równie szablonowa jest kreacja bohaterów: podążającego za nauką Abnera, zafascynowanego odkrytym kontynentem, oraz Davida, który działa i zakochuje się tak samo szybko. Dla odmiany kto ma być zły, ten jest zły, tutaj nie ma żadnego niuansowania czy niezwykłych zwrotów akcji, co czyni lekturę chwilami po prostu nudną.

Grabarzem komiksu jest oprawa graficzna, momentami zwyczajnie i po prostu – brzydka. Nieciekawa, czasem przesadnie karykaturalna kreska i cyfrowo nałożony kolor sprawiają, że nie sposób zawiesić wzroku na ilustracjach i dosłownie trzy kadry zachęcają do przyglądania się dłuższą chwilę.

Największym walorem jest tak naprawdę wejście w nurt historii gatunku, jakim jest fantastyka naukowa. Do jednej ręki można wziąć twórczość Michaela Crichtona, który słynął z tego, że otaczał się wianuszkiem konsultantów naukowych i starał się, by jego powieści były chociaż do jakiegoś stopnia wiarygodne lub teoretycznie możliwe. Do drugiej dłoni można wziąć Burroughsa z pomysłami z kategorii: co ślina na język przyniesie. I jeśli poszukiwać jakichkolwiek argumentów za sięgnięciem po We wnętrzu Ziemi, to właśnie jako wehikułu dla odbycia wędrówki w przeszłość, gdy literatura SF wyglądała zupełnie inaczej. Jeśli ten aspekt uznamy za swój cel, to w porządku, ale to jedyny powód by poznać ten komiks.

3.0
Ocena recenzenta
3
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: We wnętrzu Ziemi
Scenariusz: Jean David Morvan
Rysunki: Rafael Ortiz
Wydawca: Egmont
Data wydania: 12 sierpnia 2026
Liczba stron: 120
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
ISBN: 9788328190252



Czytaj również

Punisher. Rick Remender. Tom 2
Castle w kawałkach
- recenzja
Sibylline
Seks w wielkim mieście
- recenzja
Cyberpunk 2077: Psycho Squad
Ten, kto walczy z potworami...
- recenzja
Bat-Man: pierwszy rycerz
Z pamiętnika młodego Batmana
- recenzja
Dungeons & Dragons: Zmora Umysłu
Kolejne kłopoty w domu
- recenzja
SHIELD
Jesteśmy tarczą chroniącą ludzkość
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.