Walka kobiet. 150 lat bitwy o wolność, równość i siostrzeństwo

Historia wolności

Autor: Balint 'balint' Lengyel

Walka kobiet. 150 lat bitwy o wolność, równość i siostrzeństwo
O tym, że komiks już dawno przestał być medium tylko i wyłącznie rozrywkowym, wie każdy, kto miał styczność z tą formą kultury. Jeśli jednak istnieją osoby wątpiące w ten stan rzeczy, wówczas śmiało można podsunąć im Walkę kobiet.

Jeśli chodzi o poważną tematykę podejmowaną przez komiksy, dominują utwory o charakterze polityczno-historycznym lub dotykające zagadnień kultorowych. Nieco rzadziej trafiają się pozycje traktujące o przemianach społecznych, jednak utwory takie jak wydana w roku 2018 Walka kobiet powoli zapełniają i tę lukę. Za powstaniem komiksu stoi pochodzący z Norwegii żeński duet: Marta Breen oraz Jenny Jordal.

Już podtytuł albumu – 150 lat bitwy o wolność, równość i siostrzeństwo – bardzo precyzyjnie zdradza, czego będzie dotyczył wywód scenarzystki. Pytanie dotyczyło w zasadzie raptem tylko kilku kwestii: formy opowieści, jej treści oraz finalnie wrażeń, jakie pozostawi po sobie; czy lektura okaże się interesującą podróżą w przeszłość, dającą świadectwo walce kobiet o należne im prawa?

Walka kobiet składa się z kilkunastu krótkich epizodów, ułożonych chronologicznie oraz przybliżających czytelnikom historycznie kluczowe momenty w batalii, którą stoczyły kobiety walcząc o zrównanie praw pomiędzy nimi a mężczyznami. Spektrum tematyki jest całkiem szerokie, co zresztą wynika z samej historii i rozwoju ruchów kobiecych. Pierwsze strony dotyczą pionierek stawiających pierwsze kroki na polu walki o prawa kobiet oraz aktywistek działających w Stanach Zjednoczonych doby wojny secesyjnej. Później przychodzi pora na dzieje wzmożonych ruchów sufrażystek przełomu XIX oraz XX wieku, przez powstanie ruchów feministycznych, kończąc na zagadnieniach będących przedmiotem gorących dyskusji w wieku XXI: prawie do aborcji oraz swobody seksualnej. Znalazło się przy tym miejsce na utwory zabierające czytelników w zupełnie inny świat Bliskiego Wschodu.

Treści jest więc sporo i oczyma wyobraźni łatwo zwizualizować sobie wydarzenia będące przedmiotem opowieści Marty Breen. Oczywiście większość zaprezentowanych wydarzeń oraz postulatów nie podlega dyskusjom, trudno wyobrazić sobie – i na dobrą sprawę, czemu miałoby to służyć? – powrót do stosunków społecznych z początku XX wieku. Ostatnie opowieści to już jednak kwestia indywidualnych przekonań i tutaj najlepiej nie oceniać komiksu w żadnym z możliwych kierunków, można z oczekiwaniami scenarzystki zgodzić się lub nie, przed sięgnięciem po komiks należy jednak być świadomym, że nie jest to ugrzeczniona wersja wydarzeń: Breen jest kobietą zdecydowanie zaangażowaną w sprawę feminizmu, chociaż potępia jego skrajne oblicze w postaci sufrażystek.

To, co niewątpliwie może się podobać, to siła i ekspresja przekazu. Pochodząca z Norwegii scenarzystka nie owija niczego w bawełnę, nie ugrzecznia narracji i nie bawi się w poprawność wypowiedzi. Zamiast tego wykłada kawę na ławę, nazywa rzeczy po imieniu z pominięciem poprawności politycznej. I takie podejście pasuje do tematyki. Same historyjki są całkiem interesujące, należy również docenić fakt, że na kartach pojawiają się tylko i wyłącznie postacie historyczne, m.in. Hanna Suchocka, co prowokuje do dalszych poszukiwań na własną rękę.

Mimo, że scenarzystka jasno ukazuje – i nie próbuje z tym faktem polemizować – jakim przeobrażeniom uległa pozycja kobiet w cywilizacji zachodniej oraz dostrzega pozytywne aspekty przemian społecznych jakie zaszły w państwach cywilizacji zachodu, to jednak jej komiks nie jest tak optymistyczny jakby mógł. Breen nadal wskazuje kręgi kulturowe, w których płeć piękna traktowana jest przedmiotowo, bez możliwości swobodnej edukacji czy wyrażania osobistych poglądów. Mowa tu oczywiście o krajach, w których dominującym wyznaniem jest islam.

Z drugiej strony, autorka nie ustrzegła się szeregu potknięć. Przede wszystkim zdecydowanie za bardzo idzie na skróty w sferze terminologii właściwej dla kobiecych ruchów: na przykład sufrażystki nazywa feministkami oraz przestawia miejscami sufrażystki i sufrażetki. W tym przypadku poszukiwania na własną rękę stają się nie tylko przedsięwzięciem opcjonalnym, co obligatoryjnym. Sensu przesłania oczywiście to nie zmienia, ale obok takiej niechlujności nie można przejść obojętnie i wpływa ona na ostateczną ocenę. Szkoda również, że autorka albo nawet redaktorzy polskiego wydania nie pokusili się o dodanie choćby minimalnej bibliografii, co ułatwiłoby poszerzenie wiedzy.

Oprawa graficzna w zamierzeniu ma wspomagać siłę narracji i trudno tutaj mówić o jakichkolwiek wartościach artystycznych. Dominuje raczej umowność w przedstawianiu wydarzeń historycznych i położenie akcentów na symboliczne – aczkolwiek zarazem dosadne – przedstawienie emocji bohaterek oraz punktów zwrotnych w dziejach ruchów kobiecych. Jenny Jordahl stara się wyeksponować konkretne momenty i gesty, nie przykładając wagi do detali czy drugiego planu.

Niezależnie od indywidualnych przekonań etycznych, religijnych czy nawet politycznych, dobrze się dzieje, że na rynku księgarskim ukazują się takie komiksy jak Walka kobiet. Przede wszystkim udowadniają, że jest to pełnoprawna forma przekazu, poruszająca tematy istotne na tych samach prawach co publicystyka czy beletrystyka. W tym aspekcie album dalece wykracza poza ramy z którymi zwyczajowo łączone są komiksy. A że wzbudzi wiele płomiennych dyskusji pomiędzy czytelnikami, że część gorąco poprze poglądy autorek, a część stanowczo zaoponuje? Tym lepiej, wszakże rozmowa to podstawa interakcji międzyludzkich.

 

Dziękujemy wydawnictwu Non Stop Comics za przekazanie komiksu do recenzji.