» Teksty » Artykuły » Vincent i van Gogh

Vincent i van Gogh


wersja do druku

Gdybym był van Goghiem

Autor: Redakcja: Kuba Jankowski, Mały Dan, Konrad 'shugoran' Wasilewski

Vincent i van Gogh
Jeżeli o van Goghu słyszeliście tylko tyle, że miał rudą brodę i odciął sobie ucho, Vincent i van Gogh Gradimira Smudji być może zachęci was do bliższego prześledzenia życiorysu malarza. Jeśli zaś znacie historię słynnego postimpresjonisty i jego obrazy, album o kocie Vincencie pozwoli na nie spojrzeć w nieco innym świetle.

Van Gogh nie jest artystą, który rozpalałby masową wyobraźnię. Jego dzieła są mało spektakularne – głównie martwa natura, wiejskie krajobrazy albo portrety brzydkich ludzi. Statystyczny Kowalski, mogąc powiesić nad kominkiem kiczowaty obraz jeleni na rykowisku lub Portret doktora Gacheta, prawdopodobnie wybrałby jelenie. Tak traktowano van Gogha już za życia. Spośród 870 namalowanych obrazów podobno udało mu się sprzedać zaledwie jeden, za czterysta franków. Utrzymywał się z pieniędzy przesyłanych przez młodszego brata, a poza brakiem gotówki cierpiał na alkoholizm, depresję, nerwice i choroby weneryczne, którymi zarażał się od prostytutek. Uznanie i sławę zyskał dopiero po śmierci. Z czasem obwołano go jednym z najwybitniejszych twórców w historii, a wspomniany wyżej portret sprzedano na aukcji za 82,5 mln dolarów.

Nabywca portretu dwa razy zastanowiłby się jednak przed kupnem, gdyby wiedział, że nie wyszedł on spod pędzla van Gogha, lecz spod pazurów kota Vincenta. Tak przynajmniej wygląda to w albumie Vincent i van Gogh Gradimira Smudji. W wersji serbskiego rysownika van Gogh jest spokojnym, zrównoważonym człowiekiem, pozbawionym wszelkich dziwactw, ale także talentu. Autorem jego obrazów jest znaleziony na ulicy rudy kot Vincent, prawdziwy mistrz farb i nieodłączny towarzysz van Gogha. Niestety, futrzak ma też wady. Jest alkoholikiem, dziwkarzem, złodziejem i ogólnie poczyna sobie niczym Kot Fritz. Szybko ściąga van Goghowi na kark policję, zniechęca do niego przyjaciół i sąsiadów, a w końcu doprowadza do szaleństwa.

Polskie wydanie Vincenta i van Gogha to tak naprawdę dwie połączone historie, w oryginale wydane w osobnych albumach. W pierwszej śledzimy wariację na temat życia van Gogha, w której znane fakty z jego biografii Smudja miesza i interpretuje po swojemu, motorem napędowym czyniąc obłąkanego kota. Im dalej w album, tym bardziej robi się szalenie, a specyficzny humor autora (ze złośliwymi nawiązaniami do twórczości m.in. Moneta, Gauguina czy nową "genezą” dzieł Rembrandta i Picassa) kontrastuje z dość gorzką wymową całości. Natomiast druga opowieść, Trzy księżyce, to już pełna jazda po bandzie. Ożywieni uderzeniem pioruna Vincent i van Gogh wstają w niej z grobów, aby uratować zagubioną w Muzeum Orsay dziewczynkę i namalować jeszcze jedno, pośmiertne dzieło.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Obydwie historie czarują stroną graficzną, z wiernym odwzorowaniem dzieł van Gogha, pojawiających się jako tło kolejnych kadrów. Van Gogh mieszka w Żółtym Domu i Pokoju w Arles, Vincent przesiaduje w Nocnej kawiarni, gdy wraca pijany do domu, mija zalany światłem Taras kawiarni w nocy, a po trafieniu do zakładu penitencjarnego przechadza się w Spacerze więźniów. Pojawiają się także bardziej dowcipne nawiązania, które jednak lepiej wychwycić samemu. Ta zdolność do odtwarzania obrazów van Gogha nie dziwi, bowiem Smudja po wyjeździe z Bałkanów długo zarabiał na życie jako kopista dzieł XIX-wiecznych malarzy, w tym i słynnego postimpresjonisty.

Vincent i van Gogh to hołd dla twórczości van Gogha, a dla samego malarza lekki prztyczek w nos (bo przecież nie w ucho). To nie tak, że Smudja po prostu przeniósł artystyczno-toksyczną część osobowości van Gogha na kota. Rzecz jest nieco bardziej skomplikowana i dotyka relacji między Theodorem i Vincentem, geniuszem i szaleństwem, artystą i dziełami. Wszystko podlane postmodernistycznym sosem i ozdobione przewijającymi się co stronę słonecznikami i cyprysami. Nie każdemu przypadnie do gustu, bo opowieści momentami brakuje klarowności, a od czytelnika wymagane jest minimum wiedzy o epoce i jej artystach. Nie trzeba jednak być miłośnikiem impresjonizmu, żeby docenić grę w nawiązania i dowcip skojarzeniowy. Gdybym był van Goghiem, byłbym z tej lektury zadowolony.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
8.0
Ocena recenzenta
8.7
Ocena użytkowników
Średnia z 5 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Vincent i Van Gogh
Scenariusz: Gradimir Smudja
Rysunki: Gradimir Smudja
Wydawca: Timof i cisi wspólnicy
Data wydania: 4 października 2013
Liczba stron: 128
Format: 210 x 290 mm
Oprawa: twarda
Druk: kolorowy
ISBN: 978-83-63-9-63-217
Cena: 79,00 zł



Czytaj również

Shangri-La
O końcu i początku
- recenzja
Szósty rewolwer: Bękarty rewolweru
Kapiszony zamiast kul
- recenzja
Szczurwysyny
O konflikcie w innym zakątku świata
- recenzja
Myszart w Wenecji
Balsam na uszy czy fałszywe nuty?
- recenzja
Góry szaleństwa
Obłęd czy obłędu brak?
- recenzja
Syberyjskie Sny
Rosyjska myśl komiksowa
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.