» Teksty » Artykuły » Varia #5

Varia #5


wersja do druku

Jeśli czytacie ten tekst, musi być początek lipca

Autor: Redakcja: Mały Dan

Varia #5
Największy pod względem liczby tytułów tekst z serii Varia jest taki, a nie inny. To w dużej mierze pokłosie FKW 2013 oraz efekt "im więcej masz do zrobienia, tym więcej sobie dokładasz", tudzież "im więcej masz pracy zawodowej na przedwczoraj, tym więcej czytasz komiksów". Zapraszamy! Spis treści: Baton III. Taltosz: Historia oparta na faktach
Sławomir Shuty, twórca naiwny, sięga po formę fotokomiksu, którą posługuje się w kategoriach narracyjnych bardzo sprawnie. Opowiada jednak pretekstową i dosyć nudną historyjkę twórcy, który niedługo zostanie ojcem. Twórca ma oczywiście kłopoty z weną, a raczej nadmiarem pomysłów, których nie może dokończyć. Zaczyna więc mieć problemy z dziwnymi substancjami. Nie wiem tylko, dlaczego ktokolwiek miałby mieć ochotę o tym czytać. Nota: 2 Zaduszki
Babcia i wnuczka przyjeżdżają z Izraela do Warszawy. Pozornie ich celem wycieczki jest odzyskanie mienia, które należało do rodziny przed wojną. Jednak za wycieczką z inicjatywy babci kryje się coś więcej. Tak już potoczyły się wojenne losy, że wielu ludzi straciło wszystko. Rozliczenia pewnie potrwają do ostatniego żywego świadka wydarzeń lat czerdziestych. Rutu Modan stworzyła komiks, w którym delikatny humor oraz świetnie wykreowane postaci idą w parze z pomysłowo opowiedzianą historią i "głosem w sprawie" tych rozliczeń. Tematem nie są dawne stosunki żydowsko-polskie, ale raczej pokazanie tego, jak po latach ludzie reagują na siebie i z jakim dystansem potrafią podchodzić do siebie samych i do pozostałych. Delikatna ironia i sarkazm Modan dotykają po równo obie strony. Konfliktu między nimi jednak nie ma. Raczej zrozumienie. Autorka delikatnie przemyca wiele żartów słownych, konstruuje bardzo wiarygodne sceny pełne niewymuszonego humoru. Wymowna jest klamra w postaci scenek z pokładu samolotu, które otwierają i zamykają ten komiks. Nota: 9,5 Fistaszki zebrane: 1965-1966
Nie ma takiego zebranego fistaszka, który mógłby nie smakować. Nota: 10 S/N
Michał Rzecznik w asyście scenariuszowej (Galus, Młynarski, Świdziński) i rysunkowej (Gutowski, Podolec, Staroszczyk, Surma, Świdziński, Tkacz, Wicherek Kuchniarz Jan) stworzył bardzo udany zestaw stosunku natężenia sygnału do poziomu szumów tła. Jak informuje nas skrzydełko tego komiksu: "stosunek wyższy niż 1:1 oznacza mocniejszy sygnał od hałasu". Różnie z tym bywa, bo i różnie w zamierzeniu autorów miało być. Wykres liniowy, zapis funkcji mózgu autorów, notuje różnorodne skoki i nigdy nie jest linią prostą, która oznaczałaby śmierć, inercję, zanik sygnału. Dzięki temu czterokadrowce z albumiku S/N czyta się znakomicie, choć ze zrozumieniem już bywa różnie. Najważniejsze jednak, że chce się je czytać po kilka razy. Michał Rzecznik jest dla mnie odkryciem niezwykłym. Dobrze, że wyszedł tak odważnie i w większej liczbie przystępno-dostępnych publikacji do ludzi (vide świetny Maczużnik), bo chociaż nie mówi górnolotnie poetycko o swojej twórczości z tego albumiku "tetrastych", to bije na głowę zamknięte w takiej formie, i tak nazwane, paski Mateusza Skutnika. Nota: 8 Tetrastych
Mateusz Skutnik nauczył nas już znaczenia słów, m.in. parabola, elipsa, monochrom czy syntagma. Teraz dorzuca do tego Tetrastych, czyli zbiór pięćdziesięciu dwóch czterokadrowych jednoplanszówek stworzonych w ciągu roku. Nie wszystkim te czterokadrowce się rymują. Niektórym rymuje się tylko część. Byłby to problem, gdyby Skutnik był poetą. Może jeszcze większy, gdyby był poetą młodego pokolenia, bo wówczas zapewne jego twórczość obchodziłaby jeszcze mniejszą grupę ludzi niż jego komiksy (niestety). Co innego jednak jest w tym braku/obecności rymów ważne: to, ile czterokadrówców zapamiętamy po lekturze. Przecież z pasków komiksowych genialnej Mafaldy czy Fistaszków albo złośliwego Garfielda też pamiętamy tylko kilka, kilkanaście, mały ułamek ogromnej biblioteki. Co ze skutnikowej liczby 52 zostanie w pamięci? Oto moja lista:
  • Żelazny elektorat
  • Zimno
  • Dwa koła, trzy trójkąty i piętnaście kwadratów
  • Ptaki
  • Gra cieni [najlepszy ze stawki]
  • 300
  • Żule
  • Pomyłka
  • Książka
  • Gadka szmatka
  • Niebo
  • Farba
  • Honor
  • Jesień
Nota: 5 Za furtką
Dominika Węcławek (scenariusz) i Karolina Danek (rysunek) w oszczędnej formie graficznej opowiadają o "takim małym, prywatnym końcu świata". Tytułowa furtka to oczywiście pewna granica, punkt przejścia. Ma ona swoją symbolikę w świetle tego, z czym ma sobie poradzić główna bohaterka komiksu. Jakieś wspomnienie, niemiłe, pozostało za tą furtką zamknięte, ale przecież w nieskończoność nie można go ignorować i uciekać od zmierzenia się z nim. Za furtką opowiada o takim właśnie dniu i oczyszczającym duszę, terapeutycznym znaczeniu zwykłego, jesiennego spaceru. Podczas FKW 2013 autorki tak zachęcająco opowiadały o tym komiksie, że zdziwiłbym się, gdyby uczestnicy spotkania nie zakupili go sobie. Podczas lektury można odnieść wrażenie, że ta historia, lub jej fragmenty, zdarzyły się naprawdę. Majstersztykiem jest zrzucenie całej winy za zdarzenia na postać, której ani razu w komiksie nie oglądamy. To taki niewidzialny winny. Ale komiks posiada też swoje wady – ograny motyw dziecięcej naiwności, która nakazuje nam wierzyć, że nasza wola ukształtuje rzeczywistość, a także zbyt powściągliwa grafika, która ogranicza się do gadających głów. A przecież rysowniczka pokazuje kilka razy jak wykorzystać komiksowe medium w sposób wciągający i ciekawy. Nota: 5,5 Dzienniki rosyjskie
Igort w drugiej odsłonie cyklu dzienników ze Wschodu zabiera nas do Rosji nawiedzanej widmem Czeczenii, która jak wyrzut sumienia wisi nad wielkim krajem i nie daje spokoju nikomu bez wyjątku. Jedni chcą, żeby o Czeczenii nie mówić, inni chcą, by o okrucieństwach popełnianych wobec ludzi mówiono głośno. Jeśli ktoś czeczeńskie tematy zna z literatury, a wystarczy poczytać Wojciecha Jagielskiego Wieże z kamienia i przez Igorta wspominaną przelotnie książkę Dziesięć kawałków o wojnie Babczenki, to w zasadzie Igort wypadnie blado i mało odkrywczo. Opcją opowiadania dla Igorta jest dosyć sucha relacja, pozostająca w silnej opozycji do żywego i bardzo silnie zsubiektywizowanego przekazu np. Sacco, obliczona na reakcję i zaangażowanie czytelnika. Z fragmentów dosyć luźnych zapisków trzeba sobie stworzyć obraz oraz zinterpretować po swojemu przedstawione fakty. Oczywiście Igort nie jest obiektywny, ale stara się na ogół być niewidzialnym bohaterem relacji. Przywoływane przypadki Biesłanu, Dubrowki i Politkowskiej to straszne historie, ale jeśli po prostu się je przywołuje, jak robi to Igort (bez prób interpretacji), to wychodzi przekaz wtórny. Taka opcja autora jest moim zdaniem chybiona, kiedy weźmiemy pod uwagę ilość dostępnych w poruszanym przez niego temacie materiałów. Brakuje większej ilości "scen z windą" z początku komiksu, choć autor i tak serwuje nam jazdę góra/dół. To bardzo nierówny komiks, pozbawiony sensowniejszej i silniej zaznaczonej myśli przewodniej. Pełna recenzja (Spider-Nik) Nota: 6 Nowożeńcy
Thomas Ott tym razem stworzył komiks nie w oparciu o swój oryginalny pomysł, a na podstawie thrillera Dark Country, na prośbę jego twórców – Taba Murphy’ego (scenariusz) i Thomasa Jane’a (reżyseria). Tytułowi nowożeńcy jadą samochodem. Dookoła panuje mrok. W pewnym momencie znikąd wyrasta przed nimi na drodze człowiek. Zostaje potrącony. Nowożeńcy postanawiają mu pomóc. Tak zaczyna się krótka opowieść grozy, jak zwykle świetnie narysowana przez Otta. Jego "wydrapywanki" się nie nudzą, za każdym razem zachwycają. Doskonale zresztą pasują do typu opowieści, który posłużył za scenariusz. Jest to prosta i dosyć przewidywalna narracja, która nieco odbiega od swojego pierwowzoru, ale nie staje się przez to mniej upiorna. Ubranie thrillera (choć i określenie go horrorem nie byłoby raczej błędem) w mroczne rysunki dodaje opowieści dusznego klimatu. W trakcie lektury mogą pojawić się w naszej głowie różne scenariusze, ale zapewne obeznani z estetyką i rozwiązaniami narracyjnymi horrorów bez trudu odgadną zakończenie. Mimo tej przewidywalności, forma jest na tyle atrakcyjna, że Ottowi można wybaczyć ten mały flirt z kinem. Pełna recenzja (Spider-Nik) Nota: 6 Czerwony pingwin musi umrzeć
Kapitan Budo i Momo do najzgodniejszych duetów nie należą, ale dzięki temu ich wspólne perypetie są sympatyczne i zabawne. Poznajemy ich uwięzionych na małej skale, bo nawet wysepką nazwać miejsca, w którym wylądowali określić nie sposób. Są jednak sprytni, więc znajdują sposób na uwolnienie się ze zdawałoby się beznadziejnej sytuacji. No i rozpoczyna się kolejna przygoda. Ciężko wyrokować, co z nowej przygody prosto z tabletu Śledzia wyniknie, ale póki co jest lekko, pomysłowo i dosyć zabawnie. Jak zwykle mocną stroną jest u Śledzińskiego kreacja grupy głównych bohaterów – przedziwni, kolorowi, każdy inny. W zasadzie i bez jakiejkolwiek zabawy w poszukiwanie nawiązań czyta się lekko i przyjemnie. Nota: 6 (wkrótce pełna recenzja) Przygody Nikogo
Nie wiadomo jak Mikołaj Tkacz dokonał tego tak szybko, ale jego bezkompromisowe Przygody Nikogo już promieniują i wpływają na innych autorów. To, że ktoś podejmie z nim twórczy dialog było kwestią czasu. Nikt nie spodziewał się, że stanie się to zaledwie miesiąc od premiery Przygód. Oto bohaterka Prologu Anny Heleny Szymborskiej wpada w sidła Nikogo w piątym numerze Bicepsa (str. 82-85). Pełna recenzja (Kuba Jankowski) Nota: 10 Long John Silver #4: Guyanacapac
" No cóż, tak jak nie wszystkie legendy opowiada się latami, tak nie do wszystkich komiksów będzie się wracało z taką przyjemnością, jaką autorzy obiecali nam na początku snucia opowieści. Wbili sobie niestety kordelas w kolano – puentą." Pełna recenzja (Kuba Jankowski) Nota: 5,5 Profesor Bell #3: Rowerem przez Irlandię
Profesora Bella nawiedzają koszmary zapewnione przez poczucie winy. Jak wiemy z jego powodu zginęła w tomie poprzednim mała dziewczynka. Bell zaczyna wariować i tracić kontakt z rzeczywistością, co powoduje, że za namową ludzi ze swojego otoczenia udaje się na wakacje – rowerem przez Irlandię. Rzecz jasna napotka na swojej drodze kolejną sprawę do rozwiązania. Efekt finalny będzie niezwykły. Duet Sfar/Tanquerelle zaserwował nam historię (na pożegnanie z niezwykłym detektywem?), która pędzi do przodu i nie daje nam wytchnienia. Kto by pomyślał, że rowerem można tak gnać w świat ludowych wierzeń i namacalnych bogów? Na deszczową irlandzką pogodę remedium będzie sarkastyczny humor bellowskich towarzyszy, przyjaciół oraz jego samego. Sfar uderzył w piorunującą kombinację lekko i dosłownie potraktowanych wierzeń, narodowych stereotypów oraz przygodowo-wręcz-slapstickowy żart. Rowerem przez Irlandię to bezkompromisowy strzał w dziesiątkę, jeśli chodzi o odmładzanie postaci-bohatera serii komiksowej. Choć trzeba przyznać, że ciężko się jest znudzić po zaledwie 5 przygodach. Nota: 9,5 Chwila jak płomień
Paweł Garwol i Roman Lipczyński zaskoczyli w zeszłym roku znakomitym komiksem Bez końca. Był to ich debiut, który natychmiast uruchomił skojarzenia i porównania do Thomasa Otta i Rolanda Topora. Upiorne treści, przewrotne zdarzenia – to zdominowało treść Bez końca. Chwila jak płomień kontynuuje metodę wypracowaną w debiucie komiksowym autorów, jest naturalnym przedłużeniem tamtego komiksu. Jednak dużo mniej udanym. Być może zdecydował o tym pośpiech, być może niezbyt trafiony dobór treści do zilustrowania, a może coś jeszcze innego. Nie ma w tym tomie historyjek tak mocnych jak pierwszotomowe Boski plan, Linia życia, Pokos czy Rękawiczki. W zasadzie żadna nie wybija się ponad dobrze skonstruowaną i sprawnie opowiedzianą miniaturę. Czekamy zatem na dłuższą formę od tego niewątpliwie utalentowanego duetu. Nota: 5 Zeszyty komiksowe #15: Batman
Decyzja o uczynieniu postaci Batmana głównym tematem piętnastego numeru ZK była ryzykowna. Za dużo jest "batmanów" (komiksy, filmy fabularne, filmy animowane, gadżety, książki, gry komputerowe i konsolowe), żeby udało się stworzyć numer monograficzny choćby po części oddający sprawiedliwość każdej masce Batmana. Dodatkowo można odnieść wrażenie, że z Batmanem jest w polskim komiksowie trochę tak, jak z piłką nożną i polityką – zna się na nim każdy. Zadowolić każdego, jak wiadomo, nie sposób. Każdy będzie miał inne oczekiwania, każdemu czegoś innego zabraknie. A więc już na starcie, Redakcja ZK sama sobie wymierzyła broń w obie stopy. Efekt finalny jest taki, że przynajmniej jedna z nich niestety ucierpiała bardzo poważnie. Błędem jest niedoprofilowanie tego numeru, bo przy ilości materiału, który potencjalnie mógł do ZK trafić, należało raczej zawęzić pole badań do jakiejś wyrazistej idei przewodniej. Ponieważ tego nie zrobiono, dostaliśmy do rąk materiał niespójny, który w założeniu na pewno miał być wszechstronny. Rozczarowujący jest wywiad z doktorem Williem Brookerem, uchodzącym za batmanowego specjalistę. Nie wiem, czy panu doktorowi nie chciało się odpowiadać na pytania, ale strzela na lewo i prawo frazesami, plącząc się przy tym czasami w gackowej faktografii – np. stwierdza, że Barbara Gordon byłaby dobrym Batmanem. Tak, ta sama która jeździ na wózku inwalidzkim po postrzale, który otrzymała od Jokera i stała się Oracle (na ile się orientuję w Batrodzinie, to chyba w kreskówce była pełnosprawna i ostatnio doszły mnie słuchy, że w serii komiksowej Batgirl odzyskała władzę w nogach). Równie fatalny jest wywiad (również raczej za sprawą przepytywanego, niż pytającego, ale zasadne pozostaje pytanie gdzie była Redakcja?) z Brucem Scivallym, który w zasadzie rzadko odpowiada na zadane pytanie… Całkowitym przeciwieństwem tych dwóch rozmów jest debata Travisa Langley’a z Michałem Siromskim. Kluczowy jest charakter tej rozmowy – to jest wymiana poglądów z prawdziwego zdarzenia, na niwie psychologii, a nie wywiad w formie pytanie-odpowiedź, następne pytanie-następna odpowiedź. Dzięki temu tekst jest ciągły, nie skacze po wielu motywach, a rozwija i pogłębia poruszane wątki w toku rzeczowej debaty. Niezbyt dobrze prezentuje się także drukiem rozmowa Wszystkie wcielenia Batmana – za dużo tutaj wątków, ciągnięcia rozmowy i skoków po zbyt wielu pomysłach. Jest to transkrypcja dyskusji, która odbyła się 15 grudnia 2012 roku w Gdańskiej Pracowni Komiksowej. To, co być może sprawdziło się w płynnej rozmowie na żywo, w druku jest zbyt nieuporządkowane i niespójne. Ciekawie wypada Ted McKeever (Machiny, Nosferatu w analizie Przemka Zawrotnego) i Miller (Dark Knight Strikes Again w tekście Przemka Kołodzieja) odczytani po latach. Zwłaszcza McKeever, do którego dopiero teraz dorośliśmy (myślę, że autor artykułu też). Bardzo dobrze czyta się esej Łukasza Chmielewskiego o spuściźnie chandlerowskiej w pracy Rucki i Brubakera nad Gackiem. Świetna jest filmowa analiza Radosława Swółła – wyważona, zwracająca uwagę na nielogiczności filmów z Batmanem, ale jednak przytomnie pokazująca palcem, że to jest konwencja, którą przed oglądaniem należy przyjąć jako dominantę interpretacyjno-analityczną. Za to Jakub Baran ciut przeholował z przeprowadzoną analogią nietoperzowego uniwersum do konceptu leninowskiej dyktatury proletariatu… Ciekawie wypadają mniej chyba nam znane oblicza Gacka – reklamowe (tekst Łukasza Czubaka) i słuchowiskowe (tekst Bartłomieja Oleszka). Natomiast tekst o Elsworldach według mnie pomija jedną z najlepszych odsłon tego "uniwersum w uniwersum" – prace elsworldowe Kellya Jonesa (m.in. "Wampirzą Trylogię", Dark Joker: The Wild). Wizja rysownika (który w tercecie Jones/Moench/Beatty prowadził przez chwilę regularną zeszytówkę z Gackiem) jest niezwykle spójna i wpisuje Batmana w każdej kolejnej odsłonie w inną odmianę horroru/filmu grozy. Jones przerabia Batmanowe opowieści na horror teatralny, na horror pulpowy, na horror naprawdę straszny, zależnie od scenariusza. To nie dziwi, bo autor w tej konwencji czuje się znakomicie (wystarczy poczytać takie jego prace, jak 13th son czy Call McDonald Mystery: Last Train to Deadsville). Rozumiem, że do tekstu tego typu trzeba wybrać tylko niektóre komiksy jako przykłady, ale dla mnie niewybaczalne jest pominięcie Kelley’a Jonesa przez wzgląd na bardzo wyraźnie zaznaczoną przez niego elsworldową wizję Batmana. Szkoda też, że nie dostaliśmy pełnej listy (czy choćby próby takiego opracowania) historii elsworldowych z Bamanem. No i mamy też okołogackowe komiksy na różnym poziomie – kapitalny Blaki, poprawna Spowiedź i kilkuplanszowiec Ponomarewa, zabawny Rozkład Batmana, a także ilustracje – świetny Paweł Sambor i Hubert Ronek. Ja od siebie dodałbym do tego numeru galerię Batmanów, którą swego czasu prezentowały Kolorowe Zeszyty – ilustracyjnie byłby to fajny materiał do ZK. Zamiast różnorodnie, wyszło chaotycznie. Zamiast ciekawie, powiewa nudą. Jak peleryna Batmana na wietrze. Nota: 5 Avengers: Impas
Wielka Kolekcja Komiksów Marvela trwa w najlepsze. Dwunasty tom to kolejne spotkanie z Avengers, co należy uznać za przemyślaną strategię redaktorów – stawia się na pokazanie grupy bohaterów, którzy mocno zaznaczają swoją obecność w kinie właśnie jako zespół, albo też w pojedynkę (filmy z Iron Manem i Thorem). Co prawda raz mamy do czynienia z New Avengers, a raz z Avengers, ale w sumie nie jest aż tak trudno się przecież w tym połapać. W WKKM spotykamy też członków Avengers z różnych okresów ich działalności (byli w samodzielnych historiach i Hulk, i Thor, i Kapitan Ameryka). Dzięki takiej polityce wydawniczej jesteśmy edukowaniu w sposób metodyczny. Szkoda tylko, że tym razem dostajemy zdecydowanie najsłabszy komiks w całej kolekcji. Avengers: Impas opowiada o konflikcie, w którym przeciwko sobie stają Thor (jako bóg, na którego interwencję czeka uciskany lud Slokovii) oraz Iron Man i Kapitan Ameryka (jako wysłannicy rządu USA). Chodzi o zażegnanie otwartego starcia, które mogłoby zdestabilizwać region. A na zimne trzeba dmuchać, bo sąsiadem Slokovii jest państwo Viktora Von Dooma… Sporym targetem działań Hachette są zapewne ci, którzy zeszytówki superhioł zbierali w wieku 11 do 15 lat, za złotej ery Tm-Semica. Czyli w latach 1991-1995. Ta grupa dorosła, ale nie wyrosła z komiksów. Dostaje zatem do rąk eleganckie, twardookładkowe wydania komiksów, bo na takie ich stać i takie chcą sobie stawiać na półkach. Problem w tym, że historie nie dorosły wraz z nimi. O ile w 1991 roku zachwycaliby się historią Impas, o tyle w 2013 roku widzą w niej mocno naciągane pomysły i nieudolną próbę krytyki działań USA na arenie międzynarodowej. Na całe szczęście te komiksy zapewne kupuje też nowe pokolenie, bo właśnie tylko młodszy czytelnik jest w stanie dobrze się przy lekturze tego tytułu bawić. Nota: 2 Statek namiętności
Bezpretensjonalnie o seksie i rejsowych fantazjach seksualnych. Oto podczas podróży luksusowym statkiem, pewna jego stała lokatorka (ponętna i młoda) poznaje pewnego fotografa. Ona proponuje mu sesję, on się zgadza. Kończy się przebierankami i seksem. Nie jest to poziom znany z boli.bloga, ale sporo pieprznego humoru znajdziemy podczas tego rejsu. A wesoło sprężynujące, uwolnione spod bluzki młode piersi głównej bohaterki urzekną każdego. Statek namiętności to wesoła, miło narysowana krotochwila. W sam raz na zimny wieczór. Na gorący też. Nota: 6 Dom daleko od domu
W tym zestawieniu to drugi komiks odnoszący się do sprawy czeczeńskiej. Marta Gzyra (teksty) i Marcin Wierzchowski (rysunki) opowiadają inaczej, w innym celu i stosują inne podejście niż Igort w Dziennikach rosyjskich. Narratorem jest Ramzan, młody Czeczen, który w Polsce odnalazł spokojne miejsce, aby na nowo rozpocząć życie, co niemożliwe było w okupowanej Czeczeni. Komiks ma dosyć prosty zamysł i charakter raczej informacyjny niż interpretacyjny. Poprzez historię jednego uchodźcy mówi się o całości zjawiska i uniwersalizmach niesprawiedliwości oraz krzywd wojennych. Wzruszająca jest tęsknota chłopca za dziadkami, u których spędzał wakacje, a którzy w niespokojnej Czeczeni musieli pozostać. Nie znajdziemy w tym komiksie pogłębionej analizy stosunków Rosja-Czeczenia, nie znajdziemy również wiwisekcji konfliktu i historycznych uwarunkowań takiej, a nie innej sytuacji na Kaukazie. Funkcją tego komiksu jest zwrócenie uwagi na los uchodźców. Efekt ideologicznie zamierzony przez wydawcę, [url= http://www.obywatelska.org.pl]Fundację Obywatelską Perspektywa[/url], został osiągnięty. Efekt komiksowy – tylko połowicznie. Nota: 5 Tim i Miki: W krainie psikusów
Komiks ten Polskie Stowarzyszenie Komiksowe i timof i cisi wspólnicy przygotowali jako darmówkę na FKW 2013. Dominik Szcześniak (scenariusz), Piotr Nowacki (rysunek) i Sebastian Skrobol (kolor) postanowili opowiedzieć historyjkę dla dzieci, ale przy okazji okazuje się, że sporo radości mogą sprawić również dorosłym. Po dziecięcych publikacjach Centrali i kultury gniewu ta jest kolejną, którą można dać do rąk dzieciakom i mieć spokojną głowę o to, czy podsunęliśmy im mądry komiks. Główni bohaterowie, Tim i Miki, muszą odnaleźć zaginionych rodziców. Wyruszają w barwną podróż, w której stawić będą musieli czoła piratom (nie tak groźnym, jak się ich maluje), buziakowcom czy też językowym zabawom. Komiks jest wesoły i przewrotnie wszystko, co mogłoby być złe, obraca się w nim w dobro. Mało to edukacyjne, ten brak zła, ale to chyba jedyny zarzut, który może postawić recenzent starzejący się, komiksowi dla cały czas rosnących. Do tego, o czym powyżej, dostajemy jeszcze kilka świetnych zabaw narracyjnych, ale to już temat na inną dyskusję. Nota: 7 Daogopak #1: Anatolijskie Tournée
Grupa Kozaków wybiera się w roli artystów w tytułowe tournée, aby uwolnić swoich więzionych przez sułtana braci. Wyniknie oczywiście z tego artystycznego podstępu niezła awantura, w którą wmiesza się nawet japońska pani ochroniarz. Zanosi się, że ten ukraiński komiks może stać się barwną serią awanturniczą na przyzwoitym poziomie. Znakomicie narysowany, sprawnie opowiedziany, z rubasznym humorem i nieskomplikowaną fabułą. A na przystawkę gąsior i arogancki dzik, którzy niejednego czytelnika rozłożą na łopatki. Nota: 6 Grand Prix
Komiks o romansie kierowców wyścigowych z hitlerowską władzą. Nie da się czytać. Jeśli ktoś przebrnie przez więcej niż jeden zeszyt z tego zbiorczego wydania to znaczy, że albo nie ma co robić, albo innym zajęciem, które musiałby wykonywać, gdyby nie czytał, byłoby sprzątanie. Nota: 1 Biceps #5
Na okładkę piątego Bicepsa zawitał kolor, zniknął dopisek "wyrób zinopodobny" oraz "generalnie słabe komiksy i nudna publicystyka" oraz, ze względu na ilość stron (100!), pojawił się grzbiet i wzrosła cena. Tym samym Biceps upodobnił się do Tricepsa. Również jakością komiksów przy jednoczesnym utrzymaniu kolumn publicystycznych. Wbrew przekornym hasłom, które towarzyszyły ekipie ATY od początku, ani komiksy nie są słabe, ani publicystyka nudna (być może w wykonaniu jednego z publicystów jest po prostu irytująca, ale dobrze, że zmusza do jakiejś reakcji, nawet jeśli tylko do parsknięcia nad zadufaniem autora). Poprzez dobrą i równą jakość prezentowanych komiksów jest spójniej, a poprzez dodanie relacji z imprez (BSK) oraz kalendarium komiksowa (oby Łukaszowi Mazurowi starczyło cierpliwości w składaniu tego kalendarium, bo jest to niezwykle przydatna kolumna, porównywalna do zestawień publikacji za większe okresy z ZK), ciekawiej. Z komiksów warte uwagi: szort Tomka Samojlika, zabawny Mawil, przesadny Lewandowski, refleksyjny Nowacki czy wspomnieniowy Grześków. Szkoda tylko, że moja ulubiona Wielka Wojna Goblinów trochę siadła. W poprzednim numerze we wstępniaku Redakcja pisała, że w 2010 roku, kiedy Biceps startował, był czwartym graczem. Przy czwartym numerze (maj 2012), byli w zasadzie jedynym. Teraz u boku mają krzepnące Profanum. Jednak osiągniętą w piątce jakością zaprzeczają ludowej mądrości "na bezrybiu i rak ryba". Nota: 7 Dobro i zło
O tym komiksie prawie wszystko napisał red. Szcześniak. Ba, nawet przyczynił się do stworzenia recenzyjnego dzieła sztuki. Po wyczynie naczelnego Cyfrowego Ziniola nie ma już prawie nic więcej do napisania. Jak jednak wiemy, prawie robi wielką różnicę, a zatem coś jednak można dopowiedzieć. Jak to się robi? A tak: "- W komiksie coś się sprawdza albo coś się nie sprawdza. O, niech pan popatrzy jak to się sprawdza. Czarny pudel na śniegu się sprawdza. - Panie, jak się panu czarne na białym sprawdza, to się panu powinien sprawdzić Murzyn na śniegu. Murzynka i pingwin. - A żeby pan wiedział, że tak jest. O! Czerwona kobieta z czerwoną parasolką. No jakże ona się sprawdza. Pomarańcz na śniegu też się sprawdza. Komiks ma swoje prawidła. Białe-czarne, czarne-białe. A-B, B-A. Klamka, klamka. Akcja wzrasta, wzrasta, wzrasta i myk! I koniec jest. Chodźmy na kawę." Nota: 6 Kapitan Wyderka
W zasadzie gwoli ścisłości należy przywołać dwie publikacje z kapitanem Wyderką. Jedna to broszurka komiksowa złożona z dwóch historyjek – Wakacyjny patrol i Zimowy patrol. Instruuje o tym, jak się zachowywać w sytuacjach zagrożenia nad wodą i czego nad wodą nie robić. Druga publikacja jest znacznie obszerniejsza. Kapitan Wyderka: Nie tylko dla dzieci oprócz kilku opowiastek, zawiera również kolorowanki, ćwiczenia, porady i grę planszową. Są to typowe publikacje dydaktyczne i same komiksy w nich to raczej opowiastki pretekstowe. Pretekst jest jednak bardzo istotny – Komisariat Rzeczny Policji oraz Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe w formie innej niż sucha pogadanka uczą jak bezpiecznie spędzić czas nad wodą. Nadchodzą wakacje i dobrze, żeby komiks trafił do jak największej grupy, nie tylko dzieci. Można było go pobrać za darmo ze stoiska PSK/Conturu podczas FKW 2013. Na uczestników padł cień grozy, kiedy dwójka funkcjonariuszy stanęła przed stoiskiem, ale już po chwili okazało się, że przynieśli komiksy, a nie nakaz aresztowania. Powstanie 44
Konkurs powstańczy po raz szósty gromadzi tyle prac, że zbiera się na publikację antologii. Tym razem tematem konkursu była interpretacja hasła "Po Powstaniu". Rozstrzał tematyczny i graficzny jest ogromny. Ze względu na wzniosłą tematykę należy docenić wkład wszystkich autorów, ale już ze względów formalno-estetycznych ten wybór należałoby zawęzić do:
  • Na szczęście (I miejsce, Zofia Mróz);
  • Popo Show (II miejsce, Jacek Frąś)
  • Kwestia podejścia (III miejsce, Gajewski/Bogacz)
  • Przed świtem (Krzysztof Remiszewski)
  • Kwiatek (Lorenc/Kurzela)
  • Leon (Lidia Sosna)
  • Cienie (Krztoń/Pawlikowski)
Nota: 4 Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz #2
W drugiej części Zimowego Żołnierza poznajemy straszną prawdę o Buckym, dawnym sidekicku Kapitana Ameryki. Z prawdą tą ciężko się pogodzić wszystkim, ale najbardziej Kapitanowi. Kolejny udany tytuł z Wielkiej Kolekcji, choć dla fetyszystów denerwujący może być dylemat: postawić obok tomu jedenastego (pierwsza część Zimowego żołnierza), żeby mieć koło siebie całą historię, czy po tomie trzynastym, żeby obrazek z grzbietu się złożył jak należy? Nota: 7



Czytaj również

Varia #33
Vielka Varia Timofova
Varia #31
Seria z wukakaemów
Varia #30
Co ty wiesz o komiksie brazylijskim?
Varia #29
Moje vielkie amerykańskie povakacje komiksove
Varia #26
Starość i nowość, czyli radość z importu
Varia #28
Biegniemy na rekord

Komentarze


~Tomek

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Poza pozycja Nikogo, która chyba jest lekkim żartem to bardzo fajne zestawienie. Grand Prix ma przynajmniej dobre rysunki, więc nota jeden to chyba przesada :)
09-07-2013 08:15
Kuba Jankowski
   
Ocena:
0
Dzięki. Sporo pracy kosztowało zrobienie tak dużego zestawienia.

W przypadku Mikołaja Tkacza nawet Lecowska łyżka wody i powody nie są potrzebne :)

Co do Grand Prix - strasznie mnie ten komiks wkurzył. Nie zdarza mi się nie doczytać książki lub komiksu, albo nie obejrzeć do końca filmu, jak zły by nie był. A tu nie zdzierżyłem. Ale fakt, na dwójeczkę przynajmniej zasłużył :D
09-07-2013 09:49
~Tomek

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Że kosztowało pracy to ja się domyślam ;] Ale dzięki temu mam wszystko na tacy. No na dwójeczkę przynajmniej.
09-07-2013 11:31
Kuba Jankowski
   
Ocena:
0
Cieszę się, że się na coś przydało :)
09-07-2013 11:49
~kelen

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
"Tak, ta sama która jeździ na wózku inwalidzkim po postrzale, który otrzymała od Jokera i stała się Oracle (na ile się orientuję w Batrodzinie, to chyba w kreskówce była pełnosprawna i ostatnio doszły mnie słuchy, że w serii komiksowej Batgirl odzyskała władzę w nogach)."

Bez obrazy, ale najpierw wytykamy komuś błąd, a potem sami się przyznajemy, że nie jesteśmy w ogóle w temacie? :P
09-07-2013 12:04
Kuba Jankowski
   
Ocena:
0
Easy :) Jak to w ogóle nie jesteśmy w temacie? Przecież nie napiszę inaczej, skoro nie czytałem komiksu a jedynie trafiłem na taką informację przeszukując net. Zresztą chodzi o to, że akurat w przypadku tej postaci chyba większość fanów Gacka przyzwyczaiła się do tego, że Barbara jest spraliżowana. A wywiad jak na przepytywanego batmanologa jest bardzo słaby. I tego nic nie zmieni. Mamy to drukiem :)
10-07-2013 08:47
Pharas
   
Ocena:
0
Kompletnie nie zgadzam się z tak niską oceną Grand Prix. W mojej ocenie to dobry komiks, porównywalny trochę do Berlina. Dużo w nim co prawda tekstu ale przynajmniej całość jest ciekawa.
10-07-2013 11:41
Kuba Jankowski
   
Ocena:
0
@ Pharasie - takie Twoje prawo. Po prostu to nie jest komiks dla mnie, nigdy bym go sobie nie kupił. dostałem za prowadzenie spotkania na FKW, przeczytałem fragment i nie mogłem dalej. Mi się nie podobał ten fragment ani trochę, wręcz mnie zirytował - nie ilością tekstu, ale najbardziej przypisami u dołu strony z wyjaśnieniami i tłumaczeniem napisów wpisanych w tło. Zresztą już od początku zapachniało mi trochę naciągana teorią "o sportowcach, którzy stawiali opór hitlerowskiej władzy". Czy jakoś tak.
10-07-2013 14:19
~kelen

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Kubo, spoko, jestem easy, po to właśnie dałem emotkę w wypowiedzi. Nie zamierzam nikogo wieszać. :D

Jeśli dobrze pamiętam, to z wywiadu zrozumiałem kontekst Babs jako bycie Batmanem w nie do końca dosłownym sensie (tzn nie biorąc pod uwagi jej sytuacji z wózkiem). W każdym bądź razie, Barbara tylko w czterech przypadkach była na wózku - w komiksach, gdzie aktualnie faktycznie przeszła zabieg, który jej przywrócił władzę w nogach. Wg nowego timeline'u z New 52 władzę w nogach straciła na 3 lata jeśli dobrze pamiętam. Drugi przypadek to serial "The Batman", gdzie była pokazana przyszłość w jednym odcinku o chyba 10-20 lat w przód (ale czy na pewno kanoniczna to ciężko stwierdzić). Trzeci przypadek to seria gier "Arkham". Pozostaje jeszcze serial aktorski "Birds of Prey", o ile nie pominąłem czegoś jeszcze, . Wszędzie indziej Babs nie miała paraliżu nóg.
11-07-2013 14:39
Kuba Jankowski
   
Ocena:
0
Ok, widzisz, wyedukowałeś mnie trochę bardziej. Nie powinienem pisać, że większość fanów Gacka utożsamia ją ze sparaliżowaną Oracle. Ja w każdym razie takie mam pierwsze kojarzenie.

pozdrrr
12-07-2013 11:29

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.