Tyler Cross #1: Black Rock

Gangster na prowincji

Autor: Marcin 'Karriari' Martyniuk

Tyler Cross #1: Black Rock
Jak głosi blurb, Tyler targa ze sobą heroinę wartą pół miliona dolarów, mając w kieszeni zaledwie niecałe 22 dolary. Docenia ironię i rusza przed siebie, a czytelnik wraz z nim, ciesząc się świetną gangsterską historią.

Tytułowy mężczyzna dostaje nowe zlecenie, za które ma zainkasować – bagatela – 150 tysięcy dolarów. Co jest tak intratnym zajęciem? Kradzież 20 kilogramów czystej heroiny pewnemu mafioso. Nie wszystko idzie zgodnie z planem i choć Tyler wchodzi w posiadanie narkotyków, równocześnie trafia do teksańskiego miasteczka z 22 dolarami i rewolwerem. Jak będzie przebiegał jego pobyt w Black Rock rządzonym przez rodzinę Praggów? Intensywnie, bardzo intensywnie.

Tyler Cross od pierwszych chwil trzyma w napięciu i to o tyle zaskakujące, że z motywami, jakimi żongluje Fabien Nury (W.E.S.T.Katanga), spotykaliśmy się niejednokrotnie. Ostatecznie Tyler to standardowy gangster z kina akcji – prawdziwy fachura, który poza diabelską skutecznością i brawurą ma spory talent do przyciągania kłopotów. Nie szczędzi innym przykrych słów (o czynach już nie wspominając) i dba głównie o własne interesy. Pomimo wielu negatywnych epitetów, jakimi bez trudu można by obdarzyć Tylera, jest w stanie wzbudzić pozytywne emocje. Ma jasno określony cel, cechuje się determinacją godną podziwu, a ponadto nie wzdraga się przed ryzykownymi i krwawymi posunięciami.

Cyngiel idealny to jedno, lecz w pierwszym tomie otrzymujemy więcej niż tylko opowiastkę o skradzionej heroinie i porachunkach mafii. Przede wszystkim poznajemy więcej postaci, które pozwoliły Nury'emu zbudować porządne i ciekawe tło dla wyczynów Tylera, odciskającego swe piętno na Black Rock. Miasteczkiem trzęsie niezbyt przyjemna rodzina Praggów i jeden z jej członków niedługo pobierze się z piękną Stellą. Nie potrzeba tabunu jasnowidzów, by odgadnąć, że historia narzeczonych nie skończy się na wzruszeniu po wzajemnym zapewnieniu o miłości i wierności. Podziw budzi gracja, z jaką Nury splótł ze sobą wątek przyszłej pary młodej, całkowicie różnych środowisk, z jakich pochodzą narzeczeni i kilkunastu kilogramów heroiny. Dzięki temu Tyler Cross broni się na wielu frontach – zarówno jako typowo gangsterska fabuła z nutą humoru, jak i w roli porządnie skrojonej opowiastki o odciętej od świata małej społeczności Black Rock.

W skali całej opowieści niezmiernie trudno wskazać zgrzyty na poziomie scenariuszowym. Odnotowałem właściwie tylko jeden zbędny i wręcz głupiutki incydent. Potencjalną barierą będą za to brutalne brutalne sceny i nieludzkie zachowania postaci w kilku scenach, o czym zresztą ostrzega  stosowny komunikat na ostatniej stronie okładki komiksu.

Nury świetnie wywiązał się ze swoich zadań, serwując wartką historię złożoną ze znanych elementów. Tyler Cross to wszakże nie tylko fabuła o twardych twardzielach i femme fatale, ale także udane rysunki. Za sprawą omawianej pozycji Bruno po raz pierwszy przywitał się z czytelnikami znad Wisły i zrobił to w uroczy, cartoonowy sposób. W jego wydaniu postacie i teksańskie miasteczko są niezwykle uproszczone. Absolutnie wszystko składa się z maksymalnie kilku kresek, a mimo to nawet największe okrucieństwa wymyślone przez Nury’ego są wręcz namacalne. Jest prosto, ale ładnie i na dodatek klimatycznie, co podkreślają kolory nałożone przez Laurence'a Croix. Dodam również, że na końcu wydania znalazł się króciutki wywiad z jednym z autorów, który uchyla rąbka tajemnicy odnośnie inspiracji, choć pewnie nikogo nie zaskoczą padające tam nazwiska Dashiella Hammetta i Humphreya Bogarta.

Black Rock otwiera serię o Tylerze Crossie i czyni to w znakomity sposób. Warto przy tym wspomnieć, że Wytwórnia Słowobrazu nie poprzestała na pierwszym tomie i w sprzedaży są już dostępne kolejne części przygód hardego cyngla. Miłośnicy gangsterskich historii i szeroko rozumianego noir nie powinni zwlekać z sięgnięciem po ten cykl.