» Teksty » Artykuły » Toshiro

Toshiro


wersja do druku

Zardzewiały samuraj

Autor: Redakcja: Adrian 'adrturz' Turzański, Mały Dan

Toshiro
Sukcesy polskich autorów poza granicami kraju zawsze budzą dumę i radość komiksowych fanów. Dla wielu twórców stawiających kreski na rodzimym poletku amerykański raj komiksowy przez lata wydawał się być nieosiągalny. Toshiro to jeden z tych tytułów, którym udało się przebić. W tym konkretnym przypadku polski rysownik wyciął sobie drogę na Zachód dwoma samurajskimi mieczami. A wszystko zaczęło się od debiutu w magazynie Produkt, którego długo nikt nie zapomni z powodu wpływu, jaki wywarł on na polskie środowisko komiksowe. Szanowni Państwo, oto Janusz Pawlak vel Clarence Weatherspoon przedstawia przygody steampunkowego samuraja Toshiro.

W roku 1867 Manchester zostaje opanowany przez zombiepodobnych jegomościów. Na prośbę Toshiro miasto nie zostaje zrównane z ziemią, zanim nie przeprowadzi on zwiadu i nie spróbuje wyjaśnić tego, co się tam dzieje. Towarzyszy mu Bob Żywe Srebro. Obu panom przeciwników będzie przybywać tak szybko, jak szybko upływać będzie czas na rozwiązanie zagadki i powstrzymanie brytyjskiej armii przed wprowadzeniem w życie ostatecznego rozwiązania.

Toshiro to mroczny komiks akcji zatopiony w wyziewach pary napędzającej maszyny. Nie jest to prosta opowieść o walce dobra ze złem. Okazuje się bowiem, że na powstrzymanie zagłady pomysłów i sposobów może być więcej niż jeden, a zgody między głównymi pomysłodawcami ostatecznego rozwiązania próżno się spodziewać. W retrospekcjach dowiadujemy się, dlaczego Bob Żywe Srebro oraz Johaness Krispe nie mogą się ze sobą zgodzić i dlaczego wynalazek Whitneya-Qaunzhena ma tak istotne znaczenie strategiczne.

Wszystko to brzmi dość obiecująco, ale jeśli ktoś polubił Toshiro ze stron Produktu, to po lekturze tego komiksu może poczuć się mocno rozczarowany. Pierwsza kwestia jest natury estetycznej i dotyczy koloru oraz przestrzeni na planszach. Ani ciemna paleta barw, ani maksymalne ścieśnienie kadrów na stronach, nie spełniają pożądanej roli, gdyż przyduszają najistotniejszą w tego typu komiksie - "akcyjniaku" czy "sensacyjniaku" - kwestię: płynność i rozmach. Toshiro zwyczajnie nie ma za bardzo gdzie swobodnie powymachiwać swoim mieczem. Dziwi brak szerszych ujęć, co w komiksach tego nurtu - tym bardziej przeznaczonych na rynek amerykański - zdaje się być ich znakiem rozpoznawczym.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Druga sprawa dotyczy samej intrygi, która mimo że jest dosyć prosta, to zostaje opowiedziana w bardzo konfundujący sposób. Motywacje dwóch głównych antagonistów co do obranej drogi nie zostają w żaden przekonujący sposób wyłożone. Po prostu musimy przyjąć na wiarę, że mają one sens. Niejasność tych pobudek sprawia, że właściwie nie możemy stanąć po żadnej ze stron. Zaś sam Toshiro, jak na głównego bohatera, jest postacią zbyt bierną i nawet podejmowane przez niego działania nie zacierają obrazu zimnej maszyny. I choć wątek jego samoświadomości się pojawia, bo autor stara się go interesująco zarysować, to jednak poza ogólnikowy zarys nie wychodzi.

Pomińmy też milczeniem zachwyty tzw. scenarzysty tego komiksu, Jaia Nitza, bo zdaje się, że jego wkład własny, o którym pisze we wstępie, na nic dobrego komiksowi Pawlaka się nie zdał. Toshiro nie jest komiksem udanym tak od strony kompozycyjnej, jak i fabularnej. Paradoksalnie choć jest dosyć skondensowany, to sprawia wrażenie błahej historyjki rozwleczonej ponad stan.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
4.0
Ocena recenzenta
4.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Toshiro #1
Scenariusz: Jai Nitz
Rysunki: Janusz Pawlak
Wydawca: Kultura Gniewu
Data wydania: maj 2015
Tłumaczenie: Maciej Drewnowski
Liczba stron: 168
Format: 165x235 mm
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
ISBN: 9788364858079
Cena: 49,90 zł
Wydawca oryginału: Dark Horse
Data wydania oryginału: 2014



Czytaj również

Josephine
Sceptyczna kobieta z magicznym amuletem
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.