Tequila #1: Władca marionetek

Tequila rodzimej receptury

Autor: Marcin 'Edgar Allan' Waincetel

Tequila #1: Władca marionetek
Zapowiedź tego komiksu przykuła moją uwagę: świat po apokalipsie, żonglowanie gatunkami, bohaterka skrojona na miarę superheroiny, a historia podszyta z jednej strony zmysłową erotyką, z drugiej biblijnymi nawiązaniami. Całość wypełniona klimatem weird fiction… Czy Polak potrafi nadać takiej koncepcji realny kształt? Okazuje się, że tak, zwłaszcza jeśli działa w duecie. Komiksowe dziecko Katarzyny Babis i Łukasza Śmigla jawi mi się jako bardzo udane rozpoczęcie serii opowieści.

Tequilę poznajemy w prologu opowiedzianym z perspektywy szamana Kabuki Joe. Jamajski ekscentryk o wyglądzie kloszarda robi to w żartobliwy i charakterystyczny sposób. Przedstawia ją zaś – zgodnie z prawdą – jako kobietę o niewiadomym pochodzeniu, niejasnej przeszłości i wyjątkowo wyrazistej urodzie. W świecie, w którym ludzkość została zdziesiątkowana przez serpentynowate bestie z innego wymiaru, brakuje nadziei. Pojawienie się tytułowej bohaterki, zwiastowanej przez proroków, ponownie może ją przywrócić i uratować resztkę ludzkości.

Uniwersum stworzone przez Łukasza Śmigla jest równocześnie odkrywane przez czytelników i protagonistkę. Pozostawia to miejsce na domysły, ale i pobudza ciekawość. Cały świat przypomina układankę, której poszczególne elementy zaczynają do siebie pasować w trakcie odzyskiwania pamięci przez Tequilę. Poznając własną tożsamość, poznaje także nową, chociaż nie do końca obcą rzeczywistość. To  udany i ciekawy zabieg narracyjny.

Układanką jest także sam komiks będący wynikiem połączenia różnych gatunków i pomysłów w obrębie postapokaliptycznej konwencji, co traktuję jako przejaw różnorodności. Mamy zatem dobrze znane motywy: obcy świat, zniszczone relikty przeszłości, naturalne środowisko przekształcone przez katastrofę, naznaczone śmiercią i ciągłą walką o przetrwanie.

Wraz z rozwojem historii zmienia się sceneria. Kolejne plansze koncentrują się bowiem na rajskiej krainie Eden, której święty rodowód jest z gruntu oczywisty. To właśnie w niej grupa śmiałków z Tequilą na czele musi odzyskać potężny artefakt przeznaczony do zachowania bądź zburzenia równowagi na świecie. Istny Święty Grall będący motorem napędowym fabuły.

Biblijnych, a może szerzej: mitologicznych, folklorowych i religijnych akcentów, jest zresztą więcej. Jeden z głównych bohaterów nosi imię Adamah, w języku hebrajskim oznaczające "ziemię", względnie "uprawę". Amatullah, piękna żołnierka, odsyła nas z kolei od tradycji islamu, gdyż jej przydomek oznacza "służącą Allahowi". Drużynę dopełnia Black Jack, potężny murzyn-albinos, którego charakter i postura są żywcem wyjęte z kina akcji lat 80., a także czcigodny mistrz-samuraj, nawiązujący swoją osobą do japońskiego folkloru i kodeksów honorowych.

W tym miejscu zaznaczę dwie kwestie. Po pierwsze szkoda, że na ekspozycję postaci i relacji pomiędzy nimi przeznaczono stosunkowo mało miejsca, ponieważ – bazując na otrzymanym materiale – można wnioskować, że mogłaby to być jedna z najmocniejszych stron całości. Mimo to postacie żyją, każda z nich ma pełnokrwistą osobowość, a ich historie i nawiązania do różnych kultur mają swoje fabularne uzasadnienie, choćby w próbach walki z własnymi demonami przeszłości.

Drugą sprawą jest konstrukcja świata przedstawionego. Historia przygodowa zainscenizowana w formule postapokaliptycznej rozbrzmiewa także echem science fiction połączonej z mesjańskimi proroctwami. W komiksie, oprócz głównej historii przygodowej, istnieje bogactwo nawiązań do odkrycia. Przykładem są tutaj chociażby zmutowane kraby-samuraje, istniejące naprawdę w naturalnie mniejszej i mniej groźnej formie, czy chociażby sprytnie odwrócony wątek z biblijnym kuszeniem owocem z drzewa dobrego i złego. Tequila to popkulturowy przykład udanej zabawy formą i treścią.

Komiks to oczywiście także strona wizualna. Katarzyna Babis, odpowiedzialna za zobrazowanie scenariusza, wyszła z tego zadania obronną ręką. Jako pełnometrażowa debiutantka zaprezentowała sprawny warsztat i – co ważne – wyczucie kolorystyki. Dla przykładu, odpowiednio inaczej stonowane są sekwencje z planszami pustynnymi, przejawiającymi się dominantą beżu, brązów czy tropikalnego słońca, a inaczej fragmenty historii z Edenu – z intensywną zielenią czy błękitami.

Modele postaci doskonale wypadają w zbliżeniach. Specyficzna kreska, łącząca w sobie disneyowski charakter z dbałością o detale, spodobała mi się dzięki swojej oryginalności. Nieco słabiej wypadają plansze, w których bohaterowie są przedstawieni z daleka, a główną rolę odgrywa tło. Widać tam czasem zaburzenie proporcji i brak skupienia na szczegółach. Przez rękę debiutantki mogła niekiedy zapewne przemawiać trema. Nie zmienia to jednak jak najbardziej pozytywnej oceny rysunkowej strony Tequili.

Da się także zauważyć dobre wyczucie języka komiksu, czyli umiejętne zobrazowanie wydarzeń zawartych w scenariuszu. Brak tutaj pustych kadrów czy niepotrzebnych scen. Odpowiednio większa dynamika przy sekwencjach walki kontrastuje z bardziej spokojnymi fragmentami, poświęconymi kwestiom dialogowym. Spokojna, wyważona narracja, która potrafi jednak zaskakiwać poprzez plot twisty i cliffthanger, zdradzający nam po części samą genezę świata. Tytułem zachęty – biblijna wizja świata łączy się tutaj z wysoce rozwiniętą nauką. Umysł i wiara.

W ten sposób narodziła się i stanęła przed nami Tequila. Bohaterka, która już wkrótce może nosić miano superbohaterki. Historia zawarta w pierwszym tomie wywarła na mnie wrażenie przede wszystkim opowieści koncepcyjnie atrakcyjnej i zobrazowanej w naprawdę rzetelny sposób. Weird fiction po polsku? Polak naprawdę potrafi!