» Teksty » Artykuły » Szósty rewolwer #1: Zimne martwe palce

Szósty rewolwer #1: Zimne martwe palce


wersja do druku

Czarna magia na Dzikim Zachodzie

Autor: Redakcja: Mały Dan

Szósty rewolwer #1: Zimne martwe palce
Czasami o wartości dzieła nie decydują oryginalne pomysły i rozwiązania, bo o takie we współczesnej kulturze popularnej coraz trudniej. Częściej liczy się zręczne i inteligentne wykorzystywanie zastanego dorobku oraz umiejętne tworzenie na jego bazie ciekawych form nie będących kalką już istniejących. Zimne martwe palce są znakomitym przykładem tego, jak operując znanymi elementami stworzyć dzieło interesujące i trzymające w napięciu.

Środkowy zachód Stanów Zjednoczonych II połowy XIX wieku. Wynajęci przez tajemniczą kobietę agenci poszukują mieszkającego ze swoją pasierbicą kaznodziei będącego w posiadaniu zagadkowego pistoletu. Zleceniodawczyni dysponując niesamowitym artefaktem zamierza przywrócić siłę swojemu mężowi, Olianderowi Bedfordowi Hume, obecnie – tylko z pozoru – denatowi, za życia będącemu słynącym z okrucieństwa generałem Konfederacji. Równocześnie poszukiwania kaznodziei rozpoczyna Drake Sinclair, renegat służący niegdyś pod komendą demonicznego generała Huma, obecnie zaś kierujący się własnymi motywami. Przeznaczenie nieuchronnie połączy ścigających oraz ściganych w zabójczej konfrontacji, a uczestnikami wydarzeń staną się przedwieczne siły skryte dotąd przez wzrokiem śmiertelnych. Los ludzkości będzie zależeć od tego, kto wejdzie w posiadanie tytułowego szóstego pistoletu oraz kompletu pozostałych pięciu egzemplarzy.

Autorzy komiksu, Cullen Bunn (scenariusz) oraz Brian Hurtt (ilustracje), rozpoczynając w roku 2010 serię Szósty rewolwer zabrali czytelników w przepełniony czarną magią świat Dzikiego Zachodu. Lawirując pomiędzy kilkoma konwencjami skrzętnie wykorzystali elementy mogące się kojarzyć z okultyzmem, voodoo, tajemnicą Templariuszy, a nawet – za sprawą przedwiecznych sił – mitologią Cthulhu. Co więcej, niektóre elementy, jak choćby "Drzewo wisielców" mogą kojarzyć się z samym Hellboyem. Bezkompromisowa żonglerka konwencjami poskutkowała mozaikowym tworem o wspólnym mianowniku, jakim jest niepojęte dla przeciętnych śmiertelników zło. Jednocześnie równie licznie pojawiają się tutaj nawiązania do klasycznych elementów westernów, czyli rewolwerowców i strzelanin. Obecna jest również delikatna – acz dość istotna – nutka historii związanej z wojną secesyjną. Co ciekawe połączenie różnych konwencji: westernu, historii wojny secesyjnej, fantastyki i horroru, samo w sobie nie jest nadmiernie oryginalne, chociaż eksploatowane było głównie przez filmowców. Warto tu wspomnieć o nakręconym w roku 1993 The Killing Box w reżyserii George'a Hickenloopera oraz stworzonym w roku 2011 Exit Humanity w reżyserii Johna Geddesa. Tym niemniej – wracając do komiksu – wymieszanie wszystkich wymienionych elementów zaowocowało iście piorunującym efektem w warstwie symboliczno–gadżetowej.

Z podobnym wyczuciem Bunn dawkuje opowiadaną historię. Najeżona czarnym mistycyzmem zmusza odbiorę do stawiania kolejnych pytań o znaczenie poszczególnych gestów czynionych przez protagonistów, jak i o same tytułowe pistolety. Scenarzysta zwleka jednak z udzielaniem odpowiedzi, a jeśli nawet już takowe pojawiają się, wówczas niemalże z automatu generują kolejne zapytania. Niedomówienia służą budowaniu klimatu, w efekcie czego album absorbuje uwagę odbiorcy już od pierwszych stron. Zręczne manipulowanie czytelnikiem dobrze wróży serii, jak i zapewnia autorom olbrzymie możliwości na przyszłość. Zasadnicze pytania: czym są tajemnicze pistolety i komu tak naprawdę służą, pozostają – jak można się w trakcie lektury spodziewać – bez odpowiedzi. W pierwszym odruchu można poczuć delikatne ukłucie rozczarowania, iż ta podstawowa kwestia pozostała bez wyjaśnienia, jednakże Zimne martwe palce dopiero otwierają cykl, więc ujawnienie tak ważnego elementu godziłoby w sens tworzenia kolejnych epizodów. 

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Autorzy nie uniknęli drobnych potknięć, z perspektywy znakomitej całości akceptowalnych. Kuleje nieco finałowa bitwa, której akcenty rozłożono nieco inaczej aniżeli przez większość komiksu. Tajemnicze i pełne niedomówień dialogi zastąpione zostały pełnymi patosu, lecz oklepanymi sloganami, jak to Amerykanie mają w zwyczaju. Także kreacja bohaterów może zostać odebrana za sztampową: źli są źli, dobrzy są dobrzy, bez większych niespodzianek tudzież zwrotów akcji. Małżeństwo Hume to diabły wcielone, a ich słudzy pozbawieni są jakichkolwiek zasad moralnych. Na drugim biegunie znajduje się Becky Montcrief, nieświadoma prawdziwej tożsamości swojego ojczyma oraz wbrew własnej woli wplątana w walkę o najwyższą stawkę. W godzinie próby wykazuje się jednak hartem ducha najwyższej próby. Nawet Drake Sinclair, z początku kierujący się nieodgadnionymi, a przez to interesującymi, dla czytelnika motywami, z biegiem czasu przygasa uginając się pod brzemieniem przyziemnej motywacji. Powyższe mankamenty nie zmieniają także faktu, iż komiks czyta się po prostu szybko i niezwykle przyjemnie.

W parze z dynamiczną fabułą idzie dopasowana kreska Hurtta. Szczegółowa, sugestywna, oddająca potępieńczy charakter scenariusza, budująca niesamowitą atmosferę oraz podkreślająca szaleństwo głównych postaci, zwłaszcza tych negatywnych. Hurtt wykorzystuje w zależności o sytuacji różną paletę barw; nie waha się korzystać z rozładowujących atmosferę pastelowych – wręcz pstrokatych – barw na równi z krwistą czerwienią zwiastującą nadchodzące problemy. W efekcie w warstwie graficznej komiks jest niemalże tak samo różnorodny, jak w treści.

Zimne martwe palce przykuły do fotela podczas lektury nie pozwalając oderwać się od komiksu. Jego twórcy, korzystając z bogactwa spuścizny kulturowej świetnie wykorzystali przeróżne motywy. Sama historia, może niespecjalnie oryginalna, poprowadzona została dynamicznie oraz bez większych przestojów, a drobniutkie wpadki nie zmieniają ogólnej oceny komiksu. Pozostaje z niecierpliwością wyczekiwać kolejnych albumów w nadziei, iż będą trzymać równie dobry poziom.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
8.5
Ocena recenzenta
8.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Szósty rewolwer #1: Zimne martwe palce
Scenariusz: Culle Bunn
Rysunki: Brian Hurtt
Wydawca: Timof Comics
Data wydania: 28 kwietnia 2015
Tłumaczenie: Maciej Drewnowski
Format: 170X260 mm
Oprawa: miękka
Druk: kolorowy
ISBN: 978-83-63963-66-8
Cena: 69,00 zł



Czytaj również

Shangri-La
O końcu i początku
- recenzja
Szósty rewolwer: Bękarty rewolweru
Kapiszony zamiast kul
- recenzja
Spust
Rysunkowe zapiski onanisty pasjonata
- recenzja
Rewolucje #8: W kosmosie
Kosmiczne Rewolucje
- recenzja
Szczurwysyny
O konflikcie w innym zakątku świata
- recenzja
Palestyna
Słodka herbata i gorzka historia
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.