» Recenzje » Świat Dryftu #1: Opowieść o złodziejach i trollach

Świat Dryftu #1: Opowieść o złodziejach i trollach


wersja do druku
Świat Dryftu #1: Opowieść o złodziejach i trollach
We współczesnej kulturze popularnej, zalewanej przez tysiące tytułów, coraz trudniej znaleźć oryginalne pozycje. Dlatego też czasami zamiast szukać białego kruka, warto sięgnąć po świetne rzemiosło, które wypełni wolny czas. Takie jak Świat Dryftu.

Świat Dryftu jest przepiękną krainą. I tak samo jak uroczy, jest niebezpieczny. Armia trolli pod przywództwem sprytnej Mateczki K'nesser podbija kolejne terytoria, lecz terror wyzwolił też naturalny opór zniewolonych mieszkańców. W tym samym czasie w odległej świątyni pewien złodziej stara się zrealizować zadanie pozyskania starożytnego artefaktu. Wyniknie z tego heca, której reperkusje odcisną swoje piętno na złodzieju i – być może – wielu innych istotach.

Świat Dryftu narodził się w głowie Kena Broedera, ilustratora, którego dopadło natchnienie by stworzyć swoją własną powieść obrazkową. Co ciekawe najpierw powstały grafiki koncepcyjne, będące formą odpoczynku od innych zobowiązań zawodowych, a dopiero później się narodził scenariusz. Czy to źle?

Już od jakiegoś czasu trudno jest napotkać jakiś oryginalny koncept, niezależnie od tego czy mowa o komiksach, grach planszowych, czy filmach science fiction. Owszem, zdarzają się takie zjawiska, jednakże nie należą one do najczęstszych. Wielokrotnie ponad odkrywczość ważniejsze staje się umiejętne granie opatrzonymi schematami, tak by, pomimo pewnej wtórności, bawiły i skutecznie wypełniały wolny czas przyjemną rozrywką. Wydaje się, że Broeders doskonale zrozumiał ten prosty fakt.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Pierwszą rzeczą rzucającą się w oczy jest lekkość rysunku, a przy tym wymyślny wygląd postaci jakby zainspirowanych Lanfeustem z Troy. Źródeł żartobliwych dialogów można doszukiwać się w Świecie Dysku, chociaż może to być kwestia znakomitego tłumaczenia, które zapewne zupełnie przypadkiem, ale jednak oddaje ducha powieści Terry'ego Pratchetta. Gdzieś na krańcu krainy magia spotyka się bronią palną; tutaj inspiracji można doszukiwać się w warhammerowym Starym Świecie. Rozmaite skojarzenia ani przez chwilę nie opuszczają nas podczas lektury.

Ale omawiany komiks to nie tylko kompilacja motywów gdzieś już widzianych. Świat Dryftu to przede wszystkim świetnie napisana historia fantasy, stawiająca na wartką akcję oraz sporą dawkę poczucia humoru. Od pierwszych aż po ostatnie strony wydarzenie goni wydarzenie, a autor zadbał o to, by – poza obserwacją starcia pomiędzy uciemiężonymi mieszkańcami a władczynią bezwzględnych i okrutnych trolli – doprowadzić czytelnika do stanu zainteresowania dalszymi perypetiami bohaterów. Wielka bitwa jest tutaj tak samo ważna jak cięte dialogi, zaś slapstickowe ujęcia mieszają się z kadrami bardziej melancholijnymi.

Pozytywne wrażenie podbijają sympatyczne postacie: wyraziste tak w swojej charakterystyce, jak i wizualizacji. Elf Dellric Twotter to troszkę taki chłopek-roztropek, złodziej o nie do końca złym sercu, za to o wielkim sprycie i instynkcie przetrwania. Ysabeau z damy w opresji błyskawicznie ewoluuje ku silnej bohaterce z charakterem i zapewne jeszcze nie raz uderzy pięścią w stół, podobnie jak Durrys, przywódczyni buntowników przesiąknięta misją pokonania adwersarza, Mateczki K'nesser.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Scenariusz jednak by się nie obronił samą historią, która, pomimo że w porządku, to jednak jest tak sobie oryginalna. Niesamowitym atutem jest obłędna oprawa graficzna: fantazyjna, a przy tym szczegółowa, skąpana jest w bardzo miłych dla oka, pastelowych barwach, dzięki czemu forma i treść stanowią spójną, bardzo atrakcyjną całość. Obcowanie z kadrami jest wielką przyjemnością i widać, że Świat Dryftu narodził się w głowie autora przede wszystkim jako estetyczny, acz widowiskowy projekt.

Warto zatrzymać się obok warstwy edytorskiej komiksu, a konkretnie obok dwóch konkretnych aspektów. Pierwszym jest powiększony format, dodatkowo eksponujący piękno ilustracji. Druga sprawa to materiały dodatkowe. Czytelnicy z pewnością przyzwyczaili się, że w dobrym guście jest dodanie kilku, czasami nawet kilkunastu stron materiałów dodatkowych. W tym przypadku mowa jest o trzydziestu stronach szkiców, malunków oraz okładek! Trzydziestu! A do tego opatrzone zostały komentarzami, które odsłaniają kulisy procesu twórczego, co zresztą pełni dwojaką funkcję: pieści zmysły i buduje szacunek względem wysiłków autora.

Pierwszy tom Świata Dryftu w pewnym sensie okazał się mistrzostwem świata. Już dawno nie czytałem tak mało oryginalnego komiksu, który jednocześnie bawił tak znakomicie. Broeders dowiódł, że współcześnie wcale nie trzeba być odkrywczym. Wystarczy tylko wziąć na warsztat sprawdzone motywy i podać je w mistrzowskiej formie, co zresztą dotyczy tak samo scenariusza, jak i ilustracji. Połączenie tych dwóch składowych gwarantuje przyjemnie spędzony czas. Pozostaje teraz czekać na kolejna odsłonę, która mam nadzieję, że będzie tak samo dobra.

DisclaimerDla zachowania pełnej transparentności informujemy, że polski wydawca Świata Dryftu jest członkiem redakcji serwisu Poltergeist. Oczywiście powyższa recenzja zachowuje te same najwyższe standardy rzetelności i bezstronności, jakie stosujemy przy wszystkich naszych publikacjach, a wydawca komiksu nie miał żadnego wpływu na jej treść.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Galeria


8.0
Ocena recenzenta
8.5
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Świat Dryftu #1: Opowieść o złodziejach i trollach
Scenariusz: Ken Broeders
Rysunki: Ken Broeders
Kolory: Ken Broeders
Seria: Świat Dryftu
Wydawca: Lost In Time
Data wydania: 15 lutego 2021
Kraj wydania: Polska
Autor okładki: Ken Broeders
Tłumaczenie: Olga Niziołek
Liczba stron: 88
Format: 232x320 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
ISBN: 978-83-956869-3-1
Cena: 66,00 zł
Tytuł oryginalny: Driftwereld – Deel 1 – Een verhaal over dieven en trollen
Wydawca oryginału: Uitgeverij L
Kraj wydania oryginału: Holandia



Czytaj również

Droga miecza #1: Popioły dzieciństwa
Przed wyruszeniem w drogę należy nałożyć sandały
- recenzja
Posiadłość #1
Dom w którym straszy raz jeszcze
- recenzja
Dziki Ląd
Gdy wampir odwiedza Indie
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.