» Recenzje » Strażnicy Galaktyki

Strażnicy Galaktyki


wersja do druku

Kosmiczna awantura w odległej galaktyce

Autor: Redakcja: Mały Dan

Strażnicy Galaktyki
Polterowa Ekipa Filmowa - PEF, czyli Strażnicy Szybkich Dwugłosów o Filmach Komiksowych - w skrócie SS DoFK (niestety nie jest to aż tak chwytliwa nazwa supergrupy jak Strażnicy Galaktyki) tym razem została rozdzielona czasowo i geograficznie. W Polsce premiera filmu odbyła się tydzień wcześniej niż w miejscu przymusowego zesłania zwanego Portugalią. Toteż i z poślizgiem zabieramy głos w sprawie kosmicznej awantury w nie tak odległej galaktyce.

Kuba 'I-am-Groot!' Jankowski:

Na początek zacznijmy od końca - w Portugalii wersje 3D są równie słabe jak w Polsce. Również trzeba zapłacić za specjalne okulary (w miejscowej walucie 0,75€), żeby móc oglądać obraz, w którym jedynie napisy są faktycznie w trzech wymiarach. Dopóki 3D nie będzie robione z głową, żaden recenzent nie może spocząć i przestać uderzać w coś, co tylko niepotrzebnie winduje cenę seansu.

Zawiązanie akcji Strażników Galaktyki jest proste - oto Peter Quill, niektórym (czytaj: na początku filmu niewielu) znany jako Star-Lord, kradnie na zlecenie tajemniczy artefakt, będący jak się okaże źródłem wielkiej mocy (8 pionowo, na 16 liter: a z nią w parze idzie wielka...), kłopotów i obiektem pożądania niejakiego Ronana, który zamierza wykorzystać zdobytą siłę do siania zagłady oczywiście. Quill i sklecony przez niego zespół - szop Rocket, drzewny humanoid Groot, siłacz Drax i podstępna Gamora - ze złodziei, łowców nagród czy bliżej nieokreślonych przestępców, zmienią się w wesołą ferajnę, która postanowi uratować wszechświat przed zapędami Ronana.

[Intervalo - czyli przerwa, to do dziś praktykowana w kinach portugalskich zabawa w dziesięciominutowe zatrzymanie filmu; można wtedy skoczyć na papierosa, do kibelka albo po przekąski; dla zapewnienia wrażeń podczas lektury podobnych tym, których uczestnikiem stał się Wasz iberyjski korespondent, pozwolił on sobie przerwać recenzję na kilka linijek - teraz można sprawdzić maila, dolać sobie piwa albo napisać eska do znajomego i nie czytać tej przerwy, tylko po powrocie zacząć od następnego akapitu]

Strażnicy Galaktyki są zabawni, wzruszający, raz patetyczni, widowiskowi i skleceni z klisz kina s-f i typowych filmów akcji. Gdyby nie to, że mają w jakiś sposób zostać włączeni do marvelowych seriali kinowych, można by nawet zapomnieć, że to film oparty o przygody komiksowych bohaterów. Komiksowy kontekst nie jest potrzebny, żeby ten film polubić i zrozumieć. Oczywiście, jeśli ktoś zna papierowe wcielenia tej grupy i ich losy, zapewne odnajdzie sporo smaczków, ale i bez nich jest na czym oko zawiesić, a Stana Lee i tak wypatrzy każdy, kto w temacie marvelowch ekranizacji nie jest początkujący. Strażnikom dużo bliżej do przygodowego kina akcji s-f, niż do obrazów z postaciami bezbłędnie kojarzonymi z komiksami. Dlatego też tych, których irytuje najazd na kina kolejnych superherosów, może odstraszyć reklamowanie filmu jako kolejnej produkcji twórców The Avengers. Dużo trafniejszym hasłem chyba by było jakieś określenie w stylu "Gwiezdne Wojny XXI wieku".

Dzieje się tak za sprawą ogromnej różnorodności ras, które możemy obserwować na ekranie, podobieństw wykazywanych przez Quilla do Hana Solo czy Groota do Chewbaki, umieszczenia akcji w przestrzeni kosmicznej oraz podniebnych walk. Oczywiście Quilla od Hana Solo różni na przykład lżejszy sposób bycia i poczucie humoru, ale zbliża ten sam typ awanturnictwa i posiadanie "swojego statku" (nie będzie to jednak raczej jednostka tak kultowa jak Millenium Falcon). Groot i Chewbaca to te "dziwniejsze" stwory, które porozumiewają się w sposób niezrozumiały dla większości. Ale i tutaj, ponownie, Groot otrzymuje pogodniejszy i bardziej filozoficzny (momentami) wymiar swojej postaci. To charakterologicznie ulepszona wersja głupkowatego Jar Jar Binksa. Szoł oczywiście i tak kradnie Rocket, którego zgryźliwość - wraz z prymitywną siłą Draksa i zwinnością Gamory - dopełniają niezwykłej mozaiki Strażników. Dodajmy jeszcze, że w porównaniu do Gwiezdnych Wojen mamy na myśli chlubną tradycję sagi, czyli Epizody IV-VI, gdyż Strażnicy mimo technicznych możliwości kina unikają tego nieznośnego charakteru gry komputerowej, którym obdarzono Epizody I-III. Co do porównań z innymi tekstami popkultury, to tę część zostawmy Małemu Danowi, ale wydaje się, że w zasadzie nie ma sobie co obciążać aż nadto tym głowy, gdyż film znakomicie funkcjonuje jako "on sam", bez konieczności dodatkowej przyjemności odnajdywania wszędzie jakichś nawiązań.

Strażnicy to nokautująca rozrywka, akcja, udane gagi i żarty, ale i troszkę refleksji, bowiem film rozpoczyna się od naprawdę smutnej sceny, w sposób udanie smutny nakręconej. Następnie mamy skok czasoprzestrzenny i obserwujemy jak powoli tworzy się bardzo zróżnicowana grupa, w której będzie dochodziło do tarć, ale szybki kurs grupowego dorastania zapewni naszym bohaterom sytuacja najwyższego zagrożenia. Ta grupa ma pięć różnych charakterów, ale z jej działania wyłania się jedna myśl. "I am Groot!"

Nota: 9 (obniżka o 0,5 za niewydarzoną wersje 3D)

Mały 'Drax the Destroyer' Dan:

Marvel Studios zaskoczyło wielu swoich sympatyków decyzją dotyczącą ekranizacji komiksu Strażnicy Galaktyki. Po pierwsze dlatego, że obrazkowy materiał źródłowy, czyli seria stworzona w 1969 roku przez Arnolda Drake'a i Gene'a Colana czy jej liczne późniejsze modyfikacje, zdecydowanie nie jest tak popularny, jak kolejne przygody Iron Mana, Thora czy Kapitana Ameryki. Po drugie dlatego, że jego realizację powierzyło Jamesowi Gunnowi, który w środowisku filmowym zasłynął jako współautor ironicznej reinterpretacji najsłynniejszego dramatu Williama Shakespeare’a Tromeo i Julia, twórca parodii kina superbohaterskiego Super i kiczowatego horroru Robale oraz scenarzysta filmowych przygód Scooby-Doo i remake’u Świtu żywych trupów George’a Romero. Relatywnie mało znana historia i jej niemal anonimowi bohaterowie w zestawieniu z warsztatem twórcy mającego swoje korzenie w tradycji amerykańskiego kina niezależnego, okazała się być doskonałym rozwiązaniem. Tym samym Marvel Studios po raz kolejny udowodniło, że zna najlepszy przepis na kino superbohaterskie najwyższej próby. Strażnicy Galaktyki nie tylko stanowczo wyprzedzają konkurencję, ale są również najlepszą adaptacją ze studia Disneya.

Fabuła najnowszego dzieła Jamesa Gunna nie jest skomplikowana, a rozpisana została według prostego ciągu przyczynowo-skutkowego, na który z kolei składają się pozornie wytarte do granic wytrzymałości klisze. Zawadiaka i awanturnik Peter Quill aka Star-Lord (Chris Pratt), kierowany chęcią łatwego zarobku, kradnie tajemniczy glob. Problem polega na tym, że ów artefakt stanowi przedmiot pożądania okrutnego Ronana Oskarżyciela (Lee Pace), którego psychopatyczne ambicje poważnie zagrażają bezpieczeństwu wszechświata. Aby pokonać galaktycznego szaleńca zuchwały łowca nagród musi zawiązać niewygodny sojusz z czterema kosmicznymi wyrzutkami: śmiertelnie niebezpieczną i seksowną Gamorą (Zoe Saldana), mściwym i niezbyt rozgarniętym osiłkiem Draxem Niszczycielem (Dave Bautista), nieobliczalnym i gadatliwym szopem Rocketem (przemawiającym głosem Bardleya Coopera) oraz dobrodusznym i małomównym humanoidalnym drzewem Grootem (któremu głosu użyczył Vin Diesel). Kiedy bohaterowie odkrywają moc drzemiącą wewnątrz kuli, a tym samym zagrożenie, jakie stanowić ona może dla wszechświata w niepowołanych rękach, mobilizują się do stoczenia ostatecznej bitwy. Od tego starcia zależeć będą przyszłe losy całej galaktyki.

Presja oczekiwań wobec Strażników Galaktyki – zarówno tych ze strony producentów, jak i tych ze strony widzów – była ogromna. Tymczasem James Gunn absolutnie nie podporządkował się konwenansom, aby następnie olśnić wszystkich umiejętnie i precyzyjnie przekuwając kicz i tandetę w największą wartość swojego fenomenalnego obrazu. Główny bohater stanowi zgrabną fuzję postaci dowcipnego przemytnika Hana Solo, dzielnego poszukiwacza przygód Indiany Jonesa i porywczego nieudacznika Marty’ego McFly’a, zaś na swoim walkmanie odtwarza niezapomniane utwory The Jackson 5, Blue Swede, The Runaways czy Davida Bowie. Przynoszące sentymentalne wspomnienia dźwięki nie tylko świetnie uzupełniają tło i humorystycznie komentują akcję filmu, ale przede wszystkim wydają się być zawoalowanym wyrazem tęsknoty Gunna za specyficzną atmosferą i oryginalną estetyką filmów przygodowych i science fiction z ostatnich dekad ubiegłego stulecia. Reżyser swobodnie komponuje swoją galaktyczną symfonię z przykurzonych nut będących znakiem rozpoznawczym kina tamtych czasów: miałkich rozwiązań fabularnych, tandetnie sterylnej scenografii, ekstrawaganckiej charakteryzacji bohaterów i kiczowatych efektów specjalnych. Jednocześnie ani przez chwilę nie zapomina o niepodważalnych prawach rządzących współczesnym kinem rozrywkowym, przez które pieczołowicie filtruje wszystkie elementy: od linearnej fabuły, poprzez intrygujące kreacje bohaterów, aż po efekty wizualne. Harmonijne zespolenie nostalgicznego pierwiastka retro z zapierającą dech feerią widowiskowych walk, krwawych strzelanin, dynamicznych pościgów i efektownych eksplozji czyni ze Strażników Galaktyki wysmakowane połączenie czaru space opery, ducha nieznanej przygody, powagi dramatu i radości komedii. Żaden inny film Marvel Studios nie nosi w sobie tak wyrazistego piętna odciśniętego przez popkulturową świadomość jego twórcy.  

Ponadczasowa istota walki dobra ze złem, ckliwe hasła o odwadze, podniosłe morały o poświęceniu i górnolotne tyrady o przyjaźni tworzą zupełnie nową jakość za sprawą zręcznego odbijania ich w krzywym zwierciadle. Sama idea grupy złożonej z wszelakiej maści kosmicznych renegatów, w której każdy kieruje się indywidualnymi motywami i własnymi potencjalnymi korzyściami, to srogi pastisz na bliźniaczo podobne sojusze zawiązywane choćby w Avengers. Galeria głównych protagonistów i grono ich przeciwników oraz wiarygodność punktów stycznych między poszczególnymi postaciami również stanowi absurdalnie pstrokatą mozaikę charakterów znanych z popularnych superbohaterskich produkcji. Dzięki temu Strażnicy Galaktyki nie silą się na udawanie poważnej produkcji, a co więcej: wiele wątków i motywów pojawiających się na ekranie zostaje chwilę później podważonych przez obraną konwencję. Film Jamesa Gunna to obraz przewartościowujący wszystko, do czego Marvel Studios zdążył wcześniej przyzwyczaić swoich widzów. Nigdy dotychczas ironia nie żywiła się patosem w tak błyskotliwy sposób.

Nota: 10

9.5
Ocena recenzenta
7.2
Ocena użytkowników
Średnia z 5 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Guardians of the Galaxy
Reżyseria: James Gunn
Scenariusz: Chris McCoy, James Gunn, Nicole Perlman
Muzyka: Tyler Bates
Zdjęcia: Ben Davis
Obsada: Chris Pratt, Dave Bautista, Bradley Cooper, Vin Diesel, Benicio Del Toro, Lee Pace, Zoe Saldana, Ophelia Lovibond, Glenn Close, Karen Gillan, John C. Reilly, Melia Kreiling, Djimon Hounsou, Gregg Henry
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2014
Data premiery: 1 sierpnia 2014
Dystrybutor: Disney



Czytaj również

Riddick
Riddick Niepokonany
- recenzja
2013: Top 5 filmów
Podsumowanie najlepszych filmów minionego roku
Mary Poppins powraca
Londyn pełen nadziei
- recenzja
Jumanji: Przygoda w dżungli
Zamach na legendę
- recenzja
Strażnicy Galaktyki vol. 2
High on believing
- recenzja
Pasażerowie
Kosmiczny Titanic
- recenzja

Komentarze


Telchar
   
Ocena:
+2

Rly? Ja się na tym filmie wynudziłem. Czerstwe żarty, słabe aktorstwo, o fabule nie wspomnę, jedynie efekty były w porządku. Jak dla mnie max 6/10.

 

Ale fakt że ludziom dookoła się podobało. Może już jestem za stary...
 

15-08-2014 22:07
Młot
   
Ocena:
0

Film kiczowaty! Fajny humor, przyjemnie się ogląda ale nie przebija Amazing Spider-mana 2 czy Kapitana Ameryki 2.

16-08-2014 19:32
Kuba Jankowski
   
Ocena:
0

@ Młocie: Amazing Spider-mana 2 nie przebija?! Litości, to jest dopiero powtórzenie dokładne tego, co oklepane zostało w pierwszej części - ten sam mechanizm żartów i zachowań postaci. Do tego ten cholerny Garfield, który w każdej scenie wygląda jakby miał się rozpłakać zaraz, albo przeżyć totalne załamanie nerwowe. Ten koleś jest tak marnym aktorem, że szkoda gadać. Do tego opowiadanie nowych losów spajdera po raz kolejny jest dla mnie nie do strawienia. A Strażnicy Galaktyki to dokładnie taka rozrywka, jaką chciał ten film być. 

17-08-2014 00:47
Młot
   
Ocena:
0

Spider-Man miał najlepszy kostium ze wszystkich filmów, podczas walki sypał dowcipami (jak w komiksie), a Garfield prezentuje wizje nowego Petera, już nie popychadła i kujona, ale kolesia który sam broni tych ciapowatych kujonów w szkole. Strażnicy Galaktyki to niesamowicie kiczowaty film! Scena w której Rocket mówi w slow mo "oh jeah" łapiąc gnata od draxa jest symbolem tej beznadziejności i kiczowatości. Film przyjemny i zabawny, ale asm 2 nie przebija.

17-08-2014 14:16
Kuba Jankowski
   
Ocena:
0

Pomijając już sam fakt, że kiczowatość może być wartością samą w sobie, to akurat stylizacja SG mi akurat podeszła i to okrutnie. 

ASM 2 mnie srodze rozczarował, bo nie dostałem w ramach tego odcinka  "serialu" nic nowego względem jedynki, w której pewne patenty mnie drażniły - Garfield jako Peter, sceny z Gwen na jedno kopyto, etc. ASM 1 do połowy dało się oglądać, potem już nie. 

17-08-2014 17:43
KFC
   
Ocena:
+1

Imo lepsze od wszystykich ostatnich Thorów, Iron Manów i innych Avengersów.. Z supersów jedynie ostatni X-meni byli ciut lepsi imo.

17-08-2014 17:47
chimera
   
Ocena:
+1

Winter Soldier był lepszy. X-Menów jeszcze nie oglądałem. 

17-08-2014 17:54
Kuba Jankowski
   
Ocena:
0

Wszystko było fajne (odstawał troszkę Thor 2 może), poza ASM 2 :D

17-08-2014 23:39
Młot
   
Ocena:
0

no ale co z guardiansów za superhero film skoro superhero są w świecie, gdzie wszyscy są normalni? :) a tu jest świat kosmitów, gdzie wszyscy wyglądają jak ludzie. Każdy może strzelać laserkami albo bujać się stateczkiem kosmicznym. No i te scenografie: ten siedzi na tronie, ta podchodzi, mówi swoją kwestie - jak w tanich serialach z lat 90. To że jest parę fajnych gagów nie ukryje słabych stron filmu, a których jest wiecej niż w asm2 albo ca 2

18-08-2014 13:32
Młot
   
Ocena:
0

Swoją drogą panowie recenzenci mało napisali o komiksowej odpowiedniku. Bo Guardians of the galaxy to pierwotnie grupa z przyszłości z alternatywnego uniwersum. Skład z wersji kinowej przypomina skład dopiero z 3. ekipy Guardianów. Nie jest to jedyna zmiana w filmie, aczkolwiek wersje komiksowe również miały na przestrzeni wieków sporo zmian. Np Drax the Destroyer był wpierw człowiekiem zmienionym coś tam coś tam i chce zabić Thanosa, ta postać pojawiła się w Marvelu bardzo szybko, bo jakoś w 50 którymś iron manie. Ale to wszystko i tak detale (info pisałem z głowy, możliwe że jakieś drobne błędy się wkradły).
Największym strzałem w stopę (a raczej w głowę) tego filmu jest SPOILER ALERT uratowanie świata dzięki "sile przyjaźni"! Dawno nie czułem takiego zażenowania oglądając film w kinie, a zwłaszcza Marvela.
 

18-08-2014 16:09
Kuba Jankowski
   
Ocena:
0

@ Młocie: rodowód komiksowy tego filmu nie jest do niczego potrzebny [to jest mój punkt wyjścia i dojścia w recenzji; to jest baaardzo duży plus tego filmu - całkowita niezależność od konieczności kminienia naleciałości komiksowych], żeby film obejrzeć. To po co o tym pisać? Jak kiedyś przeczytam jakikolwiek komiks z SG, to wtedy napiszę o komiksie. Wystarczy w recce dać sygnał, że postaci z komiksu się wywodzą i tyle. O czym więcej mam pisać i po co silić się i powoływać na artykuły zagraniczne o tej serii, której nigdy na oczy nie widziałem? Bez sensu.

O kiczowatości pisał Dan - to jest zamierzona konwencja. Stara Gwiezdne Wojny, bez poprawek efektów specjalnych, to jakie są? Tekturowe i kiczowate. A złe są? Nie no, kurna, klasyczne są  i zajebiszcze.

18-08-2014 23:34
chimera
   
Ocena:
0

Na "Nowej nadziei" trudno obecnie wysiedzieć do końca, czy to z poprawkami, czy bez. "Gwiezdne wojny" jako dobry film (taki z ciekawymi postaciami, dobrymi dialogami, zaskakującą fabułą) zaczęły się i skończyły na "Imperium kontratakuje".

SG do obejrzenia i zapomnienia. 

18-08-2014 23:51
Kuba Jankowski
   
Ocena:
+1

Co kto lubi. Ale uważam, że akurat w przypadku GW odbiór "Imperium" był taki, jaki był [być może najlepszy ze wszystkich części starej sagi", nie wiem, nie robiłem badań żadnych] przez wzgląd na znajomość epizodów z lewej i prawej jego strony - to tak jak z kadrem komiksowym - nigdy nie będziesz go odczytywał tak samo, bez znajomości tego, co było w kadrze przed i w kadrze po. 

A co do "ratowania świata dzięki sile przyjaźni" - czemu nie? A w świetnym [IMO] "Piątym elemencie" - to jaki był punchline? 

Myślę, że odbiór SG tak się między nami różni z powodu tego, na czym się wychowaliśmy. Nie chodzi mi o filmy, które "po prostu" oglądaliśmy", "widzieliśmy", ale takie, od których zaczynało się każde wakacje, ferie zimowe, święta, etc. Takie obowiązkowe lektury na czas wolny. Do znudzenia. Dla mnie to były właśnie GW, Powrót do przeszłości, Gim kata :D czy jakkolwiek to się pisze, animowane Transformersy, Szklana pułapka i tak dalej. 

Nie kopcie mnie za pop-gusta, bo gwałcicie moje dzieciństwo :)

19-08-2014 01:43
Kefalos
   
Ocena:
0
Jak dla mnie film jest b. dobry. Może i kiczowaty, ale za to jest to dobry film rozrywkowy a po to właśnie poszedłem kina.
20-08-2014 17:20

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.