Sangoma. Przeklęci z Kapsztadu
Nic nie jest czarno-białe
Jakiś czas temu przybliżaliśmy czytelnikom Poltergeista pierwszy tom Islandera duetu Caryl Férey (scenariusz) i Corentin Rouge (ilustracje), opowiadający o świcie klimatycznej katastrofy, w czasie którego różni bohaterowie starają się jakoś ułożyć sobie życie (albo chociaż przetrwać) na dalekiej północy, na odciętej od świata Islandii. Ci sami twórcy w swoim kolejnym komiksie zabierają nas w zupełnie inne rejony i przedstawiają fabułę utrzymaną w odmiennym tonie.
Akcja albumu zatytułowanego Sangoma rozgrywa się w RPA, gdzie w jednej z winnic doszło do morderstwa – zginął jeden z pracujących tam robotników. Do prowadzenia sprawy zostaje przydzielony młody, rzutki porucznik, który autentycznie chce ustalić, co właściwie stało się na plantacji i kto odpowiada za śmierć chłopaka, ale trudno mu zdobyć zaufanie innych pracowników – jest biały, podobnie jak właściciele ziemi, a ofiara była czarnoskóra i nikt nie wierzy do końca w jego dobre intencje. W tle mamy polityczne konflikty, zaginięcie (albo porwanie) dziecka, panoszącą się przestępczość, a i sam policjant ma na głowie więcej niż tylko pracę.
Férey co chwilę dorzuca nowe wątki, z których część jest dość ograna i przewidywalna (jak przełożeni narzucający bohaterowi nową partnerkę), inne jednak autentycznie zaskakują i równocześnie uświadamiają czytelnikowi, jak złożona jest sytuacja społeczno-polityczna RPA i jego mieszkańców. Nawet jeśli ktoś może uznać, że w tym barszczu trochę za dużo grzybów, to scenarzysta mimo wszystko nie przekracza granic wiarygodności, a przy całym tym natłoku potrafi też sprawnie poprowadzić narrację, sceny pełne akcji przeplatając spokojniejszymi momentami dającymi czytelnikowi (i bohaterom) chwilę oddechu.
A skoro o bohaterach mowa – to zdecydowanie jeden z najmocniejszych elementów Sangomy. Zarówno protagonista, drugoplanowe postacie, jak i statyści są zarysowani w sposób, który sprawia, że lektura autentycznie wciąga. To trójwymiarowe jednostki, ludzie z krwi i kości, a nie tylko płaskie stereotypy, które widzieliśmy już niezliczoną ilość razy. Przy całej złożoności tła ukazanego w komiksie, skomplikowanej socjo-politycznie układanki, jaką jest współczesny Kapsztad, historia opowiedziana na kartach tego albumu opiera się właśnie na postaciach – ich pragnieniach, uprzedzeniach, skrywanych tajemnicach i dawnych grzechach, które przypominają o sobie w najmniej oczekiwanym momencie.
Bez nich wszystkie pościgi, strzelaniny i wybuchy, jakie serwują nam autorzy, byłyby tylko pustym efekciarstwem, a egzotyczna scenografia – kolorową widokówką szybko ulatującą z pamięci. Tymczasem Sangoma, mimo kryminalno-sensacyjnej otoczki, dotyka problemów, z którymi RPA boryka się od dekad: trudnego etnicznego dziedzictwa i równie niełatwej przyszłości, którą mieszkańcy będą musieli budować wspólnie wbrew wszystkim dzielącym ich różnicom.
Z początku fabuła albumu może wydawać się czytelnikowi niejasna, a połączenie kryminalnego śledztwa, intrygi obyczajowej i politycznej – nie do końca zrozumiałe, ale poszczególne kawałki układanki szybko zaczynają do siebie pasować, a finalnie całość robi wrażenie bardzo przemyślnej, ale spójnej i wciągającej konstrukcji.
Bardzo dobrej warstwie fabularnej towarzyszy kapitalna oprawa graficzna – Corentin Rouge to rysownik, którego nie trzeba przedstawiać czytelnikom Poltergeista, pozycje takie jak wspomniany wcześniej Islander albo Rio to prawdziwe perełki, a najnowszy album tylko potwierdza klasę twórcy. Rouge bardzo dobrze radzi sobie zarówno w scenach pełnych akcji, jak i w bardziej nastrojowych momentach, znakomicie ukazuje sylwetki i mimikę bohaterów czy wnętrza budynków. To, co najbardziej przykuwa uwagę czytelnika, to południowoafrykańskie pejzaże. Nieważne, czy mówimy o dzikiej przyrodzie, plantacjach ciągnących się po horyzont czy panoramie slumsów otaczających metropolię, widoki naprawdę robią imponujące wrażenie. Momentami można wciągnąć się w nie do tego stopnia by nie dostrzec, że całe strony opowiadają historię bez użycia choćby jednego słowa, samymi tylko obrazami.
Tym bardziej, że firma Non Stop Comics wydała ten album w formacie 23,5 na 31 cm, wyraźnie większym od standardowego A4. Dzięki temu mamy możliwość naprawdę rozsmakować się w ilustracjach – od szerokich, panoramicznych kadrów po ciasne, klaustrofobiczne ujęcia. Mimo że kadrowanie w tym albumie nie jest może specjalnie awangardowe, to francuscy autorzy potrafią wydobyć z niego maksimum – niektóre migawki wydają się wręcz stworzone do przeniesienia na kinowy ekran.
Odbiorców, którzy znają wcześniejsze prace duetu Férey / Rouge, nie muszę zachęcać do sięgnięcia po tę pozycję. Innych czytelników, którzy zdecydują się zagłębić w kryminalną intrygę osadzoną nieopodal Przylądka Dobrej Nadziei, może ona skłonić do zapoznania się z pozostałymi pracami tych autorów dostępnymi na naszym rynku.
Dziękujemy wydawnictwu Non Stop Comics za udostępnienie albumu do recenzji.
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0
Dodaj do swojej listy:
Scenariusz: Caryl Férey
Rysunki: Corentin Rouge
Tusz: Corentin Rouge
Kolory: Corentin Rouge
Wydawca: Non Stop Comics
Data wydania: 25 lutego 2026
Kraj wydania: Polska
Autor okładki: Corentin Rouge
Tłumaczenie: Paweł Łapiński
Liczba stron: 152
Format: 235 × 310 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
ISBN: 9788368542165
Cena: 99,90 zł
Tytuł oryginalny: Sangoma, les damnés de Cape Town
Kraj wydania oryginału: Francja







