» Teksty » Artykuły » Remina - Gwiazda Piekieł

Remina - Gwiazda Piekieł


wersja do druku

W kosmosie nikt nie zobaczy twojego języka...

Autor: Redakcja: Balint 'balint' Lengyel

Remina - Gwiazda Piekieł
Komiks Remina – Gwiazda Piekieł to czwarty z kolei – po zakręconym Uzumaki, śmierdzącym Gyo i gastrycznym Black Paradox – tom japońskiego mistrza grozy, Junjiego Ito, który na rynku polskim pojawił się za sprawą wydawnictwa Japonica Polonica Fantastica w serii Mega Manga. Tym razem śmiertelne zagrożenie dla ludzkości nie będzie ukryte w spiralnych kształtach zawoalowanych w przedmiotach codziennego użytku, nie przybędzie z morskich topieli jako plaga zmutowanych stworzeń wodnych ani nie wydobędzie się z trzewi bohaterów pod postacią przedziwnie błyszczących kulek. Na planszach tej mangi totalna zagłada rodzaju ludzkiego nadciągnie wprost z nieodgadnionej przestrzeni kosmicznej. 

Przeklęte imię Remina

Futurystyczna rzeczywistość bliżej nieokreślonej przyszłości, w której ludzie przemieszczają się w latających samochodach i zamieszkują cudaczne apartamentowce sięgające chmur. Szanowany profesor Tsuneo Ooguro dokonuje prawdopodobnie najważniejszego odkrycia w historii astronomii. Japoński badacz ciał niebieskich w dniu szesnastych urodzin swojej córki dostrzega, że przez znajdujący się w konstelacji Hydry tunel czasoprzestrzenny przedostała się niezidentyfikowana planeta z innego wymiaru, która pojawiła się dokładnie szesnaście lat świetlnych od Ziemi, pozornie bezwładnie dryfując w kosmicznej przestrzeni. Ponieważ liczby wskazują wyraźnie, że jego ukochana latorośl jest równolatką tajemniczej planety, naukowiec postanawia ochrzcić swoje niewiarygodne odkrycie imieniem jedynego dziecka. Od tej chwili dalsze losy Reminy – córki i Reminy – planety będą ze sobą nierozerwalnie związane. Na dobre i na złe.

Początkowo wydaje się to być prawdziwym błogosławieństwem dla nieśmiałej i wycofanej dziewczyny, która niepewnie, ale błyskawicznie, pnie się po stopniach kariery artystycznej i szybko zdobywa międzynarodową sławę w showbiznesie. Sytuacja zmienia się diametralnie, kiedy okazuje się, że planeta w niewytłumaczalny sposób dotarła do naszego układu słonecznego i pochłania wszystkie ciała niebieskie, które znajdą się w obszarze jej trajektorii, a ten na nieszczęście dla błękitnej planety jest zbieżny z jej orbitą. Znikają kolejno Pluton, Neptun, Uran, Saturn, Jowisz, Mars... W obliczu nieuchronnej zagłady Ziemi na świecie wybucha powszechna panika, a zdesperowany i rozjuszony tłum, zanim będzie zmuszony pogodzić się z całkowitym unicestwieniem rodzaju ludzkiego, postanawia wymierzyć sprawiedliwość na osobach bezpośrednio odpowiedzialnych za "przywołanie" niszczycielskiej planety. Doktor Ooguro i jego córka Remina znajdują się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. 

Dwa oblicza grozy

Remina mieści się w gatunkowych ramach horroru science fiction, za którego twórcę i popularyzatora uważa się zwyczajowo Howarda Philipsa Lovecrafta. Zgodnie z kanonami kosmicznej powieści grozy zamiast wampirów i potworów odbiorcę straszą wszechpotężne istoty z innych wymiarów. Wykraczające poza możliwości poznawcze człowieka zło wyłaniające się z odmętów wszechświata jest niepohamowaną energią, która w jednej chwili może zniszczyć ludzką cywilizację, całą planetę lub nawet układ planetarny. Z bogatego dorobku "Samotnika z Providence" na przestrzeni lat czerpali twórcy filmów (czego przykładem klasyczny dziś horror Johna Carpentera pod tytułem Coś), autorzy książek (motyw często powracający na kartach powieści Stephena Kinga) czy komiksów (w czym przoduje Mike Mignola i jego Hellboy). Junji Ito nigdy nie ukrywał swoich artystycznych inspiracji "mitologią Cthulhu", której echa widoczne były w Uzumaki czy Gyo, jednak najdobitniej wybrzmiały one właśnie na planszach Reminy.

Z drugiej strony krwiożercza planeta pochodząca z nieznanej przestrzeni nie jest jedynym źródłem grozy w komiksie Remina. Równie przerażający okazuje się być powodowany żądzą zemsty i pogrążony w nieopamiętanym szaleństwie bezmyślny tłum. Na jego czele stoją zamaskowani fanatycy głoszący górnolotne hasła konieczności ochrony bezpieczeństwa Ziemi poprzez rytualne unicestwienie ludzkiego wcielenia istoty z nieznanej planety. Tym samym bezbronna Remina musi walczyć o przetrwanie w obliczu podwójnego zagrożenia: widma zagłady całego rodzaju ludzkiego i bezpodstawnej nienawiści wobec jej osoby. Choć obie twarze potworności są równie przekonujące i autentyczne, to trudno stwierdzić, która z nich jest gorsza. Sytuacja jest patowa, bo zarówno starcie z kosmicznym monstrum, jak i zderzenie z rozhisteryzowanymi ludźmi, skazane jest z góry na sromotną klęskę.

Akcja komiksu swobodnie lawiruje między chaotycznym tłumem a kosmicznym koszmarem, a pomiędzy tymi dwoma płaszczyznami fabularnymi bezładnie miota się tytułowa bohaterka. Postać Reminy, która od początku do końca została rozpisana na kalce bezradnej piękności, jest kreacją wulgarnie jednowymiarową i boleśnie bezbarwną, a przez to zwyczajnie nieciekawą, momentami wręcz irytującą. Również grono męskich postaci wpisuje się w popularne schematy: dobroduszny menager Yasumi Mitsumura jest oddanym przyjacielem, bogaty sponsor Kunihiro Mineishi zdegenerowanym tchórzem, a perfekcyjny szef fanklubu Naoya Gouda obłąkanym wielbicielem. Właściwie tylko bezimienny żebrak skrywający rodzinną tajemnicę, chociaż w swej istocie jest kliszą niezależnego outsidera, może zaintrygować swoim wewnętrznym skomplikowaniem i moralną niejednoznacznością.

Zbiór elementów nieprzystających

Linia fabularna komiksu przypomina automatycznie nakręcającą się spiralę absurdu, a kolejne pomysły przenoszone w kadry wywołują skrajnie różne emocje: od przerażenia, poprzez śmiech, aż po politowanie. Konwulsyjnie powykręcane twarze pogrążonej w chaosie masowej histerii ludności współistnieją z melodramatycznymi scenami śmierci poprzedzonej obowiązkowym wyznaniem uczucia wraz z ostatnim tchnieniem. Stosy zmasakrowanych ciał ludzkich zatopionych w potokach czerwonej posoki przeplatane są scenami permanentnych ucieczek i pościgów realizowanych według schematu "zabili go i uciekł". Nastrojowe krajobrazy obcej planety uzbrojonej z długi język, wyłupiaste ślepia i paszczę pełną ostrych kłów sąsiadują z aktami bestialskiego znęcania się oprawców nad ofiarami i brutalnych ukrzyżowań w imię bezsensownych idei. 

Największym mankamentem kompozycyjnego szkieletu komiksu Remina wydaje się być brak zachowania jakiejkolwiek równowagi między ważnymi elementami świata przedstawionego. Autor operuje szalonym kalejdoskopem części składowych opowieści wyjątkowo bezładnie i nie do końca przemyślanie, często wręcz losowo. Motywy zwyczajnie nieciekawe powracają nagminnie, zaś wątki potencjalnie interesujące nieszczęśliwie nie znajdują fabularnego rozwinięcia. Do obrzydzenia powielane sceny pogoni rozwścieczonego tłumu za wątłą nastolatką i jej karykaturalną świtą doszczętnie przyćmiewają motywy eksplorowania nieznanych planet, skądinąd w tekstach science fiction często powtarzane, powszechnie znane i bardzo lubiane.

Czarę goryczy przelewa domknięcie pościgu kuriozalną podniebną gonitwą możliwą dzięki zmniejszeniu sił grawitacyjnych kuli ziemskiej na rzecz ograniczenia do minimum sekwencji pierwszych kroków stawianych przez astronautów, którym fartownie udało się uciec z zagrożonej Ziemi w kosmicznej kapsule ratunkowej, wśród złowieszczych zakamarków Reminy. Tam na krótką chwilę pojawia się efektowna scena rozkładu ludzkiego organizmu narażonego na funkcjonowanie w obcej atmosferze bez skafandra czy druzgoczącego spotkania załogi uciekinierów ze zmutowanym członkiem pierwszej ekspedycji. Niestety to zbyt mało, aby zachęcić fanów kosmicznych opowieści grozy do sięgnięcia po tę lekturę.

Mistrz krótkiego metrażu

W całym albumie paradoksalnie najlepiej wypada bonusowy one-shot Miliardy szwów, który od początku do końca został oparty na najdoskonalszych schematach dalekowschodnich dreszczowców. Mroczna legenda miejska przybliżająca efekty działalności tajemniczej sekty zszywającej ludzkie ciała w efektowne patchworki to kwintesencja groteskowo–dramatycznego stylu opowiadania Junjiego Ito zawarta na kilkunastu stronach niepokojącej i makabrycznej historii. Horror posiada wszystkie czynniki stanowiące o oryginalności azjatyckich opowieści grozy: duszną atmosferę niewielkiego miasteczka, brutalną serię niewyjaśnionych morderstw, grupę osób skrywających przerażający sekret oraz otwarte zakończenie wskazujące na obecność czystego zła w miejscach, w których najmniej moglibyśmy się go spodziewać.

Szata graficzna w mandze Remina jest porównywalna do tej, którą mieliśmy okazje poznać na planszach Black Paradox. Rysownik ma właściwie niewiele okazji do epatowania brzydotą i makabrą na taką skalę, jak to robił na planszach Uzumaki czy Gyo. Zamiast tego ponownie stawia na realistyczny rysunek pozbawiony szczegółów, chociaż kreacje głównych bohaterów są spersonalizowane, a uwagę zwraca mistrzostwo w portretowaniu ich emocji i stanów psychicznych. Nieco brakuje również typowych całostronicowych lub rozkładówkowych splashy, na których rozrysowywane były najistotniejsze sceny, chociaż kilkukrotnie – przede wszystkim w tragicznych scenach rozgrywających się na powierzchni Reminy – daje upust swojej ekspresji.

Edytorsko Remina to realizacja standardów podyktowanych przez linię wydawniczą Mega Manga: powiększony format A5, grubszy biały papier, sztywniejsza okładka i obwoluta, dobre nasycenie czerni i kolorów w niewygórowanej cenie. Tymczasem wydawnictwo Japonica Polonica Fantastica zainaugurowało wydawanie pełnej kolekcji krótszych i dłuższych komiksów autorstwa Junjiego Ito pod szyldem Junji Ito. Kolekcja Horrorów. Czy warto po nie sięgnąć? My zrobimy to z całą pewnością. 

5.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Remina - gwiazda piekieł
Scenariusz: Junji Ito
Rysunki: Junji Ito
Wydawca: Japonica Polonica Fantastica
Data wydania: 1 sierpnia 2014
Format: a
Oprawa: miękka
Papier: offsetowy
Druk: czarno-biały
Cena: 33,99 zł



Czytaj również

Black Paradox
Strawiony potencjał
- recenzja
Gyo - Odór śmierci
Ryba psuje się od... odnóży?
- recenzja
Hiroki Endo - Krótkie historie
Jestem tylko "człowiekiem"...
- recenzja
Blue Heaven #1-3
Arka niezgody
- recenzja
Abara
Białe jest białe, czarne jest czarne
- recenzja
Hideout
Normalnie, bo to zła kobieta była...
- recenzja

Komentarze


   
Ocena:
0

Brzmi raczej jak groteskowa opowiastka filozoficzna niż horror

11-05-2015 08:53

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.