Punk Rock Jesus
Fani serialu The Outer Limits mogą kojarzyć odcinek zatytułowany Całun (The Shroud), w którym DNA pobrane z Całunu Turyńskiego zostaje wykorzystane do sklonowania Jezusa, którego zarodek jest wszczepiony nieświadomej niczego kobiecie. Na podobnym koncepcie bazuje komiks Seana Murphy'ego Punk Rock Jesus, jednak tam klon wyhodowany z komórek pobranych z relikwii nie jest tworzony w ukryciu – wprost przeciwnie. Ponowne przyjście Mesjasza to ogromny medialny spektakl, przyciągający przed ekrany miliardy widzów na całym świecie, do białości rozpalający opinię publiczną i wywołujący euforię u jednych a skrajne oburzenie u innych.
Jeszcze przed narodzeniem (ba! – nawet poczęciem) marketingowa maszyna pracuje na pełnych obrotach a widzowie z zapartym tchem śledzą wydarzenia w telewizyjnym studiu – mamy casting na dziewicę, która urodzi Chrystusa, wyspę odizolowaną od świata, gdzie będzie dorastać J2, jak określają go media, a dla najbliższych Chris. Wychowywany w złotej klatce, odcięty od świata, karmiony starannie dobieranymi kłamstwami w końcu, jak każdy nastolatek, buntuje się przeciwko zastanemu porządkowi, jednak w jego przypadku młodzieńcza rebelia ma nieporównanie większe reperkusje i odbija się echem na całym świecie. Chris ucieka z wyspy, dołącza do punk-rockowego zespołu i na jego czele niesie swoje przesłanie, nie licząc się z nikim i nie zważając na konsekwencje.
Ale zanim projekt jezusowego reality show w ogóle ruszy, śledzimy losy faktycznego głównego bohatera – Thomas McKael to ochroniarz odrodzonego Jezusa i jego matki, dawny bojownik IRA, który po latach walki za sprawę pragnie odkupić dawne winy. Mimo że pozornie to jeszcze jeden małomówny twardziel z mroczną przeszłością, jakich w komiksach (czy w ogóle w popkulturze) znajdziemy aż nadto, że wystarczy wspomnieć Punishera i Wolverine'a, to mimo całej swojej sztampowości ma on w sobie pewien rys nawet jeśli nie realizmu, to przynajmniej wiarygodności; stara się dobrze wykonywać swoją robotę, chronić ludzi na których mu zależy i przepracować trudne wydarzenia z przeszłości – a tychostatnich ma dość, by obdzielić nimi tuzin postaci.
Zresztą podobnie można ocenić też innych bohaterów, czy mamy do czynienia z żądnym zysku producentem, genialnym naukowcem czy aspołecznym technikiem, to pomimo wpisywania się w łatwo rozpoznawalne stereotypy, wszyscy ci bohaterowie są ciekawie nakreśleni i zwyczajnie dadzą się lubić, nawet przywódczyni chrześcijańskich fundamentalistów w którymś momencie pokazuje bardziej ludzkie oblicze. No dobrze, wyjątkiem może tu być telewizyjny producent – bezduszny manipulant patrzący na ludzi tyko przez pryzmat słupków oglądalności, ale on z kolei jest tak karykaturalnie przerysowany, że aż trudno traktować go poważnie.
Podczas gdy postacie są jednym z niewątpliwych atutów Punk Rock Jesus, gorzej oceniam już fabułę historii opowiadanej na kartach albumu. Mimo że mamy mieszankę akcji i bardziej refleksyjnych momentów, to momentami trudno nie odnieść wrażenia raczej rzemieślniczej sprawności niż narracyjnego artyzmu. Przynajmniej niektóre ze zwrotów akcji są przewidywalne, a nawet pomimo faktu, że zdarzają się też takie, które autentycznie zaskakują, a finalny efekt oceniłbym jako więcej niż dobry, to mimo wszystko mam wrażenie, że z tej historii można było wyciągnąć więcej. Trudno też przejść do porządku dziennego nad ewidentnymi naciągnięciami fabuły – autor zakłada, że telewizyjny reality show jest kontynuowany nawet w sytuacji, gdy matka głównego bohatera ginie na wizji. Co więcej, policja w żaden sposób nie interesuje się tym zgonem, zupełnie jakby wyspa, gdzie nagrywany jest program, była obszarem eksterytorialnym.
Nie sposób za to mieć zastrzeżeń do strony graficznej albumu. Czarno-białe kadry, ostra kreska – wszystko to przywodziło mi na myśl kultową serię Sin City (w której realiach Thomas McKael zapewne świetnie by się odnalazł), i podobnie jak w niej taki styl bardzo dobrze współgra z różnymi odcieniami moralnej szarości, koniecznością dokonywania trudnych i nieoczywistych wyborów, których w komiksie nie brakuje. Sean Murphy dobrze czuje się zarówno ukazując klaustrofobiczne wnętrza czy ciemne zaułki Belfastu jak i szerokie plany, ale tym, co w największym stopniu zasługuje na pochwały, jest ukazywanie przez niego sylwetek i twarzy postaci. Polscy czytelnicy kreskę tego ilustratora mieli już okazję poznać w kilku albumach wydanych w naszym kraju (choćby Tokyo Ghost), mam nadzieję, że rychło dołączą do nich kolejne.
Jednoznacznie pozytywnie wypada ocenić także materiały dodatkowe zamykające zbiorcze wydanie. Jako że Punk Rock Jesus jest autorskim projektem jednego twórcy, ich bogactwo i różnorodność to coś, czemu tym bardziej wypada przyklasnąć. Podczas gdy w wielu albumach dostajemy jedynie standardowy zestaw alternatywnych okładek i ewentualnie garść szkiców, tu możemy poznać cały proces tworzenia komiksu – od historię, luźnych notatek z koncepcjami pojedynczych scen i kadrów, przez rozpiskę rozwoju historii, szkice, sylwetki postaci (z których część poważnie zmieniła się w finalnej wersji w porównaniu z pierwotnymi założeniami), grafiki koncepcyjne, po okładki, zdjęcia, materiały promocyjne i nie tylko. Bardzo podoba mi się ukazanie krok po kroku przekształcanie przykładowych plansz od pomysłu do finalnej wersji, kapitalnym pomysłem jest też stworzenie okładek nawiązujących do klasycznych punkrockowych albumów. Jedynym, na co mógłbym narzekać, jest poświęcenie ponad czterdziestu stron na ukazanie layoutów całych zeszytów, ale w sumie można to przeboleć, a pozostałe materiały wzbogacające ten tom z nawiązką wynagradzają ten element, który w mojej ocenie spokojnie można było skrócić przynajmniej o połowę.
Nie tylko bogaty zestaw materiałów dodatkowych sprawia, że Punk Rock Jesus zasługuje na wysokie noty. To przede wszystkim kawał dobrego komiksu z ciekawą i dobrze opowiedzianą historią, wiarygodnie zarysowanymi postaciami i kapitalną kreską. Można go odbierać jako historię akcji, satyrę na współczesną rzeczywistość, krytykę religii, mediów, właściwie wszelkiej ideologii, ale także ukazanie nieskuteczności buntu, który nieuchronnie zostaje przeżuty przez bezwzględną maszynę konsumeryzmu i przerobiony na kolejny produkt, na którym zarobią bezduszne, chciwe korporacje. Mnogość możliwych perspektyw sprawia też, że jest to pozycja, do której co jakiś czas można wracać, by spojrzeć na nią przez inny pryzmat – ale niezależnie od sposobu jej odczytania, za każdym razem ponownie cieszyć oczy stroną graficzną albumu.
Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie albumu do recenzji.
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0
Dodaj do swojej listy:
Scenariusz: Sean Murphy
Rysunki: Sean Murphy
Tusz: Sean Murphy
Seria: DC Black Label
Wydawca: Egmont
Data wydania: 23 kwietnia 2025
Kraj wydania: Polska
Autor okładki: Sean Murphy
Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Liczba stron: 360
Format: 170x260 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: czarno-biały
ISBN: 9788328165922
Cena: 139,99 zł
Wydawca oryginału: DC
Kraj wydania oryginału: USA







