Prószyński. Odwieczne pieśni

Śladami polskiego kinematografa

Autor: Balint 'balint' Lengyel

Prószyński. Odwieczne pieśni
Polska historia obrodziła w wybitne jednostki, których wkład w światową naukę oraz kulturę jest niezaprzeczalny. Ich perypetie mogą stanowić kanwę dla wielu historii, tak stricte nawiązujących do przeszłych wydarzeń, jak i nieco bardziej fantastycznych. Jedną z takich propozycji są Odwieczne pieśni, opowieść której głównym bohaterem jest Kazimierz Prószyński.

Tytułowy bohater należy do grona tych wielkich pechowców, niesłusznie odesłanych na margines historii. Albowiem Kazimierz Prószyński należy do wąskiego grona ojców sztuki filmowej, zaś w jego umyśle narodziło się mnóstwo przyrządów, które swego czasu zrewolucjonizowało wczesną kinematografię. Po 76 latach o tragicznej śmierci w nazistowskim obozie koncentracyjnym, po sylwetkę zapomnianego wynalazcy sięgnął Piotr Komorowski.

Mieszkającemu w Berlinie Prószyńskiemu dni mijały powoli na żmudnej pracy. Jednak przypadkowe spotkanie wieloletniego przyjaciela wywróciło codzienną rutynę. Wynalazca najpierw – zupełnie jakby przypadkowo – dostał informację o śmierci ojca, później okazało się, że partnerka przyjaciela jest wysoce uzdolnioną i pozbawioną skrupułów  włamywaczką, a w końcu jak grom z jasnego nieba spłynęła wiadomość o tajemnicy, która stała się udziałem przodków Prószyńskiego. Żeby ją odkryć protagonista musi wyruszyć na Syberię. Jego śladem wyruszają inne osoby nie mniej zainteresowane tajemnicą.

Jak widać trudno nazwać Odwieczne pieśni komiksem historycznym, nawet jeśli został osadzony w istniejących miejscach, a na kadrach pojawiają się postacie znane z kart historii. Klimat zdecydowanie skręca w kierunku sensacji, a być może w kolejnym tomie pojawią się wątki o charakterze nadnaturalnym. W żadnym wypadku nie jest to wadą, bowiem uniknięto patosu właściwego dla polskich utworów historycznych. Wręcz otwarto na oścież furtkę, poprzez którą można by trafić do szerszego grona odbiorców. Jest to wysoka stawka, o którą zawsze warto grać.

Niestety podczas lektury trudno oprzeć się wrażeniu, że do publikacji trafiła rozwojowa wersja scenariusza. Na komiks składają się bowiem kilkustronicowe, nieco za bardzo odseparowane wydarzenia, nie doczekujące się pogłębienia czy rozwinięcia. Owszem, scenarzysta położył wielki nacisk na stworzenie atmosfery tajemnicy – co zresztą bardzo elegancko zostało zrealizowane – trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że scenariusz potraktowany został "po łebkach" zostawiając mnóstwo luk, które warto było wypełnić treścią. Czy taki był plan, czy może zabrakło pomysłu – nie mi oceniać.

Uczucie to wzmacnia oprawa ilustratorska Rafała Szłapy, do której co prawda absolutnie nie można mieć zastrzeżeń: grafiki są czytelne, a postacie wyraziste, w czym zresztą zasługa kolorystki, Joanny Holeksy-Szłapa. Sęk w tym, że kadry również chwilami sprawiają wrażenie jakby można było je pomniejszyć i uzupełnić dodatkowymi obrazkami. W rezultacie komiks, mimo że ładny, to nadaje się bardziej do kartkowania, niż żeby czytelnik mógł zatrzymać się na nieco dłuższy czas i dokonać analizy wydarzeń przedstawionych na kadrach.

Wszystko to zebrane do kupy sprawia, że po lekturze pozostaje poczucie niedosytu. Absolutnie nie zmarnowanego czasu, ale towarzyszy mu również uczucie niewykorzystanego potencjału. Pozostają za to liczne pytania i chęć dowiedzenia się czegoś więcej o bohaterach. Przyznam, że jeśliby wyszły Odwieczne pieśni wersji 2.0 to z wielką przyjemnością po nie sięgnę. Tak samo jak z przyjemnością poznam dalsze perypetie Kazimierza Prószyńskiego.