Opowieści tramwajowe

Komiksiki do kontroli

Autor: Maciej 'Repek' Reputakowski

Opowieści tramwajowe
Ci, którzy mieszkają w większych miastach (za wyjątkiem Lublina), spotykają je codziennie. Cudem unikają ich rozpędzonych cielsk, tracą słuch od wytwarzanych do spółki z ciężarówkami decybeli, cisną się w nich jak sardynki w puszkach narażeni na chemiczne ataki perfumami i tanią wodą kolońską. Tramwaje. Młodsi, choć wcale nie gorsi i nie mniej utalentowani bracia pociągów, czyli najbardziej romantycznych (pierwsze miejsce tuż przed okrętami) środków lokomocji. To właśnie im, naszym kolorowym pociskom w szarym krajobrazie zakopconych przez samochody miast poświęcona została niecodzienna antologia Opowieści tramwajowe, której głównym animatorem jest Tomasz Kontny (czytelnikom naszej strony znany ze scenariusza komiksu Gliny).

Wszyscy wsiadać!

W liczącym prawie sto miejsc (siedzące plus stojące) zbiorze zmieściło się ponad trzydzieści projektów twórców wyruszających z jednej dzielnicy i zdążających w różnych, często diametralnie rozbieżnych kierunkach. Rozjeżdżające się tory mogłyby stanowić zagrożenie dla ruchu drogowego, lecz – na szczęście – magiczna formuła wehikułu zwanego antologią jest w stanie pomieścić wszystkich. Dzięki temu obok znanych już nazwisk mogły zaistnieć i nowe, o których jeszcze mało kto na trasie słyszał. Ponadto, ponieważ sam temat nie narzucał takich ograniczeń jak chociażby wojna czy współczesna medycyna, można było pogodzić opowieści należące do rozmaitych gatunków.

Przystanek pierwszy – śmiesznie

Termin "komiks" zobowiązuje, a dobra antologia to antologia z humorystycznymi przerywnikami. Zapotrzebowanie na zabawne interludia zapewniają przede wszystkim Paweł Zych, Tomek Pastuszka oraz Marek Lachowicz z gościnnym występem Gangu Wąsaczy. Do tego grona dołącza się również KRL (ze scenariuszem Daniela Gizickiego), który – podobnie jak i pozostali – traktuje tramwaj jako element tła, pretekst do przeprowadzenia dialogu, przedstawienia ironicznie zabawnej sytuacji. Zanim wyruszy się z tego przystanku, warto zwrócić jeszcze uwagę na Kasowników Daniela Gizickiego i Mikołaja Tkacza, którzy rozwijają wizję, którą na okładce stworzył Tomek Zych. Jeśli ktoś kiedykolwiek miał wątpliwości, że niektóre tramwaje są dowodzone przez pirackie załogi, po lekturze powinien zrozumieć, że "Dring Dring" w slangu MPK czy ZKM znaczy "Arrr!".

Po drodze – za zamgloną szybą

Aby wybić się w antologii, gdy na siedzeniach przed i za usadowione są prace innych twórców, trzeba jakimś sposobem zapaść w pamięć. Trafić dowcipem, rysunkiem, niezwykłym pomysłem na przedstawienie zgranego schematu lub nieprzeciętną wyobraźnią. Ale nawet jeśli się to nie uda, można wykonać rzetelną pracę i spać spokojnie, ze świadomością posiadania legalnie skasowanego biletu. Co prawda nikt nie będzie wspominał Opowieści tramwajowych ze względu na nasz wkład, ale przynajmniej to nie z naszego powodu pojawią się komentarze, że mamy do czynienia z utworem żenującym. Są w Opowieściach historie, które przypominają ludzi, jacy migają nam za szybą, gdy suniemy przez miasto. Choć każdy jest na swój sposób wyjątkowy, zapominamy o nich. Są też w komiksy zwyczajnie głupie, ale i tak motorniczemu należą się wyrazy uznania, że nie postawił im znaku STOP. Dzięki niemu tramwaj pojechał dalej, stając się również obrazem części komiksowej społeczności.

Przystanek ostatni – istota rzeczy

Każdej, nawet najbardziej pożytecznej – w sensie promocji nowych nazwisk – antologii grozi awaria, jeśli nie pojawi się choć kilka komiksów, które sprawią, iż czytelnik nie będzie żałował zakupu. W tej kwestii ewentualna kontrola techniczna nie powinna mieć zastrzeżeń, a zasługa leży zazwyczaj zarówno po stronie scenarzysty jak i rysownika. W kategorii "rozmowy tramwajowe, czyli co można usłyszeć lub o czym myśli się w podróży" wyróżniają się: nonkonformistyczny Make war not love Dominika Szcześniaka i Macieja Pałki oraz Zrzędu zrzędu Tomasza Zycha i Tomasza Kontnego układem kadrów przypominający wstęp do Top 10 Alana Moore'a. Górnolotnie, ale z przymrużeniem oka ujmując – w obu utworach jednostka stawia czoła grupie i w obu, na swój sposób, sprzedaje jej kopa. Z uśmiechem lub z grymasem szyderstwa.

Osobną kategorię tworzy Jerzy Szyłak, który skonfrontował swoje scenariusze ze stylami kilku rysowników. Zarówno Widmo (rys. Marcin Nowakowski), jak i Pasażer (rys. Hubert Ronek) zawierają w sobie elementy charakterystyczne dla twórczości scenarzysty. Jeśli zmieszać trochę lekkiego cynizmu, przewrotnie brutalnego humoru, mroku i erotyki, z połączenia powstaje pełen pożądania tramwaj (Widmo) sunący przez miejską dżunglę (Pasażer). Przy takim melanżu tym większe zdziwienie budzi jasna i optymistyczna opowieść W tramwaju, do której klarowne, realistyczne rysunki stworzył Kamil Bachmiński. Krakowski (można poznać po bilecie) tramwaj jest tutaj świadkiem najpiękniejszej chwili w życiu każdego człowieka, a zgromadzona publiczność przygląda się spotkaniu kochanków w pełnym wyczekiwania napięciu. Banalna, romansidłowa historyjka? Tak zapewne by było, gdyby nie puenta, która zawiesza oczywiste sensy... Palec Jerzego Szyłaka daje znać o sobie, choć optymistycznej aury tym razem nie rozwiewa.

Pozycja W tramwaju jako najlepszej tramwajowej opowieści byłaby zapewne niezagrożona, gdyby nie dwa komiksy. Pasja Jakuba Babczyńskiego operuje groteskową estetyką, a jej wydźwięk niesie ze sobą cichą nutkę grozy. Jak u żadnego innego autora tramwaj wyraziście uosabia w tym przypadku to, co nienazwane, a przez to stanowiące zagrożenie dla człowieka. A gdyby komiksy dało się czytać na ślepo, autora Tramwaju zwanego poplątaniem można by rozpoznać z zamkniętymi oczami. Marek Turek z pewnością nie zawiedzie swoich sympatyków. Jego praca, jak zwykle, wyróżnia się precyzyjnie niepokojącą grą czerni i bieli oraz logiką akcji, dla której tramwajowe tory są z pewnością za wąskie. Komiks Turka wraz z W tramwaju Szyłaka i Bachmińskiego oraz Pasją Babczyńskiego tworzą silnik Opowieści tramwajowych. I bez nich zbiór z pewnością zasługiwałby na uwagę, lecz poruszałby się w tempie zwykłego autobusu bez uprzywilejowania na drodze.

Bileciki do kontroli, czyli pętla

W antologii, która sama w sobie nie posiada szokującego czy społecznie ważnego tematu, prawdziwą sztuką jest stworzyć opowieść, która dotrze do istoty rzeczy, poruszy wrażliwą strunę lub po prostu wywoła uśmiech. Części komiksów udało się ująć przedmiot zbioru jako alegorię, metaforę, symbol. Sięgnąć trochę głębiej, nie ograniczając się do zarysowania komunikacyjnego tła. Jeśli komuś się nie udało, powinien na przyszłość, wzorem Babci Ozrbala z Miasteczka Mikropolis, stać bliżej drzwi. Łatwiej będzie wówczas wyskoczyć na końcowej pętli, na której zawsze czeka tłum czytelników z nieśmiertelnym: "Bileciki do kontroli!"