» Recenzje » Nieskończony kryzys

Nieskończony kryzys


wersja do druku

Nieskończony chaos

Autor: Redakcja: Camillo

Nieskończony kryzys
Od lat twórcy komiksowi wrzucają do jednego worka różnych herosów, by ci mierzyli się z zagrożeniami, jakim nie byliby w stanie podołać w pojedynkę. Jednym z najsłynniejszych przykładów jest seria Kryzys na nieskończonych ziemiach.

Pierwotnie dzieło scenarzysty Marva Wolfmana (Batman: Przysięga zza grobu) i rysownika George’a Pereza (Marvel Classic. Rękawica Nieskończoności) ukazywało się w latach 80. ubiegłego stulecia. W Polsce pojawiło się w albumie zbiorczym w ramach linii DC Deluxe publikowanej przez Egmont, lecz komiks nie został tak ciepło przyjęty, jak to miało miejsce lata temu w przypadku oryginału. Archaiczność oraz wszechobecny chaos, jaki był trudny, a może wręcz niemożliwy do uniknięcia przy ogromie postaci i wątków, obniżał satysfakcję z lektury i skutecznie hamował zachwyty nad rozmachem akcji.

Na tym jednak przygody DC Comics z odświeżaniem uniwersum się nie skończyły. Dwie dekady później zlecono kolejne odnowienie rzeczywistości Batmana i spółki, co miało również uhonorować okrągły jubileusz komiksu Wolfmana i Pereza. Tym razem stołek scenarzysty otrzymał Geoff Johns (Liga Sprawiedliwości, Flashpoint. Punkt krytyczny), a posadę grafika Phil Jimenez (Wonder Woman: Utracony Raj). Efekt ich prac, zatytułowany Nieskończony kryzys, po raz kolejny opowiada o trudnych chwilach nie tylko całego świata, ale i przede wszystkim jego herosów. Najważniejsi z nich – Batman, Superman i Wonder Woman – nie są w stanie współpracować w nomen omen kryzysowej sytuacji. Przestają sobie ufać, a w międzyczasie OMAC-i, czyli roboty Brata Oko, wypełzają na ulice. Sytuacja wymaga pojawienia się prawdziwych obrońców ludzkości i ci przybywają by naprawić to, co doprowadziło znany nam wszechświat na granicę upadku.

Teoretycznie można podejść do Nieskończonego kryzysu, będąc fanem zaledwie jednego czy dwóch herosów, tylko że uniwersum jakie zastaniemy, okaże się bardzo tajemnicze i niejasne. Dzieje się tak głównie z paru powodów: w opowieści Johnsa przewijają się wzmianki i reperkusje wcześniejszych batalii z Antymonitorem uwiecznionych w Kryzysie na nieskończonych ziemiach, a w dodatku w Polsce nie mieliśmy okazji poznać serii towarzyszących i kładących podwaliny pod event Geoffa Johnsa.

Scenarzysta stanął przed trudnym zadaniem pomieszczenia na ponad dwustu stronach wielu ikonicznych postaci, odmalowania tak ich wizerunków, jak i emocji czy motywacji. Od pierwszych stron dzieje się mnóstwo, kolejne bitwy przeplatają się z bardziej kameralnymi starciami, a wzniosłe, pełne trykociarskiego patosu kwestie wybijają się spośród dziesiątek chmurek dialogowych. Wszystko to scenariusz próbuje spinać dywagacjami o światach równoległych w możliwie zgrabny sposób, z tym że z różnym rezultatem. Czasem łatwo o kiwanie głową z uznaniem dla scenarzysty, kiedy indziej jeszcze łatwiej nasuwają się pytania o zasadność sceny czy pojawienia się danej postaci. Upchnięcie tak wielu bohaterów, w dodatku czasem w wariantach z paru światów równoległych, to duże wyzwanie. Szczególnie uciążliwe bywają dialogi, kiedy herosi zwracają się do siebie w nienaturalny sposób, niejednokrotnie jakby na siłę wymieniając pseudonimy i zahaczając o tematy z przeszłości. Teoretycznie ma to ułatwić śledzenie wydarzeń, ale jeszcze większym ułatwieniem byłaby rezygnacja z takowych, zbędnych dla fabuły wstawek. Nie brakuje scen stworzonych wyłącznie po to, by zaznaczyć obecność choćby marginalnych figur z uniwersum DC. Twórca nie kryje swojego uwielbienia do mało popularnych herosów i chętnie o nich wspomina lub eksponuje ich osoby, lecz efekt bywa przytłaczający. Zdecydowanie nie jest to lektura dla każdego.

Niestety takie odbieganie od wątku przewodniego i najistotniejszych postaci konfliktu rozcieńcza opowieść i skutkuje narastającym zmęczeniem. Później jest o niebo lepiej i choć chaotyczność towarzyszy komiksowi do samego końca, to Johnsowi udało się zanurzyć czytelnika w wizji kreślonej z niezwykłym rozmachem. Doniosłość wydarzeń i tragedie jednostek rozgrywające się na tle ogólnoświatowych kataklizmów zdecydowanie robią wrażenie i budują atmosferę nieuchronnie zbliżającej się zagłady. To bodaj największe osiągnięcie Johnsa – herosi czasem bardziej skupiają się na przepychankach między sobą niż ratowaniu ludzkości, a odbiorcę zewsząd uderza poczucie beznadziei i zatracania się, mimo dysponowania potężnymi mocami. Spotkamy także parę postaci, którym łatwo kibicować, rozumiejąc ich pobudki, ale zdecydowana większość będzie dla nas zupełnie obojętna, choć przy takiej liczebności bohaterów nie powinno to dziwić.

Tak jak opanowanie zagmatwanej historii stanowiło spore wyzwanie, tak również wykonanie ilustracji mogło nastręczać problemów. Phil Jimenez przy wsparciu George’a Pereza, Jerry’ego Ordwaya, Ivana Reisa oraz całej rzeszy inkerów i kolorystów, wywiązał się z zadania więcej niż dobrze. Na planszach czuć dynamikę zdarzeń i spektakularność bitew, a niektóre tła zapewniają smakowity posmak. Warto podkreślić, że to dzięki pracom grafika trochę łatwiej jest się odnaleźć w zastanej rzeczywistości. Przesadzona muskulatura postaci nie dziwi, ponieważ do tego zdążyły czytelników przyzwyczaić dziesiątki innych pozycji trykociarskich. Pomimo tego, w Nieskończonym kryzysie trafiło się parę kadrów, przez które powątpiewałem czy Wonder Woman na pewno zasługuje na drugi człon pseudonimu.

Egmont zadbał także o jakość wydania. Poza twardą oprawą i obwolutą trzeba wspomnieć o dołączonych artykułach, pokroju wstępu redaktora naczelnego DC Comics, Dana DiDio, oraz ponad dziesięciostronicowych zapisków z rozmów z twórcami i szkiców. Świetne dodatki dla zainteresowanych początkami i przebiegiem prac nad cyklem.

Komiks Johnsa i Jimeneza to wydarzenie bardzo podobne do Kryzysu na nieskończonych ziemiach, a jednak może okazać się bliższe współczesnemu czytelnikowi. Obie serie są w stanie z dużą łatwością zniechęcić nowych odbiorców i wymagają więcej niż podstawowej znajomości DC Comics, by czerpać satysfakcję z pełnej rozmachu fabuły. Mimo to Nieskończony kryzys jest łatwiejszy do przyswojenia i ma szansę przekonać do siebie również przeciwników takich eventów. By tak się stało, potrzeba jednak sporo dobrej woli.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie albumu do recenzji.

6.0
Ocena recenzenta
3.75
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Nieskończony kryzys
Scenariusz: Geoff Johns
Rysunki: George Pérez, Ivan Reis, Phil Jimenez, Jerry Ordway
Seria: Nieskończony kryzys, Klub Świata Komiksu, Kryzys na nieskończonych ziemiach
Wydawca: Egmont Polska
Data wydania: 22 sierpnia 2018
Kraj wydania: Polska
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Liczba stron: 264
Format: 180x275 mm
Oprawa: twarda z obwolutą
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
Cena: 99,99 zł
Wydawca oryginału: DC Comics



Czytaj również

DC Odrodzenie. Batman: Noc Ludzi Potworów
Batman i spółka
- recenzja
Liga Sprawiedliwości #1: Maszyny zagłady
Nowy nie znaczy lepszy
- recenzja
Batman #8: Waga superciężka
Problemy w Gotham
- recenzja
Sisters #6: Zakochana sister
Gdy się pojawia Zakochanek
- recenzja
Concordia
Po chwałę, złoto i łaski bogów
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.