Nieskończona miłość, którą do ciebie czuję i inne historie

Odmienianie przez przypadki

Autor: Maciej 'Repek' Reputakowski

Nieskończona miłość, którą do ciebie czuję i inne historie
Wydawnictwo timof comics znów zaprasza nas na Półwysep Iberyjski. Tym razem do Portugalii na spotkanie z Paulo Monteiro, który opowiada o Nieskończonej miłości, ale w zanadrzu ma również inne historie.

"Historie" to dość mylące określenie. Albumik zawiera dziesięć krótkich, niezależnych od siebie form, niemal pozbawionych dialogów, składających się przeważnie z czterech, pięciu dwukadrowych plansz. Szczątkowa narracja snuje się między rysunkami rozbijana przez ilustracje na wersy wiersza. Poetycki aspekt tekstu stanowi tutaj kluczowy trop. Wisielec, Spotkam się z ukochaną czy tytułowy "rozdział" to bowiem wysokiej próby poemiksy. Składają się z kilku kadrów i kilku zdań, ale wszystko, co najważniejsze należy już wyczytać i – w końcu to komiks – wypatrzeć.

Monteiro bardziej przekonująco rysuje, niż pisze. Tam, gdzie fraza go nieco zawodzi, z pomocą przychodzi niejednoznaczny rysunek. Na styku słowa i obrazu, jak na komiks poetycki przystało, rodzą się nieoczywiste znaczenia, a artystyczna wypowiedź nabiera pełnej mocy. Niekiedy Monteiro wydaje się ułatwiać odbiór, sugerując, że to on kryje się za podmiotem lirycznym (zamykający tomik Oto ja), ale ten klucz nie zawsze się sprawdza (jak w przypadku upiornej Pieśni żołnierza).

Miłość, miłości, miłości, miłość, miłością… Każdy z komiksów Monteiro jest jak kolejny przypadek, przez który odmieniana jest tytułowe uczucie. Ale w ślad za miłością idą śmierć, przemijanie, rozkład. "Historie" Monteiro dodają do listy podstawowych przypadków ich drugą, ciemną stronę. To "gramatyczne ćwiczenie" otwiera przed czytelnikiem drzwi do krainy mrocznych metafor i obrazów. Wejście zdecydowanie na własną odpowiedzialność.

Paulo Monteiro występuje otwarcie jako autor nie tylko w pojedynczych komiksach. Na skrzydełku oprawy znajdziemy krótki fragment jego dziennika, w którym zdradza swoje obawy, czy całość albumu jest wystarczająco spójna. Przyznaje, że cały czas chciał próbować nowych typów rysunku i zastanawia się, czy przewodni motyw miłości wystarczy. Wystarczył, ale nie zaszkodziła również dbałość o zachowanie – pomimo różnych konwencji stylistycznych – spójności kompozycyjnej. Dzięki temu miłość udało się choć na chwilę zatrzymać w kadrze i przyjrzeć jej różnym odcieniom.