» Recenzje » Negalyod

Negalyod


wersja do druku

Pomiędzy Mad Maxem a dinozaurami

Redakcja: Daga 'Tiszka' Brzozowska, Joanna 'Taun_We' Kamińska

Negalyod
Postapo jest popularne w popkulturze, a pomysłów na potencjalną zagładę cywilizacji jest całe mnóstwo: zmiany klimatyczne, wojna atomowa, zombie, grzyby i wiele innych. Co i rusz jednak autorzy zaskakują kolejną, innowacyjną koncepcją wizji planety po upadku znanego nam porządku świata. Przykładem kreatywności jest chociażby Negalyod.

W spalonym słońcem świecie szczątki cywilizacji przetrwały w niesamowicie ściśniętych miastach, z których biedniejsza część mieści się na lądzie, podczas gdy bogatsze dzielnice w sposób zagadkowy unoszą się niczym chmury. Tymi niewątpliwie widowiskowymi aglomeracjami zawiaduje sztuczna inteligencja, co nie wszystkim mieszkańcom odpowiada, zaś poza miastami rozciągają się bezkresne pustkowia zamieszkiwane przez wyrzutków w większości zajmujących się hodowlą dinozaurów. Jeden z takich "kowbojów", Jarri, wskutek nieszczęśliwego wypadku traci swoje stado, co popycha go do zemsty na winowajcach, w tym przypadku miastowych. Jednak zwykła vendetta prowadzi do niespodziewanych wydarzeń.

Gwoli ścisłości, Negalyod to dość specyficzne postapo, bowiem trudno z pełnym przekonaniem stwierdzić, że historia wymyślona przez Vincenta Perriot osadzona została na Ziemi. Nazwa globu nie pojawia się choćby raz i mimo że jego mieszkańcy jako żywo są ludźmi, to jednak nie ma żadnej pewności odnośnie choćby przybliżonego miejsca i czasu wydarzeń. Mimo to, ze względu na fakt, iż świat przedstawiony zaznał klimatycznej apokalipsy, śmiało można zaszeregować opowieść do tego gatunku.

Niezależnie jednak od dyskusji na temat zaszeregowania, owoc pracy Pierriota ma wszelkie składowe, by poruszyć wyobraźnię czytelnika. Jego wizja przytłacza ciężką atmosferą, niezależnie czy od tego, czy koleje losu rzucą Jarriego na sprażone słońcem pustkowia, ku przeludnionym osiedlom ulokowanym na powierzchni planety, czy też w stronę unoszących się w powietrzu znacznie bardziej ekskluzywnych metropolii.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

W dużym stopniu autor osiąga swój cel za pomocą znakomitej warstwy artystycznej, zadbał bowiem o nasycenie kadrów detalami, nie stroniąc też od epickich i zapierających dech całostronicowych ilustracji. Lokacje zostały wypieszczone, pobudzają wyobraźnię nie tylko fantazyjną formą, ale i mnóstwem szczegółów. W trakcie lektury warto zatrzymać się i chwilę popodziwiać pietyzm i maestrię Pierriota. Co prawda ilustrator nie radzi sobie tak samo dobrze z wizualizacją postaci, które zbyt często prezentują się groteskowo, jednak po zakończeniu lektury w pamięci zostają jednak te pozytywne doznania.

Od strony scenariusza bywa – oględnie to ujmując – bardzo różnie. Samo zawiązanie akcji, czyli decyzja Jarrego, by udać się do miasta w poszukiwaniu zemsty za utratę stada, jest zupełnie satysfakcjonujące, później jest jednak gorzej. Zbyt często do głosu dochodzą rozwiązania deux ex machina i należy niektóre z nich przyjmować takimi, jakimi zostały podarowane, bez głębszego wnikania w związek przyczynowo-skutkowy. Co więcej, o ile na początku autor rozwija swoją powieść powoli, systematycznie wzbogaca ją o nowe elementy, to na ostatnich kilkudziesięciu planszach zauważalny – a przy tym bardzo odczuwalny – stał się pośpiech, tak jakby zaplanowane dwieście stron uznana została za nieprzekraczalną barierę.

W rezultacie można mieć poważne zastrzeżenia co do finału historii, niejasnego, dyskusyjnego, a co gorsza nie wywracającego do góry nogami dotychczasowego porządku świata przedstawionego. Dobrze się dzieje, gdy dzieło sztuki skłania do dyskusji, tym razem jednak trudno nawet mówić o otwartości na interpretację. Wielka szkoda, że tak się stało, bowiem koncepcja sztucznej inteligencji – zwanej Siecią – sterującej ludzkością i zabezpieczającej to, co zostało z planety, przed szkodliwymi efektami działań ludzi, pomimo dużego potencjału potraktowana została dość pobieżnie.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Bohaterowie w większości są jednowymiarowi, co jednak nie przeszkadza w trakcie lektury. Motywy kierujące Jarrim są klarowne od samego początku, podobnie jak cele Wielkiego Kama – dowódcy buntowników pragnących obalenia rządów Sieci oraz jego córki, Korienze. I ponownie, wątek Sieci mógłby zostać bardziej rozwinięty, zamiast tego jego rola została ograniczona do funkcji koła napędowego działań bohaterów.

Negalyod ewidentnie jest utworem napisanym – a zwłaszcza narysowanym – z pasją. Perriot stworzył niesamowity świat, bezczelnie mieszając konwencje, które na pierwszy rzut oka nie mają prawa koegzystować ze sobą. Komiks chwilami gra na strunach duszy miłośnika science-fiction, zwłaszcza dzięki kapitalnej oprawie graficznej, co wynagradza dziury fabularne. Ogólnie jest na tyle satysfakcjonująco, by sięgnąć po kontynuację opowieści.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
7.0
Ocena recenzenta
7
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 2
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Negalyod
Scenariusz: Vincent Perriot
Rysunki: Vincent Perriot
Seria: Plansze Europy
Wydawca: Egmont Polska
Data wydania: 12 lutego 2020
Tłumaczenie: Maria Mosiewicz
Liczba stron: 208
Format: 216x285 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
ISBN: 9788328197329
Cena: 99,99



Czytaj również

Negalyod. Ostatnie słowo
Jak "bo tak" scenariuszem się stało
- recenzja
Dungeons & Dragons: Furia lodowego giganta
Przygody na północy
- recenzja
Marvel Zombies #1
Bohaterowie nieumierają
- recenzja
Conan: Bitwa o Wężową Koronę
Barbarzyńca w mieście grzechu
- recenzja
Venom: Król w czerni
Umarł król, niech żyje Venom!
- recenzja
Gun Honey #1
Pistolet albo psikus
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.