Murcielago #05

Koumori ponownie na tropie

Autor: Joanna 'Shadov' Walczak

Murcielago #05
W piątym tomie Murcielago historia wraca na właściwe tory, czyli do Kuroko Koumori. Nasza protagonistka znów rusza pomóc policji w schwytaniu niebezpiecznego mordercy.

Wydział Zabójstw w Tokio stara się ująć porywacza i zabójcę interesującego się małymi dziewczynkami. Jednak poszlaki i urywkowe informacje niewiele wnoszą do śledztwa. Kiedy zostaje porwana mała Sora Kitagami i pojawia się szansa na jej uratowanie, każdy dzień staje się wyścigiem z czasem i wtedy do akcji wkracza Kuroko Koumori.

Poprzednie tomy nieco odbiegły od głównej osi fabularnej, spychając protagonistkę na dalsze tory. Teraz była zabójczyni gustująca w morderstwach i cielesnych uniesieniach, znów znajduje się w ogniu wydarzeń. W piątej części już z samego początku Yoshimura Kana wyraźnie nakreśliła naturę problemu, z jakim przyjdzie zmierzyć się bohaterce. Z jednej strony zostajemy wrzuceni w wir działań inspektora Mitsurugiego Tougo i jego partnerki Kimihary Chacha z wydziału śledczego Zero, oraz niezastąpionej Kurko Koumori, a z drugiej śledzimy poczynania szaleńca i los porwanej dziewczynki. W efekcie cała historia trzyma w napięciu, odpowiednio stopniując postęp śledztwa. Nie da się nie zauważyć, jak kontrastowo zestawione są poczynania Koumori z wyczynami policji. Podczas gdy stróże prawa dostają białej gorączki, była zabójczyni podchodzi do wszystkiego ze stoickim spokojem, a wręcz lekkim humorem. Yoshimura wykorzystując zdarzenia, ukazuje wyobcowany obraz protagonistki. Kuroko nie ratuje dziewczynki z potrzeby sprawiedliwości czy empatii – dla niej jest to po prostu rozrywka. Potwierdzeniem wydaje się być scena końcowa, kiedy dochodzi do konfrontacji na linii Kuroko-zabójca. Nic tak dobrze nie definiuje protagonistki, jak przesadna przemoc, krew i równie diaboliczny plan pochwycenia mordercy z użyciem wszelkich dostępnych środków. Koumori jest mocno inteligenta i nie raz pojawia się pytanie, ile z tego co się wydarzyło jest przypadkiem, a ile zaplanowaną intrygą dziewczyny.

Autorka niczego nie pozostawia przypadkowi, więc o ile w poprzedniej części historia wydawała się nie powiązana z jeszcze wcześniejszymi albumami, tak teraz pojawiło się wiele nawiązań do innych komiksów, m. in. sekty Virginial Rose (Murcielago #04), czy małej Ringo (Murcielago #03). Także Hinako otrzymała swoje pięć minut, pokazując, że przedmiot zwykłego użytku w jej rękach może stać się narzędziem ekstremalnych wyczynów. Na koniec wisienką na torcie jest rozdział poświęcony pewnej snajperce, którą poznaliśmy w pierwszym tomie. Poza tym autorka wyraźnie przyłożyła się do motywów ściganego, jego problemów i postrzegania świata, przekładającego się na postępujące szaleństwo. Widać, że jeśli Yoshimura skupia się na danej postaci, to serwuje czytelnikowi jej głębszy obraz, a nie tylko powierzchowny zarys.

Rysunkowo Murcielago się nie zmienia ani na gorsze, ani na lepsze. W dalszym ciągu utrzymuje ten sam styl graficzny, w większości bardzo dynamiczny oraz przyjemny dla oka. Tylko niekiedy zbyt chaotyczny, niepozwalający w pierwsze tempo zrozumieć zaprezentowanej sekwencji. Nadal jednak Kuroko pozostaje po ciemnej stronie mocy, podczas gdy reszta kobiet wygląda przesadnie cukierkowo. Łatwo odnieść wrażenie, że tylko policjanci i policjantki z Tokio wydają się przedstawieni naturalnie.

Stali czytelnicy powinni być zadowoleni z obrotu zdarzeń w piątej części. Znów historia przyprawia o dreszczyk emocji jak w pierwszym tomie i ponownie możemy cieszyć się fabułą zahaczającą o stare znajomości i wydarzenia, zapowiadające kolejne ciekawe rozwinięcia przyszłych losów bohaterów. Z kolei jeśli ktoś lubi brutalne, krwawe historie, przesączone przemocą i równie nieprawdopodobnymi scenami, może rozpocząć przygodę z Murcielago. Pomimo słabszych tomów seria i tak wciąga.


Dziękujemy wydawnictwu Waneko za przekazanie komiksu do recenzji.