» Recenzje » Mąż mojego brata #1-4

Mąż mojego brata #1-4

Mąż mojego brata #1-4
Japonia od wielu już lat ma opinię światowego królestwa komiksów prezentujących jednopłciowe relacje i erotykę. Jednocześnie, choć może to się wydawać paradoksem, sytuacja prawna i społeczna osób LGBT nie jest w Japonii tak dobra, jak w wielu państwach Zachodu (choć i tak jest jedną z lepszych w Azji, ale sam temat jest na tyle skomplikowany i niejednoznaczny, że można by o nim pisać i pisać, co wykracza poza ten tekstu).

W związku z powyższym znaczna większość historii obrazkowych z Japonii w kontekście osób LGBT koncentruje się głównie na seksie i przynależy do dwóch gatunków: yuri oraz boys' love (znane u nas szerzej jako yaoi). Co ważne, najczęściej obydwa te nurty komiksowe są pisane przez osoby płci innej niż płeć protagonistów i niekoniecznie jest kierowane do osób nieheteronormatywnych, co pokazuje choćby przypadek boys' love. Ta sytuacja może rodzić pytanie, czy homoseksualność nie została w pewien sposób sfetyszyzowana w Japonii, zwłaszcza jeśli spojrzymy na fakt, iż w Kraju Kwitnącej Wiśni dalej nie można zawrzeć małżeństwa jednopłciowego.

Czemu o tym wszystkim piszę? Ponieważ recenzowany komiks, Mąż mojego brata, jest prawdziwie japońską mangą traktującą o homoseksualności, ale ani nie jest to yaoi, a w dodatku została napisana i narysowana przez homoseksualnego, wyoutowanego mężczyznę – i jako taka zalicza się do gatunku bara komi (albo: gei komi). A to dopiero początek cech, które odróżniają ten tytuł od innych pozycji dostępnych na rynku polskim i zagranicznym.

Zacznijmy od początku. Bohaterami mangi są Yaichi, Japończyk opiekujący się po rozwodzie swoją córką Kaną i dbający o dom  oraz Mike Flanagan, tytułowy mąż brata protagonisty, Ryoji’ego, który zmarł na miesiąc przed wydarzeniami ukazanymi w komiksie. Mike postanowił odwiedzić swojego szwagra w jego rodzinnym kraju.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Kana (zwana przez wujka Kanusią) bardzo szybko polubiła Kanadyjczyka i była wręcz rozanielona faktem, że jest częścią ich rodziny. Jej dziecięca szczerość, prostolinijność i gotowość do akceptacji rzeczywistości bez „kulturowych okularów”, wpływających na formułowanie negatywnych ocen małżeństw jednopłciowych, kontrastuje wyraźnie z postawą Yaichiego, który początkowo trzyma szwagra na dystans i nie do końca wie, jak ma się zachowywać w jego obecności.

Z czasem, dzięki bliższemu poznaniu Mike’a, Yaichi konfrontuje swoje własne uprzedzenia z rzeczywistością, a tytułowy mąż okazuje się po prostu miłym obcokrajowcem, z którym Ryoji dzielił życie w Kanadzie. Większość historii skupia się na walce z homofobią – co widać wyraźnie w zmieniających się postawy Yaichiego, który przechodzi drogę od braku akceptacji dla osób nieheteronormatywnych do wyraźnego przeciwstawiania się homofobii, gdy jest jej świadkiem. Autor Męża mojego brata, Gengoroh Tagame, poprzez takie a nie inne prezentowanie i analizowanie dyskryminacji stara się wyedukować czytelnika i skontrować powszechne, homofobiczne argumenty z rzeczywistością.

Powiedziałbym, że owa wartość edukacyjna i antydyskryminacyjna jest tym, co najbardziej odróżnia Męża mojego brata od znacznej większości innych komiksów dostępnych na rynku. Tam, gdzie yaoi ma podniecać, tam ta manga ma kształcić i uczyć. Osobiście mam swoją małą listę materiałów, które uważam, iż można by było dawać osobom homofobicznym w celu zwalczenia ich uprzedzeń. Komiks Gengoroh Tagamego znalazł się na niej.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Homofobia to zaledwie jeden z motywów przewodnich tej mangi, nawet jeśli ten najwyraźniejszy. Mąż mojego brata dotyka także tematu rodziny, tego co ją tworzy i jak powinny w niej wyglądać wzajemne relacje. Tagame wręcz przedstawia na oczach czytelnika proces powstawania więzi rodzinnych. Trzecim z motywów przewodnich są różnice kulturowe – Mike to Kanadyjczyk, a Kana i Yaichi to Japończycy, więc musiały pojawić się spięcia i nieporozumienia na tym tle. To od wujka dziewczynka dowiaduje się wielu rzeczy – nie tylko tego, że dwójka mężczyzn może wziąć ślub, ale także, że na Zachodzie można zjeść sushi z tempurą, a przytulanie to forma okazywania miłości (bardzo przyjemna zresztą). Sam Mike nie doświadcza aż tak wielkiego szoku kulturowego, głównie przez fakt, że miał męża Japończyka oraz sprawnie posługuje się japońskim. To odmienna sytuacja od Kany i Yaichi’ego, na których informacja o posiadaniu wujka/szwagra spadła jak grom z jasnego nieba. W efekcie obserwujemy zmagania z obcą kulturą głównie z japońskiej perspektywy.

Warto też wspomnieć o kresce. Nie jest zła, szczególnie dobrze sprawdziła się w pokazaniu mimiki postaci. Widać w paru kadrach ujęcia klasyczne dla bara, ale jest to ledwie sugestia wynikająca raczej z przyzwyczajenia autora, ale nie sprawia to, że jest to komiks tylko dla dorosłych.

Podsumowując moje wrażenia o Mężu mojego brata: to prawdziwa perełka. Jest inteligentnie napisany, ma wartość nie tylko artystyczną, ale przede wszystkim edukacyjną. Patrzenie na relację Mike'a i Kany było najprawdziwszą rozkoszą, a na rozwój i dorastanie Yaichiego – interesujące i realistycznie ukazane. Nie wydaje mi się, żebym mógł podać jakąkolwiek wadę tego komiksu – może z tym wyjątkiem, iż 4 tomy to nieco mało, a chciałoby się powrócić do bohaterów i jeszcze z nimi trochę pobyć. Niewątpliwie jest to dzieło warte bycia przeczytanym i dyskutowanym.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
8.5
Ocena recenzenta



Czytaj również

Prophecy 1-3
Mroczna strona japońskiego społeczeństwa
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.