» Recenzje » Marvel Zombies #1

Marvel Zombies #1

Marvel Zombies #1
Bohaterowie nie umierają. Wyświechtany slogan, doskonale znany fanom komiksowych historii o superbohaterach w barwnych trykotach, w praktyce niestety aż nazbyt często sprowadza się do tego, że główni protagoniści po prostu nie mogą zostać wyeliminowani z fabuły, a ich zgon musi siłą rzeczy okazać się co najwyżej tymczasowy, rychło bowiem w taki czy inny sposób zostaną przywróceni do życia.

Dlatego nawet jeśli wydawcy decydują się na gromko obwieszczane niektórych z popularnych postaci, efekt nierzadko okazuje się rozczarowujący, jak choćby w przypadku Śmierci Wolverine'a. Na szczęście pewnym rozwiązaniem okazują się tu zamknięte mini-serie osadzone w równoległych uniwersach lub alternatywnych rzeczywistościach, które dają autorom możliwość dużych, wręcz fundamentalnych zmian w zastanym status quo bez naruszania głównego kontinuum podstawowej osi fabularnej głównej linii wydawniczej.

Jednym z takich krótkich cykli jest Marvel Zombies – pięcioodcinkowa seria za której scenariusz odpowiada Robert Kirkman, autor doskonale przyjętych Żywych trupów i Invincible. Polscy czytelnicy mieli już okazję zapoznać się z nią gdy została opublikowana w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela, a teraz za sprawą wydawnictwa Egmont powróciła w wielkim stylu, wzbogacona o zawartość powiązanych z nią zeszytów pierwotnie wydanych w ramach innych serii oraz imponujący zestaw materiałów dodatkowych.

Fabuła jest – jak to w historiach o apokalipsie zombie – oparta na znanych i sprawdzonych schematach, a jednak scenarzysta zdołał wzbogacić ją o ciekawe i oryginalne elementy, dzięki którym uniknął nużącej i przewidywalnej sztampy. Na początek jednak nic nie zwiastuje nadchodzącej zagłady – członkowie Fantastycznej Czwórki zdołali nawiązać kontakt ze swoimi starszymi i bardziej doświadczonymi odpowiednikami z innego wymiaru; komunikacja i w perspektywie także podróże pomiędzy równoległymi rzeczywistościami dają niewyobrażalne wręcz perspektywy współpracy i rozwoju.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Rychło wszakże okazuje się, że nie może być mowy o przyjaznej symbiozie, a rzekome oferty pomocy były tylko sprytnym fortelem mającym umożliwić podbój Ziemi (czy raczej – kolejnej Ziemi) przez nieumarłe monstra żądne ludzkiego mięsa. Początki serii, pierwotnie zamieszczone w zeszytach Ultimate Fantastic Four, gdy poznamy już tajemnicę innego wymiaru, to najmocniejsze fragmenty albumu – równolegle obserwujemy bowiem dwa wątki. Jeden to psychologiczna walka między uwięzionymi członkami odmienionej F4, których cel jest jednoznaczny i oczywisty, a ich odpowiednikami z linii Ultimate, którzy pragną zapobiec stwarzanemu przez nich zagrożeniu, ale nie posuną się do wyeliminowania zarażonych. Drugi to perypetie Reeda Richardsa z Ziemi spustoszonej przez zombie-apokalipsę, która w ciągu zaledwie kilku dni doprowadziła do przemiany większości superbohaterów (i superłotrów) oraz eksterminacji zdecydowanej większości ludzi – ocalałe niedobitki nie mają wielkich szans na przetrwanie.

Główna seria Marvel Zombies to już jazda bez trzymanki – wydarzenia obserwujemy bowiem z perspektywy superbohaterów przemienionych w nieumarłe monstra napędzane potwornym głodem, którego nie da się do końca zaspokoić. Taka zmiana optyki nie tylko wnosi do historii o nieumarłych pewien powiew świeżości, ale także pozwala ukazać mnogość możliwych postaw wobec odmienionej egzystencji – niektórymi głód zawładnie bez reszty, inni będą starali się znaleźć sposób na powrót do choćby częściowej normalności, a jeszcze inni niezależnie od okoliczności będą dbać przede wszystkim o własną skórę. Całość okraszona jest solidną dawką czarnego humoru, dzięki któremu historia nabiera wymiaru groteskowego – ten zaś pomaga łatwiej przyjąć obfitość makabry aż wylewającej się z kolejnych kadrów. Za jej stronę graficzną odpowiada Sean Phillips i trzeba przyznać, że jego gruba, miejscami wręcz toporna kreska i ciemne kolory doskonale współgrają z połączeniem horroru i komedii.

Dalej dostajemy nowelkę Dead Days, stanowiącą swoiste preludium do głównej serii i ukazującą wydarzenia, które w Marvel Zombies zostały tylko wspomniane oraz powiązane z nieumarłymi kolejne zeszyty innych serii, Czarnej Pantery i ponownie Fantastycznej Czwórki. Te ostatnie oceniam już słabiej od głównej linii, ale jako rozwinięcie czy uzupełnienie historii opowiadanej w tomie na pewno można je docenić.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Na jednoznaczne pochwały zasługują za to materiały dodatkowe zamykające album. Sama ich objętość, ponad 60 stron, robi wrażenie – a nie uświadczymy tu jej sztucznego pompowania, jak choćby miało to miejsce w crossoverze Batman / Spawn. Tu dostajemy wyłącznie pełnowartościowe materiały, takie jak wywiady z twórcami, szkice i grafiki, ale przede wszystkim galerię fenomenalnych okładek stworzonych przez Arthura Suydama. Będące malowanymi przeróbkami jednych z najbardziej znanych okładek rozmaitych marvelowskich serii, nieodparcie wzbudzały we mnie poczucie nostalgii, gdy kojarzyłem niektóre z ich pierwowzorów, pamiętane z zeszytów wydawanych w Polsce przez TM-Semic całe dekady temu. Inne z kolei pozwalają domyślić się, jakich bohaterów zobaczymy w kolejnych tomach zbiorczych wydań – trzymam kciuki, by ukazały się one na naszym rynku jak najszybciej.

Marvel Zombies to seria, która ku zaskoczeniu samych autorów pobiła wszelkie rekordy popularności. Patrząc na jej zbiorcze wydanie wraz z zeszytami towarzyszącymi nietrudno jednak zrozumieć, dlaczego podbiła serca zarówno fanów komiksowych historii o superbohaterach, jak i miłośników zombie. Jej ukazanie się po polsku to gratka, której nie powinni przegapić także rodzimi wielbiciele żywych trupów i herosów z nadludzkimi mocami, a wieńcząca tom galeria okładek to prawdziwa uczta dla oczu. Z czystym sumieniem polecam sięgnięcie po niego – i czekam na więcej.

 

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie albumu do recenzji.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
9.0
Ocena recenzenta
9
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Marvel Zombies #1
Scenariusz: Mark Millar, Robert Kirkman, Regiland Hudlin
Rysunki: Sean Phillips, Greg Land, Mitch Breitweiser, Francis Portela
Tusz: Matt Ryan, Mitch Bretweiser
Kolory: Justin Ponsor, Jason Keith, June Chung, Val Staples
Seria: Marvel Zombies
Wydawca: Egmont
Data wydania: 27 września 2023
Kraj wydania: Polska
Autor okładki: Arthur Syudam
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Liczba stron: 464
Format: 170x260mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
ISBN: 9788328161320
Cena: 199,99zł
Tytuł oryginalny: Marvel Zombies #1
Wydawca oryginału: Marvel
Kraj wydania oryginału: USA



Czytaj również

Niewidzialni: Księga pierwsza
Samozwańczy obrońcy rzeczywistości
- recenzja
Ultimate X-Men #3
Kiedy lud mutantów przemówił
- recenzja
Invincible #12
Koniec historii Invincible’a
- recenzja
Deadpool Classic #10
O tym, jak źle można prowadzić historię
- recenzja
Invincible #10
Na wojnie i w miłości wszystkie chwyty dozwolone
- recenzja
Ultimate X-Men (wyd. zbiorcze) #1
Początki bywają trudne
- recenzja

Komentarze


Henryk Tur
   
Ocena:
0

"nieumierają" - no ja Ciebie proszę...

23-02-2024 10:24
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
+1
A ja Ci dziękuję.

Gdyby komiks był o umarłych superbohaterach, może dałbym podtytuł "bohaterowie umierają" jako że jest o nieumarłych, dałem właśnie taki. Celowo, świadomie i z rozmysłem.
23-02-2024 11:00
Henryk Tur
   
Ocena:
0

Człowieku... Nie piszemy słowa "nieumierają" razem. Chyba, że mieli być "nieumarli".

23-02-2024 11:57
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
+1
Jest tak, jak miało być. Mam pełną świadomość tego, że słowo użyte w podtytule nie występuje w języku polskim - i, jak już zaznaczyłem, użyłem go z rozmysłem.
23-02-2024 12:06
Henryk Tur
   
Ocena:
0

No ale to brzmi jakby recenzent polskiego nie znał :) Skąd ten pomysł? "Nieumierający" było lepsze i z sensem.
 

23-02-2024 13:16
Laoghan
   
Ocena:
+1

A mnie się podoba "unieumieranie" (proces stawania się nieumarłymi).

23-02-2024 14:39

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.