Peter A. Flannery, Decimus Fate i talizman marzeń
» Recenzje » Mały astronauta

Mały astronauta


wersja do druku

Zdrowie i szczęście - czy to tak wiele?

Autor: Redakcja: Daga 'Tiszka' Brzozowska, Joanna 'Taun_We' Kamińska

Mały astronauta
W ciągu ostatnich dwóch dekad komiks ugruntował w naszym kraju pozycję medium serwującego nie tylko prostą rozrywkę, ale i podejmującego poważną tematykę. Jeśli jednak na horyzoncie pojawią się jacyś wątpiący, wówczas warto wręczyć im Małego astronautę.

Małe dzieci bałaganią i hałasują, to normalne. Jednak dotknięty mózgowym porażeniem dziecięcym Tom był zupełnie inny: milczący i zatrzymany w rozwoju. Na przekór losowi rodzina Toma podjęła tytaniczny wysiłek, by zapewnić mu ciepło, opiekę oraz towarzystwo rówieśników. Historię tej – wydawałoby się beznadziejnej, chociaż niewątpliwie przepełnionej nadzieją – walki spisała starsza siostra chłopca, Juliette.

Pierwszym pytaniem, jakie może przyjść do głowy po zapoznaniu się z informacją na temat komiksu, jest to, czy u źródeł powieści znajduje się autentyczna historia. Oczywiście, jest to ciekawość stricte akademicka, bowiem codzienne życie regularnie informuje o ciężkich chorobach dotykających dzieci; chyba każdy też spotkał lub chociażby słyszał o rodzicach dla których każdy kolejny dzień, kiedy życie pociechy wyrywane jest ze szponów śmierci, okazuje się zwycięstwem.

W przypadku Małego astronauty fabuła jest fikcyjna, aczkolwiek inspirowana autentycznymi przeżyciami terapeutów oraz rodziców, zaś dziecko scenarzysty – Jean-Paula Eida – również zostało dotknięte mózgowym porażeniem dziecięcym. I może nieco zbyt szybko odkrywając karty, warto zaznaczyć, że ten właśnie bagaż doświadczeń nadał powieści posmaku niebywałej autentyczności, co przekłada się na jej odbiór.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Historię zmagań z chorobą Toma czytelnicy poznają dzięki retrospekcji prowadzonej przez jego starszą siostrę, Juliette (postać dziewczyny nomen omen również została zainspirowana przez prawdziwą osobę, a mianowicie córkę scenarzysty). Juliette opowiada o przeprowadzce do nowego domu, kupionego z myślą o powiększającej się familii, narodzinach braciszka, pierwszych podejrzeniach wynikających z powolnego rozwoju bobasa, a w końcu o traumatycznej diagnozie i dramatycznej walce o zapewnienie opieki chłopcu.

Scenarzysta z niesamowitą wirtuozerią nakreśla emocje rodziców, ich strach o przyszłość Toma, a jednocześnie upór, z jakim poszukują żłobka na tyle otwartego, by podjąć się opieki nad dzieckiem z mózgowym porażeniem. Odbiorca staje się bezpośrednim świadkiem wielkich sukcesów w życiu chłopca: pierwsze kroki w specjalnie skonstruowanym chodziku czy najbardziej elementarna komunikacja z wykorzystaniem prymitywnych piktogramów.

Jednocześnie odbiorca poznaje wszystkie problemy i wyzwania związane z opieką nad Tomem, począwszy od tych zwykłych, organizacyjno-materialnych, poprzez przykrą świadomość że tak okrutnie doświadczone przez los dziecko nigdy samodzielnie nie usiądzie na huśtawce, nie pobiegnie za piłką. Oczywiście, większość z poruszonych kwestii jest dość oczywista, tym niemniej zmuszają one do refleksji. Nade wszystko jednak z kart komiksu biją siła woli rodziców, ich miłość i nadzieja.

Ostatnie strony to prawdziwy – i nie ma w tym krzty przesady – wyciskacz łez. Koniec bez wątpienia skruszy nawet najtwardsze serce, ale jest też na swój sposób niesamowity. To, jak historia się domyka, jest niebywale ciepłe, z kolejnych kadrów biją miłość i pełna serdeczności pamięć o Tomie, co potęguje siłę wymowy Małego astronauty, pogłębiając tym samym wzruszenie odbiorcy.

Oprawa artystyczna, również autorstwa Eida, służy podkreśleniu wymowy opowieści. Próżno tutaj szukać fajerwerków graficznych, ale tak po prawdzie nie są one konieczne. Zamiast tego postawiono na czytelność grafik, tak by czytelnik nie miał wątpliwości odnośnie emocji targających rodzicami Toma; podobnie zresztą wbite w niesprecyzowaną dal spojrzenie Toma daje wyobrażenie o odruchach dziecka dotkniętego wspomnianą wcześniej chorobą. Przeciwwagą dla nich są poruszające ilustracje nawiązujące wprost do Małego Księcia czy popkultury. Jednocześnie ciepła wizualizacja Juliette wprowadza spokój do narracji, dając chwilę oddechu od przygnębiających kadrów.

Z jednej strony Mały astronauta nie serwuje żadnych odkrywczych treści: o problemach rodziców opiekujących się dziećmi chorymi bądź niepełnosprawnymi w naszym kraju doskonale wiemy. Z drugiej strony często absorbujemy wiadomości niejako w przelocie, pomiędzy innymi informacjami. Siłą tego komiksu jest natomiast obowiązkowe spowolnienie, koncentracja tylko na tym jednym wątku.

Trudno natomiast orzec, czy komiks jest znakomity, bo został tak mocno osadzony w osobistych doświadczeniach autorów, czy dlatego, że historia Toma jest zwyczajnie świetną opowieścią. Nie ma to żadnego znaczenia, bowiem Małego astronautę śmiało można polecić każdemu, niezależnie od komiksowych preferencji.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Galeria


9.5
Ocena recenzenta
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Mały astronauta
Scenariusz: Jean-Paul Eid
Rysunki: Jean-Paul Eid
Wydawca: Lost In Time
Data wydania: 25 kwietnia 2022
Kraj wydania: Polska
Tłumaczenie: Jakub Syty
Liczba stron: 152
Format: 168x230 mm
Oprawa: twarda
Papier: offsetowy
Druk: kolorowy
ISBN: 9788367270021
Cena: 75,00 zł
Tytuł oryginalny: Le petit astronaute
Wydawca oryginału: La Pastèque



Czytaj również

Jim Hawkins. Wydanie zbiorcze
Po złoto i legendę!
- recenzja
Go West, young man
O podboju Dzikiego Zachodu raz jeszcze
- recenzja
Nautilus #1: Teatr cieni
Powrót kapitana Nemo
- recenzja
Droga miecza #3: Pożar umysłu
Godny finał serii
- recenzja
Horacio d'Alba. Wydanie zbiorcze
Historia alternatywnego renesansu
- recenzja
Droga miecza #2: Żar nauki
Sztuka wyboru drogi
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.