» Recenzje » Mały Nemo. Powrót do Krainy Snów

Mały Nemo. Powrót do Krainy Snów


wersja do druku

Jak wejść dwukrotnie do tej samej wody

Autor: Redakcja: Daga 'Tiszka' Brzozowska

Mały Nemo. Powrót do Krainy Snów
Klasyczne historie i bajki są dobre, bo są... dobre i klasyczne. Banał i masło maślane, ale tak właśnie jest. Nie dziwi więc, że autorzy starają się wskrzeszać popularne – czy nawet hitowe – onegdaj motywy. Czasami efekt końcowy jest lepszy, innym razem gorszy. Do której grupy zaliczyć trzeba powrót Małego Nemo? O tym w tekście poniżej.

Człowiek przez całe życie odkrywa interesujące wytwory kultury sprzed wielu dekad. To jest kolejny banał, ale jakże prawdziwy. Najlepszym tego przykładem jest osoba Zenasa Winsora McCaya, o którym pamiętali chyba tylko najwybitniejsi znawcy komiksu. Tymczasem zmarły w roku 1934 Amerykanin prawdopodobnie wytyczył kierunek rozwoju medium obrazkowego, którym podążyły pokolenia kolejnych twórców.

Dziełem, które zapewniło McCay'owi zaszczytne miejsce w historii, są przygody Małego Nemo, chłopca, który co sobotę przenosił się do Krainy Snów, gdzie doświadczał najbardziej fantazyjnych przygód. Komiks ukazywał się w latach 1905-1927, czyli, jak prosty rachunek wskazuje, ostatni raz pasek ukazał się ponad 90 lat temu! Jednak w roku 2014 dwóch twórców: amerykański scenarzysta Eric James Shanower oraz chilijski rysownik Gabriel Rodríguez, wskrzesili opowieść z początków XX wieku. I tak oto Mały Nemo powrócił do Krainy Snów.

Heraklit z Efezu powiedział kiedyś, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. A jednak, tęsknota za klasyczną historią zagnała twórców na sam brzeg, gdzie można obserwować nurt, niby ten sam, ale inny. Niby inny, ale jednak jakby znajomy. Przygody chłopca są właśnie takie. Shanower co prawda przeniósł do krainy snów innego młodzieńca, chociaż o identycznym imieniu, ale zrobił to dokładnie według sprawdzonej receptury. Zresztą identycznie postąpił Rodríguez. W efekcie powstał komiks będący wierną imitacją albumów z pierwszych dekad wieku XX, aczkolwiek równie świetnie radzący sobie w oderwaniu od pierwowzoru.

W albumie dowiadujemy się, że bycie księżniczką w Królestwie Snów nie jest łatwe. Czas jest pojęciem względnym, a nuda zjawiskiem wszechobecnym. Stąd też problemem o randze państwowej stało się znalezienie dla królewskiej córki towarzysza zabaw. Wybór padł na Jamesa Nemo Summertona, mającego zadatki na bycie idealnym kompanem jej wysokości. Tylko co począć w sytuacji, kiedy chłopiec nie ma zamiaru zabawiać dziewczyny? 

W czasach wypełnionych nowoczesnym slangiem i wszelkiej maści gadżetami taka podróż w czasie jest olbrzymią frajdą. Mały Nemo. Powrót do Krainy Snów daje wyobrażenie o dawnej sztuce komiksowej, kulturze i sposobie tworzenia scenariusza, o pomysłach, które mogły pobudzać wyobraźnię ówczesnych odbiorców. W tym aspekcie lektura albumu jest wielce interesującym doświadczeniem; nie jest to jednak jedyny jego atut.

Mimo że scenariusz został celowo ugrzeczniony, to jednak bajkowe przygody małego chłopca zapewniają mnóstwo porządnej rozrywki. Każda strona pieści wyobraźnię, rozśmiesza, ale i napawa nostalgią, za czasami, kiedy to z wypiekami na twarzy oglądało się archaiczne bajki. Starsi czytelnicy paradoksalnie odnajdą więcej interesujących treści, bowiem gdzieś tam w tle przewijają się motywy gdzieś już widziane. Ale i w oderwaniu od historycznych koneksji scenariusz, który wyszedł spod pióra Shanowera, jest bardzo solidny i z przyjemnością śledzi się perypetie Nemo oraz rozwój jego relacji z księżniczką, które – jak łatwo domyślić się – ewoluują od niechęci ku przyjaźni.

Zresztą od strony wizualnej komiks również wpisuje się w koncepcje odwoływania się do pierwowzoru. Owszem, gołym okiem widać, że kolory nałożone zostały komputerowo, jakość papieru jest zdecydowanie inna niż onegdaj, a i nasycenie barwami przypomina, że mamy wiek XXI, ale Rodríguez zadał sobie mnóstwo trudu, aby nawiązać do oryginału i bez jego pracy pomysł zrobienia komiksu "jak kiedyś" spaliłby na panewce. Kreska, wizerunek bohaterów, ba – nawet księżyc przypominają stylizację choćby z przedwojennych animacji Myszki Miki. Poza tym przygody Nemo po prostu pieszczą wzrok: ilustracje mimo iż sterylne, to są wyraziste, a bogata paleta barw podkreśla bajkowość wydarzeń. Jest po prostu bardzo ładnie.

Warto jeszcze podkreślić jedną rzecz. W przedmowie znalazła się interesująca informacja, jakoby oryginalnymi przygodami Nemo zainspirowany został sam Neil Gaiman, zaś efektem tego jest postać Sandmana. I nawet jeśli próżno doszukiwać się bezpośrednich podobieństw, to śmiało założyć, że przygody Nemo mogły stać się natchnieniem dla Brytyjczyka. Ale to już taka ciekawostka. Bardziej istotne z perspektywy czytelnika jest to, że omawiany komiks z powodzeniem może być traktowany jako w pełni samodzielny utwór, ale lepiej smakuje po drobny sprawdzeniu internetu i odkopaniu podstawowych informacji o pierwowzorze.

Czy jest jeszcze miejsce na reanimowane historie sprzed stu lat? Jeszcze niedawno temu bez wahania odpowiedziałbym, że nie. A jednak od czasu do czasu zdarzają się wyjątkowe utwory udowadniające, ze jest to możliwe. Trzeba tylko wykazać się umiejętnościami i charakterem, a tego autorom Powrotu do Krainy Snów nie zabrakło. W rezultacie powstał komiks dla młodszych i dla starszych, dla odbiorców którzy lubią być porywani przez wicher na wskroś pozytywnej melancholii, jak i czytelników, którzy chcieliby skosztować komiksowej potrawy o nieco innym smaku.

8.5
Ocena recenzenta
8.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Mały Nemo. Powrót do Krainy Snów
Scenariusz: Eric Shanower
Rysunki: Gabriel Rodriguez
Seria: Mały Nemo
Wydawca: OMG! Wytwórnia Słowobrazu
Data wydania: 19 listopada 2019
Kraj wydania: Polska
Liczba stron: 96
Format: 184x285 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
ISBN: 9788395294846



Czytaj również

Tyler Cross #3: Miami
Rzucić to wszystko i wyjechać na Florydę?
- recenzja
Tyler Cross #2: Angola
Z wizytą wśród więźniów
- recenzja
Tyler Cross #1: Black Rock
Gangster na prowincji
- recenzja
Listopad 2016 w komiksie
Co w branży piszczy?
Locke & Key #1: Witamy w Lovecraft
Dom pełen drzwi
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.