» Recenzje » Lucky Luke #74: Lucky Luke kontra Pinkerton

Lucky Luke #74: Lucky Luke kontra Pinkerton


wersja do druku

O lepszą sprawiedliwość!

Autor: Redakcja: Daga 'Tiszka' Brzozowska, Joanna 'Taun_We' Kamińska

Lucky Luke #74: Lucky Luke kontra Pinkerton
Uwaga, uwaga, ogłasza się wszem i wobec, że Lucky Luke niniejszym zostaje odesłany na emeryturę. Proszę się nie martwić, wszystko będzie dobrze, Daltonowie pozostają pod kontrolą. Co może pójść źle, no co?

Nadchodzi nowe. Twarzą zmian stała sie facjata Allana Pinkertona, założyciela słynnej agencji detektywistycznej. Pinkerton, prywatnie przyjaciel Abrahama Lincolna, postawił na nowoczesne metody śledcze oraz drobiazgowe prowadzenie archiwów, czyniąc tym samym instytucję kowbojów oraz szeryfów przeżytkiem, reliktem przeszłości. Jedna z ofiar przemiany stał się Lukcy Luke, zmuszony do odejścia na niekoniecznie dobrowolną emeryturę. Jednak – jak to niestety bywa – słuszna idea uległa wypaczeniu, stając się manifestacją bardziej wysublimowanego bezprawia i czyniąc wypoczynek tytułowego bohatera niezwykle krótkim.

Lucky Luke kontra Pinkerton jest albumem z epoki "post-Morrisowej”, powstałym 9 lat po śmierci ojca serii i sumie 74. traktującym o przygodach kowboja. Scenariusz historii napisali Daniel Pennac oraz Tonino Benacquista, zaś ilustracje przygotował Achdé, skądinąd znakomicie naśladujący styl Morrisa. Na tapet wzięto kolejną postać historyczną, wspomnianego Allana Pinkertona, znalazło się też miejsce na interesujące wydarzenia historyczne, a w międzyczasie popełniono kilka nadużyć. Ale po kolei.

Jak przystało na epizod traktujący o postaci historycznej, nie zabrakło zarysu jej osiągnięć oraz działalności. Natomiast z jakichś z niezrozumiałych powodów autorzy postanowili oczernić Pinkertona, co jest o tyle zaskakujące, że zarzuty odnośnie nadużyć agencji odnoszą się do czasów już po śmierci jej założyciela. Koniec końców, mimo wielu kontrowersji Pinkerton pozytywnie zapisał się w dziejach i o ile w pełni rozumiem humorystyczna konwencję oraz konieczność nakreślenia konfliktu z kowbojem, to jednak w tym przypadku poczyniono kilka kroków za daleko. W rezultacie nieprzygotowany czytelnik może zinterpretować postać słynnego śledczego jako personę pokroju szefa mafii i z takim wyobrażeniem trudno się zgodzić. Autorzy spokojnie mogli osiągnąć zamierzony efekt zderzając archaiczną postać kowboja z korporacyjną niemalże agencją bez dodatkowych udziwnień.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Powyższe jest o tyle dziwniejsze, że wątek staroświeckiego Lukcy Luke'a prezentuje się zupełnie nieźle, przypominając o rozmaitych produkcjach korzystających z podobnego wzorca (jak choćby filmowy Ostatni samuraj). To też jest jedno ze źródeł zupełnie dobrych, chociaż dość oczywistych żartów; jednocześnie zaś w dość smutny sposób zarysowano narodziny przestępczości zupełnie nowego rodzaju, jak choćby przemytu czy szantażu organizowanych na masową skalę. Przy tej okazji po uszach dostaje się jak zwykle pociesznym Daltonom, "detalistom" podobnie jak samotny kowboj nieuchronnie odchodzącym do lamusa.

Tym niemniej nie można nie docenić sugestywnie przedstawionej sytuacji, kiedy to władza – tutaj reprezentowana przez śledczych – nadużywa prerogatyw, wszędzie węsząc spisek i bez opamiętania pakując ludzi do więzienia. Do czego może doprowadzić taka paranoja świetnie pokazuje ten komiks, czyniąc to jednak lekko i z dystansem.

Kolejna płaszczyzna gagów to niedoszły zamach na Lincolna, jaki rzekomo planowany był w Baltimore, jeszcze przed wybuchem wojny secesyjnej. Zmasowane skecze w stylu "witamy naszego prezydenta, niech mu ziemia lekką będzie" może i są dość proste, ale w swojej liczbie paradoksalnie przekuwają się w jakość, która mimo wszystko bawi. Podobnie jak kolejne – bardzo uniwersalne – spojrzenie na prawdę traktuje o błyskawicznie przemijającym uwielbieniu tłumów.

Jak wspomniałem, Achdé świetnie naśladuje styl Morrisa, często wręcz można przypisać jego ilustracje słynnemu Belgowi. Zdarzają się co prawda potknięcia, zwłaszcza dotyczące zaburzenia perspektywy, można na nie jednak przymknąć oko.

Lucky Luke kontra Pinkerton niewątpliwie był projektem ambitnym. Autorzy ewidentnie powzięli zamysł upchnięcia mnóstwa treści, odniesień oraz sugestii na raptem 46 stronach. I co do zasady osiągnęli sukces, nawet jeśli łyżką dziegciu są nazbyt wydumane zarzuty względem samego Pinkertona. Jeśli jednak czytelnik przymknie na to oko, wówczas pozostaje cieszyć się bardzo udanym albumem, który jednocześnie i bawi i skłania do refleksji.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
8.5
Ocena recenzenta
8.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Lucky Luke #74: Lucky Luke kontra Pinkerton
Scenariusz: Tonino Benacquiste, Daniel Pennac
Rysunki: Achdé
Seria: Lucky Luke
Wydawca: Egmont
Data wydania: 15 czerwca 2022
Tłumaczenie: Maria Mosiewicz
Liczba stron: 48
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
ISBN: 9788328150522



Czytaj również

Lucky Luke #76: Samotny jeździec
O Daltonach nieco inaczej
- recenzja
Lucky Luke. Kid Lucky #01: Uczeń kowboja
Zanim zostało się bohaterem
- recenzja
Lucky Luke #23: Daltonowie wciąż uciekają
Goscinny bez ikry
- recenzja
Lucky Luke. Kid Lucky #02: Niebezpieczne lasso
Zaskakujący Kid Lucky
- recenzja
Lucky Luke #41: Spadek dla Bzika
Kto bogatemu zabroni?
- recenzja
Lucky Luke #03: Arizona
Nudne początki wielkiej przygody
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.