» Książki i komiksy » Komiksy » Legendy Wrót Baldura

Legendy Wrót Baldura


wersja do druku

Starzy znajomi i nowi bohaterowie

Redakcja: Balint 'balint' Lengyel, Daga 'Tiszka' Brzozowska

Legendy Wrót Baldura
Popularność rozmaitych edycji D&D skutkowała na przestrzeni dekad adaptacjami dedekowych settingów na język innych mediów – książek, filmów (z których najnowszy niedawno wszedł na ekrany), gier planszowych i komputerowych. Niektóre z nich same zdobyły status klasyki, zaskarbiając sobie sympatię fanów i uznanie krytyków.

Jedną z takich pozycji bez wątpienia jest gra Baldur's Gate, której popularność przyniosła nie tylko cyfrowe kontynuacje, ale także uwzględnienie wydarzeń, które miały w niej miejsce, w oficjalnej linii fabularnej Zapomnianych Krain (co widać choćby po zawartości wydanego także po polsku Wybrzeża Mieczy), jak również powstanie książkowej adaptacji i komiksowych albumów osadzonych w słynnym grodzie.

Jeden z tych ostatnich, Legendy Wrót Baldura, swego czasu przybliżał już Radnon. Jednak dzięki wydawnictwu Egmont ukazał się on także w polskiej wersji językowej, warto więc pochylić się ponownie nad tą pozycją – a przy okazji spojrzeć na nią z nieco innej perspektywy, bowiem jako że nie miałem do czynienia z komputerowym bestsellerem, na fabułę tego komiksu i wszelkie inne tworzące go elementy będę patrzeć okiem laika, oceniając je tylko przez pryzmat komiksowo-erpegowy.

Pierwsze wrażenie jest całkiem niezłe – objętość ponad 120 stron powinna pozwolić na opowiedzenie dość rozbudowanej historii, jakość wydania trzyma poziom, do jakiego przyzwyczaiły nas inne egmontowe pozycje, a dodatkowym plusem jest fakt, iż przy polskim przekładzie wykorzystano zarówno cytaty z komputerowego pierwowzoru, jak i terminologię z erpegowych podręczników opublikowanych nakładem wydawnictw ISA i Rebel.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Skopać tyłki w słusznej sprawie!

Dobrze prezentuje się też otwarcie historii opowiadanej na łamach tomu – elfia dzika czarodziejka Delina, niedawno przybyła do Wrót Baldura, jest z niewiadomych powodów ścigana przez zawzięte gargulce. Próba wezwania pomocy kończy się brutalnym zamordowaniem stróżów prawa przez potwory; śmierć szybko zagląda w oczy także młodej adeptce magii. Na szczęście niespodziewany efekt rzuconego przez nią zaklęcia ożywia stojący na miejskim targowisku posąg Minsca, który ratuje młodą czarodziejkę z opresji.

Do dwójki bohaterów i chomika (a właściwie – miniaturowego gigantycznego kosmicznego chomika) rychło dołączają kolejni awanturnicy – półelfi łotrzyk Krydle i niziołcza wojowniczka Shandie. Powoli poznajemy też nie tylko przyczyny, które przywiodły Delinę do Wrót Baldura, ale także sytuację panującą w mieście (która, najłagodniej mówiąc, jest dość napięta) i tajemnice skrywane przez nowych towarzyszy czarodziejki.

Właśnie postacie wydają się najmocniejszą stroną Legend... – każdy z bohaterów nie tylko budzi sympatię, ale przede wszystkim wyrasta ponad prostą kombinację rasy i profesji, pokazując momentami zaskakujące oblicze, dając wyraźne pole do dalszego rozwoju i potencjalnych osobistych wątków, których dostajemy całkiem sporo. Autorom albumu za kreację protagonistów należą się w pełni zasłużone brawa, zresztą także część z drugoplanowych postaci może zapaść w pamięć. Podejrzewam, że fani komputerowego pierwowzoru rozpoznają wśród nich znajome twarze, ale i bez jego znajomości przy lekturze można bawić się znakomicie. 

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Dla sporej części odbiorców jednoznaczną zaletą będzie także solidne osadzenie historii opowiadanej w komiksie w konkretnych realiach. Nie tylko drugoplanowe postacie, ale także miejsca, organizacje i frakcje obecne na planszach komiksu to elementy, które bez trudu rozpoznają fani Zapomnianych Krain. Inni czytelnicy także nie powinni pogubić się w tym bogactwie, nawet pomimo faktu, że oprócz nawiązań do komputerowego Baldur's Gate w albumie ponoć znalazły się też odniesienia do przygody Murder in Baldur's Gate – na szczęście nawet bez ich znajomości można po prostu śledzić perypetie bohaterów połączonych przez zrządzenie losu, jak w moim przypadku. 

Autorzy stawiają przede wszystkim na wartką akcję; wydarzenia momentami mogą wprawdzie zwolnić, by dać bohaterom (i czytelnikowi) możliwość złapania oddechu, ale zaraz z powrotem nabierają iście szaleńczego tempa, aż do finału zapierającego dech w piersiach. Niejednokrotnie, nie tylko w komiksowych albumach, akcja pędząca na złamanie karku ma w głównej mierze zamaskować niedostatki fabuły. W Legendach Wrót Baldura jednak idzie w parze z rozwojem historii, która nie powala może złożonością (a momentami zmusza też do zastanowienia się nad sensownością poczynań antagonistów), ale jako awanturniczo-przygodowa opowieść sprawdza się znakomicie.

Po oczach go, Boo! Po oczach!

Dość dobrze należy także ocenić warstwę graficzną komiksu, choć nie ustrzegła się ona kilku wpadek. Zarówno mimika bohaterów, jak i ich sylwetki momentami wydają się przerysowane, wręcz karykaturalne, co jeszcze przy odrobinie dobrej woli da się złożyć na karb konwencji, niestety – co gorsza – na kilku planszach z niezrozumiałych powodów postacie zamiast narysowanych twarzy mają jedynie gładkie maski, zupełnie jakby ilustrator pozostawił je na etapie wstępnych szkiców. Co więcej – na jednym kadrze dotyczy to tylko jednego z bohaterów, to tworzy efekt niezamierzenie komiczny.

Lepiej oceniam grafiki przedstawiające potwory występujące w komiksie, jednak przy nich autorzy mogli pozwolić sobie na większe pole manewru i nie kłopotać się zbytnio anatomiczną poprawnością. Z pewnym zaskoczeniem przyjąłem też ilość krwi pojawiającej się na kadrach. Nie są to może potoki wylewające się poza ramki, ale jak na komiks adresowany do niekoniecznie dojrzałych odbiorców, jest jej całkiem sporo, co poczytałbym za zaletę, dodaje bowiem realizmu walkom toczonym przez bohaterów, a tych jest niemało.

Wszystko to razem sprawia, że Legendy Wrót Baldura dostają ode mnie wysoką notę; nawet jeśli nie podzielam zachwytów mojego redakcyjnego kolegi nad tą pozycją, to na pewno jest ona warta, by zainteresowali się nią nie tylko zadeklarowani fani Lochów i Smoków.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Jeśli chodzi o materiały dodatkowe, to jest co najwyżej poprawnie – dostajemy kilka szkiców postaci i lokacji oraz grafiki z okładek podręczników The Rise of Tiamat i Hoard of the Dragon Queen. Trochę szkoda, że nie znajdziemy choćby galerii alternatywnych okładek, ale nie jest to brak, który w jakimkolwiek stopniu wpływałby na ocenę albumu.

Legendy Wrót Baldura okiem erpegowcaCytując klasyka, aż chciałoby się powiedzieć: Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę – nie tylko dlatego, że w albumie dostajemy historię właśnie o tworzeniu się grupy poszukiwaczy przygód, którzy w finale postanawiają nadal trzymać się razem, mimo pokonania zagrożenia, które pierwotnie ich połączyło, ale także dlatego, że niektóre działania bohaterów nabierają więcej sensu, jeśli spojrzeć na nie przez pryzmat erpegowej drużyny i zachowań graczy.

Sama fabuła komiksu mogłaby z powodzeniem stanowić kanwę erpegowego scenariusza, jednak z zastrzeżeniem, że wymagałaby dość specyficznego zestawu postaci. Co więcej, poszczególni gracze musieliby liczyć się z tym, że nie wszyscy bohaterowie dostaną tyle samo czasu antenowego i fabularnej wagi – intrygę w znacznej mierze mamy osnutą wokół elfiej czarodziejki, wątki poboczne dotyczą na dobrą sprawę tylko Krydle'a, a Shandie, choć kompetencjami nie ustępuje swym towarzyszom, to ewidentnie gra drugie skrzypce.

Zobaczymy, czy zmieni się to w kolejnym albumie z udziałem tych bohaterów, Cienie wampira, przenoszącym akcję do mrocznego i mglistego Ravenloft. Jego wydanie zapowiedział Egmont. Mam nadzieję, że linia wydawnicza obrazkowych opowieści sygnowanych logo Dungeons & Dragons będzie w naszym kraju rozwijać się dynamicznie, ale przypuszczam, że wiele zależeć będzie między innymi od tego, jak zostanie przyjęty przez czytelników recenzowany tom.

 

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie albumu do recenzji.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
7.5
Ocena recenzenta
7.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Legendy Wrót Baldura
Scenariusz: Jim Zub
Rysunki: Max Dunbar
Kolory: John Paul-Bove, Joana Lafuente
Seria: Dungeons & Dragons
Wydawca: Egmont
Data wydania: 8 marca 2023
Kraj wydania: Polska
Autor okładki: Sarah Stone
Tłumaczenie: Marek Starosta
Liczba stron: 124
Format: A5
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
ISBN: 9788328157552
Cena: 49,99 zł
Tytuł oryginalny: Legends of Baldur's Gate
Wydawca oryginału: IDW Publishing
Data wydania oryginału: 19 maja 2015
Kraj wydania oryginału: Stany Zjednoczone



Czytaj również

Dungeons & Dragons: Zło u Wrót Baldura
Nie ma jak w domu
- recenzja
Dungeons & Dragons: Furia lodowego giganta
Przygody na północy
- recenzja
Avengers. Bez drogi do domu
Droga jest, ale trzeba ją wpierw znaleźć.
- recenzja
Avengers. Nie poddamy się
Gdzie jest Ziemia?
- recenzja
Spider-Man Noir
Czarny pająk
- recenzja
Lucky Luke #42: Siedem opowieści o Lucky Luke'u
Kowboj w formie krótkiej
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.