» Recenzje » Królowa czarnych elfów

Królowa czarnych elfów


wersja do druku

Quo vadis, Louve?

Autor: Redakcja: Camillo

Królowa czarnych elfów
Thorgal oraz jego podcykle zmierzają ku końcowi, który ma rozpocząć się złączeniem wszystkich historii w 2017 roku. Jednak po serii Louve tego nie widać. Najnowszy tom, Królowa czerwonych elfów, jest najlepszym dowodem – zamiast pójść w stronę Wyspy zaginionych dzieci, czyli kompletnej, skondensowanej opowieści, rozrasta się, nie oferując wiele ciekawego.

Odpowiedzialni za podcykl Surżenko i Yann już wcześniej pokazali, że nie mają zbyt wiele pomysłów na serię o córce Thorgala. Dwa pierwsze tomy można jeszcze uznać za względnie udane, ale dalej jest to już typowe odcinanie kuponów. A przecież nie są to mierni artyści, bo tworzone przez nich Młodzieńcze lata dostarczają całkiem dobrych historii, nie serwując dłużyzn oraz zbędnych scen, czego nie można niestety powiedzieć o ich najnowszym tworze na polskim rynku.

Mała Louve w towarzystwie swej małpki postanawia opuścić matkę i wyruszyć do Bag Dadhu, aby odnaleźć ojca. Pomimo prób zatrzymania dziewczynki przez Aarcię ta jest zdeterminowana i nie zamierza poddać się łatwo, chociaż jest świadoma licznych niebezpieczeństw i w zasadzie nie wie, jak dostanie się na miejsce. Udaje się do lasu, gdzie na jej drodze staje stary przyjaciel rodziciela, Tjahzi, który szuka dawnego kompana i nie ma dobrych wieści. Coś, do czego się kiedyś wspólnie przyczynili, teraz stało się zgubą dla plemienia krasnoluda. Louve odsuwa swe plany i chce pomóc ziomkowi ojca.

Królowa czerwonych elfów prezentuje wydarzenia po Skaldzie, które poza paru drobiazgami nie kontynuują wątków z tamtych części – co nie jest szczególną stratą, bo nie były one porywające, acz tutaj intrygująca na pierwszy rzut oka fabuła zostaje rozwleczona i miejscami przegadana. Zasadniczo wszystko sprowadza się do próby odnalezienia przez Louve metalu nie z tego świata, a potem Strażniczki Kluczy; z drugiej strony mamy czarne elfy, bez przerwy zmuszające krasnoludy do wykucia coraz to ostrzejszego topora, aby raz na zawsze obciąć korzenie Yggdrasila – mimo że te od razu odrastają. I chociaż Yann wcisnął tu multum zbytecznych scen i dialogów, to w scenariuszu są dziury, zaś wiele czynów postaci jest nielogicznych i pozbawionych większego celu. Najlepszym przykładem jest motyw czarnych elfów – argument, że wielkie zniszczenie jest potrzebne, aby obarczyć winą bogów i rozpętać z nimi wojnę, jest mało przekonujący. Zwłaszcza, że tę wojnę można rozpocząć bez niczego – a tylko o nią chodzi tytułowej królowej. Po co więc cały ten cyrk?

Warstwa graficzna to bodaj najjaśniejszy punkt komiksu. Surżenko to zdolny rysownik, który potrafi swymi ilustracjami zbudować atmosferę, przywołać dawny klimat „starego” Thorgala i zadbać o szczegóły, ale Rosiński to bynajmniej nie jest, co niekiedy mocno rzuca się w oczy. Jego plastyczna kreska może i sprawdza się wszędzie, ale autor czasem odpuszcza sobie cieniowanie i dobór barw – Surżenko odpowiada również za nałożenie kolorów – przez co komiks traci ciągłość graficzną: raz otrzymujemy ostro zarysowane, detaliczne i proporcjonalne wyobrażenia, a raz jedynie kontury z drobnymi akcentami, które nawet kolorystycznie nie są zbalansowane. Nie jest to jakiś specjalnie przeszkadzający w czytaniu element, ale utwierdza w przekonaniu, że seria powstaje jako odcinacz kuponów.

Królowa czarnych elfów mogłaby być ciekawym komiksem, gdyby nie rozwleczenie i wciskanie na siłę niepotrzebnych scen, dialogów i postaci – autorzy wpadli chyba na pomysł, że wtrącenie motywów z Strażniczki Kluczy, Gwiezdnego dziecka czy Aarcii połechcze miłośników całego cyklu. Tym sposobem sprawili, iż historia tylko się wydłużyła, a akty wyjaśniające obecność konkretnej sylwetki nużą i nie wnoszą nic do fabuły. O psychologii bohaterów lepiej tu nie wspominać, bo dramatis personae zachowują się nielogicznie i niemal wszyscy zmierzają do celu okrężną drogą. Nie sądzę, aby kontynuacja była w stanie uratować tę historię.

4.5
Ocena recenzenta
5.75
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Louve #6: Królowa czarnych elfów
Scenariusz: Yann
Rysunki: Roman Surżenko
Kolory: Roman Surżenko
Wydawca: Egmont Polska
Data wydania: wrzesień 2016
Tłumaczenie: Wojciech Birek
Liczba stron: 48
Format: 215 x 290 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
ISBN: 978-83-281-1807-2
Cena: 29,99 zł
Wydawca oryginału: Le Lombard
Data wydania oryginału: 2016



Czytaj również

Thorgal. Louve #7: Nidhogg
Co dwie głowy, to nie jedna
- recenzja
Thorgal. Młodzieńcze lata #2: Oko Odyna
Powrót do dzieciństwa
- recenzja
Thorgal. Młodzieńcze lata #1: Trzy siostry Minkelsönn
I znowu seria poboczna...
- recenzja
Louve #04: Crow
Odgrzewany kotlet
- recenzja
Thorgal. Młodzieńcze lata #5: Slivia
Początków ciąg dalszy
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.